Cześć dziewczęta.
Długo nosiłam się z chęcią napisania tutaj. Ale od początku. We wrześniu zeszłego roku, na przystanku autobusowym spotkałam chłopaka. Spodobał mi się, więc zagadałam, niby takie głupoty, która godzina, czy też jedzie tam gdzie ja (ten autobus zatrzymuje się przy dużym centrum handlowym, gdzie jedzie 90% osób, więc pytanie uzasadnione :)). Okazało się że tak. Spytał, czy chcę żeby mi towarzyszył podczas zakupów. Zdziwiłam się, bo stereotypowi mężczyźni nie lubią chodzić po sklepach. Zgodziłam się. To był bardzo fajny dzień, Maciek okazał się być fajnym, jednak zamkniętym w sobie chłopakiem. Widać było, że coś go trapi. Wymieniliśmy się numerami. Pisaliśmy do siebie SMSy, z początku takie dość trywialne, ale praktycznie codziennie. Jak napisałam, najpierw takie byle co, pytanie co jadłam na obiad, co mi się śniło. Ja pytałam co robił, jak mu minął dzień w pracy.
W październiku poszłam na studia. Tam poznałam Przemka. Bardzo przypadł mi do gustu, kontakt z Maćkiem zwolnił. Pewnego dnia obaj mnie zaprosili (w odstępie, ja wiem, pół godziny) na spacer wieczorem. Wiem, że Maciek lubi wałęsać się po nocach, sam mówił że wtedy lepiej mu się rozmawia. Jednak wybrałam Przemka. Potem było kilka podobnych sytuacji, obaj się starali o moje zainteresowanie, ale ja prawie zawsze wybierałam kolegę z roku. Imponował mi. W końcu jednak zgodziłam się pójść z Maćkiem, Przemek akurat był zajęty. Wtedy wyznał mi, że się we mnie zakochał, że wie, że ja nie odwzajemniam jego uczuć i spytał czy ma się odsunąć ode mnie. Bardzo mnie to zdziwiło, nigdy wcześniej żaden mężczyzna nie wyznał mi tego. Ale ja byłam zainteresowana Przemkiem... Powiedziałam to Maćkowi, ale zaproponowałam przyjaźń. Zgodził się, ale dodał pół żartem "będę się o ciebie starał"...
Jak obiecał, tak robił. W styczniu powiedziałam mu, że interesuje mnie Przemek, a jego lubię jako kolegę, ale nic więcej. Kontakt bardzo się rozluźnił, ograniczał się praktycznie do dwóch, trzech SMSów tygodniowo i to takich suchych, u mnie (u niego pewnie też) czasem wymuszonych.
Byłam szczęśliwa, zaczęliśmy z Przemkiem chodzić razem. W walentynki zaprosił mnie do siebie, przygotował kolację, wino. Po wszystkim chciał się ze mną kochać. Przeczuwałam, że może tego chcieć, ale to był mój pierwszy raz i nie chciałam tego robić tak na szybko a w dodatku pokazać, że romantyczna kolacja "wystarczy". Odmówiłam, ale on nie przestawał się do mnie dobierać. W końcu zaczął być agresywny, podarł mi bluzkę i złapał za gardło. Powiedział, że już długo czekał i był cierpliwy. Zachowywał się, jakby mu się należało. Jak w filmach... Uderzyłam go w twarz, przewróciłam stół i cała roztrzęsiona, w podartej bluzce bez płaszcza, wybiegłam. Pierwsze o czym pomyślałam i co zrobiłam, to telefon do Maćka... Przyjechał po mnie, dodatkowo, mimo że nic nie powiedziałam, miał ze sobą koc, bo jak sam powiedział "mogło być mi zimno". Odwiózł mnie do domu, pożegnaliśmy się. Na drugi dzień zrozumiałam swój błąd. Okazało się, że przez ten cały czas Maciek na mnie czekał, mimo że interesowały się nim dziewczęta (znam dobrze jednego z jego bliskich kolegów, opowiedział mi to). Zbliżyliśmy się, byliśmy parą. Byłam w niebie, Maciek był troskliwy, cierpliwy, zawsze mnie pocieszał i służył radą. Do czasu...
W maju poczułam, że chcę więcej wolności. Że związki nie są dla mnie, że troska i bliskość mnie przytłaczają. Skłamałam, że interesuje mnie ktoś inny i odeszłam. Po miesiącu jednak zaczęło mi brakować wszystkiego tego, od czego uciekłam. Okazałam się głupią dziewuchą, która sama nie wie czego chce.
Napisałam do Maćka mail, krótki, w którym zaproponowałam spotkanie. Odpisał tylko "Nie". Potem pisałam SMSy, ale odpisywał rzadko i zdawkowo. Spotkałam się z wspomnianym kolegą Maćka, żeby dowiedzieć się, czy kogoś ma. Okazało się, że zamknął się w sobie kompletnie, nie wychodzi z domu, jedynie do pracy i sklepu. Markowi, temu koledze, kazał się po prostu wynosić, kiedy ten przyszedł w odwiedziny. Niedawno poszłam pod jego mieszkanie, stanęłam pod klatką i czekałam aż wróci z pracy. Przeraziłam się, schudł, zbladł, w ogóle, cień człowieka. Podeszłam i chciałam pogadać, powiedział tylko "nie mam czasu" i poszedł na górę.
Czuję się fatalnie. Czuję, że zniszczyłam mu życie przez swoją niedojrzałość i głupotę. Nie wiem, co zrobić. Kocham go i jestem tego pewna. Pomóżcie!