Nie wiem nawet jak zacząć. Jestem z M. już 3 lata, ale od pewnego czasu czuje że coś się miedzy nami wypaliło. A co najgorsze wiem, że już nie będzie tak jak bym chciała. Problemy były zawsze, ale to normalne w każdym związku. Jednak mimo to wszystko sobie wybaczaliśmy bo miłość była najważniejsza. Teraz waham się czy w ogóle chce z nim być. Nie chce streszczać całego związku bo to byłoby trudne, mogę jedynie napisać o naszych największych problemach.
Mój facet, to dość specyficzny typ, jego największą pasją jest ostra muzyka i granie w zespole(hardcore), nie mówiąc już o koncertach które zawsze były ważniejsze ode mnie. Ponadto, praktycznie od początku naszego związku, przeszkadza mi (wiem, że to trochę głupie i z boku wyglądam na niezrównoważoną) Jego tatuaż przedstawiający rozdartą mor*ę toczącą pianę z pyska (co jest logiem zespołu hardcorowego). Bardzo źle wpływa to na nasze ogólne relacje, nie wspominając już o seksie (przez ostatnie trzy miesiące kochaliśmy sie tylko 8 razy a spi u mnie przez większość tygodnia) z którego przyjemności nie mam żadnej. Nie liczę na to, że z tatuażem ktokolwiek bedzie mi w stanie pomóc (chodziłam z tym nawet do psychologa!), ale mam nadzieje, ze ktoś podpowie mi czy warto ten związek ciągnąć. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że mimo tego że M. jest inteligentnym facetem poza w.w nie ma żadnych innych pasji. I w pewien sposób wstydzę się go, bo niczym mi nawet nie imponuję. Faktem jest, że zawsze mamy o czym rozmawiać i nigdy nie ma między nami krępującej ciszy, mimo to uważam że jest leniwy i że stać go na więcej... To co piszę, może się wydawać błache i w porównaniu do facetów bijących, zdradzających i okłamujących swoje kobiety, zdaje się być wyimaginowanym problemem, jednak bardzo rzutuje na nasz związek... Często się kłócimy o różne pierdoły, ale jakby podświadomym powodem tego jest hardcore.
Zdaję sobie sprawę z tego, że duży wpływ na to jaki jest mieli Jego rodzice, którzy nigdy tak naprawdę się nim nie interesowali i którzy do dziś traktują go jak dziecko, wybiórczo ( kiedy trzeba pomóc ojcu w firmie, twierdzą iż jest dorosły i powinien sam się utrzymywać ... a ma 21 lat).
Nie mogę powiedzieć, że jest zły, bo nie znam żadnej osoby która byłaby tak krystaliczna w sensie tego iż nigdy mnie nie okłamał (jestem tego pewna!). Jest wyjątkowo opiekuńczy, troskliwy (może czasami za bardzo...). Wiem, że kocha mnie nad życie i jest w stanie zrobić dla mnie PRAWIE wszystko. Straszne jest tylko to, że nie umiem na Niego patrzeć jak na mężczyznę i wielokrotnie bardziej czuję się jak jego matka niż dziewczyna. Wydaje mi się, że w tym związku to ja jestem "facetem" bo wszystkie decyzję muszę podejmować sama, a on nie umie zrobić kroku bez mojej opinii. Te wątpliwości naszły mnie teraz, ponieważ od października zamieszkamy razem, a ja najzwyczajnie w świecie czuje, że to nie to. Z drugiej jednak strony, spięcia miedzy nami były tak silne, że nie raz nasz związek wisiał na włosku i myślałam, że to wzmocniło nasze relacje... Teraz jednak czuję, że jedyne co mnie przy nim trzyma to poczucie bezpieczeństwa i przyzwyczajenie.
Nie chcę go zostawiać, bo szkoda mi tych trzech lat i tego wszystkiego co razem zbudowaliśmy, i dalej czuje że jeszcze go kocham. Zamiast rozstania, wolałabym sposobu który mógłby sprawić, że pokocham go na nowo, już nie jako biednego zakompleksionego chłopca ,a męskiego zaradnego faceta... Boję się, że go skrzywdzę a nie raz tak było, bo z charakteru, jestem dość egoistyczna i lubię rządzić. Jednak kiedy, daje mu tzw pole do popisu on nigdy z tego nie korzysta. Gdy proszę by mnie czymś zaskoczył, jedyne co potrafi z siebie wykrzesać, to ściągniecie filmu i kupienie szampana na wieczór... A ja chciałabym, żeby mogł mnie jeszcze czymś zdziwić i aby był bardziej nieprzewidywalny... Gdy jednak z nim o tym rozmawiam, uważa że nie mam powodów by mieć do niego pretensje bo "stara się jak może, jest dla mnie dobry i nie czyni mi żadnej krzywdy". Ja jednak czuję, że to za mało.
W sylwestra powiedział iż chce mi się oświadczyć w tym roku, a że nasza rocznica wypada we wrzesniu, podejrzewam że właśnie wtedy to zrobi. Jeszcze pół roku temu cieszyłam się, teraz jednak mam pełno wątpliwości i nie widzę go przy swoim boku. Mimo iż wiem, że to jedyny facet z którym mogłabym mieć dzieci, bo czuję, że będzie fantastycznym ojcem i mężem. Czego mi tak naprawdę Brakuję ? Czy to z nim jest coś nie tak, czy może ze mną ??? Piszę bo chciałabym aby ktoś z boku, mógł mi doradzić i ocenić sytuację, gdyż zarówno moja mama jak i przyjaciele są zbyt mocno z nim związani i nie mogą obiektywnie ocenić sytuacji.
Proszę o pomoc i poważne podejście do sprawy... Każdy ma swoje problemy, a ja zwierzam wam się z mojego i liczę na pomocne słowa z waszej strony.
Z góry dziękuję..i pozdrawiam serdecznie.
A.