Cieszę się, że znalazłam forum, na którym można zasięgnąć poważnych opinii. Moja opowieść wygląda tak...
Sześć lat temu zakochałam się na amen. Jakbym miała z 15 lat mniej... Nie wierzyłam, że można tak silnie odczuwać coś do mężczyzny, mimo, że hormony już nie szaleją i wszystko mamy w główkach już poukładane. A jednak. Straciłam głowę dla tego kolesie od pierwszego wejrzenia.
To było na wyjeździe, na którym spędziliśmy razem tydzień. Przez te dni byłam wręcz pewna, że on też coś do mnie czuje, że z tego będzie fajny związek. Spacerowaliśmy razem, czekał na mnie, gdy grupa się oddalała, zamawiał kawę, podawał kurtkę, i do tego te jego maślane oczy! Jest strasznie nieśmiałym człowiekiem, introwertykiem, który nie potrafi nazywać swoich uczuć, do tego boi się ludzi. Tym bardziej jego zachowanie w stosunku do mnie sprawiało mi radość.
Po powrocie wszystko się zmieniło. Spotkaliśmy się jeszcze parę razy, ale koleżanki śmiały się, że prędzej z lodówką się umówię, niż z nim. W końcu odważyłam się zapytać, o co chodzi. Jak to mówią? Nie pytaj, bo poznasz odpowiedź? Poznałam: "ja tego nie czuję".
Dobrze. Wycofałam się, mimo, że bolało. Taka już jestem - jedno nie mi wystarczy. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że ma dziewczynę. Jego koledzy, z którymi w międzyczasie załapałam lepszy kontakt niż z nim, bardzo się zdziwili, że nam nie wyszło. Przekonywali, że na początku on czuł do mnie więcej, niż ja do niego. Tymczasem spotykając go przypadkowo na ulicy on przechodził na drugą stronę, uciekał przede mną... Nikt nie był w stanie mi wyjaśnić, gdzie zrobiłam błąd?
Teraz widujemy się raz, dwa razy w roku. Zawsze czekam na te spotkania z niecierpliwością. Dodają mi skrzydeł, mimo, że nic między nami nie ma. Nie ma? Spotykając się, on dalej spogląda w tak "maślany" sposób... Albo mi się wydaje? Wiem, że on nie ma dziewczyny. Ja już jestem z kimś związana. Wiem, że powinnam dać sobie spokój, zapomnieć. Niestety to nie jest łatwe. Mam do siebie zaufanie i wiem, że nie popełnię głupstwa. Dlatego pozwalam sobie na te małe spotkania, które dodają mi skrzydeł.
W miniony weekend spotkaliśmy się znów. Znów te motylki w brzuchu, znów czuję się wspaniale... Tyle pytań mam odnośnie tego uczucia! Ale najbardziej na świecie chcę się dowiedzieć, co poszło nie tak, że nam nie wyszło? Jego o to nie zapytam. Nie chcę go męczyć już moją osobą. Odwagi też mi brakuje... A co Wy myślicie?