Witam.
Nie wiem od czego zacząć, więc napiszę od początku. Od zeszłego roku, jakoś października, miewam dość poważne załamania nastroju. Odczuwam straszny ból wewnątrz siebie, płaczę i sięgam po żyletkę. Myślałam, że to stres przedmaturalny, ale już po maturze, zdałam ją dobrze i dostałam się na studia, a to nadal trwa. Boli mnie serce często (robiłam rok temu EKG i wszystko jest ok), obgryzam paznokcie już od jakiś 10 lat. Mam jakby takie 2 okresy w życiu: ta desperacja i rozpacz (coraz częściej) i obojętność, kiedy spotykam sie ze znajomymi, moge się śmiac czy wygłupiać, pić alkohol itp.
Chciałam komuś o tym powiedzieć, lecz gdy mówię mamie, że boli mnie serce i to nie jest spowodowane chorobą to ona zaczyna się śmiac i mówi kpiącym tonem "to będziesz musiała iść do psychologa".
Mam przyjaciółki, lecz one znalazły sobie wspólną pracę nad morzem i mnie tu zostawiły. Inna ma tak wspaniałe życie, ciągłe wyjazdy z rodzicami i sielankę, że jak jej powiem to nic nie da, bo i tak nie zrozumie o co chodzi. Jest jescze jedna, ale właśnie wyprowadza się do Austrii ze swoim chłopakiem.
Coraz częściej ogarnia mnie bezsens wszystkiego. Mam wrażenie, że cokolwiek co robię, jest tak bezsensowne, nie ma w tym żadnego celu. Mam pracę w sklepie, w którym wypłata zależy od tego ile utarguje, więc gdy mam mały utarg często tam dopada mnie ta rozpacz i zaczynam się z całej siły drapać po ramieniu, żeby zadać sobie ból (jako, że mam krótkie paznokcie zostają tylko czerwone zadrapania). Często też na mnie krzyczą i mają pretensje, gdy jest mało kasy.
Gdy z wracam z pracy, wysiadam 2 przystanki dalej, bo chciałabym spotkać moją nauczycielkę, bo wydaje mi się, że tylko ona zrozumiałaby co ja czuję. Ale z drugiej strony takie powiedzenie 'dzień dobry' i pójście dalej nic nie da. Dochodzi już do takiego paradoksu, że wychodzę z domu tylko po to.
Nie chcę tak żyć. Nie ma sensu rozmowa z moimi rodzicami, oni nigdy nie dawali mi psychicznego wsparcia, tylko pretensje. Gdy się dostałam na studia i powiedziałam tacie, to on "i po co składałaś na tyle kierunków i wydałaś tyle pieniędzy?!" (złożyłam na 4, w razie gdybym się nie dostała). Ciągle się kłócą, wyzywają od debili, moja mama, gdy miałam 8 lat próbowała popełnić samobójstwo, włączyła gaz, a ja ją siła stamtąd wyciągnęłam. Zastanawiam się czy te wszystkie doświadczenia mogły mieć na to wpływ?
Nie mam chłopaka i nigdy nie miałam. Gdy ktoś mi mówi, że jestem ładna, od razu jest mi głupio i mam wrażenie, że się ze mnie wyśmiewa. Od razu wszystkich odrzucam, czuję niechęć do nich, a z drugiej strony czuję presję "posiadania chłopaka".
Co mam robić? Iść do psychologa? Mam wrażenie, że uwolnię się od tego tylko wtedy, gdy znajdę się tylko w otoczeniu osób, które wiedzą co się dzieje...
Podobne tematy
Witam.
Nie wiem od czego zacząć, więc napiszę od początku. Od zeszłego roku, jakoś października, miewam dość poważne załamania nastroju. Odczuwam straszny ból wewnątrz siebie, płaczę i sięgam po żyletkę. Myślałam, że to stres przedmaturalny, ale już po maturze, zdałam ją dobrze i dostałam się na studia, a to nadal trwa. Boli mnie serce często (robiłam rok temu EKG i wszystko jest ok), obgryzam paznokcie już od jakiś 10 lat. Mam jakby takie 2 okresy w życiu: ta desperacja i rozpacz (coraz częściej) i obojętność, kiedy spotykam sie ze znajomymi, moge się śmiac czy wygłupiać, pić alkohol itp.
Chciałam komuś o tym powiedzieć, lecz gdy mówię mamie, że boli mnie serce i to nie jest spowodowane chorobą to ona zaczyna się śmiac i mówi kpiącym tonem "to będziesz musiała iść do psychologa".
(...)
Co mam robić? Iść do psychologa? Mam wrażenie, że uwolnię się od tego tylko wtedy, gdy znajdę się tylko w otoczeniu osób, które wiedzą co się dzieje...
Kochana idź ![]()
Co Ci szkodzi. Zrobisz coś dla siebie, co być może pozwoli znaleźć Ci sens w tym życiu. Namotało Ci się dylematów i gubisz się w nich. Psycholog jest po to by pomóc takie sprawy rozwikłać i poukładać. Jak zrozumiesz te mechanizmy to łatwiej będziesz sobie dawać radę z ich przeżywaniem. Powodzenia ![]()
* Brak wsparcia rodziców.
* Negatywne uwagi ojca i próba samobójcza matki.
* Zachowania autodestrukcyjne (autoagresja).
* Brak, w zasięgu ręki, bliskiej osoby, która mogłaby Cię wesprzeć i wysłuchać.
To potężny bagaż. Popieram propozycję Anhedonii, poszukaj psychologa, idź na kilka spotkań, być może potrzebna też będzie Tobie psychoterapia.
Trzymam kciuki. ![]()
hej. faktycznie, ciąży na Tobie potężny bagaż. i to, jak piszesz, od długiego czasu...doświadczenia, o których piszesz na pewno miały wpływ na to, jak się teraz czujesz. zwłaszcza próba samobójcza mamy...moim zdaniem nie tylko powinnaś zasięgnąć fachowej porady psychologa. musisz się zgłosić po pomoc. i to jak najszybciej. im dłużej przeciągasz ten stan, tym bardziej destrukcyjnie wpływa to na Ciebie. nie musisz mówić rodzicom, że zgłaszasz się na terapię, że szukasz pomocy. zrób to dla siebie. i to jak najprędzej. objawy, które u siebie zauważasz, które tu opisujesz, są niepokojące. zgłoś się do specjalisty, który Ci pomoże się z tym wszystkim uporać. korzystanie z pomocy to żaden wstyd i nie trzeba się z tego nikomu tłumaczyć. zawalcz o siebie, jesteś tego warta. pozdrawiam ciepło ![]()
Po pierwsze i najważniejsze, napewno potrzebujesz wsparcia - kogoś, przed kim będziesz mogła się przyznać co czujesz i co robisz ze swoim ciałem. Tutaj pomogłaby Ci rozmowa z psychologiem, który najlepiej potrafi ocenić czego potrzebujesz i jak Tobą dalej pokierować.
Rozumiem Cię. To wcale nie stres przedmaturalny, i obawiam się że to nie minie samo - ja też byłam w podobnej sytuacji kilka lat temu. Całe liceum cięłam się - czasami nawet codziennie. Miałam takie same objawy sercowe - kłujący ból przy braku jakichkolwiek zmian patologicznych. U mnie dodatkowo dochodziły nieciekawe eksperymenty alkoholowe, zmiany partnerów seksualnych.
Któregoś dnia poczułam że dalej już tak nie mogę, i poszłam do pani psycholog która pracowała w mojej byłej podstawówce. Obeszło się bez psychoterapii jako takiej, ale przez rok czasu przychodziłam do niej na rozmowy. Ona pomogła mi odnaleźć siłę i spokój. Teraz, po dobnych 6 latach po tamtym czasie zostało mi tylko kilka blizn, już coraz słabiej widocznych. Czasem wracają tylko nerwobóle sercowe, ale potrafię je już opanowywać.
Pozwól sobie pomóc, bo być może naprawdę niewiele potrzeba byś odzyskała apetyt na życie ![]()
Witam Cię serdecznie i głęboko wierzę, że dasz sobie w życiu radę, bo wiesz, dokąd zmierzasz. To bardzo ważne, że zdajesz sobie sprawę z tego, że Twój problem jest na tyle poważny, że nie uporasz się z nim sama i szukasz wsparcia. Potrzebna Ci jest jednak fachowa pomoc, pomoc dobrego psychologa, który, między innymi, uświadomi Ci to, jak wartościowym jesteś człowiekiem, pozwoli uwierzyć w siebie. Jesteś już samodzielna, pracujesz na swoje utrzymanie. życie uczy Cię liczyć na samą siebie. To nie jest łatwe, ale najcenniejsze jest zawsze to, co zdobędziemy o własnych siłach.
Nie martw się brakiem chłopaka, ani tez nie poddaj się presji jego posiadania. Znajdziesz go, albo on zainteresuje się Tobą jako wartościowym człowiekiem. Na wszystko przyjdzie czas. Teraz potrzebujesz zająć się sobą i nękającymi Cię problemami. Zrób to możliwie najszybciej, bo wkrótce dojdą nowe wyzwania - studia. "Przyjaciółki", o których wspominasz, to tylko koleżanki. Prawdziwa przyjaciółka to ktoś, kto jest z nami w dobrych i trudnych chwilach, a zwłaszcza w tych najtrudniejszych.
Życzę Ci dużo sił psychicznych i życzliwego wsparcia.
7 2011-07-18 14:06:08 Ostatnio edytowany przez elizabeth9 (2011-07-18 14:06:50)
Witaj ![]()
słonko już zrobiłaś pierwszy krok, napisałaś nam o tym,nie masz wsparcia rodziców ale masz nasze wsparcie jesteśmy z Tobą.
posłuchaj dziewczyn i skorzystaj z pomocy specjalisty, a zobaczysz sens w życiu, zaczniesz się uśmiechać, jak napisała Ci nadzieja-2 nie martw się brakiem chłopaka...., na wszystko przyjdzie czas. jesteś młodą dziewczyną i jak ktoś mówi Ci, że jesteś ładna, czy ładnie wyglądasz to nie złość się nie myśl, że śmieje się z Ciebie . uwierz w to ![]()
Pamiętaj jesteśmy tu i zawsze Cię wysłuchamy.powodzenia.:)
dziękuję za odpowiedzi i wsparcie;* mam jeszcze pytanie: gdzie ja mam się zgłosić? jak to wygląda? to jest za darmo czy się płaci?
dziękuję za odpowiedzi i wsparcie;* mam jeszcze pytanie: gdzie ja mam się zgłosić? jak to wygląda? to jest za darmo czy się płaci?
W ramach NFZ-u jest bezpłatnie, tylko trochę skomplikowane.
Musisz iść do psychiatry, szukaj go w Poradni Zdrowia Psychicznego. Do psychiatry nie trzeba mieć żadnego skierowania. Poproś psychiatrę o skierowanie do psychologa.
Albo poszukaj psychologa z prywatną praktyką, wówczas oczywiście - płacisz.
Powodzenia. ![]()
Potrzebuję pomocy.. tylko nie wiem czy psychologa czy psychiatry..a zaczęło się od tego że... mój mąż miał wypadek, przez 4 miesiące leżał w szpitalu..walczyłam z bezsilnością i błagałam żeby żył... wyszedł z tego nawet lepiej niż wszyscy się spodziewali... no i właśnie tu zaczął się problem ze mną... zaczęłam unikać bliskości, dotyku, jakichkolwiek pieszczot a nie wspomnę o kochaniu... nie mam kochanka... podejrzewam że moje zachowanie jest spowodowane tym jak mnie mąż traktował przed wypadkiem... a nie było miło... nie bił mnie, ale czułam się jak jakaś niewolnica, której obowiązkiem jest usługiwanie tylko... mąż w domu nic nie robił, wyrzucenie śmieci było nawet dla niego problemem... liczyli się koledzy i koleżanki oraz picie... nie wracał do domu pijany... ale zdarzało się ze nie mogłam przez kilka godzin się do niego dodzwonić, by po paru dniach od życzliwych osób dowiedzieć się co mój mąż robił i gdzie był..najczęściej w towarzystwie kumpli i alkoholu...nie raz prosiłam by wracał normalnie..nie skutkowało... mamy (teraz) 2,5 letniego syna, który bardzo lubił zabawy z tata, ale on wolał zawsze co innego...brzydzę się go i są momenty że najchętniej bym sie spakowała i uciekła gdzieś...
Potrzebuję pomocy.. tylko nie wiem czy psychologa czy psychiatry..a zaczęło się od tego że... mój mąż miał wypadek, przez 4 miesiące leżał w szpitalu..walczyłam z bezsilnością i błagałam żeby żył... wyszedł z tego nawet lepiej niż wszyscy się spodziewali... no i właśnie tu zaczął się problem ze mną... zaczęłam unikać bliskości, dotyku, jakichkolwiek pieszczot a nie wspomnę o kochaniu... nie mam kochanka... podejrzewam że moje zachowanie jest spowodowane tym jak mnie mąż traktował przed wypadkiem... a nie było miło... nie bił mnie, ale czułam się jak jakaś niewolnica, której obowiązkiem jest usługiwanie tylko... mąż w domu nic nie robił, wyrzucenie śmieci było nawet dla niego problemem... liczyli się koledzy i koleżanki oraz picie... nie wracał do domu pijany... ale zdarzało się ze nie mogłam przez kilka godzin się do niego dodzwonić, by po paru dniach od życzliwych osób dowiedzieć się co mój mąż robił i gdzie był..najczęściej w towarzystwie kumpli i alkoholu...nie raz prosiłam by wracał normalnie..nie skutkowało... mamy (teraz) 2,5 letniego syna, który bardzo lubił zabawy z tata, ale on wolał zawsze co innego...brzydzę się go i są momenty że najchętniej bym sie spakowała i uciekła gdzieś...
Moim zdaniem nie potrzebujesz pomocy psychiatry, tylko terapii.
Pomijając przeżycia związane z wypadkiem Twego męża, jesteś osobą współuzależnioną.
Powodzenia ![]()
niewolnica napisał/a:Potrzebuję pomocy.. tylko nie wiem czy psychologa czy psychiatry..a zaczęło się od tego że... mój mąż miał wypadek, przez 4 miesiące leżał w szpitalu..walczyłam z bezsilnością i błagałam żeby żył... wyszedł z tego nawet lepiej niż wszyscy się spodziewali... no i właśnie tu zaczął się problem ze mną... zaczęłam unikać bliskości, dotyku, jakichkolwiek pieszczot a nie wspomnę o kochaniu... nie mam kochanka... podejrzewam że moje zachowanie jest spowodowane tym jak mnie mąż traktował przed wypadkiem... a nie było miło... nie bił mnie, ale czułam się jak jakaś niewolnica, której obowiązkiem jest usługiwanie tylko... mąż w domu nic nie robił, wyrzucenie śmieci było nawet dla niego problemem... liczyli się koledzy i koleżanki oraz picie... nie wracał do domu pijany... ale zdarzało się ze nie mogłam przez kilka godzin się do niego dodzwonić, by po paru dniach od życzliwych osób dowiedzieć się co mój mąż robił i gdzie był..najczęściej w towarzystwie kumpli i alkoholu...nie raz prosiłam by wracał normalnie..nie skutkowało... mamy (teraz) 2,5 letniego syna, który bardzo lubił zabawy z tata, ale on wolał zawsze co innego...brzydzę się go i są momenty że najchętniej bym sie spakowała i uciekła gdzieś...
Moim zdaniem nie potrzebujesz pomocy psychiatry, tylko terapii.
Pomijając przeżycia związane z wypadkiem Twego męża, jesteś osobą współuzależnioną.Powodzenia
a jaką terapię mi polecacie? i gdzie jej szukać?
a jaką terapię mi polecacie? i gdzie jej szukać?
Możesz iść na terapię indywidualną poprzez NFZ (najpierw wizyta w Poradni Zdrowia Psychicznego u psychiatry - skierowanie nie jest potrzebne, dostaniesz tam skierowanie do psychologa).
Możesz poszukać prywatnej terapii.
Możesz pójść na terapię grupową dla osób współuzależnionych.
Nie wiem, gdzie mieszkasz.
Poszukaj namiarów w internecie. ![]()
Dla mnie to objaw depresji mhm... Co sprawia, że masz dobry nastrój ale taki niesamowicie dobry ?
marrrtha - psycholog to super sprawa, z pewnością Ci pomoże.
poza tym netkobiety:):) tu zawsze możesz wpaść i porozmawiać o tym co Cię trapi.
AAA..i na każdej uczelni powinien być psycholog...wpadnij do niego..wszystko darmowe!
niewolnica - zgadzam się z tym co piszą dziewczyny, jesteś osobą współuzależnioną.
Warto wybrać się na terapię grupową..ale znając życie....Twój mąż nie będzie chciał w niej uczestniczyć.
Na Twoim miejscu wyprowadziłabym się z domu na jakiś czas (jeśli oczywiście miałabyś dokąd)
i postawić mężowi ultimatum...
ja albo...
a potem budować to co przepadło..zagubiło się gdzieś między Wami.:)