Witajcie:)
Od maja jestem zarejestrowana na tym forum, jednak przez ten czas nie umiałam się otworzyć na tyle, aby opowiedzieć to co spotkało mnie..;/
Jednakże czytam tyle waszych historii, że w końcu postanowiłam też napisać swoją..
Wszystko zaczęło się w 2005 roku kiedy to zaczęłam się spotykać z moim obecnym (mam nadzieję, że już niedługo) mężem.. (już nawet słowo "mąż" ciężko przechodzi mi przez gardło).
Byłam wtedy w Liceum, wszystko było w porządku lubiliśmy spędzać ze sobą czas..
w 2006 roku zdawałam maturę.. kilka dni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży.. byłam przestraszona a jednocześnie szczęśliwa. Przestraszona tym jak sobie dam radę skończyłam dopiero LO bez pracy, chłopak jak zareaguje a przede wszystkim bałam się reakcji rodziców.. no i tatuś mój kochany wyzwał mnie od "dziwki"..;] że maturę z biologi zdawałam a nie umiem się porządnie zabezpieczać itp.. do sierpnia nie chciałam z nim rozmawiać. Mój obecny mąż hmm w pierwszej chwili niby szczęśliwy, lecz po kilku dniach spytał czy nie chcę usunąć ciąży..;/ odpowiedziałam, że nie.
Jednak zrobił się troskliwy tak mi się wydawało było jak wcześniej, więc przyjęłam pierścionek zaręczynowy i w grudniu 2006 byłam w 8 miesiącu ciąży wzięliśmy ślub cywilny. W styczniu 2007 urodziłam synka
Mąż wybrał mu imię, wszystko było cudownie pomagał mi przy dziecku i pracował. jednak gdy mały troszkę podrósł zaczęły się pierwsze problemy. Ja zaczęłam studiować, pracować, zajmowałam się dzieckiem i domem (jednak w obowiązkach domowych chciałam, żeby pomagał mi też mąż) Przestał zajmować się dzieckiem w domu też nic nie robił. czasami nie wiedziałam za co się zabrać za odkurzanie np czy uczenie się na egzamin/kolokwium. Zaczęły się wieczne pretensje o to, że za mało robię, za mało pracuję, a na uczelnie za miast się uczyć jadę do "kochanków" - kochanków wg niego mam do tej pory i dodam, że nigdy nie dałam mu powodu do zazdrości
aaaa zapomniałam dodać, że jak pojawiły się pierwsze problemy to mówił też, że na pewno to nie jest jego dziecko i chciał robić testy DNA oczywiście na tym co mówił się skończyło i testów nigdy nie robił. Zaczęło mu przeszkadzać, że nie możemy wychodzić co tydzień na imprezy, bo mamy dziecko ja studia. Zaczął pić po pracy w drodze do domu, czasem w domu a czasem po prostu wychodził twierdząc, że idzie do wujka w czymś mu pomóc.. przychodził pijany w 2008 roku zaczęłam myśleć o odejściu od niego, miałam dość jego picia pretensji awantur to co mówiłam do niego olewał, miał gdzieś co ja czuje i miał gdzieś nasze dziecko nigdy z nim do lekarza nie poszedł nigdy na spacer z nim/nami nie wyszedł nigdy mu ubrań nie kupił - bo po co.. ;x
Pewnego dnia powiedziałam dość, chciałam wyprowadzić się do rodziców tata przywiózł mi kartony, żebym spakowała ubrania zaczęłam pakować po trochu, żeby tamten się nie zorientował.
Jednak po kilku dniach dowiedziałam się, że moja mama ma raka płuc z przerzutem na wątrobę i węzły chłonne - nie mogłam się wyprowadzić była późna jesień dziecko chodziło do przedszkola co jakiś czas katar kaszel jak to dzieci.. a katar wtedy mógł być zabójczy dla mojej mamy.. chciałam przeczekać. Zaczęła się walka o życie mamy.. w grudniu mama trafiła do szpitala wstanie krytycznym byłam u niej cały czas nie jeździłam na uczelnie w pracy dali mi wolne. Jak wieczorem wróciłam do domu - mąż zrobił mi awanturę, że musiał siedzieć z dzieckiem bo ja sobie siedziałam u mamusi.. że ja powinnam siedzieć w domu i sprzątać na święta..;/ wydarłam się na niego - nie wytrzymałam. W tamtym momencie najważniejsza była mama a nie sprzątanie w domu..nosiłam jej jedzenie myłam przebierałam pilnowałam, żeby wzięła leki.. pomagał mi tata i brat i siostra zmienialiśmy się mama wyszła ze szpitala i jakoś leciało dalej wigilia bez męża w tamtym roku wigilię mieliśmy spędzić z moją mamą jednak mąż hmm olał nas i wyszedł z domu i pojechał do swoich rodziców nie mogliśmy być na dwóch wigiliach gdyż jego rodzina mieszka w innej miejscowości. Mama sama zadzwoniła do mojego męża, ale olał i nie przyjechał co cała moja rodzina miała mu za złe.
w styczniu zmarła. Jak wróciłam do domu ze szpitala zaryczana powiedział tylko "żartujesz?" nie przytulił nic więcej nie powiedział a najlepsze, że poszedł jak gdyby nigdy nic do pracy, pomimo, że miał prawo wziąć wtedy wolne. po miesiącu zachorował mój tata na raka krtani i gardła z przerzutem na dwa węzły chłonne.. rak złośliwy jednak wcześnie wykryty był operowany i do dnia dzisiejszego nawrotów nie ma.. jednak strasznie się bałam.. byłam 3 miesiące na tabletkach uspokajających.
We wrześniu 2010 mąż został w domu z dzieckiem ja poszłam do lekarza bo byłam chora, nie było mnie godz. jak przyszłam nie mogłam wejść do domu klucze w zamku od środka mąż pijany, że waliłam w okno drzwi dzwoniłam dzwonkiem i nic go nie ruszyło nawet dziecko spało tak twardo.. zadzwoniłam po tatę i razem z sąsiadami pomogli mi wyważyć drzwi wzięłam śpiące dziecko ubrałam najpotrzebniejsze rzeczy mojego laptopa i z tatą wróciłam do domu.
Nie interesuje się dzieckiem przychodzi raz w miesiącu po wypłacie przynieść mu herbatkę owocową, która lubi i dwa rogale z czekoladą typu "7 days" ;] pieniędzy żadnych nie daje, boję się teraz rozwieść, bo straciłam pracę i może będzie chciał mi zabrać przez to dziecko (oczywiście, żeby zrobić mi na złość) choć od dwóch dni jakoś chcę to zrobić, ale nie wiem jak się za to zabrać.. mąż dalej chodzi po imprezach, pije..
Nie wiem co robić.. tzn wiem, że muszę się rozwieść, ale nie wiem kompletnie jak się zabrać jak to ogarnąć od czego zacząć
Podobne tematy
Witaj Karolinko!;)
Sytuacja nie wesoła, fakt...
Moim zdaniem, jeżeli naprawdę chcesz odejść od męża, nie chcesz z nim być- to jest dobry moment. W końcu Ile można trwać w takim związku...? Musisz tylko wystąpić do sądu o rozwód, w czasie którego sąd przyzna alimenty dla dziecka, wyznaczy godziny odwiedzin itp.
Wydaje mi się że nawet nie próbowałby odebrać Ci dzieciaka bo wie że nie ma na to szans;)
Głowa do góry, masz rodzinę na którą możesz liczyć -na pewno Cię wesprą i pomogą.
A co do rozwodu, jak się za to zabrać itd, nie mam pojęcia, ale wydaje mi się że składasz pozew do sądu rodzinnego, a jak to napisać itp znajdziesz na pewno w internecie ![]()
Powodzenia ![]()
Witaj! Za nim dostaniesz rozwód możesz już złożyć wniosek o alimenty( do tego nie trzeba rozwodu). Zgłaszasz się do opieki społecznej i tam dostaniesz jeszcze zasiłek rodzinny. Pozew o rozwód składasz do sądu- wzór znajdziesz w necie. Ale najpierw staraj się o alimenty, bo inaczej będziesz czekała do konca rozprawy, a ta albo zakonczy sie na 1 albo na kilku. Dziecka ci nikt nie odbierze, w najgorszych przypadkach jest odbierane mamie, a dla ojca pijaka nikt dziecka nie odda. Jak chcesz wiecej szczegółów moge napisac na meila.
Przede wszystkim głowa do góry, jesteś młoda, ambitna i dasz radę- nie warto marnować życia u boku nieodpowiedzialego faceta. Nie ty pierwsza i nie ostatnia się rozwodzisz. Powodzenia!
Witaj otoz ciezkie zycie widac masz, ale dasz rade. Nikt Ci dziecka nie zabierze, (musiala bys byc wyrodna matka,a tak napewno nie jest itd). Napisze na swoim przykladzie,bo pare ladnych lat temu skladalam. Tak skladasz do sadu rodzinnego pozew o alimenta tak jak wyzej dziewczyny pisaly wzor znajdziesz w internecie. Nie masz sie czego bac nie Ty pierwsza i nie ostatnia. Jesli ze chcesz cos wiecej wiedziec pisz smialo odpowiem, pomoge. Pozdrawiam i trzymaj sie!!!
Nie poddawaj sie . Dobro dziecka jest najwazniejsze pierwsze co to o alimenty pozew złoz nastepnie czekaj cierpliwie na przebieg twojej sprawy rozwodowej po zlozeniu wniosku. Nie martw sie o to ze ci zabierze dziecko maz naduzywa alkohol i juz jest na straconej pozycji. Duzo modlitwy i wiary ci teraz pomoze
Wszystkie kobiety po rozwodach z pijakami, despotami, tyranami mówią jedno - dlaczego tak późno ? Więc trzeba skończyć, przetrwać a potem cieszyć się wolnością. Jak fajnie to wszystko brzmi, ale dla kobiet przed rozwodem wszystko koloruje się na czarno... Musi być dobrze !!! Trzymam kciuki to samo przede mną ...
To bardzo przykre, co przeżyłaś... Spoglądając na to z drugiej strony: to na pewno Cię wzmocniło i da siłę, abyś zrobiła teraz to co konieczne, a jak nie teraz to kiedy? Dobrze, że wypowadziałaś się od męża to pierwszy krok, on był zagrożeniem dla Ciebie i dziecka, nie zajmował się wami. Poza tym ten alkohol, sama dorastałam przy ojcu alkoholiku i nigdy nie czułam się tam dobrze. Musisz zatroszczyć się o te alimenty, Ty ze względu na sytuację finansową nie będziesz obarczona kosztami - moja koleżanka miała podobną sytuację i udało się zasądzić alimenty.
Tacy faceci się nie zmieniają. Pewnie będzie chciał, żebyś wróciła, obieca, że się zmieni.
Moja mama jest już w takim małżeństwie od 25 lat.
A przed Tobą całe życie.
Trzymam kciuki i podziwiam
Dziękuję Wam
:*
no właśnie pisał dzwonił kilka razy z tekstem "kiedy wrócisz" , "a może weźmiemy ślub kościelny" - palant a w tych rozmowach ani razu nie spytał się jak synek..
a jeszcze dowiedziałam się, że i tak spotyka się z inna przynajmniej jakaś tam do niego przychodzi ![]()
tak wyprowadziłam się, ale jeszcze nie zabrałam wszystkich rzeczy z mieszkania od niego
jutro jadę po resztę
z meblami ciekawie też będzie wszystko dostałam od mamy i siostry łącznie ze zlewem i żyrandolem a nawet dwa
w tym tyg. idę znaleźc gdzie u mnie w miescie sa bezplatne porady prawne - bo nawet nie wiem.. pojde dowiem sie napisze pozwy i dostarcze do sadu
wie moze ktos ile sie czeka na sprawe rozwodowa i o alimenty od zlozenia pozwu?
a moge tez ubiegac sie o alimenty wsteczne? od roku z nim nie mieszkam a na dziecko wydaje w miesiacu maksymalnie 20 zl w tym iesiacu nawet 4-5 zl jakies
smiech na sali
co za facet.... Karolinuss bądź silna i dzielna nie daj się dziadowi!!! Będę 3mać za Ciebie Kciuki
Dobrze że masz wspaniałą rodzinę która Ci pomaga ![]()