Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 68 ]

1 Ostatnio edytowany przez czarnamadzia (2011-07-25 21:14:21)

Temat: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Długo zastanawiałam się, czy tu napisać. Wcześniejszy mój wątek o "zdradzie" przeczytał mój chłopak, ale tak naprawdę nie zdradziłam. Wiedział, że wątek jest napisany przeze mnie, bo nick i treść wystarczyło, żeby potwierdzić. Może teraz też to przeczyta, kto wie... choć wątpię w to, bo wydaje mi się, że wymazał mnie ze swojego życia.
To, co tutaj napiszę, będzie naprawdę... nienormalne? Nie wiem już, jak to określić, bynajmniej nie daję sobie rady psychicznie i nie wiem, co jest teraz właściwe, co powinnam robić...
Chłopak myśli, że go zdradziłam, choć tak nie było. Korespondowałam z pewną koleżanką, zazdrościłam jej życia, więc zaczęłam wymyślać, jakie moje życie jest "kolorowe". Dzieli nas sporo kilometrów, więc nie wie, co jest prawdą, a co nie, nie byłaby w stanie sprawdzić... No i nabajdurzyłam jej strasznie, łącznie z tym, że zdradziłam. Chłopak przez przypadek, bo inaczej nie napiszę nigdy, przeczytał fragment wiadomości z facebook'a o tym, że go zdradziłam. Nie zhakował mi konta. W Święta Bożego Narodzenia byłam u niego i weszłam na facebook'a, lubię ten portal, pochwaliłam się, że spędzam Święta z Ukochanym, bardzo okazywaliśmy sobie uczucia. Nie, nie pisaliśmy codziennie na facebook'u, jaka to nasza miłość jest wielka, ale od czasu do czasu - owszem. Bynajmniej nie uważam, że to jakieś obnoszenie się, dla mnie to było miłe... Komputer mu się zepsuł i po naprawie, włączając przeglądarkę, otworzyło się moje konto z wiadomościami do tej koleżanki i właśnie wtedy odczytał ten fragment. To bardzo istotne, bo na pewno mnie nie sprawdzał, nie hakował mnie, ani nic z tych rzeczy. Wiem, że mi ufał, jak ja jemu.
Chłopak z którym niby spałam, nie był wymyślony, ale większość rzeczy - owszem. Chłopak istnieje, słabo go znam, poznałam w pracy, pomógł mi w terenie, był u mnie, tak, ale do niczego nie doszło... Fantazja mnie poniosła i napisałam kumpeli jaki to on nie jest, że nie żałuję, że przecież mój chłopak ma mi się oświadczyć w tym roku, a ja go zdradziłam. No a wszystko bujda na resorach. I ostatniego wieczora wypiłam dużo, a ten palant to wykorzystał. Możecie resztę sobie dopowiedzieć. Wiele nie pamiętam, bo naprawdę dużo wypiłam, a piję generalnie rzy razy do roku na krzyż. Nie wiem, czy wykorzystał sytuację, czy zaplanowal to sobie... nie chcę już wiedzieć. Nikomu nic nie powiedziałam. Co miałam powiedzieć chłopakowi? Że piszę koleżance, żeby "zaimponować", że go zdradziłam, a tak naprawdę zostałam wykorzystana? W życiu bym nie pomyślała, że sprawy mogą tak się potoczyć. Dodam, że nie jestem typem imprezowiczki, siedzę więcej w domu, niż wychodzę, sporo czytam, bo lubię, śpiewam, ale ostatnio coraz mniej, bo nie czuję się już na siłach, coraz mi trudniej... Pracy nie mam, od czerwca dopiero, bo byłam rachmistrzem, teraz wakacje... Chętnie bym poszła, bo bym miała zajęcie, ale zaczynam zastanawiać się też nad innymi opcjami. Właściwie to na nic nie mam ochoty, ale to potem.
Po całym zajściu powiedziałam, że potrzebuję czasu. Miałam wstręt do facetów, strasznie źle mi było, ale gdybym powiedziała o tym chłopakowi, mógłby sam mieć kłopoty, bo by tego tak nie zostawił. Policja? To ja go wpuściłam, piłam sama... a to, że na nic się nie zgodziłam? Niby jak miałabym udowodnić? Byłam z góry przegrana. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć... a chłopak myślał, że go zdradziłam. Dlatego na tym forum w innym wątku pytałam, jak zdobyć zaufanie po zdradzie... Co miałam zrobić? Jak to wyjaśnić? A teraz jest i tak tylko gorzej...
W tym czasie, kiedy powiedziałam, że potrzebuję czasu, on wyjechał nad morze, wtedy tak się przestraszyłam... Bo ja z nim nie zerwałam, ale nie mogłam wtedy z nim być, całować, przytulać, czułam, że muszę być wtedy sama. I ten palant, co mnie wykorzystał, wyjechał do Belgii na tydzień do wspólnego znajomego. I jeszcze na dodatek napisałam do tego wspólnego znajomego, co u niego, i żeby oddał mi tego palanta. Oczywiście nie napisałam tak, tylko użyłam imienia. Napisałam to celowo, żeby sobie idiota nie myślał, że zrobił, co chciał i koniec, że wyjechał i może czuć się bez winy.
Chłopak wybaczył mi "zdradę", ale po około trzech miesiącach zaczęło się psuć. Nie mógł przestać myśleć, że mogłam coś takiego zrobić. Starał się na wszelkie sposoby zapomnieć, szukał porad w Inrenecie i natknął się wtedy właśnie na to forum i znalazł mój wątek o tym, co zrobić, żeby ponownie zaufał. A ja naprawdę nie wiedziałam, co zrobić... i szukałam pomocy, bo chciałam, żeby zapomniał. Mnie bolało co innego, mi było pewnie łatwo sobie wyobrazić, że mi wybaczy, bo tak naprawdę na nic się nie godziłam, mnie bolało co innego... Nie olewałam jego bólu. To nie był mój pierwszy związek, ale nikt tak o mnie nie dbał, nikt tak nie kochał, nie szanował... plany na życie i naprawdę miał mi się oświadczyć, żyłam tym, że z nim jestem, miałam tylko jego... cały mój świat. Myślałam, że damy sobie radę, przecież tak bardzo się kochaliśmy... jednak postanowił to zakończyć. Nie urywać kontaktu, ale być przyjaciółmi. Sam nie wiedział, jak to będzie, bo nie chciał mnie tracić i wierzę w jego słowa, ale ja tego nie chciałam, bałam się być jego przyjaciółką, bałam się, że już tak zostanie.
Przez parę dni nosiłam się z zamiarem wyznania prawdy. Pojechałam do niego, bo nie miał czasu, a może nie chciał mieć... Pisał do mnie, mało, ale pisał... i czułam, że go tracę, nieprzespane noce, ciągle płacz, byłam taka zmęczona. Pojechałam z listem, który opisywał, co do niego czuję, ale prawdę chciałam mu wyznać, więc powiedziałam. Nie rzucił mi się w ramiona, bo mi nie uwierzył, coś jest nie tak. Chciałam iść do Bazyliki, gdzie wyznał mi miłość, coś niesamowitego... Nigdy tego nie zapomnę. On jest bardzo wierzącą osobą, religijną. Ja bardziej wierzącą, ostatnio nawet bardzo... Powiedziałam: "Bóg mi świadkiem, że Cię kocham".
Posiedzieliśmy, przytulił mnie, pocałował i odszedł, nie odprowadził mnie nawet na przystanek jak zawsze, ale wiem, że cały dzień miał za sobą, był zmęczony... Jest astmatykiem, więc szybo się męczy - rozumiem to. Pojechałam zaryczana do domu i następnego dnia dostałam najpierw SMS'a, a potem list, gdzie pisze, że to koniec.
Wszedł na moje konto na facebook'u i wszystko przeczytał, co pisalam do tej koleżanki. Byłam "zbyt" wiarygodna... opisałam różne sytuacje, a wszystko po to, żeby podnieść w jakiś sposób swoją samoocenę? Żałosne, wiem. I po tym, jak wszystko przeczytał, cytował mi w liście, że tak nie pisze skrzywdzona dziewczyna, że to niemozliwe, jak mogę go tak okłamywać? Że jeszcze przed tym, co przeczytał, chciał być moim przyjacielem, ale teraz już nawet tego nie chce, że dobrze mi życzy, nie ocenia, że będzie miło wspominał to, co było, że tego mu nikt nie odbierze. Nie wyzywał mnie, nie poniżał, nie skrzywdził... A ja zniszczyłam ten związek chronieniem go i głupim nieporozumieniem. Nie odzywa się do mnie równo tydzień. Pisałam do niego, nie odpisuje mi... Usunął  nasze zdjęcia z facebook'a, naszej klasy... Wiem, że to głupie, ale nawet to mnie zabolało okropnie, ale czego się spodziewałam? Skoro zerwał, to normalne, ale za każdym razem, jak wchodzę na jego profil i widzę brak tych zdjęć, usunięte niektóre moje komentarze... płaczę jeszcze bardziej. Bo tak bardzo się kochaliśmy! Nie chciałam go skrzywdzić. ;(
Nie wiem, jak mam sobie radzić. Nie mam nic, celu w życiu, chęci i doskonale rozumiem porzuconych... On myślał, że to ja chcę go zostawić, dlatego wtedy pojechał nad morze, bał się, że go nie chcę, nie kocham, zastanawiał się, co jest nie tak, ale jak miałam mu o tym powiedzieć? Wiem, że powinnam, ale sama wpuściłam zło do swojego domu. W moim małym miasteczku wszystko by wyszło, nie miałabym życia, a policja guzik by zrobiła. Jeszcze by chłopak poszedł siedzieć. Nie wiem, co by mu zrobił, ale może byłby w stanie nawet kolesia zabić, bo on jak kocha, to na zabój, a generalnie w ogole nie jest agresywny i jest opanowany, spokojny bardzo... Takich ludzi rzadko można spotkać w dzisiejszych czasach... Kochających tak mocno, oddających siebie w całości... Dlatego mnie tak boli, że teraz mnie ignoruje, a ja nie wiem, jak mam go odzyskać, o ile mam jakieś szanse? Czy powinnam dać sobie spokój, boto już definitywny koniec? Nie umiem nawet normalnie żyć, czuję się, jakbym miała żałobę, że nawet nie wypada mi wyjść do ludzi... Nie wiem, co u niego sie dzieje, nie wiem, co myśli, jak się czuje, zastanawiam się, czy myśli o mnie... Wiem jedno, że chce kupić samochód - to z opisu na gg, bo pisze o Passacie. To jego ulubione auto, świetny z niego kierowca zresztą... Boję się też, że zostanę już sama. Tak, wiem, młoda jestem... Czy powinnam sobie darować i dać mu żyć, czy walczyć? A nawet jeśli - to w jaki sposób? Wiem, że nie słowa, a czyny są ważne, i on też tak uważa. Bo wiem, że mi nie wierzy... Ostatnią jego wiadomością był list wysłany pocztą elektroniczną, wiele raniących słów, wszystko, co pisalam na facebook'u zaprzeczało moim słowom, brakowało mi argumentów. Wysłałam mu list wyjaśniający WSZYSTKO, ale nie wiem, czy przeczytał to nawet... i nie wiem, czy w związku z tym zna prawdziwą prawdę - tak to określę. Brakuje mi już sił... Bo gdybym naprawdę go skrzywdziła, jak pisalam to koleżance - odeszłabym. Po co miałabym krzywdzić taką wspaniałą osobę? Zdaję sobie sprawę, że i tak go skrzywdziłam, ale nie tak, jak on myśli... Co dalej?

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Kochana - nas też tu w poprzednim wątku okłamałaś.
Przykro mi, ale tak się nie robi. Ludzie przychodzą tu, żeby się otworzyć, żeby pomóc innym. A Ty nas zawiodłaś.
Sorki, ale ode mnie drugiej szansy nie będzie.

Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

3

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Nie wiem kiedy kłamałaś: w obecnym czy w poprzednim wątku? Po czym to poznać? Bo teraz piszesz, że to prawda. Poprzednio też nie uprzedzałaś, że kłamiesz.
Ale nie mnie to rozstrzygać.
Jesteś dorosłą, odpowiedzialną za swoje decyzje, osobą. I tyle.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

4

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
niekochana72 napisał/a:

Kochana - nas też tu w poprzednim wątku okłamałaś.
Przykro mi, ale tak się nie robi. Ludzie przychodzą tu, żeby się otworzyć, żeby pomóc innym. A Ty nas zawiodłaś.
Sorki, ale ode mnie drugiej szansy nie będzie.

Nie chciałam Was okłamać... nie chciałam o tym wszystkim pisać, bo to było świerze - nie rozumiesz?
Ale okej.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

5

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Wielokropek napisał/a:

Nie wiem kiedy kłamałaś: w obecnym czy w poprzednim wątku? Po czym to poznać? Bo teraz piszesz, że to prawda. Poprzednio też nie uprzedzałaś, że kłamiesz.
Ale nie mnie to rozstrzygać.
Jesteś dorosłą, odpowiedzialną za swoje decyzje, osobą. I tyle.

Nie uprzedzałam, bo chciałam napisać, jak to widzi mój chłopak... chyba zaczynam żałować, że napisałam o tym na tym forum.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

6

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
czarnamadzia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Nie wiem kiedy kłamałaś: w obecnym czy w poprzednim wątku? Po czym to poznać? Bo teraz piszesz, że to prawda. Poprzednio też nie uprzedzałaś, że kłamiesz.
Ale nie mnie to rozstrzygać.
Jesteś dorosłą, odpowiedzialną za swoje decyzje, osobą. I tyle.

Nie uprzedzałam, bo chciałam napisać, jak to widzi mój chłopak... chyba zaczynam żałować, że napisałam o tym na tym forum.

Nie, nie, nie, kochana - choć teraz bądź szczera.
ŻAŁUJ, że SKŁAMAŁAŚ.

Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

7

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
niekochana72 napisał/a:
czarnamadzia napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Nie wiem kiedy kłamałaś: w obecnym czy w poprzednim wątku? Po czym to poznać? Bo teraz piszesz, że to prawda. Poprzednio też nie uprzedzałaś, że kłamiesz.
Ale nie mnie to rozstrzygać.
Jesteś dorosłą, odpowiedzialną za swoje decyzje, osobą. I tyle.

Nie uprzedzałam, bo chciałam napisać, jak to widzi mój chłopak... chyba zaczynam żałować, że napisałam o tym na tym forum.

Nie, nie, nie, kochana - choć teraz bądź szczera.
ŻAŁUJ, że SKŁAMAŁAŚ.

Oczywiście, że żałuję. W ogóle to żałuję, że wpuściłam tego debila do domu i napisałam do koleżanki... Gdyby tego nie było, byłabym nadal ze swoim chłopakiem, a teraz nie mam nic...
I do tego czuję się na tym forum, jakbym zabiła.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

8 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-07-25 18:38:58)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
czarnamadzia napisał/a:

(...)chyba zaczynam żałować, że napisałam o tym na tym forum.

A ja nie żałuję tego, że napisałaś. Bo niby czemu mam żałować?
Współczuję Tobie tego, że tak bardzo sama się zaplątałaś.

Jeśli mogę: wyciągnij z tej sytuacji mądre wnioski.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

9 Ostatnio edytowany przez czarnamadzia (2011-07-25 18:42:32)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Wielokropek napisał/a:
czarnamadzia napisał/a:

(...)chyba zaczynam żałować, że napisałam o tym na tym forum.

A ja nie żałuję tego, że napisałaś. Bo niby czemu mam żałować?
Współczuję Tobie tego, że tak bardzo sama się zaplątałaś.

Jeśli mogę: wyciągnij z tej sytuacji mądre wnioski.

Wnioski zawsze powinno się wyciągać i je wyciągnęłam. Tylko co mi teraz po tym, kiedy została mi przypisana wina, której nie popełniłam?

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

10

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

O Matko moja! Nie ogarniam cię czarnamadziu! Po co tyle kłamstw? Nie dziwię się twojemu chłopakowi że zakończył znajomość. Ja też bym tak zrobiła. I nawet zrobiłam gdy tylko odkryłam że jestem oszukiwana. Kłamstwo ma krótkie nogi - święta racja! A ja nie cierpię kłamstw, niesamowicie negatywne uczucia wzbudza we mnie kłamstwo. Wiesz... czytam bardzo dużo wątków tutaj i niejednokrotnie płaczę bo współczuję, teraz zastanawiam się czy te historie tutaj opisane są prawdziwe?
Życzę ci tylko żeby w przyszłości nie poniosła cię taka fantazja.

Co nas nie zabije to nas wzmocni.

11

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
czarnamadzia napisał/a:

Tylko co mi teraz po tym, kiedy została mi przypisana wina, której nie popełniłam?

Zaraz, zaraz, to Ty czy ktoś inny pisał na tym forum o swojej zdradzie, o tym, że chłopak wybaczył, że tego żałujesz? To jednak Ty napisałaś dobrowolnie, czy miałaś pistolet przystawiony do głowy?
Jeśli się fantazjuje tak sugestywnie, jak zrobiłaś to Ty, to trzeba tez mieć odwagę ponosić konsekwencje tych fantazji.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Mela50 napisał/a:

O Matko moja! Nie ogarniam cię czarnamadziu! Po co tyle kłamstw? Nie dziwię się twojemu chłopakowi że zakończył znajomość. Ja też bym tak zrobiła. I nawet zrobiłam gdy tylko odkryłam że jestem oszukiwana. Kłamstwo ma krótkie nogi - święta racja! A ja nie cierpię kłamstw, niesamowicie negatywne uczucia wzbudza we mnie kłamstwo. Wiesz... czytam bardzo dużo wątków tutaj i niejednokrotnie płaczę bo współczuję, teraz zastanawiam się czy te historie tutaj opisane są prawdziwe?
Życzę ci tylko żeby w przyszłości nie poniosła cię taka fantazja.

Sama siebie przeszłam, za bardzo urosły mi skrzydła. Szara myszka chciała być pięknym motylem.
Myślę, że historie są prawdziwe... tamta też była, jakby nie patrzeć, bo chłopak naprawdę myślał, że go zdradziłam i tkwiłam w tym. Więc z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że powinnam sobie odpuścić... zostawić, bo namieszałam. Tylko nie potrafię...

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

13

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Wielokropek napisał/a:
czarnamadzia napisał/a:

Tylko co mi teraz po tym, kiedy została mi przypisana wina, której nie popełniłam?

Zaraz, zaraz, to Ty czy ktoś inny pisał na tym forum o swojej zdradzie, o tym, że chłopak wybaczył, że tego żałujesz? To jednak Ty napisałaś dobrowolnie, czy miałaś pistolet przystawiony do głowy?
Jeśli się fantazjuje tak sugestywnie, jak zrobiłaś to Ty, to trzeba tez mieć odwagę ponosić konsekwencje tych fantazji.

Tak, tak, to ja pisałam. Pisałam wszystko z jego punktu widzenia.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

14

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Masz mętlik w głowie, wiem, współczuję... ale odpuść bo nic nie wskórasz. On już postanowił. Teraz uwierz w siebie i zacznij żyć od nowa ale bez kłamstw. Każde kłamstwo powoduje że się gubimy później.

Co nas nie zabije to nas wzmocni.

15

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Mela50 napisał/a:

Masz mętlik w głowie, wiem, współczuję... ale odpuść bo nic nie wskórasz. On już postanowił. Teraz uwierz w siebie i zacznij żyć od nowa ale bez kłamstw. Każde kłamstwo powoduje że się gubimy później.

Szok, bo napisał do mnie około pół godziny temu. Aż nie mogłam uwierzyć... Odpisałam. Nic dobrego, ale jak mam żyć, jeśli nie jestem z kimś, kogo kocham? Nie wierzę też w to, że ze mną byłby nieszczęśliwy. Wierzę, że on nadal mnie kocha...
Nie potrafię w siebie uwierzyć - to się zburzyło kompletnie. Bez niego nie umiem.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

16

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

może przeczytał ten temat smile
jeżeli nie kłamiesz to może wróci...ale jeżeli kłamiesz (chcesz wybielić poprzednie myśli + wiesz że on mógł to przeczytać) to myślę że i tak się rozpadnie..na kłamstwie się nic nie buduje.

Ale jeżeli się wam uda zaufać sobie to tylko wam życzyć tego big_smile

17

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
new99 napisał/a:

może przeczytał ten temat smile
jeżeli nie kłamiesz to może wróci...ale jeżeli kłamiesz (chcesz wybielić poprzednie myśli + wiesz że on mógł to przeczytać) to myślę że i tak się rozpadnie..na kłamstwie się nic nie buduje.

Ale jeżeli się wam uda zaufać sobie to tylko wam życzyć tego big_smile

Już wiem, że zaglądał dziś tutaj, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo myślałam, że w ogóle się mną nie interesuje... nie wiem, czy się z tego cieszyć?
Już tyle nakłamałam, że nie chcę z kłamstwem mieć nic wspólnego. Chciałabym móc "od nowa". Wiem, że większość uważa, że nie zasłużyłam, ale człowieka dusi strach. Każdy człowiek inaczej się zachowuje w danej sytuacji... a w takiej jak ja, nie każdy był i łatwiej jest mówić "na sucho". Teraz też jestem mądra po szkodzie. Tylko tak bardzo Go kocham... Wiesz, przez co przechodzę.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

18

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

wiem czarnamadzia i mam nadzieje że wam się uda smile Ja do mojej dziewczyny, jeżeli by zrozumiała co zrobiła i chciała wrócić, chciałbym wrócić, ale musiała by naprawdę pokazać że jej zależy i że żałuje słów które powiedziała.

19

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
new99 napisał/a:

wiem czarnamadzia i mam nadzieje że wam się uda smile Ja do mojej dziewczyny, jeżeli by zrozumiała co zrobiła i chciała wrócić, chciałbym wrócić, ale musiała by naprawdę pokazać że jej zależy i że żałuje słów które powiedziała.

Nie wiem, co będzie dalej. Strasznie żałuję i mam nadzieję, że On wie o tym, że wiem, jak mnie boli, że bałam się i jednocześnie wstydziłam. Nie wiem, czy to czyta, piszę do Niego na gg, czasem SMS'y, ale nie często, bo nie chcę, żeby poczuł się osaczony... i nadal jest mi wstyd. I nadal też się boję...
Widzę, że bardzo kochasz swoją Ukochaną, u Ciebie ciągnie się już dłużej ta sytuacja. Jeśli wróci - a oby tak było - to niech będzie Wam dobrze. Jeśli nie, to masz wystarczająco dużo sił, aby sobie poradzić.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

20 Ostatnio edytowany przez anetqueen (2011-07-26 08:16:38)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Wiesz co Czarnamadziu... czytajac tamten temat i ten widze jeden wielki zgrzyt, ciezko mi uwierzyc ze teraz nie starasz siebie wybielic, dlaczego? Bo jak uwierzyc, ze jestes ofiara czytaja np ten fragment?

"Zwierzyłam mu się, że coś do niego czuję, że to na pewno nie jest miłość, że pociąga mnie w jakiś sposób... Zaczęłam się bać, że jak to możliwe, nie chciałam tego czuć! Chciałam, żeby to mój chłopak był najważniejszy! Nie umiałam czuć tego, co chciałam, to było ponad mnie... Długo rozmawialiśmy, dziwił się, że nic nie mówię o chłopaku, ale jak zaczęłam, nie mogłam skończyć. Zaczęłam wątpić, czy to, co czuję do swojego chłopaka jest prawdziwe, bo jak to możliwe, kochać i zauroczyć się w kimś innym? Nie przestałam go kochać, ale pojawiły się wątpliwości. Chłopak NIGDY mnie nie skrzywdził świadomie, mieliśmy male spięcia, ale nigdy nie były to kłótnie, awantury. Jak w bajce... Zaczęłam się martwić, mieć straszne doły, nie umiałam skupić się na niczym, zero apetytu - co się ze mną dzieje? Tej nocy, kiedy piliśmy wino, rozmawiałam z tamtym chłopakiem (przepraszam, że nie używam imion, może to trochę komplikuje, ale wolę, żeby tak zostało), powiedziałam, co się dzieje, mam słabą głowę i kołowało mi się w niej. Umysłowo byłam jak najbardziej trzeźwa, tylko jak chodziłam, to trochę gorzej, a tylko dwie lampki wypiłam... Wytrzeźwiałam, bo więcej już nie piłam, film się skończył. Właściwie więcej gadania było i już wiedziałam, że zaproszę go kolejny raz, jeszcze jedna butelka została. Tej pierwszej nocy pocałowałam go. Tak, zdradziłam. Szybko odunęłam się, ale co z tego?
Był kolejnej nocy, zaszliśmy dalej i w sumie było ich cztery. Zdradziłam mojego chłopaka, coraz więcej wątpliwości... Zaczęłam myśleć, czy nie zerwać. Nie dla tego drugiego, bo on nic do mnie nie czuł. Od samego początku wiedziałam na czym stoję i świadomie, głupia, brnęłam w to dalej! Wiedziałam, że mnie nie pokocha, ale tak mnie pociągał! "


Ja nie rozumiem co oznacza, ze opisalas tamta historie ''z jego puktu widzenia''. Czyli? Dziewczono, jak dla mnie to tylko mialas nadzieje, ze Twoj Ex tutaj zajrzy, przeczyta to i, ze bedzie happy end. Gdybys zostala skrzywdzona, wykorzystana to bys nie pisala w taki sposob. Bo sie tak nie da. Sama zostalam wykorzystana (albo probowana wykorzystac, nie wiem, mam ''wyrwe'' w kilkoma przeblyskami jak sie opieram) w stanie upojenia alkoholowego ( a przy mojej w tamtym okresie mocnej glowie to byl cud nad cudami, wiec podejrzewam, ze mi czagos dosypal) przez jak mi sie zdawalo ''bliskiego kumpla''. W koncu jak juz zaczelam odzyskiwac swiadomosc to jeszcze ledwo stojac na nogach najpierw wyslalm srednio skladne ale alarmujace wiadomosci do przyjaciela. Pozbieralam sie na tyle aby wyjsc z pokoju do tzw pokoju ogolnego - palarnia, kawa, kanapy itp (bylismy na wyjezdzie zakwaterowani w jakims hoteliku), pustka sie poszezyla, ale przeblyski nabraly na sile, wscieklosci i obrzydzenia jakie naplywaly nie bede opisywac, zebralam sie na tyle, ze bylam w stanie zadzwonic do wtedy obecnego faceta i z miejsca opisalam mu cala sytuacje. Jestem OFIARA. Co tu bylo do ukrywania? Wtedy obecny moj facet prawie wyszedl z siebie, ale nie z pretensjami do mnie, ze moglabym byc madrzejsza, ze jak moglam tak sie tak spic bedac sama z innym facetem w pokoju, aby sie ''wylaczyc'', tylko by zamordowal bydlaka jakby byl w stanie dojechac w 5 minut. I to on mi wlasnie zasugerowal te dodatki. Ale kto by sie spodzial, ze osoba ktora znam od lat, z ktora ''sie niejedno przezylo'' bylaby zdolna do wykorzystania mnie? Wrocilam do pokoju, spakowalam sie syczac do tej kreatury co z takimi jak on zboczencami sie robi i wrocilam do domu. Na policje nawet nie przyszlo mi do glowy sie zglosic. Sprawieliwosc zostala wymierzona w inny sposob.
I Ty twierdzisz, ze bylas ofiara tak? Ofiara sie nie CHWALI - nie przeistacza krzywdy w triumf . Ofiara moze sie zamknac w sobie i udawac ze nic sie nie stalo, ofiara moze tak jak ja wspasc we wscieklosc po zaistnialej sytuacji i sie ZEMSCIC.
Gdybys byla ''wykorzystana'' to bys mogla bez oporow opowiedziec to swojemu facetowi, ewentualnie ze wstydu wyamazac to z pamieci i finisz.
Ty w ogole umiesz mowic prawde?
Jaki byl cel tamtego postu? Ku swojej nastepnej dziwnej satysfakcji? A tego? Aby chlopak wrocil? Ja na jego miejscu bym najzwyczajniej o Tobie zapomniala, bo prawdy u Ciebie nie widac, moze jest gdziestam posrodk tych wszystkich Twoich wypowiedzi.
Najpierw doprowadz siebie do porzadku, a dopiero pozniej zacznij myslec o byciu z kimkolwiek. Jezeli jestes klamca nalogowym to , to sie leczy. Jezeli tylko w tej dziwnej sytuacji nakrecilas taka chora spirale klamstw to zrob sobie gruba kreske i zacznij nowa karte zycia a przeszlosc zostaw w spokoju.

21

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
anetqueen napisał/a:

Wiesz co Czarnamadziu... czytajac tamten temat i ten widze jeden wielki zgrzyt, ciezko mi uwierzyc ze teraz nie starasz siebie wybielic, dlaczego? Bo jak uwierzyc, ze jestes ofiara czytaja np ten fragment?

"Zwierzyłam mu się, że coś do niego czuję, że to na pewno nie jest miłość, że pociąga mnie w jakiś sposób... Zaczęłam się bać, że jak to możliwe, nie chciałam tego czuć! Chciałam, żeby to mój chłopak był najważniejszy! Nie umiałam czuć tego, co chciałam, to było ponad mnie... Długo rozmawialiśmy, dziwił się, że nic nie mówię o chłopaku, ale jak zaczęłam, nie mogłam skończyć. Zaczęłam wątpić, czy to, co czuję do swojego chłopaka jest prawdziwe, bo jak to możliwe, kochać i zauroczyć się w kimś innym? Nie przestałam go kochać, ale pojawiły się wątpliwości. Chłopak NIGDY mnie nie skrzywdził świadomie, mieliśmy male spięcia, ale nigdy nie były to kłótnie, awantury. Jak w bajce... Zaczęłam się martwić, mieć straszne doły, nie umiałam skupić się na niczym, zero apetytu - co się ze mną dzieje? Tej nocy, kiedy piliśmy wino, rozmawiałam z tamtym chłopakiem (przepraszam, że nie używam imion, może to trochę komplikuje, ale wolę, żeby tak zostało), powiedziałam, co się dzieje, mam słabą głowę i kołowało mi się w niej. Umysłowo byłam jak najbardziej trzeźwa, tylko jak chodziłam, to trochę gorzej, a tylko dwie lampki wypiłam... Wytrzeźwiałam, bo więcej już nie piłam, film się skończył. Właściwie więcej gadania było i już wiedziałam, że zaproszę go kolejny raz, jeszcze jedna butelka została. Tej pierwszej nocy pocałowałam go. Tak, zdradziłam. Szybko odunęłam się, ale co z tego?
Był kolejnej nocy, zaszliśmy dalej i w sumie było ich cztery. Zdradziłam mojego chłopaka, coraz więcej wątpliwości... Zaczęłam myśleć, czy nie zerwać. Nie dla tego drugiego, bo on nic do mnie nie czuł. Od samego początku wiedziałam na czym stoję i świadomie, głupia, brnęłam w to dalej! Wiedziałam, że mnie nie pokocha, ale tak mnie pociągał! "


Ja nie rozumiem co oznacza, ze opisalas tamta historie ''z jego puktu widzenia''. Czyli? Dziewczono, jak dla mnie to tylko mialas nadzieje, ze Twoj Ex tutaj zajrzy, przeczyta to i, ze bedzie happy end. Gdybys zostala skrzywdzona, wykorzystana to bys nie pisala w taki sposob. Bo sie tak nie da. Sama zostalam wykorzystana (albo probowana wykorzystac, nie wiem, mam ''wyrwe'' w kilkoma przeblyskami jak sie opieram) w stanie upojenia alkoholowego ( a przy mojej w tamtym okresie mocnej glowie to byl cud nad cudami, wiec podejrzewam, ze mi czagos dosypal) przez jak mi sie zdawalo ''bliskiego kumpla''. W koncu jak juz zaczelam odzyskiwac swiadomosc to jeszcze ledwo stojac na nogach najpierw wyslalm srednio skladne ale alarmujace wiadomosci do przyjaciela. Pozbieralam sie na tyle aby wyjsc z pokoju do tzw pokoju ogolnego - palarnia, kawa, kanapy itp (bylismy na wyjezdzie zakwaterowani w jakims hoteliku), pustka sie poszezyla, ale przeblyski nabraly na sile, wscieklosci i obrzydzenia jakie naplywaly nie bede opisywac, zebralam sie na tyle, ze bylam w stanie zadzwonic do wtedy obecnego faceta i z miejsca opisalam mu cala sytuacje. Jestem OFIARA. Co tu bylo do ukrywania? Wtedy obecny moj facet prawie wyszedl z siebie, ale nie z pretensjami do mnie, ze moglabym byc madrzejsza, ze jak moglam tak sie tak spic bedac sama z innym facetem w pokoju, aby sie ''wylaczyc'', tylko by zamordowal bydlaka jakby byl w stanie dojechac w 5 minut. I to on mi wlasnie zasugerowal te dodatki. Ale kto by sie spodzial, ze osoba ktora znam od lat, z ktora ''sie niejedno przezylo'' bylaby zdolna do wykorzystania mnie? Wrocilam do pokoju, spakowalam sie syczac do tej kreatury co z takimi jak on zboczencami sie robi i wrocilam do domu. Na policje nawet nie przyszlo mi do glowy sie zglosic. Sprawieliwosc zostala wymierzona w inny sposob.
I Ty twierdzisz, ze bylas ofiara tak? Ofiara sie nie CHWALI - nie przeistacza krzywdy w triumf . Ofiara moze sie zamknac w sobie i udawac ze nic sie nie stalo, ofiara moze tak jak ja wspasc we wscieklosc po zaistnialej sytuacji i sie ZEMSCIC.
Gdybys byla ''wykorzystana'' to bys mogla bez oporow opowiedziec to swojemu facetowi, ewentualnie ze wstydu wyamazac to z pamieci i finisz.
Ty w ogole umiesz mowic prawde?
Jaki byl cel tamtego postu? Ku swojej nastepnej dziwnej satysfakcji? A tego? Aby chlopak wrocil? Ja na jego miejscu bym najzwyczajniej o Tobie zapomniala, bo prawdy u Ciebie nie widac, moze jest gdziestam posrodk tych wszystkich Twoich wypowiedzi.
Najpierw doprowadz siebie do porzadku, a dopiero pozniej zacznij myslec o byciu z kimkolwiek. Jezeli jestes klamca nalogowym to , to sie leczy. Jezeli tylko w tej dziwnej sytuacji nakrecilas taka chora spirale klamstw to zrob sobie gruba kreske i zacznij nowa karte zycia a przeszlosc zostaw w spokoju.

Nie wyjaśniłam tego dokładnie, więc może dlatego tak to wygląda, bo jak pisałam koleżance o zdradzie, to jeszcze do TEGO nie doszło, więc pisałam jej różne głupoty, bo nic złego mnie nie spotkało. I później chciałam TO wymazać. Mialam te wiadomości i na ich podstawie pisałam tamtego posta. Chłopak nadal nie wiedział wtedy, co mnie spotkało, więc dalej pisałam to, co on wiedział. Chciałam napisać w taki sposób, jak On czuł, co On wiedział, żeby ktoś mi pomógł...
No ale po 3 miesiącach zaczęło się psuć, więc wyjawilam prawdę, ale nic z tego dobrego nie wyszło.
Po co miałabym sie chwalić?! Nie wiem, czy On to przeczyta, czy nie, bo żadnego wybielania się nie chce. Myślałam, że może ktoś mnie zrozumie.
Wiem, że jestem ofiarą, ale sama wpuściłam zło do mieszkania. Proszki? O tym nie pomyślałam... kto wie, może i czegoś mi dosypał, bo też wiele nie pamiętam, ale nie zaprzeczam - dużo wypiłam. Nie wiem, czy nawet to zaplanował, czy po prostu wykorzystał okazję. Łajdak.
Dziękuję za szczerość. Ciężko po takich przeżyciach tak po prostu zacząć od nowa.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

22

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
niekochana72 napisał/a:

Kochana - nas też tu w poprzednim wątku okłamałaś.
Przykro mi, ale tak się nie robi. Ludzie przychodzą tu, żeby się otworzyć, żeby pomóc innym. A Ty nas zawiodłaś.
Sorki, ale ode mnie drugiej szansy nie będzie.

Dokładnie tak.

Trochę mnie to przeraża, ... to jest manipulacja w czystej postaci ...
Z tego Tw opisu wynika, że sama tez utracilaś realność swojego postepowania ... rzeczywistość to nie facebook, czy to forum, to nie wyobrażenie Tw koleżanki o Tw życiu, ... to tez nie nasze zdanie o Tb (a w zasadzie o tym co tutaj piszesz) ... masz szanse wyciągnąc wnioski i coś zmienić, albo brnąć w konfabulowanie a wówczas prędzej czy poźniej zranisz siebie (bo innych na pewno).

Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić.
Staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz

23

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Hehehe,

nasuwa mi się kilka uwag, gdyby ta historia, którą teraz napisałaś była prawdziwa:

1. 21letnia dziewczyna, dla której szpanem jest opowieść o zdradzie ukochanego chłopaka ma siano we łbie i nie nadaje się do poważnego związku.

2. To, że się upiłaś nie umniejsza Twojej winy - czytaj: zdradziłaś chłopaka. Sorry, ale dla mnie to nie wymówka, że byłaś pijana, ja też wiele razy byłam, mimo to nie rozłożyłam nóg przed obcym facetem. Nie nazwałabym tego gwałtem. Gwałt jest wtedy, kiedy akt seksualny dokonany jest wbrew woli drugiej osoby, a Ty sama napisałaś, że byłaś pijana i go "wpuściłaś"

3. "I jeszcze na dodatek napisałam do tego wspólnego znajomego, co u niego, i żeby oddał mi tego palanta. Oczywiście nie napisałam tak, tylko użyłam imienia. Napisałam to celowo, żeby sobie idiota nie myślał, że zrobił, co chciał i koniec, że wyjechał i może czuć się bez winy."

Hahahaha, co zrobiłaś? Jeśli dobrze rozumiem to napisałaś do znajomego coś w klimacie: "Hej, oddaj mi mojego [zdrobniałe imię], bo za nim tęsknię". Inaczej nie wyobrażam sobie co mogło znaczyć pisanie o "oddawaniu oprawcy". Twoje tłumaczenie jest absolutnie nielogiczne i nie ma najmniejszego sensu.

Jesteś mocno zdesperowana, desperacja bije po oczach z każdego zdania Twojego postu, dlatego uważam, że TEN POST TO KŁAMSTWO. Już tłumaczę dlaczego:

1. Poprzedni post był prawdziwy, ale niestety okazało się, że facet go znalazł, tak jak i wiadomości do koleżanki o zdradzie i to co przeczytał złamało mu serce (wierzący wrażliwy chłopak) i nie mógł sobie z tym poradzić, więc zadecydował o rozstaniu. Ty poczułaś, że go straciłaś i nagle zniknęło zauroczenie tym drugim, pojawił się paniczny lęk i chęć odzyskania straty, czytaj: chłopaka. W akcie desperacji, wymyśliłaś historyjkę, która nijak nie trzyma się kupy i opisałaś ją na tym forum jako sprostowanie - tak tym samym, które przeczytał Twój chłopak, mając pewność, że tego posta też przeczyta smile

2. Opis "wykorzystania Ciebie przez innego" najlepiej poświadcza, że tego chciałaś. Nie napisałaś, że Cię zgwałcił, tylko, że pod wpływem alkoholu go "wpuścilaś", nie poszłaś z tym na policję, nie zwierzyłaś się nikomu, a wręcz przeciwnie - opisywałas koleżance jak to fajnie się zabawiałaś. Tak się nie zachowuje ofiara gwałtu. Może nie jestem psychologiem, ale z doświadczenia wiem, że osoba skrzywdzona unika źródła krzywdy. A ty jeszcze pisałas do tego drugiego po wyjeździe smile Już widzę jak ofiara gwałtu pisze do swojego znajomego, żeby oddał jej oprawcę wink

3. Sama w w tym wątku potwierdziłaś, że Twój eks, musiał przeczytać wątek bo się odezwał do Ciebie, czyli cel osiągnięty.

Oczywiście sprawę na pewno podbajerowałyby posty typu "współczuję Ci biedactwo", byłyby bardziej wiarygodne dla faceta i lepiej zamanipulowałyby sytuacją. Zastanawiam się tylko, czemu przyznałaś się chłopakowi do zdrady? Ja widzę dwa powody: albo obawiałaś się, że on się dowie, albo naprawdę wydawało Ci się, że jesteś zakochana w tym drugim i przygotowywałaś grunt pod rozstanie. Niemniej jednak chyba nie spodziewałaś się takiego obrotu spraw i faktu, że zauroczenie może prysnąć jak bańka mydlana i że nagle zacznie Ci zależeć na aktualnym facecie. Stąd ta próba wywinięcia się z sytuacji.

Generalnie dla mnie sytuacja żenująca. Może jeszcze na facebooku umieść to sprostowanie i na nk, żeby mieć pewność, że facet przeczyta wink

Nie wierzę Ci i uważam Cię za marną manipulantkę, aczkolwiek to tylko moje zdanie i nikt nie musi się z nim zgadzać.

Start(28.06): 166cm || 77kg
I  Faza: 75kg      (-2,0 kg)
II Faza: 66,0kg    (-9,0 kg)

24

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
xpathx napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Kochana - nas też tu w poprzednim wątku okłamałaś.
Przykro mi, ale tak się nie robi. Ludzie przychodzą tu, żeby się otworzyć, żeby pomóc innym. A Ty nas zawiodłaś.
Sorki, ale ode mnie drugiej szansy nie będzie.

Dokładnie tak.

Trochę mnie to przeraża, ... to jest manipulacja w czystej postaci ...
Z tego Tw opisu wynika, że sama tez utracilaś realność swojego postepowania ... rzeczywistość to nie facebook, czy to forum, to nie wyobrażenie Tw koleżanki o Tw życiu, ... to tez nie nasze zdanie o Tb (a w zasadzie o tym co tutaj piszesz) ... masz szanse wyciągnąc wnioski i coś zmienić, albo brnąć w konfabulowanie a wówczas prędzej czy poźniej zranisz siebie (bo innych na pewno).

Chcę zmienić, dlatego o tym napisałam. Mogłam zostawić tamten wpis i tyle, ale chciałam być szczera też z Wami, nie tylko z moim chłopakiem. Wiem, że w Waszych oczach nadal jestem najokropniejszą postacią. Po co miałabym to pisać? Żeby "osłodzić" sobie życie? Nie jest mi wcale lżej z tego powodu. Nie zrobię kreski w swoim życiu, żeby móc tak po prostu zacząć od nowa, a na pewno nie teraz... Nie jestem na to sama gotowa... Nastawiałam sobie masę poprzeczek, które mnie przygniotły, bo nie mogłam ich przeskoczyć. Nie zastawiam się Bogiem, ale On wie i rozliczy wszystkich w odpowiednim czasie i odpokutuję kłamstwa, ale wiem, że ja nie będę tak cierpiała, jak ktoś, kto naprawdę mnie skrzywdził.


Teraz muszę powoli, małymi krokami zacząć żyć, bo to, co teraz robię, tak nazwać nie można... Muszę się ogarnąć, choćby zacząć słać łóżko... Umyć moje długie kudły, wyjść choć na pół godziny, zrobić pranie... Takie proste i trudne. Użalam się nad sobą, wiem. Wyłączam zaraz komputer i zaczynam COŚ robić.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

25 Ostatnio edytowany przez czarnamadzia (2011-07-26 14:13:51)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Tisha napisał/a:

Hehehe,

nasuwa mi się kilka uwag, gdyby ta historia, którą teraz napisałaś była prawdziwa:

1. 21letnia dziewczyna, dla której szpanem jest opowieść o zdradzie ukochanego chłopaka ma siano we łbie i nie nadaje się do poważnego związku.

2. To, że się upiłaś nie umniejsza Twojej winy - czytaj: zdradziłaś chłopaka. Sorry, ale dla mnie to nie wymówka, że byłaś pijana, ja też wiele razy byłam, mimo to nie rozłożyłam nóg przed obcym facetem. Nie nazwałabym tego gwałtem. Gwałt jest wtedy, kiedy akt seksualny dokonany jest wbrew woli drugiej osoby, a Ty sama napisałaś, że byłaś pijana i go "wpuściłaś"

3. "I jeszcze na dodatek napisałam do tego wspólnego znajomego, co u niego, i żeby oddał mi tego palanta. Oczywiście nie napisałam tak, tylko użyłam imienia. Napisałam to celowo, żeby sobie idiota nie myślał, że zrobił, co chciał i koniec, że wyjechał i może czuć się bez winy."

Hahahaha, co zrobiłaś? Jeśli dobrze rozumiem to napisałaś do znajomego coś w klimacie: "Hej, oddaj mi mojego [zdrobniałe imię], bo za nim tęsknię". Inaczej nie wyobrażam sobie co mogło znaczyć pisanie o "oddawaniu oprawcy". Twoje tłumaczenie jest absolutnie nielogiczne i nie ma najmniejszego sensu.

Jesteś mocno zdesperowana, desperacja bije po oczach z każdego zdania Twojego postu, dlatego uważam, że TEN POST TO KŁAMSTWO. Już tłumaczę dlaczego:

1. Poprzedni post był prawdziwy, ale niestety okazało się, że facet go znalazł, tak jak i wiadomości do koleżanki o zdradzie i to co przeczytał złamało mu serce (wierzący wrażliwy chłopak) i nie mógł sobie z tym poradzić, więc zadecydował o rozstaniu. Ty poczułaś, że go straciłaś i nagle zniknęło zauroczenie tym drugim, pojawił się paniczny lęk i chęć odzyskania straty, czytaj: chłopaka. W akcie desperacji, wymyśliłaś historyjkę, która nijak nie trzyma się kupy i opisałaś ją na tym forum jako sprostowanie - tak tym samym, które przeczytał Twój chłopak, mając pewność, że tego posta też przeczyta smile

2. Opis "wykorzystania Ciebie przez innego" najlepiej poświadcza, że tego chciałaś. Nie napisałaś, że Cię zgwałcił, tylko, że pod wpływem alkoholu go "wpuścilaś", nie poszłaś z tym na policję, nie zwierzyłaś się nikomu, a wręcz przeciwnie - opisywałas koleżance jak to fajnie się zabawiałaś. Tak się nie zachowuje ofiara gwałtu. Może nie jestem psychologiem, ale z doświadczenia wiem, że osoba skrzywdzona unika źródła krzywdy. A ty jeszcze pisałas do tego drugiego po wyjeździe smile Już widzę jak ofiara gwałtu pisze do swojego znajomego, żeby oddał jej oprawcę wink

3. Sama w w tym wątku potwierdziłaś, że Twój eks, musiał przeczytać wątek bo się odezwał do Ciebie, czyli cel osiągnięty.

Oczywiście sprawę na pewno podbajerowałyby posty typu "współczuję Ci biedactwo", byłyby bardziej wiarygodne dla faceta i lepiej zamanipulowałyby sytuacją. Zastanawiam się tylko, czemu przyznałaś się chłopakowi do zdrady? Ja widzę dwa powody: albo obawiałaś się, że on się dowie, albo naprawdę wydawało Ci się, że jesteś zakochana w tym drugim i przygotowywałaś grunt pod rozstanie. Niemniej jednak chyba nie spodziewałaś się takiego obrotu spraw i faktu, że zauroczenie może prysnąć jak bańka mydlana i że nagle zacznie Ci zależeć na aktualnym facecie. Stąd ta próba wywinięcia się z sytuacji.

Generalnie dla mnie sytuacja żenująca. Może jeszcze na facebooku umieść to sprostowanie i na nk, żeby mieć pewność, że facet przeczyta wink

Nie wierzę Ci i uważam Cię za marną manipulantkę, aczkolwiek to tylko moje zdanie i nikt nie musi się z nim zgadzać.

1. Być może masz rację - tutaj nie mam żadnego argumentu, choć wydawało mi się, że chłopak był ze mną szczęśliwy, dopóki nie chciałam "ulepszyć" sobie życia wiadomościami na fb.
2. Pisalam wielokrotnie, że tamten facet mnie zgwałcił. Może nie na forum, ale w liście do chłopaka używałam tego określenia. Po prostu nie lubię słowa "gwałt" - czy to dziwne? Źle zrozumiałaś, bardzo źle. Zaprosiłam tego palanta na film, dużo wypiłam i nie zgadzałam się na nic. Dlatego po części zataiłam to, bo sama go wpuściłam do mieszkania i sama pilam, nic we mnie nie wlewał.
Opisywałam koleżance różne rzeczy przed zajściem. A potem brnęłam w to. Czułam się po części winna sama sobie, że mnie zgwałcił (nie użyłam słowa wykorzystał), bo byłam pijana i sama go wpuściłam do mieszkania. Wolałam, żeby nikt nie wiedział i tak to zostawiłam.
3. Mój były odezwał się, ale nie dlatego, że to przeczytal, tylko dlatego, że napisałam do niego na gg i sms'a. Po prostu zgrało się w czasie - to wszystko. Jak napisal, powiedziałam mu o tym wątku.
Aha, zapomniałam... tak, napisałam coś w ten deseń do kolegi, ale bez żadnych zdrobnień. Było to celowe.
Nie czuję się zdesperowana, ale rozdeptana. Śmiej się do woli, jeśli sprawia Ci to przyjemność. Cieszę się, że Cię rozśmieszyłam.
Jak były przeczytał tamten wcześniejszy wpis, nie zerwał ze mną, bo to nie była dla Niego nowość i nadal byliśmy ze sobą, więc sama widzisz, że nie jest tak, jak to opisujesz i widzisz. Nie zerwał ze mną, bo powiedziałam mu WCZEŚNIEJ, że go "zdradziłam", a na forum napisałam dopiero o tym później, bo chciałam, żeby było między mną, a nim lepiej. I on też szukał pomocy w Internecie, jak sobie pomóc, żeby mi zaufać. I znalazł mój wpis przypadkowo, ale nie czułam się z tego powodu źle, bo nic nowego tam nie było dla jego oczu... choć było klamstwem. Ale chciałam tak to zostawić, żeby nie wiedział, że pisałam do tej koleżanki, bo było mi wstyd. Nie chciałam, żeby wiedział o tym, że mnie zgwałcono, bo by zadźgał tamtego idiotę, a co z Nim? Nie chciałam, żeby miał przez to kłopoty, a wiem, jaki jest impulsywny na takie sprawy.
Nie musisz mi wierzyć... Nie liczę na to, że On to przeczyta, tylko spodziewam się tego, bo wiem, że mnie "śledzi", tak wyczytałam z wczorajszego listu. Jak widzisz, nie ma tu pozytywnych opinii na mój temat i tego się spodziewałam, więc jeśli chciałabym stanąć w dobrym świetle, to NA PEWNO bym tego nie napisała tutaj i zostawiła wszystko, jak było.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

26

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
czarnamadzia napisał/a:

[...] Czułam się po części winna sama sobie, że mnie zgwałcił (nie użyłam słowa wykorzystał)

czarnamadzia napisał/a:

[...]wypiłam dużo, a ten palant to wykorzystał[...]

Start(28.06): 166cm || 77kg
I  Faza: 75kg      (-2,0 kg)
II Faza: 66,0kg    (-9,0 kg)

27

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Mi brak slow na Twoj tok myslenia, najpierw nazmyslalas kolezance, nastepnie ten czlowiek o ktorym ulozylas dziwne romansidlo Ciebie zgwalcil, nastepnie Twoj chlopak znalazl przypadkiem ta wiadomosc z FB (coz musial znac Twoje haslo ewentualnie musilas w dosc niedawnym czasie korzystac ze swojego konta na jego kompie i sie niewylogowac bo inaczej nie ma takiej mozliwosci, bo sie wyloguje automatycznie najpozniej po kilku dniach), nastepnie zamiast jak juz nie przed nim sie przyznac i  jak postanowilas szukac rady na forum gdzie jestes anonimowa, napisac prawde ze bylo tak i tak a powiedzialas swojem tak i tak, to dalej brnelas w klamstwa, a teraz w sytuacji kryzysowej jako ostatnia deske ratunku dajesz ''spowiedz''? No nie wierze, przykro mi. W sumie nikt o zdrowych zmyslach raczej nie uwierzy w ta historie. Cos jest na rzeczy, ale co? Ty wiesz najlepiej i jezeli chcesz go odzyskac to powiedz mu PRAWDE. A nie wymyslaj dalszy ciag dziwnej telenoweli

28 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-07-26 15:53:34)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

A mnie się telenowela bardzo podoba.

Czekam na ciąg dalszy z drżeniem pośladków. Bardzo chętnie przeczytam, Autorce poleciłabym zalogowanie się na większej ilości portali społecznościowych - google same ją spozycjonują - chętni zainteresowani czytacze szybciej trafią.

Może warto napisać bloga? Może do społecznościowych warto dorzucić kilka forów religijnych ? Tam to lubią takie łowieczki, oj lubią. Dawaj Madzia, nic nie pękaj, pisz śmiało. Może w międzyczasie jak z rękawa przypomnisz sobie więcej szczegółów na potrzeby dramatyzmu i suspensu?

Może byś imiona ponadawała żeby się nie pierniczyło w czytaniu? No bo mamy chłopaka rogacza - to może być Luisek, potem mamy podstępnego wykorzystywacza poalkocholowego - to może mrocznie - Alechandro? No i kolega co został wtajemniczony - niech mu będzie Pedro. Koleżansia - niedościgniony ideał dla której warto wymyślać dramatyzmy - niech jej dadzą - Soraja (była tak Soraja w jednej z telenowel, no cud miód ultramaryna, wszystkie chciały być jak ona). No Ty jesteś czarnamadzia, Magdalena Negra - no bosko wręcz!

29

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Tisha napisał/a:
czarnamadzia napisał/a:

[...] Czułam się po części winna sama sobie, że mnie zgwałcił (nie użyłam słowa wykorzystał)

czarnamadzia napisał/a:

[...]wypiłam dużo, a ten palant to wykorzystał[...]

Miałam na myśli tylko tamten fragment, bo czepiałaś się, że w ogóle nie użyłam tamtego słowa, więc proszę-użyłam. Później wg Ciebie inaczej już pisać nie mogłam i MUSIAŁAM w kółko używać tego samego słowa?

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

30

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Kriss napisał/a:

A mnie się telenowela bardzo podoba.

Czekam na ciąg dalszy z drżeniem pośladków. Bardzo chętnie przeczytam, Autorce poleciłabym zalogowanie się na większej ilości portali społecznościowych - google same ją spozycjonują - chętni zainteresowani czytacze szybciej trafią.

Może warto napisać bloga? Może do społecznościowych warto dorzucić kilka forów religijnych ? Tam to lubią takie łowieczki, oj lubią. Dawaj Madzia, nic nie pękaj, pisz śmiało. Może w międzyczasie jak z rękawa przypomnisz sobie więcej szczegółów na potrzeby dramatyzmu i suspensu?

Może byś imiona ponadawała żeby się nie pierniczyło w czytaniu? No bo mamy chłopaka rogacza - to może być Luisek, potem mamy podstępnego wykorzystywacza poalkocholowego - to może mrocznie - Alechandro? No i kolega co został wtajemniczony - niech mu będzie Pedro. Koleżansia - niedościgniony ideał dla której warto wymyślać dramatyzmy - niech jej dadzą - Soraja (była tak Soraja w jednej z telenowel, no cud miód ultramaryna, wszystkie chciały być jak ona). No Ty jesteś czarnamadzia, Magdalena Negra - no bosko wręcz!

Na fb wiadomości były prywatne. To jest JEDYNE forum, z którego korzystam, więc nie wiem, po co to całe googlowanie. Dziękuję za nadanie mi pięknego imienia. smile Prawie jak Nergal.
Nie mam nic do dodania i nie bronię się. Zmartwię Cię bardzo, bo nic już nowego nie ma i nie obejrzysz kolejnego odcinka. Nie byłam fair względem siebie i chłopaka, ale cieszę się, że przeczytal wszystko na fb. Bo co ma wisieć, nie utonie.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

31 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-07-26 17:40:20)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Edit:  Skoro to co teraz piszesz jest prawdą, to nie dziwię się chłopakowi. Często bardzo ciężko bez kogoś życ, czasem zajmuje to lata, czasem już nigdy nie jesteśmy szczęśliwi dalej w życiu z kimś - ale czasu nie cofniemy i za błędy się płaci, czasem słono. To boli i chciałoby się cofnąć czas, ale się nie da.

To co pisałaś tej koleżance było szczeniackie i nie dziwie Ci się, że Twój chłopak Ci nie ufa. Nie wiem jak dziewczyna, która została wykorzystana fizycznie i nie chciała zbliżenia może pisać, że zdradziła chłopaka, a potem, że jednak to kłamstwo. I jak może tak kłamać koleżance. To tak jakby wcale nie było traumy po gwałcie. Historia jednym słowem trochę naciągana jak dla mnie, ale dobra.
Jedyne co przychodzi na myśl, to przeproszenie chłopaka za głupotę, powiedzenie jak było , pójscie na Policję na tamtego.
Zgwałcił ? Tzn wyrywałaś się, a on nie słuchał ? Albo byłaś tak pijana, że nie wiedziałaś co się dzieje , coś jak po tabletce gwałtu ?

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

32

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Jaracie się moim wątkiem, może do gazety podacie?
Napisałam to tylko po to, aby powiedzieć prawdę, wymyślacie sobie jakieś "pewnie tak było". Napisałam jak było. Nie wierzycie-ok, ale po co budujecie bajki? Mało bylo moich? Chyba już wystarczy, nie sądzicie? Żałuję, ale to mój żal, nie Wasz. Chcialam być szczera. Nie uważam, że teraz zasługuję na to, aby mnie po nogach całowano, bo wyjawiłam, jak było. Ale im bardziej to było zagmatwane, tym trudniej było powiedzieć. Nie mogłam uwierzyć, że tak się stało.
Najlepiej spalcie mnie na stosie. Albo nie- film nagrajcie! Może Wam będzie z tym lepiej. Chciałam tym wpisem przeprosić forum i osoby, które wypowiadały się pod tamtym starszym wątkiem.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

33

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
truskaweczka19 napisał/a:

Eeee. W innym wątku pisałaś, że na serio zdradziłaś swojego faceta, lecz on Ci to wybaczył i planujecie wspólną przyszłość.
Tu piszesz, że wymyśliłaś zdradę koleżance, lecz zdrady nie było i on Cię teraz zostawił.
O co kurcze kaman?

Dobrze zrozumiałaś. Chlopak myślał, że go zdradziłam, więc chciałam rady, co robić, skoro on tak myśli. Przyszedł czas, że powiedziałam prawdę, ale lepiej nie jest...
Teraz mogę wyciągnąć wnioski, ale i tak sprawiedliwość przyjdzie w odpowiednim czasie i to nie ja będę ukarana.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

34 Ostatnio edytowany przez czarnamadzia (2011-07-26 18:12:41)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
truskaweczka19 napisał/a:

Edit:  Skoro to co teraz piszesz jest prawdą, to nie dziwię się chłopakowi. Często bardzo ciężko bez kogoś życ, czasem zajmuje to lata, czasem już nigdy nie jesteśmy szczęśliwi dalej w życiu z kimś - ale czasu nie cofniemy i za błędy się płaci, czasem słono. To boli i chciałoby się cofnąć czas, ale się nie da.

To co pisałaś tej koleżance było szczeniackie i nie dziwie Ci się, że Twój chłopak Ci nie ufa. Nie wiem jak dziewczyna, która została wykorzystana fizycznie i nie chciała zbliżenia może pisać, że zdradziła chłopaka, a potem, że jednak to kłamstwo. I jak może tak kłamać koleżance. To tak jakby wcale nie było traumy po gwałcie. Historia jednym słowem trochę naciągana jak dla mnie, ale dobra.
Jedyne co przychodzi na myśl, to przeproszenie chłopaka za głupotę, powiedzenie jak było , pójscie na Policję na tamtego.

Truskaweczko19, pisalam z koleżanką, owszem, ale zanim to się stało. Potem była przerwa z chłopakiem, musiałam pobyć sama. Chlopak przypadkowo przeczytal fragment wiadomości, ale byliśmy razem. I tak zostawiłam wszystko... Chciałam po prostu z nim być. Dopiero po dłuższym czasie było gorzej, ale nie były to kłótnie, bo nie mogliśmy się dogadać. Zawsze dobrze Nam się rozmawiało. I napisałam na forum tak, jak on to widział. Nie miałam pojęcia, że to przeczyta. Przeczytal, to ok... Nic nowego nie znalazł, powiedziałam mu o tym wszystkim, więc żadna nowość.
Powiedziałam Mu prawdę. Zrobi z tym, co chce. Nie chciałam źle. Niech będzie szczęśliwy, beze mnie, jeśli tak trzeba. Tylko nie wierzę, że mnie nie kocha.

Edytowałaś wiadomość, więc dopisuję. Tak, byłam pijana, to było wino. Nie mam pojęcia, czy mógł coś dosypać. Nie zastanawiałam się nad tym, bo piłam... Chyba nigdy nie byłam tak pijana. Dopóki siedziałam, wydawało mi się, że jest ok. Na nic się nie zgadzałam!

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

35

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
czarnamadzia napisał/a:

Jaracie się moim wątkiem, może do gazety podacie?
Napisałam to tylko po to, aby powiedzieć prawdę, wymyślacie sobie jakieś "pewnie tak było". Napisałam jak było. Nie wierzycie-ok, ale po co budujecie bajki? Mało bylo moich? Chyba już wystarczy, nie sądzicie? Żałuję, ale to mój żal, nie Wasz. Chcialam być szczera. Nie uważam, że teraz zasługuję na to, aby mnie po nogach całowano, bo wyjawiłam, jak było. Ale im bardziej to było zagmatwane, tym trudniej było powiedzieć. Nie mogłam uwierzyć, że tak się stało.
Najlepiej spalcie mnie na stosie. Albo nie- film nagrajcie! Może Wam będzie z tym lepiej. Chciałam tym wpisem przeprosić forum i osoby, które wypowiadały się pod tamtym starszym wątkiem.

Hehe "jaramy się". A czego się spodziewałaś pisząc bzdury na forum publicznym? smile

Start(28.06): 166cm || 77kg
I  Faza: 75kg      (-2,0 kg)
II Faza: 66,0kg    (-9,0 kg)

36

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Tisha napisał/a:
czarnamadzia napisał/a:

Jaracie się moim wątkiem, może do gazety podacie?
Napisałam to tylko po to, aby powiedzieć prawdę, wymyślacie sobie jakieś "pewnie tak było". Napisałam jak było. Nie wierzycie-ok, ale po co budujecie bajki? Mało bylo moich? Chyba już wystarczy, nie sądzicie? Żałuję, ale to mój żal, nie Wasz. Chcialam być szczera. Nie uważam, że teraz zasługuję na to, aby mnie po nogach całowano, bo wyjawiłam, jak było. Ale im bardziej to było zagmatwane, tym trudniej było powiedzieć. Nie mogłam uwierzyć, że tak się stało.
Najlepiej spalcie mnie na stosie. Albo nie- film nagrajcie! Może Wam będzie z tym lepiej. Chciałam tym wpisem przeprosić forum i osoby, które wypowiadały się pod tamtym starszym wątkiem.

Hehe "jaramy się". A czego się spodziewałaś pisząc bzdury na forum publicznym? smile

To Twoje zdanie, że to bzdura.
W jakim celu tutaj to zanieściłam? Żeby ktoś miał frajdę i mógł się ponabijać? Jeśli komuś w ten sposób dałam możliwość "zrelaksowania się" - świetnie. Powody zamieszczenia wątku wymieniłam wcześniej.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

37

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
czarnamadzia napisał/a:

Tak, byłam pijana, to było wino. Nie mam pojęcia, czy mógł coś dosypać. Nie zastanawiałam się nad tym, bo piłam... Chyba nigdy nie byłam tak pijana. Dopóki siedziałam, wydawało mi się, że jest ok. Na nic się nie zgadzałam!

Jaru jaru, jaram się nadal.

Co do powyższego zdania - pierwszy lepszy niekoniecznie rozgarnięty adwokat na sali sądowej wytknąłby Ci to zdanie jako przykład rażącej niekonsekwencji w myśleniu i działaniu - tylko potwierdzający mijanie się z prawdą. Albowiem, ponieważ;

Skoro nie zastanawiałaś się nad dosypywaniem, bo piłaś - generalnie można uznać że nie zastanawiałaś się nad tym co robisz i jakie sygnały wysyłasz - w tym te o podłożu seksualnym - ani też co mówisz.

Skoro uważasz że "chyba" nigdy nie byłaś tak pijana - skąd możesz mieć pełną świadomość tego co się stało? Sama przyznajesz że "wydawało Ci się". Mogło Ci się równiez "wydawać" że zostałaś do czegoś zmuszona - ale i Ty mogłaś zmuszać, nakłaniać czy wywierać na biednym Alechandro presję odbycia stosunku seksualnego. I on tutaj może wystąpić w roli mobingowanej ofiary - uwiodłaś go na jakiś spisach, dzwoniłaś, wykorzystałaś do naprawienia samochodu, zwabiłaś do chałupy, upiłaś i wykorzystałaś. Mogło być? Mogło. Nie musiało ale prawdopodobieństwo większe niż duże.

W związku natomiast z powyższym upiciem absolutnie nie możesz być "pewna" że na nic się "nie zgadzałaś" - tym bardziej iż dopuszczasz hipotezę tylko na pozór wymigującą Cię z niezręcznej sytuacji - że miałaś dosypane do alkoholu środki farmakologiczne.

Leżysz i kwiczysz - tym bardziej iż przyznajesz że w poprzdnim wątku kłamałaś - wobec tego i tak Twoja wiarygodność leży.

Nie rozczarowujesz i nie zasmucasz - Twoja historia nabiera rumieńców. Tylko Luiska żal.

38 Ostatnio edytowany przez czarnamadzia (2011-07-26 19:28:48)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
Kriss napisał/a:
czarnamadzia napisał/a:

Tak, byłam pijana, to było wino. Nie mam pojęcia, czy mógł coś dosypać. Nie zastanawiałam się nad tym, bo piłam... Chyba nigdy nie byłam tak pijana. Dopóki siedziałam, wydawało mi się, że jest ok. Na nic się nie zgadzałam!

Jaru jaru, jaram się nadal.

Co do powyższego zdania - pierwszy lepszy niekoniecznie rozgarnięty adwokat na sali sądowej wytknąłby Ci to zdanie jako przykład rażącej niekonsekwencji w myśleniu i działaniu - tylko potwierdzający mijanie się z prawdą. Albowiem, ponieważ;

Skoro nie zastanawiałaś się nad dosypywaniem, bo piłaś - generalnie można uznać że nie zastanawiałaś się nad tym co robisz i jakie sygnały wysyłasz - w tym te o podłożu seksualnym - ani też co mówisz.

Skoro uważasz że "chyba" nigdy nie byłaś tak pijana - skąd możesz mieć pełną świadomość tego co się stało? Sama przyznajesz że "wydawało Ci się". Mogło Ci się równiez "wydawać" że zostałaś do czegoś zmuszona - ale i Ty mogłaś zmuszać, nakłaniać czy wywierać na biednym Alechandro presję odbycia stosunku seksualnego. I on tutaj może wystąpić w roli mobingowanej ofiary - uwiodłaś go na jakiś spisach, dzwoniłaś, wykorzystałaś do naprawienia samochodu, zwabiłaś do chałupy, upiłaś i wykorzystałaś. Mogło być? Mogło. Nie musiało ale prawdopodobieństwo większe niż duże.

W związku natomiast z powyższym upiciem absolutnie nie możesz być "pewna" że na nic się "nie zgadzałaś" - tym bardziej iż dopuszczasz hipotezę tylko na pozór wymigującą Cię z niezręcznej sytuacji - że miałaś dosypane do alkoholu środki farmakologiczne.

Leżysz i kwiczysz - tym bardziej iż przyznajesz że w poprzdnim wątku kłamałaś - wobec tego i tak Twoja wiarygodność leży.

Nie rozczarowujesz i nie zasmucasz - Twoja historia nabiera rumieńców. Tylko Luiska żal.

Mam ciągle odbijać ataki? Obojętnie co napiszę, zawsze będzie źle.

Byłam pijana. Napisałam "chyba", tak po prostu, bo często się używa tego słowa mając na myśli zwrot stwierdzający fakt. Więc jeśli tak bardzo przeszkadza - na pewno nie byłam wcześniej tak pijana.

Nie mam samochodu. ;] Nikt niczego nie naprawiał.

Dlaczego nie mogę być pewna, że na nic się nie zgadzałam? Może i byłam bardzo pijana, ale nie mogłam zgodzić się na COŚ TAKIEGO. O proszkach nie pomyślałam, wychodziłam do toalety wcześniej, więc skąd mam wiedzieć, czy czegoś nie dosypał? Nie dowiem się tego pewnie już nigdy.

Jeśli nie wiesz jak było, dlaczego piszesz kolejne możliwości? Satysfakcja?

I masz rację, byłego jest żal, bo nie był winien. Siebie po części też, bo mimo, że nakłamałam, to i tak jestem ofiarą.

Co ma wisieć i tak nie utonie.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

39

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

im więcej piszesz o tym, tym ja osobiście tracę zaufanie do tego smile

40

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
new99 napisał/a:

im więcej piszesz o tym, tym ja osobiście tracę zaufanie do tego smile

Więc nic nie powinnam pisać?

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

41

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Zgadzam się z Tiszą:

W akcie desperacji, wymyśliłaś historyjkę, która nijak nie trzyma się kupy i opisałaś ją na tym forum jako sprostowanie - tak tym samym, które przeczytał Twój chłopak, mając pewność, że tego posta też przeczyta

,
ponieważ napisałaś:

3. Mój były odezwał się, ale nie dlatego, że to przeczytal, tylko dlatego, że napisałam do niego na gg i sms'a. Po prostu zgrało się w czasie - to wszystko. Jak napisal, powiedziałam mu o tym wątku.

O wątku sama mu powiedziałaś, po co? Właśnie by ją przeczytał.
Ciągle piszesz, że jesteś ofiarą. Dla mnie jedyną ofiarą jest Twój były chłopak.

W sumie to gratuluję Ci podejść do "gwałtu" (celowo cudzysłów). Wiele zgwałconych kobiet LATAMI nie może się z tym pogodzić co się stało, a Ty się tym chwalisz i jeszcze piszesz do kolegi by Ci oprawcę oddał. Sorry, ale - musiało Ci być dobrze.

Rzeczywistość nie zgadza się z moją teorią?
Tym gorzej dla rzeczywistości!

42

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
pina_mc napisał/a:

Zgadzam się z Tiszą:

W akcie desperacji, wymyśliłaś historyjkę, która nijak nie trzyma się kupy i opisałaś ją na tym forum jako sprostowanie - tak tym samym, które przeczytał Twój chłopak, mając pewność, że tego posta też przeczyta

,
ponieważ napisałaś:

3. Mój były odezwał się, ale nie dlatego, że to przeczytal, tylko dlatego, że napisałam do niego na gg i sms'a. Po prostu zgrało się w czasie - to wszystko. Jak napisal, powiedziałam mu o tym wątku.

O wątku sama mu powiedziałaś, po co? Właśnie by ją przeczytał.
Ciągle piszesz, że jesteś ofiarą. Dla mnie jedyną ofiarą jest Twój były chłopak.

W sumie to gratuluję Ci podejść do "gwałtu" (celowo cudzysłów). Wiele zgwałconych kobiet LATAMI nie może się z tym pogodzić co się stało, a Ty się tym chwalisz i jeszcze piszesz do kolegi by Ci oprawcę oddał. Sorry, ale - musiało Ci być dobrze.

Myśl co chcesz, nie dbam o to.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

43

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

ja tego nie ogarniam. czy Ty w końcu spałaś z tamtym czy nie spałaś? zdradziłaś chłopaka czy nie? tamten Cię zgwałcił?? z tym się na policję idzie, ale niesłuszne oskarżenie jest karalne, moja droga, to już nie kwestia bujnej fantazji. Nic z tego nie rozumiem, jak Bozię kocham...
myślę,że się pogubiłaś, dziewczyno. usiądź i przypomnij sobie jak było. Mówię poważnie. Bo nie rozplączesz tego.

44

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Tiaaa... najbardziej w kontekście tego wszystkiego podoba mi się sygnaturka autorki tongue

Widzę, że nie pomyliłam się pisząc pierwszego posta.

Chłopaku - jeśli to czytasz: RUN, KOCHANIUTKI, RUN.

Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

45

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
l&c napisał/a:

ja tego nie ogarniam. czy Ty w końcu spałaś z tamtym czy nie spałaś? zdradziłaś chłopaka czy nie? tamten Cię zgwałcił?? z tym się na policję idzie, ale niesłuszne oskarżenie jest karalne, moja droga, to już nie kwestia bujnej fantazji. Nic z tego nie rozumiem, jak Bozię kocham...
myślę,że się pogubiłaś, dziewczyno. usiądź i przypomnij sobie jak było. Mówię poważnie. Bo nie rozplączesz tego.

Po co mam iść na policję? Narobiłabym sobie kłopotu, bo wpuściłam faceta i byłam pijana i na dodatek by były pretensje - dlaczego dopiero teraz? Za późno. Gdyby sytuacja bylaby inna, nie byłabym pijana, to postąpiłabym inaczej, a tutaj mimo to, czułam się współwinna, bo sama go zaprosiłam. Nie, nie zdradziłam...
To już teraz nie ma znaczenia. Chciałam dobrze, ale zamiast tego, skrzywdziłam siebie i chłopaka.
Nawet jeśli mi uwierzy, bólu mu nie zabierze, który sprawiłam.
Patrząc na to z boku, sama bym nie uwierzyła w to wszystko.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

46

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
niekochana72 napisał/a:

Tiaaa... najbardziej w kontekście tego wszystkiego podoba mi się sygnaturka autorki tongue

Widzę, że nie pomyliłam się pisząc pierwszego posta.

Chłopaku - jeśli to czytasz: RUN, KOCHANIUTKI, RUN.

To Jego decyzja i On już ją podjął. Jeśli coś się zmieni, to wątpię, żeby to była zasługa tego forum.

Sygnatura nie jest cytatem. Miło, że podoba Ci się moja sygnatura. ;] Mi też się podoba.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

47 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-07-26 20:22:06)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Nie rozczulam się nad Tobą - to nie atak tylko spojrzenie obiektywne z boku - o które prosiłaś. Nie było zastrzeżenia w temacie wątku - proszę o pocieszenie = sama walnęłaś "o telenoweli i kłamstwie". Manipulujesz.

Dla mnie - jak i wielu forumowiczek - sprawa jest śliska. Jest wiele niespójności - nawet już dając spokój kłamstwu - do którego sama się przyznałaś. Jak dla mnie - rażąca jest forma. Bo już na wstępie próbujesz udowodnić że kłamstwo to nie takie straszne kłamstwo, bo jest w nim kapkę prawdy - więc generalnie nie jest tak źle. Czyli generalnie znowu próbujesz manipulować odbiorcą.

Potem z braku laku - zaczynasz z siebie robić ofiarę gwałtu - moim zdaniem czysta podpucha pod miętkie Luiskowe serduszko - coby jeszcze zmiękło dalej se wisiało i nie tonęło. Jak Ci się próbuje udowodnić że generalnie - źle się do manipulacji zabierasz - albowiem leci niespójność zeznań - oskarżasz o atak - i robisz z siebie jeszcze większą ofiarę. W końcu latałaś po pijaku do toalety. A słowo "chyba" należy rozumieć jak "napewno".

Skąd mam wiedzieć jak było - skoro Ty sama tego nie wiesz. I nie potrafisz miętkiemu Luiskowi udowodnić. Satysfakcję mam żadną - generalnie zupełnie inne tematy mnie satysfakcjonują. A wręcz zachwycają. Podziwiam młode, idealistycznie podchodzące do życia dziewczyny, z szerokimi horyzontami, z chęcią samodoskonalenia - równające zawsze do góry - nigdy w dół. Takie co to są najpierw surowe wobec siebie, a potem lecą resztę.

Takie fajne kobietki - rzeczywiście mi imponują. A jeszcze jak potrafią kochać, stworzyć dojrzały związek z facetem, oparty na zaufaniu i szacunku - to już wogóle wymiękam. Zero tandety, tipsów, szpanowania przed koleżansiami na fejsie. Takie pewne siebie młode kobiety. Satysfakcjonują mnie jak cholera.
Jest tu na forum kilka takich lasek - normalnie chce się żyć czytając ich mądre posty. Dają nadzieję że naród nie skończy w tandecie.

Wracając do tematu rzekomych ataków:
u "stałych" forumowiczek - które generalnie wchodzą na forum w celu podzielenia się własnymi doświadczeniami, z chęcią pomocy masz już na wstępie przesrane. Zaśmieciłaś forum. Maksymalny brak szacunku dla respondenta. Bo wiedz, że jak forumowiczki - widzą młodą, zagubiną lasencję - udzielają się w wątkach z chęcią rozgryzienia problemu, a okazuje się że zostały okłamane, w jakiś durnych plastikowych celach -będą Ci miały za złe. A to co robisz - to zwykłe trollowanie - i moim zdaniem to właśnie nowy wątek jest kłamstwem - a stary prawdą. Więc kotek - padło mnóstwo pytań  -czego się spodziewałaś? I nie bez znaczenia pozostaje fakt, że generalnie cała sprawa się zesrała, bo Twój chłopak odnalazł Twoje wpisy.

Czyli znowu - manipulacją jedzie, bo masz głęboką nadzieję że i tu se niuniek poczyta jak się kajasz i co ma wisieć nie utonie i mu nerwica przejdzie. Bo Cię kocha. Yhy.

Powiem Ci szczerze jak kobieta kobiecie - jak uwierzy w te cuda wianki które teraz wypisujesz - to jest rzeczywiście megakretynem - czytaj - klasycznym rogatym Luiskiem. I jestem święcie przekonana że chętnie mu dopiszesz dalszy ciąg brazyliady - bo zwyczajnie nie chcesz by się z Ciebie koleżansie śmiały.

48 Ostatnio edytowany przez pina_mc (2011-07-26 20:26:05)

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Po co piszesz na forum, skoro nie dbasz co myślą inni?
Po co iść na Policję? chyba najgłupsze pytanie świata w tym przypadku. Ano skoro to zrobił to musi ponieść karę (jeżeli to zrobił). Piszesz, że czułaś się współwinna bo go zaprosiłaś. No ale przecież do domu zaprasza się różne osoby i się nie myśli o tym, że mogą coś zrobić, bo inaczej by się takich nie zapraszało. Skoro go zaprosiłaś to miałaś do Niego jakieś tam zaufanie, a On to wykorzystał. Jeżeli w ogóle to prawda.

Pisałaś gdzieś tam wcześniej, że do tej koleżanki pisałaś bo zazdrościłaś Jej życia. Czyli w Twoim coś było nie tak rozumiem? I to ewidentnie z chłopakiem, bo koloryzowałaś właśnie w tej strefie. No to masz upragnione zmiany smile
Co do chłopaka to już dla mnie byłoby nieważne, czy zdradziłaś czy nie, nawet. Tylko uciekłabym przez te kłamstwa.

Narobiłam sobie surówki i czekam na ciąg dalszy opowieści.

Rzeczywistość nie zgadza się z moją teorią?
Tym gorzej dla rzeczywistości!

49

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

... ja czekam, na stwierdzenie, że jednak to nie działo się naprawdę i to wszystko się autorce przyśniło smile

Jak dla mnie wątek do usunięcia, nic nie wnosi i zaniża poziom tego forum.

Start(28.06): 166cm || 77kg
I  Faza: 75kg      (-2,0 kg)
II Faza: 66,0kg    (-9,0 kg)

50

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Eee "Dwóch i pół" się zaczęło na Comedy - walnę Redd'sa i poczytam sobie cd. jutro przy kawce. Ja to mam klawe życie, cysorz wymięka.

51

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Od samego początku pisałam, że zostałam wykorzystana. Po co miałabym manipulować?

Nie chcę zatem tu zaśmiecać i przeszkadzać, mogę się usunąć, bo nie zamierzam tu się z nikim kłócić ani robić nikomu na złość.

Sprawa się zesrała, owszem, ale nie dlatego, że on znalazł tutaj te wpisy na tym forum, bo jak znalazl tamten wcześniejszy post, to nic się nie zmieniło, bo niczego nowego się nie dowiedział.

On nie jest żadnym "niuńkiem". hmm I tak wiem, że przeczytałby to, ale nie było to moim celem, aby zamieścić wątek, bo to samo napisałam mu w liście, więc trochę zastanów się - po co tutaj to napisałam? Tylko dlatego, żeby być fair wobec forum, ale rozumiem, że nie mam tutaj miejsca, bo jestem już "naznaczona" - trudno.

Nie mam już nic do dodania. Napisałam wszystko, Kriss.

Staram się mieć więcej empatii i wyrozumiałości dla świata, który gryzie mnie w dłonie.

52

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Na początku to Ty napisałaś, że zdradziłaś (czytałam Twój pierwszy wątek). Teraz napisałaś, że zostałaś wykorzystana. Może jeszcze jeden wątek z inną wersją? W sumie jaką?! Może "to jednak ja wykorzystałam faceta".

Rzeczywistość nie zgadza się z moją teorią?
Tym gorzej dla rzeczywistości!

53

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

No faktycznie i ja nadal widzę w tej historii wiele nieścisłości. Skąd wiesz, że był gwałt ? Piszesz, że byłaś pijana, to znaczy, że on to robił, a Ty nie chciałaś, lecz nie mogłaś się ruszyć .. czy po fakcie powiedział, że to zrobił jak byłaś nieprzytomna czy wyrywałaś się , a on nic ?
Bo ja nadal tego nie rozumiem.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

54

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.
czarnamadzia napisał/a:

[...] ale rozumiem, że nie mam tutaj miejsca, bo jestem już "naznaczona" - trudno.

Spoko zawsze możesz zmienić nick i spróbować jeszcze raz big_smile

Start(28.06): 166cm || 77kg
I  Faza: 75kg      (-2,0 kg)
II Faza: 66,0kg    (-9,0 kg)

55

Odp: Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Zakładając ten temat wyszłaś chyba z założenia, że ludzie na tym forum są "inteligentni inaczej". Innego wyjaśnienia nie mam. Otwierałam oczy ze zdumienia, śmiejąc się na przemian.Kobieto zdradziłaś faceta, odszedł od Ciebie, przyjmij to na klatę a nie robisz taką szopkę. Założyłaś ten wątek tylko po to by Twój były go przeczytał i uwierzył (chłopie jak to czytasz, uciekaj jak najszybciej), przecież nie omieszkałaś go poinformować o tym temacie. Sory ale ja nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś po "gwałcie" jest w stanie pisać na forum i koleżance o swoich jakże pięknych przygodach z kochasiem. Także kończ Waćpanno i wstydu oszczędź.


PS. Pozdrowienia dla byłego. Podjąłeś dobrą decyzję.

Posty [ 1 do 55 z 68 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ile w kłamstwie jest prawdy? Czyli rozstanie jak z telenoweli.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018