Byłam z facetem 3 lata, to była wielka miłość z obu stron. Facet ideał, nie szlajał się z kolegami, szanował mnie, robił dla mnie wszystko, nigdy nie dał powodu do zazdrości, zawsze pomocny, prawdziwy przyjaciel.
Po jakims czasie zaczęły sie jednak kłótnie, które to ja prowokowałam. Mam trudny charakter i zwaloną psychikę przez problemy w dzieciństwie. On początkowo łagodził te kłótnie, ale z czasem sam zaczął brać w nich udział, to znaczy gdy go biłam ( tak, tak, biłam )to mi oddawał i dochodziło do regularnej walki. Rzucanie przedmiotami i rozbijanie ich, było na porządku dziennym,robił to on i ja, pewnego razu zbił mi nawet komputer ;/
Trwało to przez ostatnie pół roku, chociaz zaczęło sie dużo wcześniej. Rozstania i powroty, wiele okropnych słów padało.. Pomiędzy kłotniami bylismy jednak jak dwa gołąbki, mielismy swój własny świat, swój własny język, totalne porozumienie dusz, wielogodzinne rozmowy,wielogodzinne analizy naszych kłótni, tuliliśmy się do siebie jak dzieci, było słodko i fantastycznie przez 2 tygodnie, a potem znowu bach i kłótnia. Wykańczało nas to coraz bardziej, razem żyć nie umieliśmy i osobno też nie. W ostatnich miesiącach on zaczął uskarżać sie że ma depresję i rzeczywiście, jego stan nie był dobry, zapisał się nawet do psychiatry, bo mówił ze już nie wytrzyma sam ze sobą i ze mną. Nie pracuje, jest bezrobotny, do tego coś w rodzaju fobii społecznej, żadnych znajomych, unikanie ludzi, większość dnia to gdy komputerowe, książki, telewizor.
Kilka dni temu doszło do kolejnej awantury, w której mocno na niego naskoczyłam, grożąć nawet że go zabiję jeśli nie przyjedzie.
Przyjechał, zaczęliśmy gadac, ja płakałam, on płakał, powiedziałam "powiedz czy mnie kochasz, jeżeli mnie nie kochasz, to odejdę i dam ci spokój i będzie koniec wszystkiego" - on na to " nie kocham cię" , powtórzył to dwa razy. Wtedy ja po prostu wstałam z ławki i odeszłam bez słowa, on nadal tam siedział i patrzył jak odchodzę.
Minął ponad tydzień, nie odzywamy się do siebie, nie wiem co dalej.
Czy jest szansa, że on to powiedział bo miał dość i byl nami zmęczony, plus ta jego depresja ? A naprawdę to mnie kocha, tylko nie ma już sił ? Chciał mną wstrząsnać,odciąć się, sprawić żebym go znienawidziła, żeby zakończyć to piekło między nami ?
Co robić ? Co powinnam zrobić ???
Nie wierzę że mnie nie kocha, byłam dla niego wszystkim, oprócz mnie on nie ma nikogo, nawet żadnego bliskiego kolegi.
Nie odzywam się do niego i nie zamierzam się odzywać, chociaż serce boli bardzo.
To on powinien się pierwszy odezwać, skoro tego nie robi, znak że nie chce... dla mnie to oczywiste.
Podobne tematy
2 2011-09-06 22:10:32 Ostatnio edytowany przez Monicy (2011-09-06 22:12:36)
Moim zdaniem sama powinnaś skorzystać z pomocy psychologa, pójść na terapię, nawet rozpocząć leczenie farmakologiczne.
Nie jest Twoją winą, że miałaś trudne dzieciństwo którego konsekwencje mają teraz ujście. Twoją winą jest, że nic z tym nie robisz. Zdobędę się nawet na stwierdzenie, że to przez tą atmosferę którą stworzyłaś w związku, Twój facet nabawił się depresji. Sądzę, że nie jeden facet którego w kłótni uderzyłaby kobieta, zostawiłby ją. Kłótnie w związku są normalne i niekiedy potrzebne, ale rękoczyny w standardzie absolutnie się nie mieszczą. Twój facet pozostał przy Tobie być może z nadzieją, że wasz związek dokona w Twoim charakterze zmiany i bach : Sam zachorował. Depresja to nie grypa, którą da się wyleczyć w tydzień, góra dwa. Depresję leczy się czasem latami. I myślę, że przy Twoim boku byłoby mu dwa razy trudniej z tego wyjść.
Nie jest to tylko moja hipoteza. Sama cierpię na nerwicę z elementami depresyjnymi i mając ścisły kontakt z bardzo dobrym prof. psychiatrą dowiedziałam się, że do póki jesteśmy w zasięgu ogniwa które powoduje u nas takie stany, bardzo ciężko jest wrócić do pierwotnego stanu. Może Twój były dowiedział się o tym na wizycie u swojego psychiatry i dlatego postanowił, że dla dobra was obojga lepiej będzie się rozstać ? Może sam miał już dosyć waszej szamotaniny i doszło do niego, że nie jest cudotwórcą i potrzebujesz pomocy specjalisty?
Moja rada jest taka: Nie rozmyślaj czy Cię jeszcze koga, dlaczego odszedł, bo odpowiedzi póki co i tak nie poznasz. Daj mu szansę na ustabilizowanie emocji, wyciszenie się, odpoczynek od Twojej osoby. I sama weź się za siebie i swoje życie. Zgłoś się do lekarza, opowiedz o swoim problemie, zadbaj o siebie. Jeżeli jesteście sobie przeznaczeni : wrócicie do siebie. Jeżeli jednak wasze drogi się rozejdą, to będziesz przynajmniej wiedziała, że nowy związek będzie pozbawiony takich afer.
Witam.
wiem, ze post jest bardzo stary..ale
u mnie sytuacja jest identyczna teraz, tylko ze to kobieta mnie opuscila.. wpadlem w depresje i zaczalem sobie nieradzic. duzo klotni bylo.. zaczynam miec watpliwosci ze wroci. Kochalismy sie do szalenstwa i wydawaloby sie ze na zawsze.. wszedzie razem, wszystko razem.. teraz sie okazuje ze stracilismy wlasne Ja.. pomimo dojrzalosci drugiej polowki aktualnie zachowuje sie jak zraniona kobieta .. boje sie ze nie bedzie chciala byc ze mna ponownie.. minelo prawie 2 miesiace a ja ciagle zyje nadzieja ze wroci.. daje mi tylko do zrozumienia ze nie chce byc juz ze mna oddajac poczta pierscionek, klucz do domu ..
wiem ze przykladow jest wiele w zyciu, ale powiedzcie mi kobiety czy jesli kochacie szczerze, na cale zycie to co powoduje ze wracacie? jak zaufac pozniej ze to sie nie powtorzy. porozmawiajcie prosze
Nie wróci.
Idź na terapię. Dr google nie diagnozuje depresji.
Identyczna sytuacja - czyli wzajemne wyniszczanie i patologia w pełnej krasie? Chłopie, wyjdź sam z siebie, stań obok, złap się za ramiona i solidnie potrząśnij. Wzajemna destrukcja nie może skończyć się dobrze. Możliwe, że Twoja eks to w końcu pojęła i dla dobra Was obojga się z tego ostatecznie wypisała.
Po co chcesz, żeby wróciła, skoro Wasza relacja była toksyczna?
Daj jej spokój, zacznij żyć dla siebie, idź do psychiatry i wylecz się, bo naprawdę szkoda życia.
Witam.
wiem, ze post jest bardzo stary..ale
u mnie sytuacja jest identyczna teraz, tylko ze to kobieta mnie opuscila.. wpadlem w depresje i zaczalem sobie nieradzic. duzo klotni bylo.. zaczynam miec watpliwosci ze wroci. Kochalismy sie do szalenstwa i wydawaloby sie ze na zawsze.. wszedzie razem, wszystko razem.. teraz sie okazuje ze stracilismy wlasne Ja.. pomimo dojrzalosci drugiej polowki aktualnie zachowuje sie jak zraniona kobieta .. boje sie ze nie bedzie chciala byc ze mna ponownie.. minelo prawie 2 miesiace a ja ciagle zyje nadzieja ze wroci.. daje mi tylko do zrozumienia ze nie chce byc juz ze mna oddajac poczta pierscionek, klucz do domu ..
wiem ze przykladow jest wiele w zyciu, ale powiedzcie mi kobiety czy jesli kochacie szczerze, na cale zycie to co powoduje ze wracacie? jak zaufac pozniej ze to sie nie powtorzy. porozmawiajcie prosze
W związku, gdzie ludzie "kochają się do szaleństwa", nie ma miejsca na kłótnie, dużo kłótni. To jest związek toksyczny, a jego skutkiem jest Twoje samopoczucie.
Normalny związek = partnerstwo, miłość, szacunek, lojalność i przestrzeń dla każdego. Nie ma "..wszedzie razem, wszystko razem..". To jest zaborczość.