Witam. Jestem nowy na tym forum, choć muszę przyznać że śledzę je już dosyć długo. Naprawdę wiele można stąd wynieść :) Mam 20 lat i pewien rosnący, co raz bardziej frustrujący problem.
Mianowicie, w czasach gdy ludzie młodsi ode mnie przeżywają swoje pierwsze miłości, bądź są już w moim wieku w związkach z porządnym stażem, Ja jakoś nigdy nie miałem szczęścia do kobiet. Czuję się samotny. Co prawda bywały w moim życiu epizody z pewnymi dziewczynami - choć krótkie, ale zauważyłem że nie potrafię zatrzymać przy sobie kobiety na dłużej. Jak na ironię mam dużo "koleżanek", z którymi mam bardzo dobry kontakt, ba czasami nawet mówią: "jesteś fajny", "naprawdę dobry z ciebie kumpel", ale można powiedzieć że na tym się kończy... W zasadzie czuję, że każda dziewczyna którą poznam od razu przyszywa mi łatkę kumpla ;/
Nie mogę powiedzieć że jestem jakiś flegmatyczny, zbyt leniwy. Nie uważam również żebym był jakimś strasznym nudziarzem. Staram się spędzać moje życie jak najbardziej aktywnie. Aktualnie pracuję, nigdy nie stronię od wyjść ze znajomymi na jakieś piwo, koncert. Uwielbiam sport: Pływam, gram w kosza (niegdyś nawet trenowałem ;D), jeżdżę na rowerze, chodzę na siłownię żeby nie stracić formy, nawet wciągnąłem się do tego stopnia, że zaprzestałem picia alkoholu. Można by stwierdzić że jakieś straszne kompleksy mnie się nie imają. Chociaż czuję, że nawet nie wiem jak urozmaicone i ciekawe moje życie by było, to i tak nie potrafię w pełni się z niego cieszyć. Bo nie ma koło mnie tej drugiej osoby z którą mógłbym dzielić swoje pasje, radości, problemy. Nie wspominam już o tym, że gdy widzę pary radośnie rozmawiające, przytulające się, Ja tylko wzdycham i odwracam wzrok żeby się nie denerwować... a owe zdenerwowanie stale rośnie.
No nic, fajnie że mogłem gdzieś się podzielić moim problemem. Pozdrawiam serdecznie :)