To pewnie bedzie moj jedyny post. Taka prymitywna forma terapii, jak spowiedz. Jestem w zwiazku z moja dziewczyna 7 lat. Jest idealna. Atrakcyjna fizycznie, wysoka, blond wlosy (naturalne, nigdy niefarbowane), o kobiecych ksztaltach, szlachetnych rysach twarzy, idealnych manierach, dojrzala, wyksztalcona (3 kierunki), ambitna, niezwykle blyskotliwa i inteligentna. Kocha mnie ponad wszystko i pomimo swojego upartego charakteru, i potrzeby "rzadzenia" poswiecilaby dla mnie wszystko (jestem rowniez jej jedynym mezczyzna), ale...no wlasnie niby nie ma do czego sie przyczepic, wszyscy dookola mi zazdroszcza, sam sobie nawet zazdroszcze. Pytam sie czy nie oszalalem, zadreczam sie pytaniami codziennie od kilku lat, czy nie popelniam bledu (nota bene czuje juz oddech pierscionka zareczynowego na plecach i te pytajace oczy: kiedy? chodz ona twierdzi ,ze nie, ze rozumie i nie potrzebuje, to ja i tak znam prawde, rozumiem w koncu, ze da to jej wieksze poczucie bezpieczenstwa i ukoi nerwy). Skaza naszego zwiazku jest calkowite przeciwienstwo charakterow. Ciagle sie klocimy, ale nigdy o nic waznego. Nie mamy powodow do klotni, ale je wynajdujemy. Chcemy czego innego. W sypialni brakuje mi wampa, ale ona ma inny charakter. Czuje sie wypalony, nie mam juz na nic sily. Wiele razy rozmawialismy o tym wszystkim i za kazdym razem zwyciezala nadzieja i wiara w milosc oraz mozliwosc zmian. Nie potrafimy sie tak naprawde dogadac w najprostrzych kwestiach, to co bedzie, gdy pojawi sie wieksza odpowiedzialnosc? Czuje, ze ona juz wszystko sobie poukladala, zwija gniazdko, a mi brakuje chemii i szalenstwa, wiem, ze to moze dziecinne, ale ja tego potrzebuje. Sam sobie odpowiadam, ze to normalne, ze w kazdym zwiazku po prostu rutyna zwycieza. Z drugiej strony jednak naiwnie, dziecieco wierze, ze mozna inaczej, ze ja wiem, ze chemia moze istniec, tylko jak dlugo?A moze po prostu nalezy sie pogodzic z gorzkim smakiem dlugotrwalego, monogamicznego zwiazku i dorosnac? Czuje, ze wystarczajaco dlugo oszukiwalem zarowno siebie jak i ja.
Podobne tematy
Uważam,że bardzo kochasz swoją dziewczynę jeśli tak piszesz. Z mojego punktu widzenia,a jestem w związku 15 lat wiem z całą pewnością,że chemia ma tam szansę prztrwania ,tylko tam,gdzie jest prawdziwa i pełna miłość.Jeśli jest miłość to i namiętność , a wtedy i chemia.Powodzenia.
Znudziłeś się, proste. Nikt Ci nie powie tutaj, że masz zerwać, to Twoja decyzja. Sprzeczne charaktery to uciążliwa cecha, ale da się z nią żyć. Po siedmiu latach zapewne znacie się bardzo dobrze w związku z tym może porozmawiaj z nią o tym "wampie"? Takie rozmowy są dość ciężkie nawet w związkach, bo partnerka może Cię opacznie zrozumieć i poczuć się nie chciana. Ale jeżeli z nią o tym nie porozmawiasz to prawdopodobnie nic się nie zmieni.
Jeżeli natomiast się kłócicie o byle g. to może pora zacząć zmiany od siebie? Związek to ustępstwa i kompromisy. Nie oczekuj, że ona pierwsza ustąpi, Ty to zrób. Będzie ciężko się przełamać, ale dasz jej tym dobry przykład. Oczywiście nie ustępuj we wszystkim i nie na każdym kroku, ale w niektórych sprawach możesz. Być może dasz jej do myślenia, a potem zawsze będzie argument "kochanie, ostatnio zrobiliśmy po twojemu to teraz bądź tak miła i zgódź się na moją propozycję".
Tylko Ty dbasz o ten związek. MASZ RACJĘ - TAM, GDZIE POJAWIA SIĘ RUTYNA, TAM NIE MA JUŻ MIŁOŚCI. WASZA MIŁOŚĆ JUŻ WYGASŁA, ALE NIE Z TWOJEJ WINY. TY WIESZ, JAK O NIĄ DBAĆ.