Witam was moje drogie panie, proszę was o pomoc ponieważ już nie potrafie , nie umiem i nie chce dłużej cierpieć ? To słowo nawet w częsci nie oddaje tego co czuje, żyje pół życiem, dręczy mnie pustka, błąkam się po świecie.
Pozwole sobie opowiedzieć swoją historie a wy oceńcie czy było warto poświęcić wasz cenny czas by to przeczytać.
Mieszkam w Krakowie, obecnie jestem na wyjeździe i może dlatego łatwiej mi tu się zwrócić o pomoc. Ostatnio sporo podróżuje chyba szukam samego siebie albo uciekam od nie kończącej się monotonii i czasu który jakby nie leciał, tylko stał w miejscu na złość. Wszystko zaczeło się dokładnie 8 lat temu, nasze pierwsze spotkanie było zupełnie przypadkowe. Spotkałem koleżanke która szła ze swoją znajomą, dawno jej nie widziałem więc poszliśmy wszyscy na lody. Pamiętam że wydawało mi się że to najlepsze lody na świecie, tak dobrze czułem się w ich towarzystwie, a w szczególności ceniłem sobie czas z tą obcą dziewczyną. Po tym spotkaniu zapomniałem jak miała na imie, ale nasza rozmowa, wspólne zainteresowania i jej uśmiech. Po tym spotkaniu wymieniliśmy się numerami swoich telefonów, nie spałem tej nocy. Po paru dniach zadzwoniła wieczorem i spytała czy mi się nie podoba bo nie może spać. Zaczeliśmy sie spotykać. Po miesiącu już byliśmy razem, wspólne wyjazdy, jazda na rowerze, ogladanie filmów, kurs tańca, skok ze spadochronem, restauracje i gotowanie w domu, romantyczność i spontaniczność, robiliśmy wszystko by było miło, cieszyliśmy się każdym dniem. Po 2 latach zaczeliśmy razem mieszkać, oboje pracowaliśmy i gdy jedno wracało to robiło wszystko by druga osoba była mile zaskoczona. Oczywiscie nie codziennie ale staraliśmy się jak to tylko możliwe, naprawde różne miłe rzeczy nie raz mnie zaskoczyły po ciężkim dniu pracy. Ledwo mogłem pracować, cały czas o niej myślałem, dużo do siebie pisaliśmy smsów, do domu prawie biegłem by być tym pierwszym i zrobić coś dla niej. Wspólnie gotowaliśmy, sprzątaliśmy , praliśmy i wspólnie odpoczywaliśmy. W myśl zasady że 2 osoby zawsze szybciej. Naprawde fantastyczny czas, kłótnie się zdarzały , ale były krótkie, wystarczyło pare spojrzeń, nie chcieliśmy się ranić. Umówiliśmy się że gdy jedna osoba przesadza to ta druga mówi aż do skutku Kocham Cię, a o sprawie rozmawialiśmy gdy opadły emocje. Tak mineły nam kolejne 3 lata, wtedy zmarła jej mama w wypadku samochodowym. Straszna tragedia, widziałem że sobie z tym nie radzi, chciałem pomóc ale nie pozwalała. Byłem przy niej , Dla niej cały czas ale nie napiętnowałem jej sobą, postanowiła że wyprowadzi się na jakiś czas do ojca i tak zrobiła. Nie protestowałem, jakie miałem prawo, czekałem... pisałem do niej, raz odpisywała a raz nie. Po 4 miesiącach przyszła ta długo oczekiwana chwila gdy pojawiła się u moich drzwi. Niestety już nie była tą samą osobą a po miesiącu czy dwóch zaczeło się piekło, wyzwiska, walka o miejsce w domu, rzucanie przedmiotami... nie byłem bez winy, nie odpuszczałem , toczyliśmy bitwy na każdym froncie. Nie mogąc już wytrzymać pare razy uciekałem z domu trzaskając drzwiami, wracałem po paru godzinach , widziałem że cały czas płakała, podczas takich dni nie rozmawialiśmy. Nastąpił w końcu dzień kiedy oznajmiła mi że to już nie to co kiedyś, że chyba mnie nie kocha. Dotarło wtedy do mnie co moge stracić, popłakaliśmy się, zaczeliśmy rozmawiać, jakoś ją zatrzymałem i mieszkaliśmy jeszcze tydzień razem. Niestety w piątek albo niedziele dowiedziałem się że już po wszystkim , nie chce mi robić nadzieji i odchodzi, życzyła dużo szczęscia w życiu. Moje błagania nic nie dały, późniejsze smsy i telefony również. Odpuściłem i zostałem sam.
Z życia jestem zadowolny ale w sferze uczuć jestem goły. Nie potrafie nawet spojrzeć na kobiety, nie interesują mnie one, na każdym spotkaniu jakim byłem porównywałem je do tamtej. W duszy wiedziałem że nic im nie brakuje ale to nie to samo. Nie chce nikogo zranić i nie chce żyć z kimś kogo nie kocham. Bawiłem się, wyjeżdzałem , robiłem wiele by odzyskać chęci do życia na nic. Chodziłem do psychologa i wyglądam na szczęśliwego człowieka tylko w moich oczach widać smutek i pustke. Często myśle o samobójstwie ale tego nie zrobie, zbyt wielu ludzi o mnie dbało całe życie by ich teraz zawieść, fakt jest taki że nie widze sensu w moim życiu. Nie mam już wiary w to że kiedyś się ułoży. Sama myśl że nigdy nie będziemy razem mnie przytłacza. Czasami jeszcze nie śpie w nocy, czasami płacze sam w kącie, czasami uderzą we mnie wspomnienia. Wszystko związane z nia wyrzuciłem bądź spaliłem, zostawiłem sobie tylko jedno małe zdjęcie jej twarzy, ale nigdy na nie nie patrze, jest zamknięte w portfelu, tak na wszelki wypadek...
Po 3 latach ona wychodzi zamąż.
Trzeba dbać o to co kochamy , kiedy zrozumiemy ile ta osoba dl anas znaczyła będzie już za późno.