oisywałam juz moja historie- i potrzebowałam wsparcia.spotkałam sie z bliską mi osoba(wspomnę ze zawsze miałysmy ze soba bardzo cieply i dobry kontakt i moglysmy rozmwiać o wszystkim).
porozmawiałam z nią,chciałam sie wygadać;wyżalić-potrzebowałam tego ,bo myslałam ,ze sama po prostu zwariuję.
owszem A.mnie wysluchała-jednak z pewną rezerwa.niby o sobie i ciązy(bo jest w 2m-cu)opowiedała rozentuzjazmowana,o swoim zyciu,mężu itd.jednak tutaj jak nigdy wczesniej zachowała dystans.ona sie staral zebym tego nie odczuła-widziałam to ale jednak!
po kilku dniach mój mąż wraca do domku i co?zaczyna sie,dlaczego ja o nas opoiwiadam A.i co ona ma do tego,czego oczekuję ,ze ona mnie zrozumie?
byłam w szoku o czym on mówi-skąd on to wie?
rozmawiałam z A. jak z przyjaciółką a ona-pobiegła do swojego męzusia -wyspowiadała się-a ten przy pierwszej nadażającej sie sytuacji dokladnie wszystko mu "wyśpiewał".
Dołożył oczywiści kilka pikantności do całej tej opowieści.
jestem zdruzgotana ,poniewaz rozmawiałam z nią bo potrzebowałam ciepła i przyjaciółki a teraz siedzę tu jak zbity pies!
nie dość że małżeńswto mi sie sypie to jescze dostalam kolejne kije na plecy.
powiedzcie mi co ja mam z tym zrobić?,mam z nią rozmawiać-to myśle jeszcze zaogniłoby relacje.
co wy nato? pomożcie bo zwariuję!