netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

życie się kończy gdy miłość się kończy

4 odpowiedzi3 045 wyświetleńzałożony przez Lonely_ghost, 31.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » życie się kończy gdy miłość się kończy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1 Ostatnio edytowany przez Lonely_ghost (2011-08-31 16:35:03)

Temat: życie się kończy gdy miłość się kończy

Witam was moje drogie panie, proszę was o pomoc ponieważ już nie potrafie , nie umiem i nie chce dłużej cierpieć ? To słowo nawet w częsci nie oddaje tego co czuje, żyje pół życiem, dręczy mnie pustka, błąkam się po świecie.

Pozwole sobie opowiedzieć swoją historie a wy oceńcie czy było warto poświęcić wasz cenny czas by to przeczytać.
Mieszkam w Krakowie, obecnie jestem na wyjeździe i może dlatego łatwiej mi tu się zwrócić o pomoc. Ostatnio sporo podróżuje chyba szukam samego siebie albo uciekam od nie kończącej się monotonii i czasu który jakby nie leciał, tylko stał w miejscu na złość.  Wszystko zaczeło się dokładnie 8 lat temu, nasze pierwsze spotkanie było zupełnie przypadkowe. Spotkałem koleżanke która szła ze swoją znajomą, dawno jej nie widziałem więc poszliśmy wszyscy na lody. Pamiętam że wydawało mi się że to najlepsze lody na świecie, tak dobrze czułem się w ich towarzystwie, a w szczególności ceniłem sobie czas z tą obcą dziewczyną. Po tym spotkaniu zapomniałem jak miała na imie, ale nasza rozmowa, wspólne zainteresowania i jej uśmiech. Po tym spotkaniu wymieniliśmy się numerami swoich telefonów, nie spałem tej nocy. Po paru dniach zadzwoniła wieczorem i spytała czy mi się nie podoba bo nie może spać. Zaczeliśmy sie spotykać. Po miesiącu już byliśmy razem, wspólne wyjazdy, jazda na rowerze, ogladanie filmów, kurs tańca, skok ze spadochronem, restauracje i gotowanie w domu, romantyczność i spontaniczność, robiliśmy wszystko by było miło, cieszyliśmy się każdym dniem. Po 2 latach zaczeliśmy razem mieszkać, oboje pracowaliśmy i gdy jedno wracało to robiło wszystko by druga osoba była mile zaskoczona. Oczywiscie nie codziennie ale staraliśmy się jak to tylko możliwe, naprawde różne miłe rzeczy nie raz mnie zaskoczyły po ciężkim dniu pracy. Ledwo mogłem pracować, cały czas o niej myślałem, dużo do siebie pisaliśmy smsów, do domu prawie biegłem by być tym pierwszym i zrobić coś dla niej. Wspólnie gotowaliśmy, sprzątaliśmy , praliśmy i wspólnie odpoczywaliśmy. W myśl zasady że 2 osoby zawsze szybciej. Naprawde fantastyczny czas, kłótnie się zdarzały , ale były krótkie, wystarczyło pare spojrzeń, nie chcieliśmy się ranić. Umówiliśmy się że gdy jedna osoba przesadza to ta druga mówi aż do skutku Kocham Cię, a o sprawie rozmawialiśmy gdy opadły emocje. Tak mineły nam kolejne 3 lata, wtedy zmarła jej mama w wypadku samochodowym. Straszna tragedia, widziałem że sobie z tym nie radzi, chciałem pomóc ale nie pozwalała. Byłem przy niej , Dla niej cały czas ale nie napiętnowałem jej sobą, postanowiła że wyprowadzi się na jakiś czas do ojca i tak zrobiła. Nie protestowałem, jakie miałem prawo, czekałem... pisałem do niej, raz odpisywała a raz nie. Po 4 miesiącach przyszła ta długo oczekiwana chwila gdy pojawiła się u moich drzwi. Niestety już nie była tą samą osobą a po miesiącu czy dwóch zaczeło się piekło, wyzwiska, walka o miejsce w domu, rzucanie przedmiotami... nie byłem bez winy, nie odpuszczałem , toczyliśmy bitwy na każdym froncie. Nie mogąc już wytrzymać pare razy uciekałem z domu trzaskając drzwiami, wracałem po paru godzinach , widziałem że cały czas płakała, podczas takich dni nie rozmawialiśmy. Nastąpił w końcu dzień kiedy oznajmiła mi że to już nie to co kiedyś, że chyba mnie nie kocha. Dotarło wtedy do mnie co moge stracić, popłakaliśmy się, zaczeliśmy rozmawiać, jakoś ją zatrzymałem i mieszkaliśmy jeszcze tydzień razem. Niestety w piątek albo niedziele dowiedziałem się że już po wszystkim , nie chce mi robić nadzieji i odchodzi, życzyła dużo szczęscia w życiu. Moje błagania nic nie dały, późniejsze smsy i telefony również. Odpuściłem i zostałem sam.
Z życia jestem zadowolny ale w sferze uczuć jestem goły. Nie potrafie nawet spojrzeć na kobiety, nie interesują mnie one, na każdym spotkaniu jakim byłem porównywałem je do tamtej. W duszy wiedziałem że nic im nie brakuje ale to nie to samo. Nie chce nikogo zranić i nie chce żyć z kimś kogo nie kocham. Bawiłem się, wyjeżdzałem , robiłem wiele by odzyskać chęci do życia na nic. Chodziłem do psychologa i wyglądam na szczęśliwego człowieka tylko w moich oczach widać smutek i pustke. Często myśle o samobójstwie ale tego nie zrobie, zbyt wielu ludzi o mnie dbało całe życie by ich teraz zawieść, fakt jest taki że nie widze sensu w moim życiu. Nie mam już wiary w to że kiedyś się ułoży. Sama myśl że nigdy nie będziemy razem mnie przytłacza. Czasami jeszcze nie śpie w nocy, czasami płacze sam w kącie, czasami uderzą we mnie wspomnienia. Wszystko związane z nia wyrzuciłem bądź spaliłem, zostawiłem sobie tylko jedno małe zdjęcie jej twarzy, ale nigdy na nie nie patrze, jest zamknięte w portfelu, tak na wszelki wypadek...
Po 3 latach ona wychodzi zamąż.

Trzeba dbać o to co kochamy , kiedy zrozumiemy ile ta osoba dl anas znaczyła będzie już za późno.

2

Odp: życie się kończy gdy miłość się kończy

Drogi Lonely_ghost--Fakt ze ciezkie są zawsze rozstania nikt z nas nie chce zostac porzucony i byc samotny..Byc moze smierc jej matki zmieniła Ją i jej zachowanie moze po tej rozłące waszej kiedy zamieszkała z ojcem zrozumiała ze jednak ten zwiazek to nie jest to...Ze jest fajnie miło itp..ale jednak nie jest tym czego ona oczekuje..

Co nie oznacza ze po rozstaniu nie masz prawa byc szczesliwy bo to ze zwiazek sie konczy to zycie sie nadal toczy ...wyrzuc z siebie tą barierie ze juz nigdy zadnej nie pokochasz ze spotykasz sie z innym a mimo to doszukujesz sie czastki jej w nich bo to Ci nie ułatwi byc szczesliwym a juz załozenia nowego zwiazku..
Skoro ona po tych 3latach wychodzi za mąz to jak sam widzisz nie byłes jej przeznaczony ...Musisz starac sie zapomniec o tym ze zadna inna Ci jej nie zastąpi bo tego sam niewiesz..Ale zawsze jest gwarancja tego ze spotkasz na swojej drodze tą która faktycznie jest Ci przeznaczona i bedziesz z nią szczesliwy do konca swych dni...

Pogódz sie z myslą ze to co było mineło i ze juz nigdy razem nie bedziecie ..zacznij zyc na nowo od nowa..Nie przytłaczaj sie myslałami które Cie wprowadzają w stan płaczu zabłąkanych mysli...
Co do zdjecia które nosisz w portfelu wez i wyjmij je schowaj gdzies głęboko..Zycz jej w duchu szczescia i pozwól jej odejsc uszanuj jej wole i wez sie w garsc...Bo miłosc na jednej osobie nie musi sie konczyc nie musi oznaczac ze teraz zostaniesz juz sam itp...
Daj sobie szanse na nową miłosc i nie zamykaj serca przed innymi kobietami którym bedzie na Tobie zalezało..
Pozdrawiam i zycze siły i wytrwania ...

3

Odp: życie się kończy gdy miłość się kończy
Lonely_ghost napisał/a:

Trzeba dbać o to co kochamy , kiedy zrozumiemy ile ta osoba dla nas znaczyła będzie już za późno.

Bardzo ładnie i prawdziwie napisane. Ale.... no właśnie ale, chyba się nie obwiniasz? Z tego co piszesz dbałeś o swoją ukochaną, wspólnie stworzyliście zgrany związek, który przetrwał parę ładnych lat. Wszystko zmieniło się nagle gdy jej matka zginęła, starałeś się ją wspierać, czekałeś jej powrót... jednak to ona się zmieniła, to w niej coś pękło nieodwracalnie, stała się inną osobą... przeżyła ogromną tragedię, może Ty nieodłącznie kojarzyłeś jej się z tymi wydarzeniami i stąd kierowana w Twoim kierunku agresja. Nie jestem psychologiem, dlatego ciężko jest mi się w tym temacie wypowiedzieć...

Jednak sama przeszłam przez ból rozstania i wiem jakie uczucia wówczas miotają człowiekem i wiem też, że jeśli definitywnie nie zamkniemy zakończonego rozdziału, nie zaczniemy od nowa, układając sobie wszystko w głowie to nigdy nie zapomnimy
i nigdy nie wystartujemy od nowa. A to jest możliwe! Gadanie sobie, że ta osoba jest tą jedną jedyną i ciągłe odgrzewanie wspomnień prowadzi do notorycznej refleksji i tęsknoty i myśli samobójczych, o których zresztą wspominasz. Ja też juz byłam nad przepaścią , nie ja jedna - wiele osób na tym forum, znalazło się tu bedąc na zakręcie życiowym, dla wielu życie wieńczyło koniec, a jednak z czasem wszystko się zmieniło. Musisz chcieć zapomnieć i pożegnać się wreszcie...

Ludzie się rozstają, po wielu latach związku i każdego to boli, niezależnie od przyczyny, rozstanie jest bolesne i smutne, ciąży niezmiernie na psychice i fizyczności i niestety trzeba je przeżyć. Walcz o siebie i o swoją przyszłość, daj sobie szansę na miłość, być może nie spotkałeś jeszcze swojego aniołka, może po prostu pozwól mu się odnaleźć, pozdrawiam

4

Odp: życie się kończy gdy miłość się kończy

Dziewczyny fajnie Ci tu napisały cóż moge wiecej dodac?..........
Zajmij się czymś,wychodż z ludżmi,naprawde staraj się nie myślec bo to po paru latach nawet boli.Rozstania uczą w pewnym senise,daja nam okazj poznac siebie i jakie mamy uczucia.
Jesteś wartościowym facetem,uczuciowm,romantycznym ktory robi coś spontanicznie i by funkcjonowac potrzebny mu bodziec.Energia to ludzie,szukaj tej energi w znajmoych,przyjaciołach,oni Cie naładują nią.Odnów jakieś stare znajomosci z znajomymi,przyjaciółmi ,zawieraj nowe.
Na świecie jest naprawde osoba która doceni w tobie to kim jesteś tylko daj się jej odszukac,sama Cie nie znajdzie.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » życie się kończy gdy miłość się kończy

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026