Witam , potrzebna mi rada , a moze wsparcie . Mam 45 lat jestem mężatką od 25 lat mój związek z mojej strony to była decyzja z rozsądku. Mój mąż mimo iż zapewniał mnie o wielkiej miłosci od początku małżenstwa nie szczędził mi atrakcji często pił , znęcał sie fizycznie nad naszym starszym synem, młodszemu też od czasu do czasu obrywało sie . Pierszy syn jest jego przysposobionym dzieckiem to dziecko z mojego pierwszego związku. Muszę powiedzieć też że mój mąz jest chorobliwie pedantyczny i wymaga tego samego od nas , wszystko musi byc zrobione tak jak on uwaz że jest dobrze nawet rzeczy na półkach mają być poukładane tak jak on sobie tego życzy . Ale wracając do sedna , półroku temu poznałam meżczyznę , który początkowo był moim wsparciem ale pózniej powstało miedzy nami cos więcej ,jesteśmy kochankami od pewnego czasu i chcielibyśmy za jakiś czas stworzyć parę , mój mąż domysla się że pojawił sie ktos ale nie ma jeszcze pewności jednak twierdzi że jeśli bedę chciała rozwodu to mnie zabije a pózniej siebie. Nadal nadużywa alkoholu uważa że tylko to zostało mu z przyjemności życia , z tego powodu ma zabrane prawojazdy i wyrok w zawieszeniu ale nadal jezdzi samochodem. Co robic poradzcie chcę rozwodu , ale bardzo boję się jego działan .Moi synowie są juz pełnoletni i znaja mojego przyjaciela bardzo go lubią ale czekaja na moja decyzję.Starszy sy wyprowadził sie z domu mieszka w wynajetym mieszkaniu i sam je opłaca nie mógł wytrzymać w domu. Młodszy uczy się i tylko czeka na taka mozliwośc jednocześnie boi się że jak sama zostanę z mężem to moja psychika nie wytrzyma poradzcie co robic Czy ja mam prawo do odrobiny normalności czy mam poddać się i pokornie słuchać męża jestem jego żoną, mam wyrzuty sumienia że może to nie tak że to moja wina Ale my nie jesteśmy fizycznie parą już od 3 lat mój mąż nawet mnie nie dotyka o przytuleniu nawet nie wspomne , kiedyś przy kolejnej kłótni powiedział ,że nawet zapłaci komuś by mnie przeleciał - to jego słowa , bo ja go nie pociągam , ciągle mówi że jestem zagruba , żle uczesaana , moje ubrania też nie są takie jak on uwaza za odpowiednie
1 2011-08-07 01:22:32 Ostatnio edytowany przez marzenaj (2011-08-07 01:42:10)
Podobne tematy
Witaj. Jeśli boisz się jego bo nie wiesz tak naprawdę czy on mówił prawdę z tym zabiciem Ciebie i siebie. To załatw odejście od niego ostro zgłoś na policję o tym że jeździ bez prawa jazdy. I jeśli ma karę w zawieszeniu to zamkną go a Ty będziesz mogła spokojnie starać się o rozwód. Nie wiem jak to będzie wyglądać gdy Ty będziesz tu a on w więzieniu ale lepsze to niż wytrzymanie z takim typem. Pozdrawiam
3 2011-08-07 01:49:04 Ostatnio edytowany przez marzenaj (2011-08-07 01:52:25)
Bardzo dziękuję za te słowa wsparcia zawsze to trochę lżej , jeśli myślisz że to nie dokońca jest tylko twoja wina mój maz postrzegany jest przez naszych znajomych ( mamy ich niewielu , bon nigdzie zemnąn nie wychodzi nawet wyjście do kina jest problemem bo on oglada tylko horrory lub sensacje) ja dobry człowiek , bo pracuje stara się o środki materialne no i mimo że trochę wypije to jednak mnie nie bije a chłopakom podobno mocna ręka dobrze robi. Boże czy ja jestem już tak pogrążona w tej beznadziei trwania w tym związku , że stach jest silniejszy niz rozsądek
Powiem jeszcze tylko tyle jeśli chcesz być z tym drugim partnerem jak to nazwałas "kochankiem" to zrób wszystko by z nim być idź za głosem serca. staraj się o rozwód zgłoś gdzie trzeba że jesteś zastraszana przez męża itd. Bo tak być nie może. Nie tkwij w tym związku bo on jest bez sensu. Twoi synowie powinni być przy Tobie i nie pozwolić by mąż coś Ci zrobił itp. Powinni Cie bronić (jeśli wiesz co mam na myśli) wiem że to jednego ojciec ale drugi nie będzie miał problemu by w razie potrzeby użyć siły w stosunku do ojczyma. A Ty walcz zrób wszystko by się od niego uwolnić. I być z tym którego kochasz.. Wykorzystaj to i bądź jeszcze szczęśliwa. Pozdrawiam i głowa do gory ![]()
5 2011-08-07 08:30:47 Ostatnio edytowany przez takasobiemamuśka (2011-08-07 08:35:21)
Marzena
Jestem pewna, że wiesz co robić...:)
Walcz o każdy swój dzień i działaj...ani dnia więcej w krzywdzie...
Też myślałam tak jak Ty, że jemu ludzie wierzą, że tak naprawdę nie wiedzą jaki jest...bardzo się myliłam, ludzie, sąsiedzi po prostu nie mówili nic na niego do mnie, bo wiadomo mąż-żona, ludzie są bystrymi obserwatorami, tylko my, "ustawione" żony widzimy inaczej
.... dopiero po rozwodzie otwierałam ze zdziwienia oczy i japę jak zaczęli mówić....sama się zdziwisz ile Ci powiedzą...zobaczysz...
Witam ciepło
, rozgość się, zaglądaj, podczytuj tematy...będzie Ci łatwiej i wiedzy konkretnej zasięgniesz... i pisz..pisz... ![]()
Wsparcie w walce o godność i normalne życie tu znajdziesz na pewno ![]()
Jak będziesz miała trochę więcej czasu polecam wątek "Mój wymarzony rozwód" i wątki o kochających za bardzo ![]()
Powodzenia ![]()
marzenaj,
skorzystaj z rad udzielonych wyżej.
Ze swojej strony chciałabym tylko dodać, że nie warto żyć w klatce. Trzeba otworzyć oczy i się z niej uwolnić. Oczy otworzyłaś, wiesz czego pragniesz teraz działaj. Ten kto straszy nic nie robi. Uwierz, wiem, co mówię. Gdyby tak było, pewnie byłaby wdową, a nie przyszłą rozwódką. Jak rozumiem masz wsparcie synów, więc odzyskaj siebie dla siebie. Powalcz o swoją godność.
Masz prawo i obowiązek być szczęśliwą, dla siebie, synów, mężczyzny, z którym czujesz się bezpiecznie, dla przyjaciół...
Znaczy znalazłaś fajniejszego sponsora? No, można i tak.
Przyznam się, że mnie się ta sytuacja nie podoba ![]()
Mąż stosuje przemoc wobec dzieci od dłuższego czasu, więc dlaczego dopiero teraz, gdy kogoś sobie znalazłaś - piszesz o tym? Przecież synowie to już dorośli mężczyźni, dlaczego nie odeszłaś, gdy byli bici - jako dzieciaki?
Mąż Was wszystkich utrzymuje? Ty pracujesz, czy jesteś na jego utrzymaniu?
Poproszę o rozwinięcie jakże enigmatycznego zwrotu " mój związek z mojej strony to była decyzja z rozsądku" - bo jak sądzę TO właśnie jest przyczyną wszystkich problemów.
Wybacz, ale mam przeczucie, że wszystkie złe rzeczy, które się wydarzyły w Waszym małżeństwie (nie neguję ich, broń Boże) dotychczas w ramach "umowy z rozsądku" tolerowałaś, a teraz - gdy pojawił się ktoś dla Ciebie ważny - mają być dla Ciebie usprawiedliwieniem.
Uważam, że powinnaś uczciwie ocenić swoje i męża zachowanie. Ja go nie wybielam, ale Ty też święta nie jesteś.
Poza tym kiepska to bardzo sytuacja - gdy dzieci wiedzą, że jedno z rodziców ma kochanka, znają go i całą tą sytuację ukrywają przed ojcem. Niestety - kiepski początek tego małżeństwa (Twój wybór), kiepskie trwanie - to i koniec będzie kiepski.
Niekochana, mnie najbardziej ubodło w oczy to:
Mam 45 lat jestem mężatką od 25 lat mój związek z mojej strony to była decyzja z rozsądku.
i autorka pisze, że to jej drugi związek. Tak się zastanawiam, czy co jakiś czas nie następuje wymiana sponsora na fajniejszego...
10 2011-08-07 14:13:15 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-07 14:13:40)
Niekochana, mnie najbardziej ubodło w oczy to:
Mam 45 lat jestem mężatką od 25 lat mój związek z mojej strony to była decyzja z rozsądku.i autorka pisze, że to jej drugi związek. Tak się zastanawiam, czy co jakiś czas nie następuje wymiana sponsora na fajniejszego...
No niestety, mam podobnie. Dlatego poprosiłam o wyjaśnienie tego enigmatycznego stwierdzenia. ![]()
Boję się do Ciebie pisać...
100% basiorze
Znów okrzyczą ![]()
Niekochana, ja się jeszcze nad czymś zastanawiam. Jak wygląda związek, w którym jedna osoba siedzi dla tylko kasy? Przecież chyba takie coś nie może normalnie funkcjonować... Jakoś tak mnie nie dziwi, że facet pije, że jest nerwowy.
Co gorsza, wnoszę z pierwszego postu, że marzenaj wlazła w związek z wyrachowania mając zaledwie 20 lat i już dziecko z poprzedniego związku. Wydawać by się mogło, że taki cynizm, wyrachowanie przychodzi z wiekiem...
Niekochana, ja się jeszcze nad czymś zastanawiam. Jak wygląda związek, w którym jedna osoba siedzi dla tylko kasy? Przecież chyba takie coś nie może normalnie funkcjonować...
Może funkcjonować taki układ, jeśli oboje wchodzą w niego ŚWIADOMIE. Taki biznesowy układ płacę - wymagam.
Choć to przekracza moje granice - jestem w stanie zrozumieć.
Ale - poczekajmy na autorkę i jej wersję zdarzeń.
P.S. Niektórzy, nawet tak starzy jak Ty i ja
- nie stają się wyrachowani i cyniczni. To chyba kwestia wrażliwości.
Niekochana, zwróć jeszcze uwagę na najnowszego pana w życiu marzenaj. Dlaczego weszła z nim w układ? Nie dlatego, że się zakochała, a dlatego, że był dla niej wsparciem. Znowu szukanie jakiejś korzyści. Dla mnie to nie jest normalne.
Niekochana, zwróć jeszcze uwagę na najnowszego pana w życiu marzenaj. Dlaczego weszła z nim w układ? Nie dlatego, że się zakochała, a dlatego, że był dla niej wsparciem. Znowu szukanie jakiejś korzyści. Dla mnie to nie jest normalne.
To się nazywa kobieta-bluszcz. Potrzebuje się wesprzeć. Sama nie da rady.
Oooo..... są też tacy Panowie. Facet-bluszcz. Bo to nie mężczyzna....
Chyba polemika na temat czy to kolejny sposnor tu nie wypada. To ze kobieta w wieku 20 lat wyszla za maz majac dziecko z kims innym nie swiadczy ze nie ma uczuc po za tym mysle ze bala sie ze zostanie sama z dzieckiem, da sie to usprawiedliwic. I nie widze w tym problemu. A to ze ja maz bije i synow to juz jest inna kwestia, on do tego nie ma prawa ! Nie wiem czy zauwazyliscie ale kobiety majac po 45 lat a czasem i wiecej odchodza od swoich opawcow. Mam przyklad moja kolezanka ma 40 pare lat i 4 dzieci najstarsze ma 21 lat i dopiero w zeszlym roku odeszla od oprawcy po tym jak po raz kolejny raz trafila do szpitala bo ja maz pobil ! I myslicie ze on mial prawo jha uderzyc ? Pewnie jest to bardzo podobna historia do naszej kolezanki. Od 3 lat nie przytulil ?! I co kobieta ma zrobic ? Nie szuka od razu skok w bok, kazda kobieta szuka wsparcie w mezczyznie bo to on ma byc silny w tym zwiazku !
16 2011-08-07 15:23:38 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-07 15:26:03)
Chyba polemika na temat czy to kolejny sposnor tu nie wypada. To ze kobieta w wieku 20 lat wyszla za maz majac dziecko z kims innym nie swiadczy ze nie ma uczuc po za tym mysle ze bala sie ze zostanie sama z dzieckiem, da sie to usprawiedliwic. I nie widze w tym problemu. A to ze ja maz bije i synow to juz jest inna kwestia, on do tego nie ma prawa ! Nie wiem czy zauwazyliscie ale kobiety majac po 45 lat a czasem i wiecej odchodza od swoich opawcow. Mam przyklad moja kolezanka ma 40 pare lat i 4 dzieci najstarsze ma 21 lat i dopiero w zeszlym roku odeszla od oprawcy po tym jak po raz kolejny raz trafila do szpitala bo ja maz pobil ! I myslicie ze on mial prawo jha uderzyc ? Pewnie jest to bardzo podobna historia do naszej kolezanki. Od 3 lat nie przytulil ?! I co kobieta ma zrobic ? Nie szuka od razu skok w bok, kazda kobieta szuka wsparcie w mezczyznie bo to on ma byc silny w tym zwiazku !
Wyraźnie napisałam, że nie neguję wszystkich złych rzeczy, które mąż robił.
Sama mam prawie 40 lat i odchodzę od męża. Ale nie odchodzę do kogoś, tylko od niego.
A tu widzę (być może się mylę) szukanie na siłę usprawiedliwienia dla przyłożenia mężowi rogów. No niestety - Pani zdecydowanie ma kochanka podczas trwania małżeństwa.
Pytasz: Co robi kobieta? Jak jej nie pasuje, to odchodzi. Tylko mam wrażenie, że ta akurat jest na własne życzenie zależna od męża. I chyba chce odejść do kolejnej "zależności".
Przykro mi, ale takie zachowanie moim zdaniem obraża wszystkie kobiety, które SAME, WŁASNYMI SIŁAMI borykają z problemami dnia codziennego.
17 2011-08-07 15:24:34 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-08-07 15:26:56)
Chyba polemika na temat czy to kolejny sposnor tu nie wypada. To ze kobieta w wieku 20 lat wyszla za maz majac dziecko z kims innym nie swiadczy ze nie ma uczuc po za tym mysle ze bala sie ze zostanie sama z dzieckiem, da sie to usprawiedliwic
Nie, nie da się usprawiedliwić. Bo zapominasz, że poza nią i dzieckiem, jest jeszcze ten facet, za którego wyszła traktując go jak dojną krowę. Zabrała mu 25 lat życia, a teraz, kiedy dzieci odchowane, znalazła kolejnego, bo uznała, że czas zaspokoić nie tylko finansowe potrzeby. W każdym razie, dla mnie jej układ z mężem, to układ: sponsor i sponsorowana. Tylko pytanie: czy mąż od początku wiedział, że jest tylko sponsorem...
A gadanie, że "mężczyzna ma być silny w związku" to wiązanie sobie kamienia u szyi.
Każdy ma być silny, po to właśnie, żeby od nikogo nie być zależnym.
Witam w 21 millenium ![]()
19 2011-08-07 15:50:17 Ostatnio edytowany przez karen (2011-08-07 15:51:17)
Jak się rozstać?
Ja zrobiłam tak:
Napisałam pozew o rozwód i zawiozłam go do sądu.
Wynajęłam mieszkanie, zorganizowałam przeprowadzkę i gdy męża nie było w domu wyprowadziłam część mebli, część sprzętów, pościeli, itd. itp. to co było mi i dzieciom potrzebne, to co dostaliśmy w prezencie od mojej rodziny. Po prostu zrobiłam podział "majątku" wg mojego uznania. Zabrałam dzieci, wtedy 16 i 11 lat. I od następnego dnia zaczęłam żyć życiem bez jego awantur po pijaku, wymówek i chorego pedantyzmu. Finansowo było mi ciężej, za to spokojnie i szczęśliwe. Dałam sobie radę, bo nie było innej opcji.
Po jakimś czasie dostaliśmy rozwód.
Witam , potrzebna mi rada , a moze wsparcie . (...)
Nie wiem, na czym to wsparcie, o które prosisz, miałoby polegać. Wydaje się, że swoje dalsze życie już zaplanowałaś.
Od dawna, jak napisałaś, Twoje małżeństwo jest fikcją. Według mnie było nim od zawsze, bo:
(...)z mojej strony to była decyzja z rozsądku. (...)
On kochał Ciebie, Ty jego - nie. Ok. Nie jest to mój styl, ale każdy układa sobie życie według własnych upodobań.
Od jakiegoś czasu masz kochanka; chcesz formalnie zakończyć swoje małżeństwo. Ok. Plan jasny. Pytasz dalej:
(...)Co robic poradzcie chcę rozwodu , ale bardzo boję się jego działan .
Nie znam się na rozwodach, ale chyba powinnaś złożyć papiery do sądu.
(...)Starszy sy wyprowadził sie z domu mieszka w wynajetym mieszkaniu i sam je opłaca nie mógł wytrzymać w domu. Młodszy uczy się i tylko czeka na taka mozliwośc jednocześnie boi się że jak sama zostanę z mężem to moja psychika nie wytrzyma poradzcie co robic(...)
Decyzję już podjęłaś, chcesz rozwodu.
(...)Czy ja mam prawo do odrobiny normalności (...)
Pytanie retoryczne. Każdy: Ty, Twój mąż, wasi synowie, Twój kochanek, i wszyscy na świecie, mają prawo do normalności.
(...)mam wyrzuty sumienia że może to nie tak że to moja wina (...)
I słusznie, że masz poczucie winy. Poślubiłaś faceta z rozsądku (ciekawe, czy Twój mąż był tego świadomy, czy powiedziałaś mu o tym przed ślubem?). Jeśli tak, to podjęłaś tą decyzję po rozważeniu wszystkich "za" i "przeciw". Zalety partnera - przeważyły. Od lat tworzycie nieudany związek, który był czarno-biały, tzn.: mąż i ojciec - potwór, żona i dzieci - do rany przyłóż. Ty zaś zdecydowałaś się nie na odejście od męża, co byłoby logiczną konsekwencją bardzo nieudanego związku, tylko na przejście do kochanka. To trochę zmienia optykę i ocenę Twego działania.
Bardzo dziękuję za tak otwartą reakcję na mój wpis . Może jednak opowiem moją historię od początku wyjaśni to wiele a może też pomoże zrozumieć moje wahanie. Jak już pisałam mam 45 lat moje pierwsze małżeństwo było wielką miłością a może ucieczką z domu od ojca alkoholika teraz już tego nie rozważam to ja byłam w nim sponsorem a raczej moi rodzice dobrze sytuowani mój pierwszy mąż nie kochał pracować ja pracuję i pracowałam wtedy jako pielęgniarka (ale wbrew legendom w tym zawodzie jeśli się chce można zarobić wcale nie najgorzej) Rozwód był z ożeczeniem winy po stronie męża zostawił mnie dla innej gdy byłam w dwa tygodnie po porodzie a ona była w 8 miesiącu ciąży , może tyle kwoli wyjaśnienia . Mj drugi mąż nie musiał się zemną żenić drugi syn urodził się 8 lat póżniej znaliśmy się wcześniej wiedział o wszystkim i o tym że moje uczucie do niego to nie wybuch i fajerwerki a raczej potrzeba bycia z kimś bliskim komu wydawało się że mogę zaufać miał nadzieję że miłość przyjdzie wraz z przywiązaniem . Ale nie przyszła mój mąż pił może nie jak alkoholik ale bardzo często potrafił uciekać przedemną z kolegami przez płot gdy czekałam na niego pod pracą. Aby oderwać go od towarzystwa zmieniłam pracę i wyprowadziliśmy się do innego miasta tu znalazłam mu inną pracę ( był wtedy mechanikiem samochodowym) ja też poszłam do nowej pracy kupilśmy mieszkanie z pomocą finansową mojej siostry , wszystko wydawało się że się zmieni to że nie kochał mojego pierwszego syna wydawało mi się czymś z czym się muszę pogodzić tak tłumaczyła mi jego matka i moja , bolało ale wtedy był już drugi syn a i pewnie strach że sobie nie poradzę z dwujką dzieci. Świat jednak nie jest tak piękny mąż znowu zaczął pić z nowymi kolegami tym razem w garażu gdzie pracował i pracuje dodatkowo mimo moich nalegań nie zrezygnował z garażu powiedział że niechce mu się wracać do domu bo w nim nic już nie można zmienić , stracił pracę przez rok był bezrobotny znalazłam mu inną dzięki znajomym w innej branży ale też nie jest z niej zadowolony do chwili obecnej ale pracuje bo wie że innej nie znajdzie . Zmieniliśmy też mieszkanie na większe by mógł w nim mieć jakieś wyzwanie wzieliśmy na nie kredyt ja poszłam do dodatkowej pracy , w czasie wolnym od dyżurów i drugiego etatu chodzę jeszcze sprzątać, .Pytacie dlaczego nie podjęłam tego kroku wcześniej gdy synowie byli mali , może to strach że poraz kolejny rozwód , że niedam sobie rady . Teraz jest mi łatwiej poszłam na studia mam dobrze płatną pracę po namowie koleżanek poszłam na terapię zaczynam czuć potrzebę spokoju , to nie tak że poszukałam sobie sponsora mój przyjaciel nie zarabia więcej nie jest wstanie być moim sponsorem jest raczej moim wsparciem . J on nie jest tak naprawdę powodem mojej decyzji . Mam ogromne wyrzuty sumienia i to chyba najbardziej boli bo wiem że mój mąż gdy odejdę zacznie pić bez opamiętania ,. Co może zrobić jeszcze aż boję się myśleć.
Niekochana, ja się jeszcze nad czymś zastanawiam. Jak wygląda związek, w którym jedna osoba siedzi dla tylko kasy? Przecież chyba takie coś nie może normalnie funkcjonować... Jakoś tak mnie nie dziwi, że facet pije, że jest nerwowy.
Co gorsza, wnoszę z pierwszego postu, że marzenaj wlazła w związek z wyrachowania mając zaledwie 20 lat i już dziecko z poprzedniego związku. Wydawać by się mogło, że taki cynizm, wyrachowanie przychodzi z wiekiem...
To nie tak ja zarabiam zdecydowanie wiecej od mojego męża z tego co dorabia daje mi tyle ile ma ochotę o ile ją ma , małżeństwo w wieku 20 lat to nie szukanie sponsora jak wyjaśniłam w moim posumowującym poście to ja byłam sponsorem to raczej nadzieja na miłość której brakowało w domu. Jestem ciekawa jak mocno Cię ktoś zkrzywdził , że tyle nienawiści w tobie
cisowianka napisał/a:Chyba polemika na temat czy to kolejny sposnor tu nie wypada. To ze kobieta w wieku 20 lat wyszla za maz majac dziecko z kims innym nie swiadczy ze nie ma uczuc po za tym mysle ze bala sie ze zostanie sama z dzieckiem, da sie to usprawiedliwic. I nie widze w tym problemu. A to ze ja maz bije i synow to juz jest inna kwestia, on do tego nie ma prawa ! Nie wiem czy zauwazyliscie ale kobiety majac po 45 lat a czasem i wiecej odchodza od swoich opawcow. Mam przyklad moja kolezanka ma 40 pare lat i 4 dzieci najstarsze ma 21 lat i dopiero w zeszlym roku odeszla od oprawcy po tym jak po raz kolejny raz trafila do szpitala bo ja maz pobil ! I myslicie ze on mial prawo jha uderzyc ? Pewnie jest to bardzo podobna historia do naszej kolezanki. Od 3 lat nie przytulil ?! I co kobieta ma zrobic ? Nie szuka od razu skok w bok, kazda kobieta szuka wsparcie w mezczyznie bo to on ma byc silny w tym zwiazku !
Wyraźnie napisałam, że nie neguję wszystkich złych rzeczy, które mąż robił.
Sama mam prawie 40 lat i odchodzę od męża. Ale nie odchodzę do kogoś, tylko od niego.
A tu widzę (być może się mylę) szukanie na siłę usprawiedliwienia dla przyłożenia mężowi rogów. No niestety - Pani zdecydowanie ma kochanka podczas trwania małżeństwa.Pytasz: Co robi kobieta? Jak jej nie pasuje, to odchodzi. Tylko mam wrażenie, że ta akurat jest na własne życzenie zależna od męża. I chyba chce odejść do kolejnej "zależności".
Przykro mi, ale takie zachowanie moim zdaniem obraża wszystkie kobiety, które SAME, WŁASNYMI SIŁAMI borykają z problemami dnia codziennego.
Jeśli zależnoś polega na poczuciu winy to tak jestem zależna , ale nie odchodzę do nowej zależności ja nie planuję kolejnego związku narazie chcę spokoju i czasu na zastanowienie ja nie sypiam z moim kochankiem ja się z nim spotykam planuję bycie z nim ale nie mieszkanie pod jednym dachem stać mnie na utrzymanie siebie i mojego uczącego się syna
Jak się rozstać?
Ja zrobiłam tak:
Napisałam pozew o rozwód i zawiozłam go do sądu.
Wynajęłam mieszkanie, zorganizowałam przeprowadzkę i gdy męża nie było w domu wyprowadziłam część mebli, część sprzętów, pościeli, itd. itp. to co było mi i dzieciom potrzebne, to co dostaliśmy w prezencie od mojej rodziny. Po prostu zrobiłam podział "majątku" wg mojego uznania. Zabrałam dzieci, wtedy 16 i 11 lat. I od następnego dnia zaczęłam żyć życiem bez jego awantur po pijaku, wymówek i chorego pedantyzmu. Finansowo było mi ciężej, za to spokojnie i szczęśliwe. Dałam sobie radę, bo nie było innej opcji.Po jakimś czasie dostaliśmy rozwód.
Marzena, nie miej pretensji o radykalne wypowiedzi, bo dopiero przed chwilą opisałaś dokładniej swoją sytuację. Z pierwszego twego posta można było odnieść takie a nie inne wrażenie. Bez tych dodatkowych wyjaśnień obraz był niepełny.
Karen dała Ci przykład jak to się robi realnie. Pytanie czy TY jesteś pewna swoich kroków.
Masz już pewne doświadczenie życiowe, zawsze szukałaś akceptacji i wsparcia (I takie a nie inne decyzje podejmowałaś).
Jeżeli jesteś pewna, że teraz NA PEWNO je znalazłaś, to uczciwość nakazuje NAJPIERW zakończyć jeden związek, zanim wejdzie się w drugi. Powodzenia
Szkoda, że w swym pierwszym poście nie opisałaś swej sytuacji tak dokładnie, jak zrobiłaś to dzisiaj.
Powodzenia. ![]()
cisowianka napisał/a:Chyba polemika na temat czy to kolejny sposnor tu nie wypada. To ze kobieta w wieku 20 lat wyszla za maz majac dziecko z kims innym nie swiadczy ze nie ma uczuc po za tym mysle ze bala sie ze zostanie sama z dzieckiem, da sie to usprawiedliwic
Nie, nie da się usprawiedliwić. Bo zapominasz, że poza nią i dzieckiem, jest jeszcze ten facet, za którego wyszła traktując go jak dojną krowę. Zabrała mu 25 lat życia, a teraz, kiedy dzieci odchowane, znalazła kolejnego, bo uznała, że czas zaspokoić nie tylko finansowe potrzeby. W każdym razie, dla mnie jej układ z mężem, to układ: sponsor i sponsorowana. Tylko pytanie: czy mąż od początku wiedział, że jest tylko sponsorem...
nie rozumiem dlaczego obrażasz kogoś tak łatwo> Owszem marzenaj napisała o swoim problemie dośc chaotycznie ale skoro za mało było " danych" to sam sobie je dośpiewałeś.. hmhmmh jakie to musi byc cholernie przykre..wejść w net, na forum , wyżalic sie i poczytac takiego gościa jak TY........
marzenj.. bierz życie w swoje ręce.. dalsze zycie... nie miałas kiedys odwagi a teraz masz jej więcej.. nie uszczęsliwisz nikogo trwając w takim życiu.. to owszem trudne ale dasz radę.. skoro chodzisz na terapie.. i stoisz dość mocno na nogach.Tow Twoja robota.. nie zmarnuj tego. Nic nie jest oczywiste.....Nie każdy z nas jest mądry, sliczny, odważny i podejmuje tylko słuszne decyzje... i zawsze dobre..
Marzena
...poczytaj te wątki, które Ci podałyśmy...rozumiem, że u Ciebie cieniutko z wolnym czasem...ale naprawdę warto ![]()
Pomogą Ci pozbyć się wyrzutów sumienia, które nie są wyrzutami sumienia, tylko uzależnieniem.
Zdziwisz się.
Powodzenia ![]()
marzenaj... nie znikaj stąd.. odezwij sie...
Dwie osóbki wpadły na chwilę, namieszały i spierdo... Oj nie ładnie! Nawet nie dały szansy koleżance sie wypowiedzieć. Marzenaj wróóóóóóóóóóóóóóć.
Marzenaj: gdybyś od początku, w pierwszym poście opisała dokładnie swoją sytuację - moje odpowiedzi pewnie wyglądałyby troszkę inaczej. Nie ma co się obrażać - najważniejsze, to znaleźć najlepsze dla siebie wyjście z sytuacji.
Jednak nadal bez zmiany pozostaje kwestia wchodzenia w małżeństwo "z rozsądku" oraz posiadania kochanka w trakcie trwania małżeństwa.
Dziewczyno - czy Ty nadal nie widzisz, że za każdym razem SWOJE problemy chcesz rozwiązywać wchodząc w relacje z kolejnymi mężczyznami, którzy mają pełnić rolę "wybawicieli"? I za każdym razem pakujesz się w goowno...
Problemy swoje należy rozwiązywać samemu, pracując nad SOBĄ. Zdecydowanie, od samego początku, od domu rodzinnego "łapiesz się" na problem współuzależnienia. I zła wiadomość - jeśli nic z tym nie zrobisz - na 100% ten Twój kolejny wybawiciel z czasem okaże się katem.
Pisz jak najwięcej, porozglądaj się po forum po innych, podobnych wątkach.
Ze swojej strony mogę zaoferować przesłanie Tobie bardzo dobrej literatury w temacie współuzależnienia, DDA. Jeśli jesteś zainteresowana - napisz na mojego maila.
Nie ma co się obrażać za ostre słowa - doszło do nieporozumienia wynikającego z niepełnego obrazu sytuacji. Nie zmienia to faktu, ze przyczyny i główny problem pozostają bez zmian. Poza tym w tym całym Twoim "zagubieniu" ofiarami są dzieci - dziś już dorośli mężczyźni.
Tak kochana - bo dopóki nie zrozumiesz, że ty TY masz problem - nie będzie lepiej. Będziesz kolejno wybierać takich samych mężczyzn. Ba - gwarantuję, że ten nowy "wybawiciel" został właśnie z takiego "klucza" wybrany. Nie kłapię tu ozorem bez powodu - problem współuzależnienia znam jak wiele osób na tym forum - od podszewki.
Walcz kobieto! O SIEBIE!
P.S. Roszpunko - nikt tu nie odbiera prawa wypowiedzenia się autorce. SAMA zadecydowała, co napisać w pierwszym poście.
Niekochana72 kobieta wiele przeszła,pewnie jak większość ludzi tu na forum. Myślę, że nie wpadła tu po to, by ją oceniać, dołować takimi tekstami, ale po to by poczuć nasze wsparcie. Zupełnie mnie nie dziwi, że oczekuje wsparcia od ''kogoś'', że szuka mężczyzny z którym znajdzie odrobinę spokoju i szczęścia. Ja osobiście nie obraziłabym się, ale kto wie czy nie zdołowałyby mnie takie słowa... I przyznaję, że byłam zniesmaczona Waszymi tekstami.
Niekochana72 kobieta wiele przeszła,pewnie jak większość ludzi tu na forum. Myślę, że nie wpadła tu po to, by ją oceniać, dołować takimi tekstami, ale po to by poczuć nasze wsparcie. Zupełnie mnie nie dziwi, że oczekuje wsparcia od ''kogoś'', że szuka mężczyzny z którym znajdzie odrobinę spokoju i szczęścia.
No i tu się zdecydowanie rozmijamy.
Dla mnie ważniejsze jest to, żeby zdołała się wyrwać z "zaklętego koła" niż żeby przez chwilę lepiej się poczuła.
A z tymi mężczyznami - to własnie widać, jak wybiera.
Siłę trzeba znaleźć w sobie, a nie w kolejnym mężczyźnie, którego "obluszczy".
Niekochana72 myślę, że ona znalazła w sobie siłę, skoro chce odejść od swojego męża. Wie doskonale, że sobie poradzi. Zamieszka sama jak napisała więc wątpię by chciała kogokolwiek ''obluszczać''.
A swoją drogą to czy nie jest tak, że kiedy czujemy, że ktoś nas wspiera w tym co robimy to stajemy się silniejsze. Na pewno jest lżej i prędzej potrafimy się pozbierać. Wiem to z własnego doświadczenia, ale Ty możesz czuć inaczej
...
Wiem to z własnego doświadczenia, ale Ty możesz czuć inaczej
...
Ale tu nie chodzi o moje czy Twoje doświadczenia. Chodzi o doświadczenia i schemat postępowania marzenaj - i jasno widać, gdzie ją on za każdym razem prowadzi.
Ale dlaczego uważasz, że tym razem też tak musi być. Wg mnie tym razem nie będzie powielania własnych błędów. Nie jest zależna od nikogo finansowo, sama ma zamiar zamieszkać. Czy Twoim zdaniem powinna zostać sama? Zresztą nasza rozmowa nie ma sensu. Ona już tu więcej nie zajrzy i wcale bym się nie zdziwiła...
36 2011-08-09 13:44:24 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-08-09 13:49:35)
Roszpunka napisał/a:Niekochana72 kobieta wiele przeszła,pewnie jak większość ludzi tu na forum. Myślę, że nie wpadła tu po to, by ją oceniać, dołować takimi tekstami, ale po to by poczuć nasze wsparcie. Zupełnie mnie nie dziwi, że oczekuje wsparcia od ''kogoś'', że szuka mężczyzny z którym znajdzie odrobinę spokoju i szczęścia.
No i tu się zdecydowanie rozmijamy.
Dla mnie ważniejsze jest to, żeby zdołała się wyrwać z "zaklętego koła" niż żeby przez chwilę lepiej się poczuła.
A z tymi mężczyznami - to własnie widać, jak wybiera.
Siłę trzeba znaleźć w sobie, a nie w kolejnym mężczyźnie, którego "obluszczy".
a jak ktos nie potrafi znaleść tej siły w sobie? a jak jest zastraszony, słaby, stłamszony przez zycie itd...? jest gotowa recepta? nie wiedziałam... a Ona znalazła w sobie tą potrzebną siłę przy innym facecie...i wyobraź sobie, że ja to potrafie zrozumieć... czasami trzeba wybrac mniejsze zło.. jakby to nie brzmiało.. i po co to przyklejanie ocenki na pleckach" obluszczy" " traktuje jak dojną krowę".... Powiem nawet tak... niepotrzebnie tyle lat zmarnowała... szkoda ,że nie postawił los na jej drodze tego mężczyzny wczesniej.. szkoda... Bardzo dobrze jej radzicie.. żeby walczyła o siebie.. ale nie wygląda mi na kobiete, która ot tak sobie .. skoczyła w bok i przesiadła się do innego wózka... dla kaprysu... mysle, że spędziła wiele długich nocy nad zastanowieniem sie nad swoja sytuacją... .. i nikt nie ma oprócz jej osądzać..jej własnego zycia... Nie każdy ma w sobie siłę, żeby góry przysłowiowe przenosić.. szkoda.. ale nie każdy...
wypowiedziałam się z racji swojego doświadczenia nazwijmy to zawodowego... wiem co to jest tyran w rodzinie.. i patrze w oczy kobietom, które mają taki paniczny strach w oczach i nie mają tej siły w sobie.... żeby to zmienic...i nie jednej bym powiedziała.. OBOJĘTNIE jak .. ale wyrwij się z tego... a jesli jeszcze w gre wchodza dzieci.. to sorry ale ja wymiękam....
37 2011-08-09 16:51:37 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-09 17:04:19)
Ale dlaczego uważasz, że tym razem też tak musi być. Wg mnie tym razem nie będzie powielania własnych błędów. Nie jest zależna od nikogo finansowo, sama ma zamiar zamieszkać. Czy Twoim zdaniem powinna zostać sama? Zresztą nasza rozmowa nie ma sensu. Ona już tu więcej nie zajrzy i wcale bym się nie zdziwiła...
Roszpunka czy wiesz, co to jest współuzależnienie? Jaki to garb, ciągnięty od najwcześniejszego dzieciństwa?
Dlaczego znów ma być tak samo? Bo Ona nie wie, że może być inaczej. Nikt jej tego nie pokazał - zawsze było tak samo.
No siądź i zapłacz nad naszą autorką - to z pewnością jej pomoże. Uwolni ją od lęków i rozwiąże wszystkie problemy - akurat!
Malwino - wszystkie ofiary przemocy psychicznej i fizycznej sa w takim stanie jak opisałaś. Wiem, bo ja też byłam. Ale uwalniają się tylko te, które potrafią odnaleźć w sobie tę siłę. I przeważnie nie dla siebie, ale dla DZIECI - tych najbardziej niewinnych ofiar.
Hmm... zastanawia mnie skąd w Tobie taka wspaniała wizja tego nowego mężczyzny? Bo ja nie znajduje żadnych konkretów na jej poparcie. Kochana - nie zjawi się książę na białym rumaku i nie uwolni księżniczki. Bardziej już prawdopodobne, że idąc znanym schematem - znów pocałuje żabę.
Marzenaj: pora, żebyś zawalczyła. Co masz do stracenia? Gorzej już było!
Wstań już z tych kolan, otrzep sukienkę, podciągnij podkolanówki, popraw kucyki - i do przodu. Nikt tego za Ciebie nie zrobi, kochana. WSZYSTKO ZALEŻY OD CIEBIE!
Malwino - wszystkie ofiary przemocy psychicznej i fizycznej sa w takim stanie jak opisałaś. Wiem, bo ja też byłam. Ale uwalniają się tylko te, które potrafią odnaleźć w sobie tę siłę. I przeważnie nie dla siebie, ale dla DZIECI - tych najbardziej niewinnych ofiar.
Hmm... zastanawia mnie skąd w Tobie taka wspaniała wizja tego nowego mężczyzny? Bo ja nie znajduje żadnych konkretów na jej poparcie. Kochana - nie zjawi się książę na białym rumaku i nie uwolni księżniczki. Bardziej już prawdopodobne, że idąc znanym schematem - znów pocałuje żabę.
Nie wiem czy wspaniała wizja.. wychodze z założenia,że jeśli On jej pomoże wyrwac się z tej matni to jestem ZA... nie wiem też ..bo wrózka ze mnie żadna... ale jakos mam nosa, że do owszem stłamszona kobieta ale rozsądna... może nijak się ma rozsądek do trwania w czyms takim w czym trwała tyle lat..ale własnie czasami strach jest nie do pokonania... Zycze jej bardzo..żeby sie udało.. czy z Nim czy bez.. grunt przerwać tą chora sytuację.....
39 2011-08-11 22:29:41 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-08-11 22:34:50)
To nie tak ja zarabiam zdecydowanie wiecej od mojego męża z tego co dorabia daje mi tyle ile ma ochotę o ile ją ma , małżeństwo w wieku 20 lat to nie szukanie sponsora jak wyjaśniłam w moim posumowującym poście to ja byłam sponsorem to raczej nadzieja na miłość której brakowało w domu. Jestem ciekawa jak mocno Cię ktoś zkrzywdził , że tyle nienawiści w tobie
Z Twoich wypowiedzi wyraźnie wynika, że zarabiasz więcej TERAZ i rozejść się też chcesz TERAZ. Lichy sponsor to do widzenia. Słusznie kobito, masz jedno życie, po trupach do celu.
nie rozumiem dlaczego obrażasz kogoś tak łatwo> Owszem marzenaj napisała o swoim problemie dośc chaotycznie ale skoro za mało było " danych" to sam sobie je dośpiewałeś.. hmhmmh jakie to musi byc cholernie przykre..wejść w net, na forum , wyżalic sie i poczytac takiego gościa jak TY........
Przepraszam, a to forum głaszczemypogłówce.pl? Mam własne zdanie i nie zawaham się go użyć
A to co nam Marzenaj napisała teraz ani o centymetr nie zmienia mojego zdania. No może trochę - od początku wiedziała w co wchodzi, bo od "zawsze" jej mąz pił. To do kogo teraz pretensje?
cisowianka napisał/a:Chyba polemika na temat czy to kolejny sposnor tu nie wypada. To ze kobieta w wieku 20 lat wyszla za maz majac dziecko z kims innym nie swiadczy ze nie ma uczuc po za tym mysle ze bala sie ze zostanie sama z dzieckiem, da sie to usprawiedliwic
Nie, nie da się usprawiedliwić. Bo zapominasz, że poza nią i dzieckiem, jest jeszcze ten facet, za którego wyszła traktując go jak dojną krowę. Zabrała mu 25 lat życia, a teraz, kiedy dzieci odchowane, znalazła kolejnego, bo uznała, że czas zaspokoić nie tylko finansowe potrzeby. W każdym razie, dla mnie jej układ z mężem, to układ: sponsor i sponsorowana. Tylko pytanie: czy mąż od początku wiedział, że jest tylko sponsorem...
Co Ty czlowieku piszesz?? Zabrała mu 25 lat życia?
Jestem w stanie sobie wyobrazić, co czuje marzenaj, skoro jej facet jej nawet nie przytula! Traktuje ja jak zero. Zabrać 25 lat zycia mogłaby, gdyby dbała o siebie, myslala tylko o sobie, mąz byłby troskliwy, zapatrzony w nia jak w obrazek, a ona by go zdradzała.
Tu sytuacja wyglada inaczej, chyba umiesz czytac ze zrozumieniem? Przeczytałeś zacytowanie jej męża?
bo wydaje mi się, że pomyliłeś posty.
Marzenaj, masz prawo do szczęscia. Odchowałaś dzieci (bo Twój mąz raczej tego nie zrobił, owszem, zapewniał pieniądze na utrzymanie, ale co z miłościa rodzicielską???), poomysl wiec teraz o sobie i o swoim szczęsciu, bo sądzac po Twoim małżenstwie, to przez 25 lat, jedynie dzieci były dla Ciebie źródłem szczęscia, za to dziekuj Bogu.
Pozdrawiam, życze wytrwałości.
Lupus, szkoda mi Ciebie. Doprawdy ktoś musiał Cie mocno skrzywdzic.
Co Ty czlowieku piszesz?? Zabrała mu 25 lat życia?
Tak, zabrała. Bo przez ten bezsensowny związek zmarnował 25 lat, które mógł przeżyć z inna kobietą, dla której byłby ważny i on, a nie tylko jego kasa.