a raczej bierze sobie pieniądze z portfela,szafki itp
Ostatnio doszło do tego że po prostu zamiast przywiez mi resztę ze sklepu z zakupów to sobie wzieła i przetraciła na słodycze.Nie wiem co mam z tym zrobić,rozmowy,krzyki nic nie pomaga,fakt nie dostaje kieszonkowego,ale dostaje słodycze nie tylko ode mnie,ale od babci,dziadka więc dziennie jest to sporo,a pieniądze które sobie sama wezmie i tak wydaje na słodkie
Podobne tematy
Nie wysyłaj jej na zakupy. Powiedz, że nie możesz jej poprosić o zakupy, bo po prostu nie ufasz jej.
Ile ma lat?
Dokładnie, nie wysłałabym jej po zakupy, ewentualnie odliczyła tak kwotę, żeby zostało jej parę groszy albo wcale. Jeśli bierze sobie z szafki, czy portfela, to musisz ukryć pieniądze, choć potem może zacząć się buszowanie po szafach podczas Twojej nieobecności i w tym wypadku nalepszym rozwiązaniem jest karta bankomatowa, z której córeczka na pewno nie skorzysta, a w domu trzymać małą gotówkę.
Nie wysyłaj jej na zakupy. Powiedz, że nie możesz jej poprosić o zakupy, bo po prostu nie ufasz jej.
Ile ma lat?
Lat ma 12,otóż czasami muszę jej dać na zakupy,np kiedy jedzie z wujkiem samochodem i dla mnie nie ma już miejsca.
Czarnamadzia ukrywam pieniądze,ale wtedy jest właśnie buszowanie:(Karta nie wchodzi w grę gdyż przeważnie robię zakupy w małym sklepiku w którym nie obsługują kart.
Powiedzcie mi jakie kary może i powinna mieć za zwędzenie 5,10 zł?boję się że zawsze będzie to robiła,a co będzie jak dorośnie i nawyk jej zostanie?
a może powinna dostawać kieszonkowe? przecież nie samymi słodyczami człowiek żyje ,zresztą jak kolezanki idą do kina lub na sok logicznym jest to ze ona tez by chciała...
a może powinna dostawać kieszonkowe? przecież nie samymi słodyczami człowiek żyje ,zresztą jak kolezanki idą do kina lub na sok logicznym jest to ze ona tez by chciała...
Też bym to rozważyła. Dziecko w tym wieku potrzebuje mieć swoje parę złotych by nie czuło się gorsze od innych. I poważna rozmowa a nawet kontrakt na piśmie. Taka "młoda" młodzież lubi być traktowana poważnie. Np. zapis, że stała tygodniówka to 10 zł. a za coś ekstra może być premia, natomiast za przewiny potrącenie "z pensji". U mnie się sprawdziło. I wzmogło motywację. Córka zaczęła sobie odkładać pieniądze na ciut większe, wymarzone rzeczy np. koncert, spodnie, rolki. Teraz ma 15 lat i całkiem niegłupio nauczyła się gospodarować własnymi pieniążkami, a zaczęliśmy w klasie V.
anka23 napisał/a:a może powinna dostawać kieszonkowe? przecież nie samymi słodyczami człowiek żyje ,zresztą jak kolezanki idą do kina lub na sok logicznym jest to ze ona tez by chciała...
Też bym to rozważyła. Dziecko w tym wieku potrzebuje mieć swoje parę złotych by nie czuło się gorsze od innych. I poważna rozmowa a nawet kontrakt na piśmie. Taka "młoda" młodzież lubi być traktowana poważnie. Np. zapis, że stała tygodniówka to 10 zł. a za coś ekstra może być premia, natomiast za przewiny potrącenie "z pensji". U mnie się sprawdziło. I wzmogło motywację. Córka zaczęła sobie odkładać pieniądze na ciut większe, wymarzone rzeczy np. koncert, spodnie, rolki. Teraz ma 15 lat i całkiem niegłupio nauczyła się gospodarować własnymi pieniążkami, a zaczęliśmy w klasie V.
Zgadzam się z dziewczynami, 12-latka powinna mieć kieszonkowe (nawet skromniutkie), choćby po to by nauczyć się gospodarować pieniędzmi, oszczędzać, wyznaczać cele na któe zbiera.
Myślę też, że tutaj nie chodzi wcale o słodycze (skoro twierdzisz, że ma do nich łatwy dostęp), a o sam fakt posiadania pieniędzy i możliwości ich wydawania. Posiadanie włąsnych funduszy i to, że może się o nich samodzielnie decydować to ważny etap w rozwoju dziecka - sama pamiętam, jaka superdumna byłam kiedy dostałam pierwsze kieszonkowe (mimo że było to marne 5zł tygodniowo).
Ja zrobiłabym tak - usiadłabym z córką, i zwyczajnie spytała dlaczego bierze pieniądze bez pozwolenia. I zaproponowałabym kieszonkowe, tak jak pisze Anhedonia - krótką (2-3 zdania) umowę między rodzicem a dzieckiem.
Wydaje mi się, że to rozwiązałoby problem - rzeczywiście, 12latka bez kieszonkowego może czuć się gorsza, zwłaszcza że pewnie większość jej koleżanek dostaje małe conieco ![]()
Przede wszystkim nie krzycz na nią porozmawiaj z nią co jej brakuje że, kradnie . Może w szkole wpadła dziwne towarzystwo . Powiedz że,słodycze szkodzą że, do dentysty będzie musiała chodzić a dzieci boją się dentysty może to coś pomoże nie wiem nie mam dzieci .
Zdecydowanie córka powinna mieć kieszonkowe, nawet jakieś niewielkie, żeby mogła kupić sobie to na co ma ochotę, a nie jeść słodycze które jej ktoś kupi... Na pewno jest jej przykro gdy koleżanki sobie coś kupują a ona nie może... Dobrym pomysłem jest tez żeby mogła dodatkowo zarobić np. za zgrabienie trawy, czy odkurzenie mieszkania.
Płacić za odkurzanie?
Każdy musi mieć swoje obowiązki bez zapłaty.
Też tak robiłam na początku mówiłam mamo biore sobie z potrfela 2 zł a jak nie widziała brałam więcej ![]()
Tylko, że u mnie było biednie i rzadko te pieniądze były w domu więc może dlatego jak już były to brałam. I lubiłam mieć swoje.
Oczywiście zdarzyło się, że jak dostałam od babci jednej czy drugiej to miałam lecz było tak: Jeżeli rodzice wiedzieli, że coś dostałam to mi kazali im oddać zawsze-jak nie widzieli ile dostałam to zawsze chowałam sobie 50zł pod dywan;) a jak widzieli to kazali wszystko oddać;)
Druga babcia się nauczyła żeby mi dawać po kryjomu:)
Także nawet tego nie miałam.
Fajki w domu zawsze musiały być, a ja w trampkach w zimie poginałam do szkoły, może u Ciebie też tak jest?? Byłam bardzo zła na nich, dlatego też zabierałam drobniaki, bo mi nic nie chcieli kupować... Teraz mają dużo kasy a i tak mi nic nie dają ![]()
Ale jak mówisz, że od dziadków dostaje..
Dziewczyny ona ma non stop jakieś pieniądze,to od wujka jednego,drugiego a nawet i trzeciego,ode mnie też i to wszystko wydaje na SŁODYCZE bo widzę,do kina itp nie chodzi bo mieszkamy na wsi,chyba że ze szkołą ale wtedy jej daje pieniądze,na wycieczki itp też.Nawet jak dostanie 10,20 czy 30zł od wujka to i tak traci je w 5 min w sklepie,nie odkłada nigdy,kupiłam jej nawet skarbonkę ale to na nic.Nie kupuje gazet itp po prostu słodkie:(
Nie płace jej za sprzątanie bo i tak sprząta jeden mały pokój co drugi dzień i to jeszcze nie dokładnie,wszystko robię sama.Oczywiście i tak nie zgodziłabym się na takie rozwiązanie.
Jeszcze co do kieszonkowego,ona codziennie rząda słodkie choć miała w tym dniu pieniądze swoje i przetraciła na nie.Nie wiem już co mam robić z tą moją małą kochaną wyzyskiwaczką...
Nie wiem, dla mnie to dziwny układ. Ona żąda słodkiego, ty musisz dać, zabierze Ci kasę z portfela i jeszcze sobie kupi. To nie jest 2metrowy zapaśnik, tylko mała dziewczynka. Odetnij ją całkowicie od kasy w takim razie, może ją to nauczy. Może jak miesiąc sama będziesz chodzić po zakupy, to wytrzymasz. A jej dać 10 zł na tydzień i dogadać się z dziadkami/wujkami żeby w ten jeden miesiąc nic jej nie dawali. Nie zaopatrywać domu w słodycze. Odwyk jej wyjdzie na zdrowie, a jak dostanie 10 zł na tydzień i wyda pierwszego dnia, to będzie mieć 6 dni na diecie. Kropka.
Postrasz ją też dentystą, że jak będzie tyle słodyczy jadła, to będzie miała popsute zęby. No i waga swoją drogą... Potem będzie płakała, że za dużo warzy, o ile już nie ma tego problemu, tylko obecnie może tego nie widzieć, bo zainteresowanie chłopcami może rozpocząć się później. Kara taka, że nie dawaj jej pieniędzy, niech szuka po szafach, jak chce, a portfel noś po prostu przy sobie. Z tymi słodyczami też powinna wyluzować, bo to żadnych wartości nie ma! Wiem, że słodkie jest pyszne, sama mam z tym problem, ale póki ją wychowujesz, masz kontrolę. Musisz być stanowcza! Ja bym na pewno nie dała wejść sobie na głowę. To Ty pracujesz. Daj jej np. 10 zł na tydzień i koniec, nie więcej. Jak dostanie od kogoś innego, niech robi, co chce. Niech zacznie dysponować tymi 10 zł jak trzeba. Jeśli straci od razu - trudno! Niech czeka do poniedziałku i nie lituj się, nawet niech popłacze, nic nie będzie jej. Wiem, że kochasz, ale trzeba radykalnie!
Nie płace jej za sprzątanie bo i tak sprząta jeden mały pokój co drugi dzień i to jeszcze nie dokładnie,wszystko robię sama.Oczywiście i tak nie zgodziłabym się na takie rozwiązanie.
Jeszcze co do kieszonkowego,ona codziennie rząda słodkie choć miała w tym dniu pieniądze swoje i przetraciła na nie.Nie wiem już co mam robić z tą moją małą kochaną wyzyskiwaczką...
A dlaczego byś się nie zgodziła na płacenie za pomoc w domu? Znaczy, nie za to co ma zrobić- to oczywiste że własny pokój sprząta za darmo, to jej obowiązek, ale np. umycie łazienki czy odkurzenie pokoju rodziców... No coś takiego czego nie musi robić, a z dodatkową motywacją by zrobiła
Nie oszukujmy się- żadna z nas nie chodziłaby do pracy "bo tak wypada" gdyby nam za to nie płacili ![]()
A może dziewczynkę zabrać na jakąś lekcję do dietetyka- może coś pomoże? Bo jak sama nie zrozumie że za dużo słodyczy szkodzi to trudno będzie coś poradzić... nie da się dziewczyny na każdym kroku pilnować...
Nie wiem, dla mnie to dziwny układ. Ona żąda słodkiego, ty musisz dać, zabierze Ci kasę z portfela i jeszcze sobie kupi. To nie jest 2metrowy zapaśnik, tylko mała dziewczynka. Odetnij ją całkowicie od kasy w takim razie, może ją to nauczy. Może jak miesiąc sama będziesz chodzić po zakupy, to wytrzymasz. A jej dać 10 zł na tydzień i dogadać się z dziadkami/wujkami żeby w ten jeden miesiąc nic jej nie dawali. Nie zaopatrywać domu w słodycze. Odwyk jej wyjdzie na zdrowie, a jak dostanie 10 zł na tydzień i wyda pierwszego dnia, to będzie mieć 6 dni na diecie. Kropka.
Bardotka dziękuję,mądrze napisane tylko ja jestem za krucha,mówie nie nie a i tak kupuję:(
Postrasz ją też dentystą, że jak będzie tyle słodyczy jadła, to będzie miała popsute zęby. No i waga swoją drogą... Potem będzie płakała, że za dużo warzy, o ile już nie ma tego problemu, tylko obecnie może tego nie widzieć, bo zainteresowanie chłopcami może rozpocząć się później. Kara taka, że nie dawaj jej pieniędzy, niech szuka po szafach, jak chce, a portfel noś po prostu przy sobie. Z tymi słodyczami też powinna wyluzować, bo to żadnych wartości nie ma! Wiem, że słodkie jest pyszne, sama mam z tym problem, ale póki ją wychowujesz, masz kontrolę. Musisz być stanowcza! Ja bym na pewno nie dała wejść sobie na głowę. To Ty pracujesz. Daj jej np. 10 zł na tydzień i koniec, nie więcej. Jak dostanie od kogoś innego, niech robi, co chce. Niech zacznie dysponować tymi 10 zł jak trzeba. Jeśli straci od razu - trudno! Niech czeka do poniedziałku i nie lituj się, nawet niech popłacze, nic nie będzie jej. Wiem, że kochasz, ale trzeba radykalnie!
To skoro i tak kupujesz to nie problem w tym, że Twoja córka kradnie tylko problem z Tobą.
Wiesz matka mojego chłopaka mówiła nie a i tak na wszystko pozwalała. Teraz jego siostra ma małe dziecko i to jej matka ją, dziecko, ojca dziecka utrzymuje a brat 18 lat w tym roku pali pije, nie uczy się, nie myje, wszystkich wyzywa a jeszcze ona mu pieniądze na fajki i piwko daje i kanapeczki robi... Chociaż on ma 300zł z praktyk(gdzie już ma dwie nagany) wszystko przepija w 1 dzień. PATOLOGIA i tylko czekać jak u Ciebie tak będzie. Co ja mówię u Ciebie już się zaczyna. Musisz być stanowcza, ale to już tylko od Ciebie zależy.
Schowaj portfel, wszystkie pieniądze gdzieś , gdzie nie znajdzie.
Może do jakiegoś psychologa się udajcie. Jeżeli będziesz musiała ją wysłać po zakupy daj jej odliczoną sumę, lub żeby jej zostało góra 2 złote reszty.
(...) ja jestem za krucha,mówie nie nie a i tak kupuję:(
Jeśli takie jest Twoje usprawiedliwienie, to żadne nasze porady nie mają sensu, bo "jesteś za krucha".
Może w takim razie zacznij od swojego spotkania z psychologiem.
Tylko idź do niego z tematem swojej "kruchości", bo to jest Twój podstawowy problem. Gdy uporasz się z nim, z kradzieżami (bo to się nazywa kradzież a nie zabieranie) Twojej córki już łatwo sobie poradzisz.
A ja spojrzałabym na problem od nieco innej strony - dlaczego Twoja córka je tyle słodyczy, dlaczego wydaje na nie wszystkie pieniądze? Bo lubi? Z pewnością, ale osoba, która po prostu lubi, powinna znać umiar. Wydaje mi się, że problem może tkwić głębiej, dużo głębiej. Niektóre dzieciaki poprzez jedzenie słodyczy (sprawianie sobie chwilowej przyjemności) próbują uporać się z jakimś problemem, poprawić sobie nastrój, "osłodzić" sobie życie. Być może Twoja córka ma ze sobą jakiś problem, z którym nie może sobie poradzić, i stara się poprawiać sobie nastrój poprzez słodkie. Od takiego sposobu "walki" z problemami można się uzależnić, więc nie dziw się, że szuka później pieniędzy po szafkach. Moim zdaniem powinnaś porozmawiać o tym z córką, powiedzieć jej, że się tym martwisz i zaproponować pomoc psychologa, jeżeli młoda będzie chciała z niej skorzystać. Poza tym koniec ze słodyczami w domu - zamiast słodyczy kupuj owoce. Pieniądze noś przy sobie.
Jaskółka moja córka nie ma żadnych problemów,dużo rozmawiamy i jest ok.
Postanowiłam właśnie że pora na badania.Może tam coś pokaże choć mam nadzieję że nie.
Postanowiłam też i narazie się tego trzymam,choć dopiero 3dni kupować jej i młodszej córce w poniedziałki,wtorki,czwartki piątki i niedziele wyłącznie owoce lub jogurty a w środy i soboty słodkie.Zobaczymy co z tego wyjdzie.
PS dlaczego nie mogę wstawić avatara,wstawiam 80 na 80 i mi wyświetla że za duży.