Proszę o radę jak mam postąpić względem byłej żony.
Uprawomocnienie orzeczenia Sądu o rozwodzie nastąpiło miesiąc temu, po przeszło 2 latach trwania samego procesu.
Byliśmy w związku małżeńskim 15 lat, z czego ostatnie 7-8 lat nic nas fizycznie nie łączyło. Każde z nas śpi w oddzielnym pokoju.
Rozwód nastąpił z "przyczyn niezawinionych" po stronie żony - choroba psychiczna. Nie zostałem jednak poinformowany jaka to choroba.
Mamy 15 letnią córkę. Władza rodzicielska została nam przyznana po równo, jednakże Sąd wskazał, że miejsce zamieszkania córki jest zawsze przy ojcu. Na żonę zostały nałożone alimenty na rzecz córki w wysokości: 100 zł - słownie: sto złotych.
Mimo, że w pozwie, który złożyłem w Sądzie, był zawarty wniosek o podział majątku, Sąd go pominął.
W tym jest właśnie sedno sprawy.
Nadmienię, że w trakcie procesu byliśmy całą trójką przesłuchiwani w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym przez biegłe psycholog i pedagog. Opinia obu biegłych była dla mojej żony druzgocąca i jednoznacznie wskazująca na mnie jako mogącego zapewnić naszej córce stabilizację i bezpieczeństwo.
Była żona praktycznie nie zajmuje się domem. To ja robię zakupy, gotuję, piorę itp.
Z jej strony jest tylko nieustanne "darcie się". Robi awantury o wszystko. Nie daje spać.Codziennie ubliża moim rodzicom. Mieszkaliśmy u nich na początku małżeństwa. Teraz kontakt jest znikomy 3-4 godziny na miesiąc.
Jak nie może przyczepić się do mnie, wyładowuje się na córce. Na swoim koncie ma trzy szyby w drzwiach, talerze, szklanki, poobijane garnki...
Takie sytuacje miały miejsce tak przed rozwodem, jak i po nim. Nic się nie zmieniło w jej zachowaniu. Zupełnie jakby nic się nie stało. Jakby rozwodu w ogóle nie było. Najgorsze jest właśnie to, że nie mamy podziału majątku.
Zaproponowałem żonie, że spłacę ją kredytem hipotecznym pod zastaw naszego domu. Ona zaś mówi , że mi nie ufa, choć zaproponowałem jej dużo więcej niż połowa jego wartości i się na to nie zgadza. Poza domem praktycznie nic innego nie mamy. Jakieś tam drobiazgi : stara pralka, lodówka TV. Zostaje jeszcze spory kredyt gotówkowy na 70 000zł, który w większości poszedł na materiały budowlane, ogrzewanie i inne sprawy związane z eksploatacją domu.
Dom, o którym mowa, wybudowałem praktycznie własnymi rękoma, przy pomocy wyłącznie mojego ojca. Ze strony rodziny byłej żony nie otrzymałem na budowie nigdy żadnej pomocy.
Dom nie jest jednak do końca wykończony. Trzeba w niego włożyć jeszcze ogrom pracy i pieniędzy. Według mnie nie jest wart więcej niż 450 000 zł razem z ziemią, na której stoi. Od tego trzeba by odjąć jeszcze owe 70 000zł kredytu.
Ona mówi, że nie chce tam mieszkać i że chce mieszkanie, ale jednocześnie robi wszystko aby przeciągnąć sprawę. Zażyczyła sobie, że mieszkanie ma być nowe. Ma mieć min. 2 pokoje, min. 44m2 o wartości nie mniejszej niż 250 000zł + nowa kuchnia, nowa lodówka, nowa pralka. Innym razem wymyśliła, że sprzeda dom, choć my oboje z córką chcemy tam mieszkać.
Do notariusza nie chce iść, bo uważa że ją oszukam. Aby wycenić dom żąda biegłego sądowego. To wszystko kosztuje i wymaga czasu. Ona ma gdzieś te wszystkie sprawy.
Wspomnę jeszcze , że na kilka miesięcy przed końcem sprawy rozwodowej zameldowała się tam.
Co mam robić? Jak na nią wpłynąć, by poszła ze mną do notariusza, by tą sprawę szybko zakończyć? Jestem gotowy zadłużyć się na całe życie aby się od niej uwolnić, bo tylko w tym przypadku moja córka będzie miała zapewnione bezpieczeństwo i spokój. Czy są jakieś sposoby by dziecko mogło mieć w domu ciszę, a nie wieczny wrzask? Jak uniknąć tych awantur. Właściwie to są to kilkugodzinne obelżywe monologi z jej strony. Dzień w dzień.
Proszę o podpowiedź.