Jesteśmy ze sobą pół roku. Na początku było cudownie - stwierdziłam, że sex z Nim jest najlepszym jakiego doświadczyłam do tej pory. 1 raz poczułam prawdziwy orgazm, o którym zawsze marzyłam.
A teraz pojawił się problem. Układa nam się dobrze, dogadujemy się, robimy wszystko razem i spędzamy każdą wolną chwilę razem. Mogę powiedzieć, że prawie razem mieszkamy.
Wczoraj była taka sytuacja:
Kochaliśmy się po tygodniowej przerwie (Unikam tego, bo nie sprawia mi to przyjemności) Stosunek łącznie z "grą wstępną" trwał z 3 minuty. Raz mnie dotknął w intymnym miejscu i pomyślałam, że mnie popieści, że będzie inaczej niż zwykle (jak obiecywał) i gdy zobaczył, że mam ochotę od razu we mnie wszedł, po czym doszedł. Potem powiedział, że to wszystko ze względu na tą przerwę i wieczorem będzie lepiej. Ale wieczorem nawet mnie nie pocałował. Podczas samego stosunku zresztą też!
A takim sprinterem jest nie dlatego, że rzadko to robimy. Nawet gdy robiliśmy to każdego dnia, wszystko wygląda tak samo, minutowa rozgrzewka i po 2 minutach koniec. Starałam się z nim rozmawiać na ten temat, ale to nic nie daje. Dlatego postanowiłam, iż skoro ja nie mogę przeżywać tego samego co on, to on też nie będzie i od dziś celibat, aż w końcu zacznie ze mną rozmawiać. Innych pomysłów nie mam. Zastanawia mnie dlaczego na początku myślał o mnie, starał się dać mi przyjemność, a liczy się tylko on...
A Wy Dziewczyny macie jakieś doświadczenia jak sobie z tym poradzić?