nikaa1982 napisał/a:Zgadzam się, że autorka wątku ma prawo żyć jak chce i przecież nikt nie namawia ją do tabletek (przeczytałam wątek jeszcze raz i nie widzę nigdzie słowa tabletki). Tylko co z jej mężem? On już nie ma prawa żyć jak chce? Skoro autorka wątku zachodzi w ciągu 2 lat w 2 ciąże wpadki to może należałoby się zastanowić czy ta metoda w jej przypadku działa. No chyba, że chce eksperymentować. Tylko to jej mąż utrzymuje wszystkich w tej rodzinie i ja osobiście wogóle się mu nie dziwie, że chciałby zmienić metodę antykoncepcji.
Patrz post numer 2: "Jak nie chcecie przymierac głodem, i miec więcej dzieci to zdecyduj się na tabletki".
Mąż ma prawo żyć jak chce i ona też ma prawo. I co teraz? Może kompromis? Tylko że wiara wyklucza kompromisy. Metoda pewnie działa, tylko sądzę, że był błąd w interpretacji wykresu. Ja się też mężowi nie dziwię, natomiast problemem tu jest wiara i wybory życiowe, które się z nią wiążą.
wtykanosa napisał/a:Emilia, co z tego że Ty masz może więcej lat niż te 20 letnie dziewczynki, skoro i tak nie myślisz racjonalnie? A stanowisko kościoła jest takie, jak napisałam, teraz, a nie kiedyś. I dla mnie jak ktoś chce żyć po Bożemu, to albo to powinien robić albo nie. A nie wybierać sobie czego będzie przestrzegać a czego nie, bo tak mu wygodniej. To chyba nie tak działa?
Zresztą, nie o to chodzi. Niech sobie każdy wierzy w co chce, ale NIE MA METOD NATURALNYCH. I to nie jest mój wymysł. To, że ktoś sobie monitoruje swój cykl nie da gwarancji, że nie zajdzie w ciąże. A sama autorka jest żywym przykładem. Zresztą, zapomi nacie że zapłodnienie to nie tylko kwestia kobieca. Powiedzcie jaki wpływ mają, metoda termiczna, kalendarzyka i wszystko inne co nazywacie NATURALNYM, na plemniki? Bo moim zdaniem żaden. Co z tego, że kobieta na tej podstawie stwierdzi, "o mam dni niepłodne mogę współzyć"? No i fajnie, idą do łóżka. Po wszystkim plemniki wędrują sobie do jajowodu i tam powiedzmy czekają sobie spokojnie 5 dni (bo bardzo mi przykro, plemniki potrafią żyć długo, zwłaszcza te z chromosomem X). A tu psikus, zdaża się właściwe lub powtórne jajeczkowanie i ten cierpliwy plemnik wnika sobie w jajo. I niestety, zwykle dlatego te metody zawodzą. Bo oprócz naszego organizmu, który potrafi płatać figle, jest jeszcze kwestia plemników. A im jest obojętne czy są dni płodne czy nie. One sobie dopłyną i zaczekają. A w ciele kobiety mają świetne warunki do życia.
Dlatego właśnie wymyślono antykoncepcje. Bo jak sama nazwa wskazuje anty czyli działa się celowo przeciwko czemuś. Więc naturalna być nie może.
I dziwie się że dorosłe kobiety tego nie wiedzą. Wypada wiedzieć jak działa mechanizm zapłodnienie. I że mierzenie temperatury nic tu nie da, bo czasem dodatkowe jajeczkowania nie dają objawów.
Więc pozostaje brak seksu. To jest 100% metoda.
Ale co to znaczy nieracjonalnie? Skąd ten pomysł?
Skąd pewność odnośnie stanowiska KK? Zajrzyj napierw do ksiązki, którą poleciłam, nie napisałam tego nadarmo. Tam naprawdę wszystko pisze.
Ok, to niech ci będzie, nie metody naturalna, ale naturalne planowanie rodziny. Lepiej?
Plemnik w sprzyjających warunkach czyli w macicy, może przeżyć maksymalnie 72 godziny, czyli 3 dni. Jeśli się upierasz przy 5 to podaj proszę źródło i niech to nie będzie elektroniczna "publikacja" typu forum. I tak się składa, że w NPR bierze się pod uwagę również długość życia plemników. Każda kobieta, która tę metodę stosuje powinna wiedzieć kiedy można, a kiedy nie, bo mimo że przed owulacją, to plemnik może przeżyć, zaczekać na jajeczko i je zapłodnić
.
sandra.sandra, bardzo mi przykro, że trafiłaś na księdza-debila. Ja bym się pewnie nie powstrzymała i dowaliła mu tak, by zapamiętał, że nie należy wciskać nosa w nie swoje sprawy. Swoją drogą powinien się cieszyć, ze mu przybyło parafian, zawsze będzie miał więcej na tacy
, on lub jego następca. Natomiast nie namawiaj Autorki wątku do życia w grzechu. To też grzech, a przecież jesteś wierząca? Mnie tam KK zwisa i powiewa, ale... nie lubie zakłamania.
Malinowy_Elf napisał/a:W momencie gdy przeczytałam Emilie, która proponuje poradzić się spowiednika to pomyślałam, że KREW by mnie zalała jakby mój mąż o nasze intymne sprawy pytał spowiednika.
Szanuje poglądy innych, ale myślę, że sprawa antykoncepcji to sprawa 2 osób a nie jednej i ktoś musi iść na kompromis. Trwaliście przy Twoim sposobie - okazał się nie skuteczny więc może pora na kompromis w drugą stronę. Jest wiele metod - nie trzeba się truć (np prezerwatywy).
A swoją drogą zgadzam się z Wtykanosa. Metody naturalne są dopuszczalne według kościoła tylko w celu prokreacji. Dzięki temu Panie mają wiedzieć kiedy jest możliwość społodzenia dziecka i tylko wtedy bez grzechu można się kochać.
Emilio jeśli uważasz, że było tak kiedyś a teraz tak nie jest- ok - kłócić się nie będę, ale w takim razie używanie prezerwatywy (nieinwazyjna - nie ingeruje w gospodarkę hormonalną organizmu) też nie powinno być grzechem
Z tą krwią to by była scena typu "Koszmar z ulicy Wiązów"
. Wolę sobie nie wyobrażać
.
Dziewczyny, wy naprawdę nie wiecie co współczesny Kościół Katolicki mówi o seksie małżeńskim i z jakiegoś dziwnego powodu uparcie powtarzacie stereotypowe bajki na ten temat. Seks nie jest tylko po to by się rozmnażać. Seks jest po to, żeby wzmocnić więź małżeńska, wzmocnić miłość Podobnie KK nie mówi w jakiej pozycji należy się kochać ani że orgazm to grzech. To jakieś totalne głupoty są. Chciałabym polecić lekturę strony szansaspotkania.net (moderatorki mam nadzieję, że wybaczą podanie linka, ale to strona niekomercyjna, w zaden sposób nie będąca spamem lub konkurencją dla naszego forum). Nie chcę wklejać całych fragmentów z tej strony, ale przytoczę jeden, mam nadzieję, że komukolwiek będzie chciało się to przeczytać:
Nauka Kościoła nie ma nic wspólnego z fałszywym ideałem miłości małżeńskiej, który miałby polegać na gotowości do nieustannego rodzenia dzieci w zależności od możliwości reprodukcyjnych mężczyzny i kobiety. Decyzja urodzenia kolejnego dziecka nie może mieć nic wspólnego z fałszywym, fideistycznym pojmowaniem wiary. Fideizm głosi, że jeżeli człowiek do końca zaufa Bogu, to może nawet rzucić się w przepaść, a i tak Bóg go uratuje, cudem przeżyje, nawet nie złamie nogi. Rozum co prawda podpowiada, że taki skok musi zakończyć się śmiercią. Człowiek więc raczej będzie się bał zaryzykować, ale musi wtedy przyznać, że w tym przypadku objawił się u niego brak prawdziwej, czystej wiary. Zwyciężył racjonalizm, lęk i brak zaufania do Boga. Ideał całkowitego zdania się na Boga, wbrew podpowiedzi rozumu, nie został zrealizowany.
Błąd fideizmu polega na tym, że wybór życia dla Boga nie wymaga potwierdzenia ze strony rozumu ludzkiego. Praktyczną konsekwencją przyjęcia takiego poglądu jest np. ideał współżycia bez żadnego planowania, radykalna decyzja rodzenia dzieci ?jak Bóg da?, ślepe zdanie się na przypadek, zwalniające człowieka z posługiwania się rozumem i za jego pomocą rozeznawania woli Bożej.
Katolik powinien szukać rozumowych argumentów każdej decyzji, tym bardziej tak ważnej jak poczęcie dziecka i podejmować ją w wolności. Bóg chce być Bogiem ludzi świadomych i wolnych, którzy wybierają dobro dlatego, że widzą jego wartość, a nie dlatego, że muszą je realizować. ?Myśl katolicka jest często rozumiana błędnie, tak jakby Kościół głosił ideologię maksymalnej płodności, nakłaniając małżonków do przekazywania życia bez rozeznania i jakiegokolwiek planu. Wystarczy jednak uważnie przeczytać wypowiedzi Magisterium, aby stwierdzić, że tak nie jest. W istocie, przekazując życie, rodzice realizują jeden z najważniejszych wymiarów swego powołania: są współpracownikami Boga. Właśnie dlatego zobowiązani są do przyjęcia postawy niezwykle odpowiedzialnej. W podejmowaniu decyzji o tym, czy przekazywać życie lub tego nie czynić, nie powinni ulegać egoizmowi, ani dać się ponieść lekkomyślności, lecz kierować się roztropnością i świadomą wielkodusznością, która potrafi ocenić możliwości i warunki i zadbać przede wszystkim o dobro mającego narodzić się dziecka. A zatem, gdy istnieje powód, aby nie przekazywać życia, wybór taki jest godziwy, a może nawet być obowiązujący?. Tylko proszę o nienadinterpretowanie. Nie przekazywanie życia nie może wiązać się z chemiczną ingerencją w cykl.
Odnośnie prezerwatywy - wg KK to ingerencja w naturę, więc grzechem jest. Konkretne wyjaśnienie jest również na tej stronie, poszukaj sobie proszę, jeśli ci bardzo zależy na jakimś szerszym uzasadnieniu.
vivaldi, jakiego konkretnie wyznania jesteś? Bo chyba nie katolickiego, zresztą piszesz o chrześcijaństwie a nie o katolicyzmie... Seks analny jest grzechem i nawet Biblia go potępia. Bo to wbrew naturze. KK nie potępia seksu oralnego, ale analny - jak najbardziej. Cytat z wyżej wspomnianej strony:
Seks analny rozumiany jako wniknięcie członka do odbytu nie jest normalnym aktem seksualnym. Takie zachowania nie budują więzi małżeńskiej i są szkodliwe dla zdrowia (np. uszkodzenia, które sprzyjają zakażeniom). Fizjologia układu pokarmowego nie jest przystosowana do współżycia seksualnego. Mężowie nie mają prawa domagać się od żon takiego sposobu współżycia. Tekst znajduje się w dziale dotyczącym gradacji grzechów seksualnych.