Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 270 ]

1

Temat: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Czesc

nie wiem czy moja historia to jakis ewenement. Pewnie większość z nas przeżywa większe lub mniejsze rozterki w życiu. Każdy jednak dąży do jednego, żeby być prawdziwie szczęśliwy z tą drugą połową. Ja też tego pragnąłem, nawet bardzo!!! Niestety moja historia nie jest juz tak usłana różami.

Otóż spotykałem sie z dziewczyną 6.5 roku zanim stanęliśmy na ślubnym kobiercu. Poznaliśmy sie na studiach. Nie wiem jak to wyszło, ale ona kiedyś (w październiku 2003r.) powiedziała mi, że spogląda na mnie inaczej niż na kolegę. Nie myśałem wtedy o niej jak o swojej dziewczynie, ale postanowiłem spróbować. Niestety A. (bo tak będę nazywał swoją teraźniejszą żonę) była z kimś w związku. Co prawda nie układało się im i myśleli o rozstaniu. Przed pierwszym dotykiem, pocałunkiem powiedziałem A., że niczego nie będziemy razem w stanie tworzyć zanim nie rozstanie się ze swoim chlopakiem. (na tamten czas myślałem, ze jestem mezczyzna z zasadami wink)) ) I tak to się zaczęło. Byliśmy razem. Zakochani po uszy. Pojechaliśmy razem do Anglii po studiach. pracowaliśmy tam ciężko przez 3.5 roku potem wrociliśmy do PL. To był wrzesień 2008r. zaczelismy nowe studia (poprzednie były inżynierskie) i powoli zabieraliśmy się do naszego ślubu. Wreszcie nadszedł wyczekiwany moment. W ubiegłym roku w sierpniu powiedzieliśmy sobie sakramentalne tak. Byłem tego pewien jak niczego innego. byłem pewien, że A. to jest wybranka mojego życia. Kochałem ją z całego serca i jeszcze raz to powtórzę podejmowaliśmy w 100% świadomą decyzję. Wesele sami zapinaliśmy na ostatni guzik. Goście byli zachwyceni. Wszystko co było u nas na weselu przerosło oczekiwania. Same zachwyty ah i eh. Jak tu jest cudownie. Wesele marzeń. - takie komentarze można było usłyszeć.

Po ślubie codzienność. Nie pojechaliśmy w podróż poślubną, gdyż byłem zatrudniony na zastępstwo i nie wiedziałem, czy przedłużą mi umowę o pracę. (Teraz żałuje, że nigdzie nie pojechaliśmy). Chcieliśmy, a w zasadzie ja chciałem dokończyć pamiątki po ślubie. Wywoływanie zdjęć, wcześniej obrobianych w photoshopie (długie godziny spędzone przeze mnie przy kompie) i brak wsparcia ze strony mojej zony spowodował, ze byłem sfrustrowany. Kłociliśmy sie ciągle. Bardzo. Padało wiele niezdrowych sformułowań, aż kiedyś niewytrzymałem (połowa listopada 2010r.) i wystrzeliłem mojej żonie, że żałuje że się z nią ożeniłem. Teraz już wiem, że był to późnieszym gwóździem do trumny. Strasznie się tym przejeła tymbardziej, że kiedyś usłyszała od własnej matki, że żałuje że ich urodziła (swoje dzieci). Niestety w tamtym czasie użyłem tego słormułowania złośliwie. Chciałem skrzywdzić osobę, którą tak kochałem. Nie wiem co się stało. Długo prosiła, żebym to odwołał. Nie robiłem tego. Nasze relacje z dnia na dzień pogarszały się. Potem przyszedł marzec. Znowu w potwornej kłótni powiedziałem żonie, ze jej nie kocham!!! Chciałem jej zagrać na uczuciach... NIESTETY!!! Potem jeszcze wyprowadziłem się z łóżka (mieszkaliśmy w kawalerce i mieliśmy dwa łóżka w jednym pokoju). Prosiła mnie żebym wrócił. Byłem obojętny na jej wołanie. Wielokrotnie płakała, bo ją od siebie odsuwałem. Tak było. Byłem okrótnym człowiekiem dla swojej żony. Wiem, teraz już wiem, ale nie wiem czy nie za późno się o tym dowiedziałem ;(((

1 kwietnia A. powiedziała, że chce się wyprowadzić. Uznałem, że to żart prima aprilisowy i  powiedziałem to się wyprowadź! Niemniej jednak ta sytuacja sprawiła, że otworzyły mi się oczy. Po tygodniowych przemyśleniach zdobyłem sie na szczerą rozmowę. Wyznałem, że bardzo żałuje tego wszystkiego co powiedzialem po slubie, ze nigdy tak naprawdę jej nie nie kochałem, ze na zawsze jest moją miłością i ze chcę się zmienić dla nas, bo zdaję sobie sprawę z tego co źle zrobiłem. na co A. odpowiedziała, ze ona mnie juz nie kocha, że próbowała zebym sie zmienił, ale juz nie chce, że ma wszystkiego dosyć. Popłakałem się, normalnie rozkleiłem się!!! Był to dla mnie szok!!!! Nie chciałem wierzyć, że nie ma juz nas. Kajałem się, prosiłem o wybaczenie, o druga szanse. Mówiłem jej, ze się zmienię, że bede o nią walczył. Probowałem nie słowem a czynem pokazywac swoje zmiany, ale ona na wszystko miała to swoje okreslenie - NIE DZIĘKUJE!!! Szału dostawałem, codzienne rozmowy, płacz, smutek, było mi bardzo źle. Żona dodatkowo zaczęła pić. Straszna tragedia to była dla mnie. Zadawałem sobie wiele pytań, na które nie słyszałem odpowiedzi. Wtedy, na początku kwietnia po raz pierwszy pomyślałem sobie, że ktoś inny musiał się pojawić w jej życiu. Pytałem ja kilkarotnie, czy ktoś jest w jej życiu. A. oczywiście zaprzeczała zwyzywając mnie za każdym razem. Zażartowałem nawet, że chyba wynajme detektywa, za co mnie wysmiała. Aż w końcu nastała magiczna data 28.04.2011. Dokładnie w 8 miesięcy po naszym ślubie. Żona wychodziła ze znajomymi z pracy do klubu. Zanim wyszła mieliśmy kolejna rozmowę, po czym dostałem opie..al że zepsułem jej cały wieczór i w ogóle wszystko co najgorsze. Ja zostałem w domu bo miałem prace magisterską do pisania, której nie obroniłem w ubiegłym roku.

Coś mnie tkneło. A. zostawiła swoją pracową torebkę w domu. Postanowiłem ją przeszukać. wiem, nie czyni mnie to osobą godna zaufania, ale miałem nieodparte wrażenie, że jednak cos jest nie tak. Zacząłem od kalendarza - tutaj nic, potem był pendrive. Tam przeleciałem mnóstwo folderów i dostarłem do tego ze zdjęciami. Pomyślałem, ze ma tam zdjęcia swojej rodzinki, może nasze. No cóż, jeszcze wtedy nie wiedziałem jak mocno się myliłem. To był szok co na nich zobaczyłem!! Ich, spacerujących, całujących się uwiecznionych na zdjęciach. Czułem sie jakbym dostał w pysk, obuchem w łeb. Umarło we mnie wszystko, absolutnie wszystko. To był taki szok, ze myslałem, że odjade na zawał!!!

Pierwsze co zrobiłem wysłałem A. zdjęcie, których nie odebrała, bo zapomniałem, ze nie moze odbierać mmsów, następnie zadzwoniłem do mojej mamy bo nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, zadzwoniłem do teściowej czy cos o tym wiedziała - padło że nie. Wtedy postanowiłem, ze wydrukuje to zdjecie oraz wrzucę reszte na ipoda i pojade do A. na zabawe. Jak przyjechalem A. juz o wszystkim wiedziala. Tesciowa jej powiedziała. zapytałem się kto to jest??, na co ona nic nie rzekła. Były tam jej koleżanki z pracy i na moje pytanie czy wiedzą kto to jest też nic nie odpowiedziały (jak sie pozniej okazało znały delikwenta dobrze). Postanowiłem, ze pojade do domu, A. probowala cos do mnie mowic, lecz niewiele z tego pamietam. Zostałem zraniony jak nigdy dotąd!!! Po moim powrocie do domu A. weszła 15 minut pozniej. Bała sie ze jej rzeczy beda za drzwiami wystawione. Powiedziałem jej że musi się do jutra wyprowadzić, że to koniec. Nie wierzyłem, ze 8 miesiecy po slubie skończyło się nasze małżeństwo. SZOK!!!! Jak teraz o tym pisze to puls mam ze 160. SZOK I NIEDOWIERZANIE. Rozmawialem z A. jeszcze tej nocy, przepraszala za to co zrobiła, ale nie powiedziala, ze zaluje (a ja tego tak bardzo oczekiwałem). Od tego momentu mieszkalismy ze sobą jeszcze ponad 3 tygodnie. A. w ogole nie zależało na rozmowie. Nagle zaczeła wracac po 16 do domu (kiedys o 18:00, o 20:00). Zacząłem sobie układac puzzle. Na pytanie jak to długo trwało usłyszałem moze miesiąc. Poprosilem,zeby pokazala mi kompa. NIE - usłyszalem!!! Wiec sam postanowilem tam zajrzec, troche sie napocilem, ale sie udalo. Dokopalem sie do rozmowy na skypie z połowy stycznia 2011, w ktorej A. rozmawiala z nim przez skype'a i on wyrazał się w następującym tonie...TESKNIE ZA TWOIM JEZYCZKIEM, a A. mówiła... porwij mnie. Cały się aż trząsłem na to wszystko. Jak jej to pokazałem to powiedziała, ze to niby jakoś od stycznia trwało, ale jakbym znalazł coś jeszcze wcześniejszego to pewnie powiedziałaby, że od października to się wszystko zaczęło. Jest słowa vs. moje zaufanie - bez komentarza.

PS. W tym wszystkim zapomnialem dodac, ze osoba, z która zdradziła mnie A. to byl jej kolega z pracy, ale stwierdziła, ze do zblizenia nie doszlo.

Przez te 3 tygodnie, ktore jeszcze mieszkalismy razem to ja ją prosiłem, zebysmy do siebie wrócili tak mentalnie, zeby zrezygnowała z pracy, zeby mi wybaczyła za co ja zrobiłem i ze ja też chce jej wybaczyć!!! Kajałem się, prawie błagałem. A. mówiła, ze nie wie, ze nie jest pewna i takie tam...

W połowie maja wracam kiedys wczesniej do domu, A. tego dnia miała urlop bo chciala i tak sie w dalszym ciagu wyprowadzić. Wchodzę do pokoju i pytam z kim rozmawia, ona na to, ze... z osobą z którą mnie zdradzila i Skonczyla rozmowe. Gosc oddzwania, a ja wyszarpnałem A. słuchawkę i odbieram, słucham, ślucham... GOSĆ odkłada, jakies 5 minut pozniej to ja dzwonie i zwyzywałem tego kolesia na czym swiat stoi, takich wulgaryzmow i w tak dużych ilościach jeszcze nigdy nie wypowiedzialem...

Jak skonczyłem rozmawiac, kazałem sie A. spakować i wynosić z mieszkania (mieszkanie jest własnością mojej babci) oraz z mojego życia i to jeszcze tego samego dnia. Nie wytrzymałem!!! To było ponad moje sily. Starałem się, robilem wszystko po zdradzie, zebysmy zaczeli jeszcze raz, pytalem pierwszy raz w naszej ponad 7 letnie karierze o druga szanse, a A. co... tłumaczyła się, że potrzebowała kogoś, żeby ją po mieszkaniach poobwoził. W woli scisłości ja mam służbowy samochód i spokojnie mogła mnie poprosić!!!! Byłem ostatni na "liście" osób, których poprosiłaby o pomoc. To mnie tak zabolało. To była "zbrodnia" w afekcie.

Dziś juz nie mieszkamy razem. Przez okres 3 tygodni w ogole sie nie kontaktowalismy. Potem A. chciala przyjsc zeby zabrac swoje rzeczy, zgodzilem sie i porozmawialismy. nie chciała powiedzieć, gdzie mieszka. Tłumaczyła, że jak ja wywaliłem z domu to mnie nie interesowalo gdzie zamieszka, to teraz tez nie musze wiedziec. Probuje do niej dzwonić, ale nie odbiera (taki manier ma od czasu kiedy dowiedzialem sie, ze mnie zdradziła. Odbiera kiedy chce) Pisze do A. sms-y na ktore nie odpowiada, mowi, ze juz nie ma nas, ze nie chce nas. Ja ją proszę dalej o wybaczenie, za to co ja zrobilem, ale rowniez dodaje ze wybaczam!!!
Probowalem w niecaly tydzien po wyrzuceniu A. na slubie jej kolezanki ja przeprosic bukietem kwiatow i mailem (w ktorym wyznalem cala swoja milosc). (tez bylem na ten slub zaproszony,ale A. poszla z bratem). Zlozylem zyczenia po kosciele i sie zwinalem.

Kończąc, rożnie między nami sie w ciągu tych 7 lat układało, ale to zawsze A. dążyła do zgody, ona prowadzila do tego zeby bylo dobrze. ja byłem tym silniejszym w naszym związku,ale bez A. nie bylibysmy ze sobą tak długo. Wiem, ze coś w niej pękło!!! Mam świadomość, ze zrozumialem późno, łudzę się, ze nie za poźno?!

Kocham ją ponad życie i marzę, żeby A. odzyskać, ale do tanga trzeba dwojga. Nie wiem co wymyslić więcej. Dwoch moich najbliższych przyjaciół też juz się wyczerpało z pomysłów. Wiem, ze jak będę zbyt natarczywy, to mnie znienawidzi jeszcze bardziej, jak odpuszczę to pomysli sobie, ze juz mi nie zależy i nie warto nic ratowac.

Jesteśmy małżeństwem, a dla mnie to bardzo ważne. Fakt, ze poślubiłem ukochaną osobę nie z rozsądku a z miłości każe mi o nią walczyć. I będę walczył,ale juz mi się pomysły skończyły... Dlatego pytam was drogie koleżanki... (z całym szacunkiem dla Panów) co mogę zrobić, aby poruszyć kobiece, dziewczęce uczucie i nie odepchnąć jej od siebie raz na zawsze. Ostatnio podczas rozmowy, jak przyszła A. do mnie powiedziałem jej że nie przyłoże ręki do naszego rozwodu, na co A. odpowiedziala - ja przyłożę.

Wiem, ze teraz pośpiech jest niewskazany. Czas musi zrobić swoje.... Czytałem  poradniki w stylu co zrobić, zeby odzyskać kobiete, zone... ale mam do nich bardzo sceptyczne nastawienie. Najlepsza jest chyba szczera opinia osób, które zmierzyły sie juz z podobnym problemem.

Ja naprawdę sie zmieniłem, mam wrażenie, że wróciłem z dalekiej podróży, ze jestem po naprawdę ciężkiej chorobie. Wiem i jestem tego na 100% pewien, ze już nigdy nie popełnie błędów, które popełniłem w przeszłości. Niestety moja zona mi nie wierzy, nie wierzy w moją przemianę, nie chce mnie. Mam wrażenie, ze probuje wyprowadzic mnie z równowagi swoim zachowaniem i zebym to ja chcial rozwodu. Ja jednak tego nie chce, bo za mocno ją kocham!!! Nie wierze w to, ze Pan Bóg dał nam sie pobrać w sierpniu 2010 roku po prawie 7 latach znajomości, zeby teraz wszystko mialo być skończone.

Jestem zdeterminowany, zeby walczyć o odzyskanie mojej A. - tylko jeszcze nie wiem jak. Pomózcie proszę!!! jeśli ktoś chce mnie z ziemią zrownać to jestem na to gotowy, pod warunkiem, ze bedzie to merytoryczny opier..l !!!

PS. Sorki za składnie,ale mam w sobie tyle emocji, że mnie roznosi!!!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Kalinka29 (2011-06-18 21:26:23)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Oj, ale historia.
Nie wiem co mgłabym doradzić, jest kilka aspektów tej całej sytuacji. Skomplikowane, bo i sytuacja jest złożona - problem nawarstwił się znacznie wcześniej.

Jedyne co jest pewne to to, że jeśli ona już Cię nie kocha (a tak to wygląda) to choćbyś dał jej gwiazdkę z nieba to jest jakieś 0,1% procent szansy, że Cię znowu pokocha.

[...] Twoje blizny są Twoją siłą ...

3

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Przepraszam ze brutalnie ,ale juz nic nie zrobisz,pogódż sie z losem,ona juz z Toba nie bedzie ,musisz swoje zycie ułożyc na nowo,przykro mi ale pisanie smsow dzwonienie w Towim przypadku jest juz nagabywaniem jej, sorki że tak ujme ale ty juz jetses przeszlym synapsem w jej głowie ,ona już jest z kims szczesliwa i nic na to nie poradzisz,a co jedynie robisz teraz siebie to się osmieszasz nie zpaomnij ze ona sypia z kims innym,wiec głowa do gory i heja do przodu

4

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
martyrs napisał/a:

Przepraszam ze brutalnie ,ale juz nic nie zrobisz,pogódż sie z losem,ona juz z Toba nie bedzie ,musisz swoje zycie ułożyc na nowo,przykro mi ale pisanie smsow dzwonienie w Towim przypadku jest juz nagabywaniem jej, sorki że tak ujme ale ty juz jetses przeszlym synapsem w jej głowie ,ona już jest z kims szczesliwa i nic na to nie poradzisz,a co jedynie robisz teraz siebie to się osmieszasz nie zpaomnij ze ona sypia z kims innym,wiec głowa do gory i heja do przodu

Dzięki za brutalną prawdę, ale to nie takie proste. Kocham ją i chcę o A. zawalczyć. Z tego co mi mówiła mieszka teraz sama. W tej całej historii poza nami oczywiście jest jeszcze jeden, nie poruszony przeze mnie wątek. Nie chce skazywać się na to żeby z kościoła w pewnym sensie zostac wykluczonym. Chodzi o komunię i inne sakramenty. Nie chce też kiedyś swoim dzieciom sie tłumaczyc czemu tatuś nie idzie do komunii. Może to wydać wam się błache, ale dla mnie to jest problem.

Teraz wierzę juz tylko w cud i to, że A. jednak da sie jakoś przekonać. Nie wiem tylko jak mógłbym to zrobić?!

Zdaje sobię sprawę, ze rozwaliliśmy sobie kompletnie życie. Nie sztuką jest się teraz poddać, to można zrobić zawsze!!!

Czytałem wiele blogów i wiem, ze ludzie sobie przebaczają. Ja też w to wierzę, gdyż jestem zdeterminowany nie popełniać tych samych błędów nigdy więcej!!!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

5

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
Kalinka29 napisał/a:

Oj, ale historia.
Nie wiem co mgłabym doradzić, jest kilka aspektów tej całej sytuacji. Skomplikowane, bo i sytuacja jest złożona - problem nawarstwił się znacznie wcześniej.

Jedyne co jest pewne to to, że jeśli ona już Cię nie kocha (a tak to wygląda) to choćbyś dał jej gwiazdkę z nieba to jest jakieś 0,1% procent szansy, że Cię znowu pokocha.

Dopiero teraz do mnie dotarło powiedzenie, że "...nadzieja umiera ostatnia...". Szkoda, ze tak pozno, lecz ja wciąż wierzę w A. i w to, że możemy być razem

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

6 Ostatnio edytowany przez martyrs (2011-06-18 21:46:17)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

kolego ja swoja zone tez kocham po slubie po dwoch tygodniach juz nie bylismy ze soba i co ty na to? tam nie bylo zdrady tylko kwetsia ekonomiczna zwal jak zwal ale ze zdrada mozna wybaczyc jesli pratner nawroci sie z tej drogi ale nigdy zapomniec i uwierz mi ze po zdradzie twoje zycie zmieniloby sie diamteralnie pozdrawiam i nie walcz ty kochasz kogos kogo juz nie ma tak samo ja kocham zone ale jej juz nie ma jest ktos inny,obcy i w ogole ,,zycie pozdrawiam

7

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

No cóż mogę Ci napisać. Pytasz co masz robić ( nota bene szkoda, że nie spytałeś nas kilka miesięcy temu, czego nie robić kobiecie, którą kochasz). W tej sytuacji nic już nie rób, nie pisz, nie dzwoń, poprostu puść wolno. Sam piszesz, że coś w niej pękło. Obawiam się, że już nie ma odwrotu a nawet jeśli jest to daj jej czas, być może zatęskni, przemyśli. Proszę Cię nie walcz na siłę bo ją tylko odepchniesz. Swoją drogą facet mam ochotę Ci pojechać za to jak łatwo TY zniszczyłeś swoje małżeństwo.

8

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
nikaa1982 napisał/a:

No cóż mogę Ci napisać. Pytasz co masz robić ( nota bene szkoda, że nie spytałeś nas kilka miesięcy temu, czego nie robić kobiecie, którą kochasz). W tej sytuacji nic już nie rób, nie pisz, nie dzwoń, poprostu puść wolno. Sam piszesz, że coś w niej pękło. Obawiam się, że już nie ma odwrotu a nawet jeśli jest to daj jej czas, być może zatęskni, przemyśli. Proszę Cię nie walcz na siłę bo ją tylko odepchniesz. Swoją drogą facet mam ochotę Ci pojechać za to jak łatwo TY zniszczyłeś swoje małżeństwo.

Jeśli masz ochotę to możesz się po mnie przejechać. Wiem, że tego się nie robi. Już wiem. Niestety czasu nie cofnę. Może to kuriozalne, ale po tym wszystkim cieszy mnie tylko jedno, a mianowicie, że zrozumiałem co źle zrobiłem!!!

Też myślę o tym, zeby dać czas niemniej jednak uważam, że chyba powinienem chociaż jakims sms-em się przypomniec niezobowiązująco?! - raz na jakiś czas oczywiście.

A co do forum, to faktycznie tu nie zaglądałem. Teraz tego żałuje, bo najłatwiej i najtaniej uczyć się na cudzych błędach.

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

9

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

zraniliście się oboje tak naprawdę........ szkoda ja bardzo żaluję, że ludzie nie potrafią dbać o to co mają a później jest płacz i zgrzytanie zębami.....
Moim zdaniem nie można wyrokować czy jest za późno czy za wcześnie, los płata często różne figle. Na chwilę obecną nie wysyłaj smsów - nawet tych nie zobowiązaujących bo i po co? nic to nie da nic to nie zmieni  tym bardziej jeśli ona jest zauroczona kimś innym.....
Bardzo trudne i przykre doświadczenie, ale już wiesz czego nie robić w życiu osobom które kochasz...... musisz żyć dalej, wyciagnąć wnioski i próbować posklejać swoją psychikę...... A. zostaw narazie w spokoju..... jeśli wasze uczucie jest ( było ) prawdziwe to nie wykluczone, że przetrwa tą próbe czasu..... jeśli było złudne to chociażbyś na głowie stał to nie wywalczysz nic.......

a teraz zajmij się układaniem siebie, swojego życia..... bez niej.
powodzonka

" Miłość jest o posiadaniu, pożądanie o chceniu . Pożądanie jest wyrazem tęsknoty, dlatego wymaga ciągłej nieuchwytności. Nie obchodzi go gdzie już było, lecz zachwyca się tym, dokąd zaraz podąży"

10 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-06-18 23:37:33)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
K.82 napisał/a:

A. odpowiedziała, ze ona mnie juz nie kocha, że próbowała zebym sie zmienił, ale juz nie chce, że ma wszystkiego dosyć.

przepraszala za to co zrobiła, ale nie powiedziala, ze zaluje (a ja tego tak bardzo oczekiwałem).

Jedyne co może być pocieszające i dać Ci choć trochę nadziei że "przepraszała"
nie żałuje ponieważ ją bardzo zraniłeś i wgl niej należało Ci się !!! zrobiła to z zemsty
ile razy chciała żebyś to Ty do niej wrócił ? mentalnie ....
Czy to prawda "że Cię już nie kocha" zależy od tego w jakiej to sytuacji powiedziała
czy mieliście jakąś spokojną rozmowę czy wszystko do tej pory dzieje się w "emocjach"
musisz odczekać i porozmawiać spokojnie - nie naciskaj daj jej przemyśleć wszystko

Nic na siłę,chyba nie chcesz żeby ktoś był z Tobą z żalu .Nie pisz nie dzwoń.

Tak w życiu bywa ludzie nie zdają sobie sprawy jak potrafią ranić.Po drugie zwróć uwagę na
to że jesteście już ze sobą długo - kryzys był wcześniej.Reszta nie ma znaczenia.

Jedyne co możesz jeszcze zrobić to powiedzieć "że zawsze jesteś jeśli będzie Ciebie potrzebować"
może zrozumie może .......

Kobiety jak ścinają głowy są na to przygotowane - a te przygotowania trochę trwały a Ty
niestety zoorientowałeś się za późno.To że zobaczyłeś zdjęcia to nie ma żadnego znaczenia
oprócz tego że dodatkowo Ci nie ufa i czuje się kontrolowana.

Nie wie co będzie i trudno się jej dziwić

Tylko jeśli tli się coś w niej to wróci,tylko jeśli między wami było ok przez te 7 lat
narazie głowa mówi NIE

Jeszcze jedno zastanów się czy jeśli jej się nie uda przyjmiesz ją bez "rozpamietywania"
bo jeśli jej się nie uda to wróci,ponieważ jakby nie było sporo czasu ze sobą byliście
może da Ci sygnał - ale nie będzie to takie oczywiste (zrozumiesz jak zobaczysz - obserwuj)

11

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
KGB napisał/a:

a teraz zajmij się układaniem siebie, swojego życia..... bez niej.

KGB co masz na myśli mówiąć żebym zajął się układaniem siebie, swojego życia?!
Probuje wciagnac sie w wir pracy, zaczalem chodzic na silownie, uciekam miedzy ludzi...
Staram sie nie myslec, ale jak zapewne wiecie to nie jest takie proste. Żałuje, że świadomość przyszła do mnie tak późno, ale czasu nie cofnę... Wiem, że pośpiech nie jest wskazany. Czas moze zrobić swoje. A. zdążyła mi już powiedzieć ze łzami w oczach, że to co zacząłem robić (od kwietnia) w stosunku do niej - to ona zawsze tego chciała!
Ktoś już mi napisał w tym wątku, że zdrada jakiej dopuściła się A. to był ostatni etap swego rodzaju odkochiwania się, że już jakiś czas temu się ode mnie oddaliła, a ja glupi przespałem ten moment. Teraz irytuje mnie to, że chciałbym zrobić wszystko, żeby wiedziała, że jest najważniejszą osobą w moim życiu, a robiąc cokolwiek -  będę ja od siebie odsuwał!!! A. miała wiele cierpliwości, toteż i ja się nią muszę wykazać!!!
Pzdr

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

12 Ostatnio edytowany przez K.82 (2011-06-19 08:52:04)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
bellew napisał/a:

Jedyne co może być pocieszające i dać Ci choć trochę nadziei że "przepraszała"
nie żałuje ponieważ ją bardzo zraniłeś i wgl niej należało Ci się !!! zrobiła to z zemsty
ile razy chciała żebyś to Ty do niej wrócił ? mentalnie ....

Zapomniałem dodać w tej całej mojej historii, że na spotkaniu, do którego doszło niecałe 2 tygodnie temu w końcu przyznała, że żałuje. Był to jednak ostatni pozytyw tamtego wieczora.:(

bellew napisał/a:

Czy to prawda "że Cię już nie kocha" zależy od tego w jakiej to sytuacji powiedziała
czy mieliście jakąś spokojną rozmowę czy wszystko do tej pory dzieje się w "emocjach"
musisz odczekać i porozmawiać spokojnie - nie naciskaj daj jej przemyśleć wszystko

Mieliśmy wielokrotnie spokojne rozmowy, ale w każdej z nich A. była na nie. Wielokrotnie wytaczała przeciwko mnie najsilniejszą z bronii - mówiła do mnie w taki sam sposób jak ja do niej kiedyś. Przykre, ale prawdziwe! Szkoda, bardzo żałuje tego co zrobiłem. Dostalem kopa od życia, gdybym tylko potrafił w odpowiednim czasie sie obudzić...

bellew napisał/a:

Jedyne co możesz jeszcze zrobić to powiedzieć "że zawsze jesteś jeśli będzie Ciebie potrzebować"
może zrozumie może .......

To sformułowanie powtarzałem wielokrotnie i ciągle powtarzam - na co słyszę NIE DZIĘKUJE!!! Nie zrażam się jednak bo chcę walczyć o A.

bellew napisał/a:

Kobiety jak ścinają głowy są na to przygotowane - a te przygotowania trochę trwały a Ty
niestety zoorientowałeś się za późno.To że zobaczyłeś zdjęcia to nie ma żadnego znaczenia
oprócz tego że dodatkowo Ci nie ufa i czuje się kontrolowana.

To, że zobaczyłem zdjęcia nawet jej nie zdenerwowało.

bellew napisał/a:

Nie wie co będzie i trudno się jej dziwić

Tylko jeśli tli się coś w niej to wróci,tylko jeśli między wami było ok przez te 7 lat
narazie głowa mówi NIE

Z mojego punktu widzenia było w porządku. Byliśmy zakochani po uszy. Niemniej jednak A. może nie chciec w taki sposób o tym myśleć... Mam nadzieje, że do czasu. A. w ostatnim czasie miała tendencję do karmienia siebie samymi negatywami. na ostatnim spotkaniu tylko raz podczas długiej rozmowy zarzucila mi, że powiedziałem jej, że "żałuje, że sie z nią ożeniłem" oraz 2x ''że jej nie kocham". Teraz nakręca się faktem, że ją z domu wyrzuciem... Niestety!!!

bellew napisał/a:

Jeszcze jedno zastanów się czy jeśli jej się nie uda przyjmiesz ją bez "rozpamietywania"
bo jeśli jej się nie uda to wróci,ponieważ jakby nie było sporo czasu ze sobą byliście
może da Ci sygnał - ale nie będzie to takie oczywiste (zrozumiesz jak zobaczysz - obserwuj)

Jestem w stanie. Jedyne co musiałaby zrobić A. to zostawić swoją obecną pracę!! Jak zaczęliśmy się spotykać mieliśmy po 22 lata. A.  była po niemal 7latach związku. Kiedyś tłumaczyłem to sobie, ze to szczeniarska miłość. Teraz patrzę na to trochę inaczej i juz wiem, jak musiał czuć się gość, którego rzuciła dla mnie.
PS. Nie napisałem jeszcze o jednym fakcie. A. jak była w poprzednim związku też miała skok w bok. Wtedy była dużo młodsza i jak mi kiedyś wyznała - zaraz na samym początku naszej znajomości (nie chodzenia) to były tylko niewinne pocałunki.
Wtedy miałem to w tyłku, teraz sam już nie wiem co o tym myśleć, w którą stronę mam skierować swoje myśli...

Dzięki za dotychczasowe rady i proszę o więcej

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

13

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

1 kwietnia A. powiedziała, że chce się wyprowadzić. Uznałem, że to żart prima aprilisowy i  powiedziałem to się wyprowadź!

A powiedz szczerze nie miałeś jej trochę "dość " ???


w końcu przyznała, że żałuje

to o czymś świadczy smile

a ona teraz mieszka sama czy u tego kogoś jak to teraz wygląda ?

14

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
K.82 napisał/a:

...na ostatnim spotkaniu tylko raz podczas długiej rozmowy zarzucila mi, że powiedziałem jej, że "żałuje, że sie z nią ożeniłem" oraz 2x ''że jej nie kocham". Teraz nakręca się faktem, że ją z domu wyrzuciem... Niestety!!!

bellew napisał/a:

Jeszcze jedno zastanów się czy jeśli jej się nie uda przyjmiesz ją bez "rozpamietywania"

Jestem w stanie. Jedyne co musiałaby zrobić A. to zostawić swoją obecną pracę!!
PS. Nie napisałem jeszcze o jednym fakcie. A. jak była w poprzednim związku też miała skok w bok. Wtedy była dużo młodsza i jak mi kiedyś wyznała - zaraz na samym początku naszej znajomości (nie chodzenia) to były tylko niewinne pocałunki.
Wtedy miałem to w tyłku, teraz sam już nie wiem co o tym myśleć, w którą stronę mam skierować swoje myśli...

K.82 - czy Ty zastanawiasz się co ty piszesz?
Piszesz, że byłbyś w stanie przyjąć ją bez rozpamiętywania i zaczynasz w związku z tym rozpamiętywać jakąś historię sprzed lat kiedy była w innym związku???
Wtedy miałeś to w tyłku a teraz do tego wracasz i twierdzisz, że potrafisz nie rozpamiętywać?

Wyrzuciłeś dziewczynę z domu. Przedtem kładłeś jej do głowy, raptem 2 miesiące po ślubie, że żałujesz ślubu z nią. Zabolało Cię to, że dała sobie radę, znalazła sobie mieszkanie a Ty nie wiesz gdzie ona mieszka.

Chcesz ją łaskawie przyjąć z powrotem. Ale na twoich warunkach. A ona nie chce. I tu Cię boli. A co Ty masz jej do zaoferowania, prócz łaski bycia z Tobą? To, że będziesz w przyszłości bardziej uważał na wypowiadane słowa? Trochę mało. Chyba kochasz głównie siebie i chodzi Ci o to by Tobie było dobrze - abyś do tej komunii mógł przystępować i dzieciom się nie tłumaczyć. Co TY chcesz dać jej w tym małżeństwie - bo jak na razie to udowodniłeś, że jak zakontraktowane to już NIC nie musisz się starać. Co nowego chcesz wnieść w to małżeństwo?

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

15

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
bellew napisał/a:

1 kwietnia A. powiedziała, że chce się wyprowadzić. Uznałem, że to żart prima aprilisowy i  powiedziałem to się wyprowadź!

A powiedz szczerze nie miałeś jej trochę "dość " ???


w końcu przyznała, że żałuje

to o czymś świadczy smile

a ona teraz mieszka sama czy u tego kogoś jak to teraz wygląda ?

Z tego co mówi mieszka sama. Kiedyś niestety powiedzialem A., że uważam że nie potrafi byc sama. Teraz wydaje mi się, że chce sobie i po częsci mi udowodnic, że potrafi. Niemniej jednak może mówić mi to co chcę usłyszeć. Moje zaufanie po tym co mi zrobiła jest w kiepskiej kondycji, ale niepotrzebnie się nie nakręcam!!

Jeśli chodzi o mnie to miałem dość, ale tak przez pierwszy kwartał tego roku. Potem już nie. Dla mnie wyprowadzka jeszcze jakiś czas temu oznaczała definitywny koniec, zdrada zresztą też. Życie jest jednak przewrotne i nawet tak zatwardziałemu facetowi jak ja mięknie serce i miekna kolana. Kocham A. i wierzę, ze możemy być razem. Mam jednak swiadomość, że moja wiara to dużo, ale boję się, ze bez wiary A. w to, że możemy byc razem ja sam nic nie zdziałam!!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

16

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
K.82 napisał/a:

KGB co masz na myśli mówiąć żebym zajął się układaniem siebie, swojego życia?!

dokładnie to miałam na myśli co napisałeś smile praca, znajomi, hobby.........  smile
tak się zastanawiam czytając dalsze Twoje posty......... napisałeś, że zrozumiałeś swój błąd, że ją  kochasz, że chcesz walczyć i jedna z forumowiczek słusznie zauważyła, że Ty powróciłeś do tego co Ona kiedyś zrobiła.... wydaje mi się, że tak naprawdę powinieneś teraz sam dla siebie zastanowić się czy Ty naprawdę chcesz budować życie z A.? czy to oby nie jest tak, że trudno Ci się po prostu pogodzić z porażką? to bardzo trudne, ale warto sobie odpowiedzieć na to pytanie...... zanim do końca zmarnujecie sobie życie.
Napisałeś również o tym, że nie chcesz tłumaczyć dzieciom czemu nie chodzisz do komunii.......... a wolisz im tłumaczyć dlaczego mama i tata żyją jak pies z kotem?
Skoro po tak krótkim okresie trwania Waszego związku małżeńskiego pojawił się problem braku porozumienia skutkiem czego była zdrada - to oznacza, że kiepsko dobrana z Was para....... trudne do przyjęcia - wiem, ale na to wskazują fakty, które opisałeś.
To nie jest łatwa decyzja bo widzisz teraz kierują Tobą emocje, ból, żal, wyrzuty sumienia i powiem Ci szczerze, że w takim stanie nigdy nie możesz być pewien, że decyzje jakie podejmujesz są chociaż w niewielkim stopniu słuszne.
CZAS.... daj sobie czas.

" Miłość jest o posiadaniu, pożądanie o chceniu . Pożądanie jest wyrazem tęsknoty, dlatego wymaga ciągłej nieuchwytności. Nie obchodzi go gdzie już było, lecz zachwyca się tym, dokąd zaraz podąży"

17

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
K.82 napisał/a:

Czesc

Każdy jednak dąży do jednego, żeby być prawdziwie szczęśliwy z tą drugą połową. Ja też tego pragnąłem, nawet bardzo!!!

Właśnie smile

Wywoływanie zdjęć, wcześniej obrobianych w photoshopie (długie godziny spędzone przeze mnie przy kompie) i brak wsparcia ze strony mojej zony spowodował, ze byłem sfrustrowany. Kłociliśmy sie ciągle.

Ale jakiego wsparcia ? Kłóciłeś się tak przed ślubem ?


Bardzo. Padało wiele niezdrowych sformułowań, aż kiedyś niewytrzymałem (połowa listopada 2010r.) i wystrzeliłem mojej żonie, że żałuje że się z nią ożeniłem. Teraz już wiem, że był to późnieszym gwóździem do trumny. Strasznie się tym przejeła tymbardziej, że kiedyś usłyszała od własnej matki, że żałuje że ich urodziła (swoje dzieci). Niestety w tamtym czasie użyłem tego słormułowania złośliwie. Chciałem skrzywdzić osobę, którą tak kochałem. Nie wiem co się stało. Długo prosiła, żebym to odwołał. Nie robiłem tego.

Długo prosiła .....

Znowu w potwornej kłótni powiedziałem żonie, ze jej nie kocham!!! Chciałem jej zagrać na uczuciach... NIESTETY!!! Potem jeszcze wyprowadziłem się z łóżka (mieszkaliśmy w kawalerce i mieliśmy dwa łóżka w jednym pokoju). Prosiła mnie żebym wrócił. Byłem obojętny na jej wołanie. Wielokrotnie płakała, bo ją od siebie odsuwałem. Tak było. Byłem okrótnym człowiekiem dla swojej żony.

hm ....


na co A. odpowiedziała, ze ona mnie juz nie kocha, że próbowała zebym sie zmienił, ale juz nie chce, że ma wszystkiego dosyć.

To Cię zabolało najbardziej,że ktoś kogo ranisz i mógłbyś nadal powiedział Ci w końcu to samo !

Popłakałem się, normalnie rozkleiłem się!!! Był to dla mnie szok!!!!

A dla niej  szokiem było Twoje wcześniejsze zachowanie
Faceci też płaczą smile to nie jest jakieś dziwne,że używasz trzech wykrzykników do słowa "rozkleiłem się"
no w końcu !

Nie chciałem wierzyć, że nie ma juz nas.

A jednak tak ....

Straszna tragedia to była dla mnie

Musiała  jakoś "zapić smutki"


To był szok co na nich zobaczyłem!! Ich, spacerujących, całujących się uwiecznionych na zdjęciach. Czułem sie jakbym dostał w pysk, obuchem w łeb. Umarło we mnie wszystko, absolutnie wszystko. To był taki szok, ze myslałem, że odjade na zawał!!!

A dla mnie to nie jest żaden szok - znalazł się pocieszyciel w trudnej sytuacji sporo jest takich historii
każdy chce być szczęśliwy a z Tobą nie była

Zostałem zraniony jak nigdy dotąd!!! Po moim powrocie do domu A. weszła 15 minut pozniej. Bała sie ze jej rzeczy beda za drzwiami wystawione. Powiedziałem jej że musi się do jutra wyprowadzić, że to koniec. Nie wierzyłem, ze 8 miesiecy po slubie skończyło się nasze małżeństwo. SZOK!!!!

Była przyczyna jest skutek.Zamiast zrozumieć sytuację wywaliłeś ją z własnego domu a wcześniej z łóżka
więc pretensje możesz mieć TYLKO DO SIEBIE


Jak teraz o tym pisze to puls mam ze 160. SZOK I NIEDOWIERZANIE.

To dziwne że Ty dalej tego nie rozumiesz

Rozmawialem z A. jeszcze tej nocy, przepraszala za to co zrobiła, ale nie powiedziala, ze zaluje (a ja tego tak bardzo oczekiwałem).

Oczekiwałeś że będzie Cię prosić o wybaczenie powrót itd a jak myślisz czego ONA OCZEKIWAŁA W TYM MOMENCIE ?


Poprosilem,zeby pokazala mi kompa. NIE - usłyszalem!!!

A dlaczego miała Ci powiedzieć TAK ?  czemu się dziwisz ?


PS. W tym wszystkim zapomnialem dodac, ze osoba, z która zdradziła mnie A. to byl jej kolega z pracy, ale stwierdziła, ze do zblizenia nie doszlo.


To czy doszło czy nie, jest w tym momencie nieistotne


Jak skonczyłem rozmawiac, kazałem sie A. spakować i wynosić z mieszkania (mieszkanie jest własnością mojej babci) oraz z mojego życia i to jeszcze tego samego dnia. Nie wytrzymałem!!! To było ponad moje sily. Starałem się, robilem wszystko po zdradzie, zebysmy zaczeli jeszcze raz, pytalem pierwszy raz w naszej ponad 7 letnie karierze o druga szanse, a A. co... tłumaczyła się, że potrzebowała kogoś, żeby ją po mieszkaniach poobwoził. W woli scisłości ja mam służbowy samochód i spokojnie mogła mnie poprosić!!!! Byłem ostatni na "liście" osób, których poprosiłaby o pomoc. To mnie tak zabolało. To była "zbrodnia" w afekcie.

A jak myślisz dlaczego nie chciała z Tobą ?

Kończąc, rożnie między nami sie w ciągu tych 7 lat układało,


ale to zawsze A. dążyła do zgody

A ty co ?

ona prowadzila do tego zeby bylo dobrze. ja byłem tym silniejszym w naszym związku

To nie świadczy o żadnej sile smile

ale bez A. nie bylibysmy ze sobą tak długo. Wiem, ze coś w niej pękło!!! Mam świadomość, ze zrozumialem późno, łudzę się, ze nie za poźno?!

Może tak może nie

Kocham ją ponad życie i marzę, żeby A. odzyskać, ale do tanga trzeba dwojga.

Szanuje się ludzi dopiero wtedy gdy odchodzą

Nie wiem co wymyslić więcej.

A tutaj nie ma co myśleć piłka jest po JEJ STRONIE czy jest w stanie Ci wybaczyć


Jesteśmy małżeństwem, a dla mnie to bardzo ważne.

?


Ja naprawdę sie zmieniłem, mam wrażenie, że wróciłem z dalekiej podróży, ze jestem po naprawdę ciężkiej chorobie.

Byłeś kiedyś u psychologa ? leczyłeś depresję ?

jeśli ktoś chce mnie z ziemią zrownać to jestem na to gotowy, pod warunkiem, ze bedzie to merytoryczny opier..l !!!

Nie ważne są warunki  ...

Życzę Ci powodzenia

ps.

Moje zaufanie po tym co mi zrobiła jest w kiepskiej kondycji, ale niepotrzebnie się nie nakręcam!!


Nie trzeba zdradzać żeby nie mieć zaufania,myślę że ONA MA GORZEJ w stosunku do Ciebie
nie ufa Ci i nie wierzy że będzie lepiej.Osobiście mi się wydaje że sam ją pchnąłeś w to wszystko.
Zastanów się jednak czy potrafisz dać jej szczęście.Bo gdy kogoś kochasz chcesz żeby był
szczęśliwy bez względu na to czy jest z Tobą czy nie.

Uspokój emocje bo nic z tego nie będzie.

Przemyśl to

18

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
Anhedonia napisał/a:

K.82 - czy Ty zastanawiasz się co ty piszesz?
Piszesz, że byłbyś w stanie przyjąć ją bez rozpamiętywania i zaczynasz w związku z tym rozpamiętywać jakąś historię sprzed lat kiedy była w innym związku???
Wtedy miałeś to w tyłku a teraz do tego wracasz i twierdzisz, że potrafisz nie rozpamiętywać?

Czesc,

po pierwsze dziekuje za mocne słowa. Chyba potrzebuje takiego kopa też, chociaz jest mi naprawdę przykro. Ustosunkowując sie do Twojej wypowiedzi. Nie rozpamiętywałem tego co było u A. w przeszłości nigdy podczas naszego związku. Dopiero po tym jak wyrzuciłem A. z domu zacząłem sobie przypominać pewne aspekty z jej życia, żeby sobie poskładać wszystko w całość. Nie próbuje sie doszukać tylko i wyłącznie winy A. Jak czytałaś moją historię to chyba wiesz, że mam bardzo wiele sobie do zarzucenia. Niestety dla mnie muszę z tym zyć. Po raz kolejny to powtarzam "czasu nie cofnę". Zwróć jednak uwage na jeden aspekt. Ja mam świadomośc tego co zrobiłem, wiem ze do zdrady przyczynilem się w bardzo dużym stopniu ja. A. natomiast mnie zdradziła! takie są fakty.
Wczoraj postanowiłem opisać swoją historię bo sobie z problemem nie radze. Widzisz - ja zrobiłem coś źle, moja żona też zrobiła coś źle. Ja zrozumiałem co było nie tak i pomimo, że mnie zdradziła chcę ją odzyskać. Nie jestem bufonem, który użala sie nad sobą i prosi wszystkich, zeby tylko mnie żałowali. Chcę walczyć dla niej, dla nas. Jakbym nie widział w tym sensu to odpuściłbym sobie. Niemniej jednak A. o mnie walczyła. Na tą chwilę brakuje jej sił. Teraz ja muszę powalczyć. Kto to wie, moze jest już za późno?!

Anhedonia napisał/a:

Wyrzuciłeś dziewczynę z domu. Przedtem kładłeś jej do głowy, raptem 2 miesiące po ślubie, że żałujesz ślubu z nią. Zabolało Cię to, że dała sobie radę, znalazła sobie mieszkanie a Ty nie wiesz gdzie ona mieszka.

Martwie się o nią, to chyba ludzki odruch?! Co do wyrzucenia wiem, że nigdy nie powinienem tego zrobić, ale się stało i sie nie odstanie. Teraz to ja muszę nauczyć się z tym żyć, że skrzywdziłem kogoś kogo tak bardzo kochałem.

Anhedonia napisał/a:

Chcesz ją łaskawie przyjąć z powrotem. Ale na twoich warunkach. A ona nie chce. I tu Cię boli. A co Ty masz jej do zaoferowania, prócz łaski bycia z Tobą? To, że będziesz w przyszłości bardziej uważał na wypowiadane słowa? Trochę mało. Chyba kochasz głównie siebie i chodzi Ci o to by Tobie było dobrze - abyś do tej komunii mógł przystępować i dzieciom się nie tłumaczyć. Co TY chcesz dać jej w tym małżeństwie - bo jak na razie to udowodniłeś, że jak zakontraktowane to już NIC nie musisz się starać. Co nowego chcesz wnieść w to małżeństwo?

Nie chodzi o to, że chcę ją przyjąc łaskawie. To żadna łaska. Teraz już wiem co zrobiłem źle. Warunek mam jeden, a to dlatego, że A. dalej z tym gościem z którym mnie zdradziła pracuje. Uważasz, że byłoby zdrowe gdybyśmy do siebie wrócili, a oni nadal by ze sobą pracowali?!
Co do łaski bycia ze mną to to nie jest żadna łaska. Mam do zaoferowania wiele. Przede wszystkim wiem, że związek do partnerstwo, wiem, ze małżeństwo to olbrzymi dar, ale i obowiązek dzielenia się sobą wszystkimi problemami, radościami, smutkami i szczęściem.

Wiem, że wymiana repertuaru słów to nic wielkiego. Aby tego można było jednak dokonać trzeba się zmienić.

Czy kocham głównie siebie. Owszem, kochałem!!! To mnie zgubiło!!! Zgubiło mnie to, że to A. zawsze pierwsza wyciągała ręke, zgubiło mnie również to, że jak było między nami źle to ja nie chciałem rozmawiać a A. bardzo tego chciała, zgubiło mnie również to, że jak było między nami źle to odwracałem się do A. tyłkiem w nocy, a ona chciała żebym ją przytulił. To mnie zgubiło, ale się stało i nic na to nie poradzę. Teraz bym zrobił dokładnie odwortnie. Mam nadzieje, że jeszcze będe mógł A. pokazać (a nie powiedzieć) jak sie zmieniłem!!!

Jest sporo racji w tym co mówisz. Chciałem żeby mi było dobrze!!! Już nie chcę!!! Szkoda, że tak późno!!! Pewne wartości wyniosłem z domu niestety i taki byłem, ale sie zmieniłem. Bardzo mi przykro, że tak późno, ale jednak. Chcę się zmieniać. Tylko ten co nic nie robi się nie myli. ja chcę robic i to dużo.

Na Twoje ostatnie pytanie mógłbym sie godzinami rozpisywać, niemniej jednak ogranicze się do kilku ogólników:
- partnerstwo, bo do tej pory mam wrażenie że tego nie było
- chciałbym byśmy w końcu mogli kupić wspolne mieszkanie, bo mamy jakieś oszczędności. Myśle, że wspólne nasze mieszkanie mogloby scementować nasz związek
- spacery, rozmowy, chciałby się jej oddać bez reszty,
- starałbym się i zabiegał o A.  do końca życia. teraz już wiem, ze przyzwyczajenie nas zgubiło (mnie zgubiło). Już wiem, że o kochana osobę trzeba się nieustannie starać. Trochę późno się o tym dowiedziałem... ;(
- chciałbym dać A. przede wszystkim bezpieczeństwo, którego ona tak bardzo potrzebowała. Kiedyś dawałem jej takie poczucie, teraz też chciałbym to robić!!!

Wiem, że mogę być dobrym i kochającym mężem. Jestem facetem, który się w życiu pomylił i zdał sobie z tego sprawę. Wiem, zrozumiałem późno, wielu z was uzna, że za późno. Pozostaje mi teraz tylko jedno czekać... i walczyć.... i czekać...
PS. W moim życiu nigdy nie pomyślałem o innej osobie niż A., nigdy jej nie zdradziłem nawet w myślach!!! Zawsze była tylko A.
Pzdr

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

19

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
KGB napisał/a:

tak się zastanawiam czytając dalsze Twoje posty......... napisałeś, że zrozumiałeś swój błąd, że ją  kochasz, że chcesz walczyć i jedna z forumowiczek słusznie zauważyła, że Ty powróciłeś do tego co Ona kiedyś zrobiła.... wydaje mi się, że tak naprawdę powinieneś teraz sam dla siebie zastanowić się czy Ty naprawdę chcesz budować życie z A.? czy to oby nie jest tak, że trudno Ci się po prostu pogodzić z porażką? to bardzo trudne, ale warto sobie odpowiedzieć na to pytanie...... zanim do końca zmarnujecie sobie życie.
Napisałeś również o tym, że nie chcesz tłumaczyć dzieciom czemu nie chodzisz do komunii.......... a wolisz im tłumaczyć dlaczego mama i tata żyją jak pies z kotem?
Skoro po tak krótkim okresie trwania Waszego związku małżeńskiego pojawił się problem braku porozumienia skutkiem czego była zdrada - to oznacza, że kiepsko dobrana z Was para....... trudne do przyjęcia - wiem, ale na to wskazują fakty, które opisałeś.
To nie jest łatwa decyzja bo widzisz teraz kierują Tobą emocje, ból, żal, wyrzuty sumienia i powiem Ci szczerze, że w takim stanie nigdy nie możesz być pewien, że decyzje jakie podejmujesz są chociaż w niewielkim stopniu słuszne.
CZAS.... daj sobie czas.

Niewątpliwie jest coś w tym co piszesz o mojej porażce. Chcę się jednak po niej podnieść i starać się o to, żeby między nami już nigdy nie było jak było wcześniej. Starać to nie znaczy na 6 miesięcy na rok. Ja chcę to robic NA ZAWSZE!!!
Od kwietnia nie jestem niczego bardziej w życiu pewien (no może poza płaceniem podatkow), że chcę być z A.!!! Nie żyłbym jak pies z kotem, na pewno nie!!! Zbyt duży to jest dla mnie cios, żeby spiep...ć sobie tak życie po raz kolejny! Jestem z tych, którzy potrafią uczyć się na swoich błędach i chcą pracować nad swoimi nawykami, przede wszystkim tymi złymi. O tej komunii to naprawde zabrzmiało bardzo egoistycznie. mam swiadomość, ze jak się rozejdziemy to i ja i A. będziemy mieli tak samo przechlapane.
Emocje, które opisałaś rzeczywiście mną targają - to chyba nieuniknione. Jestem jednak pewien, że nie spocznę na laurach, bo już nigdy nikogo nie chcę skrzywdzić tak jak skrzywdziłem!!!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

20 Ostatnio edytowany przez dziewczynka80 (2011-06-19 13:14:29)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Witam,
Moja historia przypomina trochę telenowelę,trochę horror,w każdym razie jest prawdziwa.7 lat temu zakochałam się.Nazwe go X.Po 4 miesiącach zaszłam w ciążę.Ku mojemu zdziwieniu X był przeszczęśliwy.Ja też.Miałam23 lata,byłam po studiach chciałam stworzyć rodzinę(pochodzę z rodziny rozbitej).W 2005r na świat przyszła nasza coreczka.Od razu ze szpitala pojechaliśmy do mieszkania babci X ,która jest za granicą(był to pomysł matki X,"młodzi muszą być sami")Od razu na wstepie oznajmiono mi że nikt oprócz X i jego rodziców nie ma wstepu.Ani moi rodzice,brat,babcie...Usłyszałam"że mała jest za malutka,a obcy roznoszą zarazki".Przeplakalam klika nocy,X trzymał stronę swojej matki,która spędzała ze mna 24/dobę.Moja coreczke traktowala jak swoje dziecko,mnie krytykując we wszystkim co robiłam.X pracował zmianowo,po nocce jechal do domu mamusi,tam spał(chcial mieć spokoj).W domu bywał gościem;.Jak juz był,krzyczał na mnie poniżał.Po dwóch miesiącach wyprowadzilam sie do mamy.Miałam depresje,ale nie leczylam jej.Radziłam sobie sama.X na początku miał to gdzes,potem chyba za namową urazonej mamusi)przyjechał,przeprosił.A ja wróciłam.Myslałam,że tak trzeba,że jest dziecko.I zaczał sie koszmar...X robił awantury.Podniósł na mnie rękę raz,drugi,trzeci.Mdlałam.Dzwonił po swoja matke,Ta przyjeżdżała,smarowała mi buzię altacetem,wmawiała winę.Tak wytrzymałam 4 lata.Po 3 poszłam do pracy na pol etatu,do ludzi...Byłam jak dzikuska...Potem jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomośc,że od babci X musimy sie wyprowadzić.X stwierdzilł,że do jego rodziców.Czekało mnie piekło z teściową,wiedziałam o tym,ale jakie było wyjscie.Kiedy zmarł nagle mój tato,postanowilismy wyremontowac mój dom,i z czasem tam zamieszkać.Między nami nic juz nie było,kłótnie,wyzwiska,pod bacznym okiem tesciowej.Koszmar!Kiedy ktoregos dnia X doprowadzil mnie do ostateczności wmawiając romans,zabierając telefon,wyzywając,postanowilam przeprowadzic sie z małą do swojego domu,mimo remontu...X znowu przepraszal,obiecywał.Dałam mu po raz pierwszy w zyciu ultimatum.Albo przeprowadzasz sie z nam,albo to koniec.O dziwo przystał na moje warunki.W swoim domu odetchnęlam nieco,jednak relacje między nami sie nie poprawiły.Było tragicznie.Nienawidziłam go!Pracowalam juz wtedy na cały etat,byłam troszke bardziej pewna siebie,realizowałam sie w pracy.Któregos dnia poznałam kogoś.Zawirował mój świat.Kilka spotkań,od zauroczenia do zakochania.Pierwszy raz w zyciu byłam szcześliwa!On pokazał mi szczęście,miłosc,dobroć."udomowił mnie",oswoił jak dzikie zwierze.Kochał mnie,uwielbiał,rozpieszczał.Chodziałam z głowa w chmurach.Z X byłam w nieformalnej separacji.Kiedy wrwcalam pozniej z pracy,o nic nie pytał,choć wiedzialam że niektóre rzeczy widzi.Ja nawet chciałam zeby widział...Brzydziałam sie go,Teraz kiedy był któś(nazwe go Y),niczego sie nie balam.Widzielismy z Y swoja wspólną przyszlośc.Na wakacje postanowilismy z X,że dla dobra dziecka wyjedziemy razem na klika dni na wczasy.I wyjechalismy.Juz w drodze,postanowilam powiedziec X,że mam kogos kogo kocham.Wiedział...domyslał się...Jakie było moje  zdziwienia,kiedy zatrzymał auto,płakał,mówił,ze przez te wszystkie miesiące separacji wszystko przemyślal,zrozumiał jak mnie skrzywdził,i jak bardzo mnie kocha.Mój swiat zawirował.Widzialam szczęście w oczach córeczki,kiedy bylismy wszyscy razem...Obiecałam X,że przemyslę wszystko.Drugiej nocy na wczasach wylądowalismy w łózku.Było cudownie.

21 Ostatnio edytowany przez K.82 (2011-06-19 11:57:10)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
bellew napisał/a:

Ale jakiego wsparcia ? Kłóciłeś się tak przed ślubem ?

Sam z tym siedziałem, naprawdę ładnych kilkanaście dni. A. chciała wszystko odłożyc na później. Ja chciałem miec to już za sobą...
Cz tak się kłóciliśmy wcześniej. NIGDY!!! Owszem kłóciliśmy się wcześniej, ale nie aż tak!!!

bellew napisał/a:

Długo prosiła .....

Pytasz czy długo prosiła, żeby to odwołał. Jakieś 2 miesiące... Potem chyba przestała?!

bellew napisał/a:

Znowu w potwornej kłótni powiedziałem żonie, ze jej nie kocham!!! Chciałem jej zagrać na uczuciach... NIESTETY!!! Potem jeszcze wyprowadziłem się z łóżka (mieszkaliśmy w kawalerce i mieliśmy dwa łóżka w jednym pokoju). Prosiła mnie żebym wrócił. Byłem obojętny na jej wołanie. Wielokrotnie płakała, bo ją od siebie odsuwałem. Tak było. Byłem okrótnym człowiekiem dla swojej żony.

hm ....


na co A. odpowiedziała, ze ona mnie juz nie kocha, że próbowała zebym sie zmienił, ale juz nie chce, że ma wszystkiego dosyć.

To Cię zabolało najbardziej,że ktoś kogo ranisz i mógłbyś nadal powiedział Ci w końcu to samo !

Tu masz rację, tak było. Chociaz ciężko mi się do tego przyznać, ale tak było... Przykro mi, czasu nie cofnę... NIESTETY!!!

bellew napisał/a:

Popłakałem się, normalnie rozkleiłem się!!! Był to dla mnie szok!!!!

A dla niej  szokiem było Twoje wcześniejsze zachowanie
Faceci też płaczą smile to nie jest jakieś dziwne,że używasz trzech wykrzykników do słowa "rozkleiłem się"
no w końcu !

Nie chciałem wierzyć, że nie ma juz nas.

A jednak tak ....

Straszna tragedia to była dla mnie

Musiała  jakoś "zapić smutki"

Zapijała juz w kwietniu zanim się o wszystkim dowiedziałem. Wydaje mi się, że miała wyrzuty sumienia?! ze nie jest uczciwa w stosunku do mnie...

bellew napisał/a:

To był szok co na nich zobaczyłem!! Ich, spacerujących, całujących się uwiecznionych na zdjęciach. Czułem sie jakbym dostał w pysk, obuchem w łeb. Umarło we mnie wszystko, absolutnie wszystko. To był taki szok, ze myslałem, że odjade na zawał!!!

A dla mnie to nie jest żaden szok - znalazł się pocieszyciel w trudnej sytuacji sporo jest takich historii
każdy chce być szczęśliwy a z Tobą nie była

Prawda, ja to spieprzyłem. Ale czy to co zrobiła A., czyli jej zdrada to tylko moja wina. Wiele osób na tym forum obrzuca błotem osoby, które zdradzają nie ważne z jakich przyczyn. Ja mam jednak świadomość, że mogłem być prowodylem jej zdrady.

bellew napisał/a:

Zostałem zraniony jak nigdy dotąd!!! Po moim powrocie do domu A. weszła 15 minut pozniej. Bała sie ze jej rzeczy beda za drzwiami wystawione. Powiedziałem jej że musi się do jutra wyprowadzić, że to koniec. Nie wierzyłem, ze 8 miesiecy po slubie skończyło się nasze małżeństwo. SZOK!!!!

Była przyczyna jest skutek.Zamiast zrozumieć sytuację wywaliłeś ją z własnego domu a wcześniej z łóżka
więc pretensje możesz mieć TYLKO DO SIEBIE

Wiem, wiem, wiem... już wiem ;(

bellew napisał/a:

Jak teraz o tym pisze to puls mam ze 160. SZOK I NIEDOWIERZANIE.

To dziwne że Ty dalej tego nie rozumiesz

Rozmawialem z A. jeszcze tej nocy, przepraszala za to co zrobiła, ale nie powiedziala, ze zaluje (a ja tego tak bardzo oczekiwałem).

Oczekiwałeś że będzie Cię prosić o wybaczenie powrót itd a jak myślisz czego ONA OCZEKIWAŁA W TYM MOMENCIE ?

No własnie nie wiem czy powinienem oczekiwać czegokolwiek. Po raz pierwszy znalazłem sie w takiej sytuacji. czego nie rozumiałem od samego początku w zachowaniu A. to fakt, ze ona nie chce rozmaiwać o naprawianiu czegokolwiek. To mnie strasznie boli i przygnębia...!

bellew napisał/a:

Jak skonczyłem rozmawiac, kazałem sie A. spakować i wynosić z mieszkania (mieszkanie jest własnością mojej babci) oraz z mojego życia i to jeszcze tego samego dnia. Nie wytrzymałem!!! To było ponad moje sily. Starałem się, robilem wszystko po zdradzie, zebysmy zaczeli jeszcze raz, pytalem pierwszy raz w naszej ponad 7 letnie karierze o druga szanse, a A. co... tłumaczyła się, że potrzebowała kogoś, żeby ją po mieszkaniach poobwoził. W woli scisłości ja mam służbowy samochód i spokojnie mogła mnie poprosić!!!! Byłem ostatni na "liście" osób, których poprosiłaby o pomoc. To mnie tak zabolało. To była "zbrodnia" w afekcie.

A jak myślisz dlaczego nie chciała z Tobą ?

Nie wiem, od początku kwietnia w każdy możliwy sposób oferowałem swoją pomoc. Wydaje mi się, że ten koleś powinien byc ostatni na liście osób do których A. powinna zadzwonić. chyba, że się mylę, chyba ze jestem egoistą?!

bellew napisał/a:

Kończąc, rożnie między nami sie w ciągu tych 7 lat układało,


ale to zawsze A. dążyła do zgody

A ty co ?

Co tu wiele się będę rozpisywał,  to A. była zawsze tą łagodzącą wszystkie spory osobą, a ja się do tego przyzwyczaiłem ;(

bellew napisał/a:

Kocham ją ponad życie i marzę, żeby A. odzyskać, ale do tanga trzeba dwojga.

Szanuje się ludzi dopiero wtedy gdy odchodzą

Nie wiem co wymyslić więcej.

A tutaj nie ma co myśleć piłka jest po JEJ STRONIE czy jest w stanie Ci wybaczyć

Wiem, ze teraz od niej wszystko zależy, mi pozostaje czekać (jest to najdłuższe na świecie czekanie)

bellew napisał/a:

Jesteśmy małżeństwem, a dla mnie to bardzo ważne.

?

Podejmowaliśmy najbardziej świadomą decyzję w zyciu. Tak mi kiedyś A. powiedziała. Jak sie w kwietniu przyznała, po tym jak już się dowiedziałem, że mnie zdradziła, gdybyśmy nie byli małżeństwem już dawno by odeszła

bellew napisał/a:

Ja naprawdę sie zmieniłem, mam wrażenie, że wróciłem z dalekiej podróży, ze jestem po naprawdę ciężkiej chorobie.

Byłeś kiedyś u psychologa ? leczyłeś depresję ?

Nie bylem, czy mam depresję... chyba nie, ale naukowcem nie jestem

bellew napisał/a:

Nie trzeba zdradzać żeby nie mieć zaufania,myślę że ONA MA GORZEJ w stosunku do Ciebie
nie ufa Ci i nie wierzy że będzie lepiej.Osobiście mi się wydaje że sam ją pchnąłeś w to wszystko.
Zastanów się jednak czy potrafisz dać jej szczęście.Bo gdy kogoś kochasz chcesz żeby był
szczęśliwy bez względu na to czy jest z Tobą czy nie.

Uspokój emocje bo nic z tego nie będzie.

Przemyśl to

Kocham A. i chcę jej szczęścia, bardzo!!! Kiedyś tak nie myślałem, teraz już tak!!
Chciałbym mieć jednak możliwość, żeby to szczęście było naszym udziałem (może troche egoistycznie:) )

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

22

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
K.82 napisał/a:

po pierwsze dziekuje za mocne słowa.Ja mam świadomośc tego co zrobiłem, wiem ze do zdrady przyczynilem się w bardzo dużym stopniu ja. A. natomiast mnie zdradziła! takie są fakty.
Wczoraj postanowiłem opisać swoją historię bo sobie z problemem nie radze. Widzisz - ja zrobiłem coś źle, moja żona też zrobiła coś źle. Ja zrozumiałem co było nie tak i pomimo, że mnie zdradziła chcę ją odzyskać. Nie jestem bufonem, który użala sie nad sobą i prosi wszystkich, zeby tylko mnie żałowali. Chcę walczyć dla niej, dla nas. Jakbym nie widział w tym sensu to odpuściłbym sobie. Niemniej jednak A. o mnie walczyła. Na tą chwilę brakuje jej sił. Teraz ja muszę powalczyć.

Jest sporo racji w tym co mówisz. Chciałem żeby mi było dobrze!!! Już nie chcę!!! Szkoda, że tak późno!!! Pewne wartości wyniosłem z domu niestety i taki byłem, ale sie zmieniłem.

Na Twoje ostatnie pytanie mógłbym sie godzinami rozpisywać, niemniej jednak ogranicze się do kilku ogólników:
- partnerstwo, bo do tej pory mam wrażenie że tego nie było
- (...)
- starałbym się i zabiegał o A.  do końca życia. teraz już wiem, ze przyzwyczajenie nas zgubiło (mnie zgubiło). Już wiem, że o kochana osobę trzeba się nieustannie starać. Trochę późno się o tym dowiedziałem... ;(
- chciałbym dać A. przede wszystkim bezpieczeństwo, którego ona tak bardzo potrzebowała. Jestem facetem, który się w życiu pomylił i zdał sobie z tego sprawę.

Miały być mocne hmm
Masz świadomość.
Widzisz swoje błędy.
Masz szansę - jeśli ją przekonasz, że może Ci zaufać. smile I że twoje słowa o braku miłości z twojej strony były... spowodowane lekkomyślnością.
Sugerowałabym nienachalne stanie u jej boku.
Czy myślałeś o tym, by jej napisać to co nam tutaj w liście? Mailu, mam na myśli. Najlepiej w odcinkach smile i nie co dnia a tak z raz na tydzień.

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

23

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Nie pozostaje ci nic innego jak to zaakceptowac.

Nic juz nie  jestes w stanie zrobic. Zwlaszcza jesli sie zakochala w kims nowym ( a na to wyglada niestety ).

I taka jest rzeczywistosc. Moze wrocic? Ale nastaw sie na to ze nie wroci.

Pozdrawiam  i wiem jak sie czujesz

24

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
majusia napisał/a:

Nie pozostaje ci nic innego jak to zaakceptowac.

Nic juz nie  jestes w stanie zrobic. Zwlaszcza jesli sie zakochala w kims nowym ( a na to wyglada niestety ).

I taka jest rzeczywistosc. Moze wrocic? Ale nastaw sie na to ze nie wroci.

Pozdrawiam  i wiem jak sie czujesz

Dzięki,

Wiecie czego nie mogę zrozumieć w tym wszystkim...
Czemu ludzie tak łatwo dopuszczają do siebie myśl o rozwodzie?? Kiedyś były inne czasy, ludzie też się zdradzali, ale sobie wybaczali. teraz można nawet gdzieniegdzie przeczytac, że powodem (ale takim juz ostatecznym - kończącym wszystko) do tego żeby się rozwieść jest zbyt głośne mieszanie herbaty (stukanie łyżeczką).

To co ja zrobiłem było mega głupie i niedpowiedzialne, ale ja się z tego wyleczyłem. Z całego serca zrozumiałem swój błąd i nigdy go więcej nie powtórzę, bez względu na to czy będę z A. czy nie. (oczywiście bardzo chciałbym być z A.)

Na razie nie dopuszczam do siebie mysli, żeby sie poddać. To zawsze moge zrobić. na siłę jej oczywiście nie zatrzymam. To też już wiem, ale nie chcę pozwolić by ukochana osoba poszła tak po prostu w zapomnienie. Ona walczyła o mnie, to czemu ja nie mam walczyć o A. ...?
Kocham ją i chcę jej szczęścia... zrobię co będę mógł!!!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

25

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Ciągle za mało informacji - piszesz że spotykaliście się 6,5 roku a potem wzięliście ślub - czy mieszkaliście wcześniej razem? "Dotknęliście" codziennego, partnerskiego życia, czy tylko randeczki, buzi i do akademików?

Jakim cudem po ślubie zaczęło się nagle psuć? Coś mi tu nie gra - powinniście się na siebie rzucić i nie móc od siebie odkleić. Dlaczego siedzenie przed kompem nad jakimiś pierdołami było ważniejsze od spędzania czasu ze świeżo poślubioną żoną? Ja też nie byłam w podróży poślubnej - to nie plaster na obity kuper. Dlaczego nie spędzaliście wieczorów razem?

Co to znaczy że w czasie kiedy Ty kleciłeś albumy na kompie żona Cię nie wspierała? Nie rozumiem tego wyrażenia - albo coś pominąłeś albo nie tak napisałeś. Wspiera się w trudnych sytuacjach a nie przy klawiaturze - możesz wyjaśnić? (Oto Twoje zdanie dla przypomnienia "w zasadzie ja chciałem dokończyć pamiątki po ślubie. Wywoływanie zdjęć, wcześniej obrobianych w photoshopie ((długie godziny spędzone przeze mnie przy kompie) i brak wsparcia ze strony mojej zony spowodował, ze byłem sfrustrowany.")

Czy te głupoty były powodem Twojej wyprowadzki z sypialni 2 miesiące po ślubie? Czy te głupoty były powodem Twojego stwierdzenia iż żałujesz że się z nią ożeniłeś?


Jak układało się Wasze życie erotyczne do tego momentu? Czy było satysfakcjonujące? Czy potrafiłeś doprowadzić żonę do orgazmu/ów? Czy przywiązujesz do tego jakąkolwiek wagę? Czy ona przywiązuje wagę? Dlaczego postanowiłeś zastosować brak seksu jako pseudośrodek wychowawczy a nie wymyśliłeś rozmowy o związku przy kolacyjce, winku i świecach?

Czy rozmawialiście na temat powiększenia rodziny?

Czy od momentu kiedy kategorycznie zakończyłeś związek partnerski - powyższe stwierdzenie i szlaban na rozporek - poczułeś że "masz władzę" nad żoną? Co Ci dały te posunięcia? Co chciałeś nimi osiągnąć? (Jak czytałam żona Cię przepraszała - nie bardzo wiem za co, ale niech będzie - a Ty byłeś twardy jak skała - więc jaki miałeś cel?)

Mam nadzieję że choć sam przed sobą odpowiesz na te pytania - bo na razie z Twojej opowieści wyłania się dziecko, które chcialo się pobawić w dom i mu nie wyszło. Nie piszesz o romantycznych wyjściach, kolacjach, o ty że szalejesz za żoną, że jest piękna, wspaniala, ineteligentna, etc. Piszesz: JA kocham, JA chcę, JA się zmieniłem, JA cośtam srośtam. O niej sza.

Szczerze? Ja bym Cię kopnęła w tyłek w momencie wyprowadzki z łóżka. Co za poniżająca dla kobiety sytuacja! I to kobiety która tak naprawdę w niczym nie zawiniła. Sam zakończyłeś związek chwytami słownymi poniżej pasa ? wykorzystałeś jej zaufanie kiedy powiedziała Ci o bolesnych słowach matki ? plus zakończenie pożycia, nie przyjmowanie propozycji rozmowy.

Co do przekonań katolickich i komunii - tak jak wyżej - sam zakończyłeś Wasz związek dużo wcześniej, to że nie było przy tym sędziego to pikuś. Naprawdę tego nie widzisz? Sam się rozwiodłeś na własne życzenie. Czy powodem było mieszanie łyżeczką czy coś innego?

A i ostatnie pytanie ? czy w jakiś sposób czujesz się ?lepszy? od żony? Mam na myśli rodzinę, pozycję, pieniądze, mieszkanie, ona miała związki przed Tobą a Ty?

26

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
Kriss napisał/a:

Ciągle za mało informacji - piszesz że spotykaliście się 6,5 roku a potem wzięliście ślub - czy mieszkaliście wcześniej razem? "Dotknęliście" codziennego, partnerskiego życia, czy tylko randeczki, buzi i do akademików?

Praktycznie od samego początku bylismy razem, pomieszkiwaliśmy razem, potem byliśmy razem w UK przez ponad 3,5 roku. Było partnerskie życie

Kriss napisał/a:

Jakim cudem po ślubie zaczęło się nagle psuć? Coś mi tu nie gra - powinniście się na siebie rzucić i nie móc od siebie odkleić. Dlaczego siedzenie przed kompem nad jakimiś pierdołami było ważniejsze od spędzania czasu ze świeżo poślubioną żoną? Ja też nie byłam w podróży poślubnej - to nie plaster na obity kuper. Dlaczego nie spędzaliście wieczorów razem?

Jak juz napisałem zabrało mi to w sumie ze 2 tygodnie, po pracy całe wieczory przed kompem, a moja A. nie chciała powiedziała odłużmy to na później. Walczyliśmy tez z fotografem o film i zdjęcia, zaczął nam wymyślać jakieś dodatkowe opłaty

Kriss napisał/a:

Co to znaczy że w czasie kiedy Ty kleciłeś albumy na kompie żona Cię nie wspierała? Nie rozumiem tego wyrażenia - albo coś pominąłeś albo nie tak napisałeś. Wspiera się w trudnych sytuacjach a nie przy klawiaturze - możesz wyjaśnić? (Oto Twoje zdanie dla przypomnienia "w zasadzie ja chciałem dokończyć pamiątki po ślubie. Wywoływanie zdjęć, wcześniej obrobianych w photoshopie ((długie godziny spędzone przeze mnie przy kompie) i brak wsparcia ze strony mojej zony spowodował, ze byłem sfrustrowany.")

Chciałem, żeby pomogła mi to poskładać i mielibysmy to na boku. Sam niestety musiałem to ciągnąc i to było powodem tego co powiedziałem. Niestety ;(

Kriss napisał/a:

Czy te głupoty były powodem Twojej wyprowadzki z sypialni 2 miesiące po ślubie? Czy te głupoty były powodem Twojego stwierdzenia iż żałujesz że się z nią ożeniłeś?

Te głupoty nie były powodem. z sypialni wyprowadziłem sie na początku marca, ale tak jak pisałem na inne łóżko w tym samym pokoju. Moje stwierdzenie było niestety wymierzone w A. Byłem podły, gdyż mówiłem to z premedytacją, zeby ja zabolalo. Teraz juz wiem, że to była lekkomyślność, bo nigdy tak nawet nie pomyślałem. Niestety!!! Stało się, naważyłem bigosu i teraz sam muszę go posprzątać!

Kriss napisał/a:

Jak układało się Wasze życie erotyczne do tego momentu? Czy było satysfakcjonujące? Czy potrafiłeś doprowadzić żonę do orgazmu/ów? Czy przywiązujesz do tego jakąkolwiek wagę? Czy ona przywiązuje wagę? Dlaczego postanowiłeś zastosować brak seksu jako pseudośrodek wychowawczy a nie wymyśliłeś rozmowy o związku przy kolacyjce, winku i świecach?

Myslę, że dobrze. Nudą nie wiało w naszym łóżku, aczkolwiek to A. miała ochotę częściej niz ja!! Wiem, spartoliłem to. Tylko w tym roku w sprawach łóżkowych było bardzo źle, może ze 4-5 razy sie kochaliśmy ;( Kłóciliśmy się. Dla mnie stety, niestety sex jest nierozerwalnie związany z miłością, a jak sama zauważyłeś gdzies ja po drodze pogubiliśmy ;(

Kriss napisał/a:

Czy rozmawialiście na temat powiększenia rodziny?

A. nigdy się na ten temat nie wypowiadała. Z drugiej strony nigdy nie pytałem. To też był mój błąd!

Kriss napisał/a:

Czy od momentu kiedy kategorycznie zakończyłeś związek partnerski - powyższe stwierdzenie i szlaban na rozporek - poczułeś że "masz władzę" nad żoną? Co Ci dały te posunięcia? Co chciałeś nimi osiągnąć? (Jak czytałam żona Cię przepraszała - nie bardzo wiem za co, ale niech będzie - a Ty byłeś twardy jak skała - więc jaki miałeś cel?)

Nie miałem zadnego celu. Żona mnie przepraszała jak było źle między nami kiedyś tam w przeszłości.
Nie poczułem żadnej władzy, posunięcia nic mi nie dały - mam swiadomość, że mocno przyczyniłem sie do tego, że nie ma nas.

Kriss napisał/a:

Mam nadzieję że choć sam przed sobą odpowiesz na te pytania - bo na razie z Twojej opowieści wyłania się dziecko, które chcialo się pobawić w dom i mu nie wyszło. Nie piszesz o romantycznych wyjściach, kolacjach, o ty że szalejesz za żoną, że jest piękna, wspaniala, ineteligentna, etc. Piszesz: JA kocham, JA chcę, JA się zmieniłem, JA cośtam srośtam. O niej sza.

Były wyjścia na kolację, do kina, na dyskotekę, do znajomych, jeździliśmy razem do jednych drugich rodziców. Na obiad przy świecach zrobiony samemu co prawda się A. nie doczekała. (nie jestem az takim romantykiem niestety i nie lubie i nie  potrafie gotować) nie opisywałem tego wszystkiego bo uznałem, że to nie jest aż tak istotne. Były prezenty, kwiaty. To było. Nie jestem jakimś bydlakiem bez serca!!!
Co do tego, że szaleje za żoną to chyba oczywiste. Jest szupła, dla mnie najładniejsza na świecie (subiektywna ocena). Tu dobrze, ze mi przypomnialaś, bo w swojej historii tego nie opisałem. Trochę zachwiałem w niej równowagę tego że jest atrakcyjna. Na jej nogi mowiłem pieszczotliwie kulonki (bardzo jej to przeszkadzalo - dla mie do było pieszczotliwe). Uwielbiałem również dotykać jej brzuch. Był dla mnie idealny, ale ona miała na jego punkcie kompleksy. Stało się niestety. Wspaniała i inteligentna też jest. Oj zdecydowanie jest inteligentną dziewczyną

Kriss napisał/a:

Szczerze? Ja bym Cię kopnęła w tyłek w momencie wyprowadzki z łóżka. Co za poniżająca dla kobiety sytuacja! I to kobiety która tak naprawdę w niczym nie zawiniła. Sam zakończyłeś związek chwytami słownymi poniżej pasa ? wykorzystałeś jej zaufanie kiedy powiedziała Ci o bolesnych słowach matki ? plus zakończenie pożycia, nie przyjmowanie propozycji rozmowy.

Jeśli Cię to pocieszy to masz rację. Niestety tak zrobiłem i czasu nie cofnę. Głową muru również nie przebiję. Teraz już to wszystko wiem. Nie wiem jednak co mogę zrobić, żeby mi żona wybaczyła moje czyny, żeby uwierzyła w moja zmianę!!! Mam w sobie tyle energii, ze kilkudziesięciu osobom bym rozdał i ppewnie jeszcze by mi duzo zostało.
Skrzywdziłem A. i mam tego potworna świadomość.

Kriss napisał/a:

Co do przekonań katolickich i komunii - tak jak wyżej - sam zakończyłeś Wasz związek dużo wcześniej, to że nie było przy tym sędziego to pikuś. Naprawdę tego nie widzisz? Sam się rozwiodłeś na własne życzenie. Czy powodem było mieszanie łyżeczką czy coś innego?

O tym mieszaniu łyżeczką to taki przykład podałem. To nie jest sytuacja z mojego zycia. Co do tego, że "Sam się rozwiodłeś na własne życzenie" to masz rację. Chciałbym sie jednak móc zrehabilitować!!!

Kriss napisał/a:

A i ostatnie pytanie ? czy w jakiś sposób czujesz się ?lepszy? od żony? Mam na myśli rodzinę, pozycję, pieniądze, mieszkanie, ona miała związki przed Tobą a Ty?

Nie czuje sie lepszy od zony. jak byliśmy razem w Anglii to ja lepiej zarabiałem. po przyjeździe do Polski to ona lepiej zarabiała. Dopiero w miesiącu kiedy wywaliłem A. z domu ja zacząłem więcej zarabiać.
Co do rodziny to moja mieszka na miejscu (10km). Jej 80km stad. Jeździliśmy i do jednych i do drugich rodziców. Nigdy nie traktowałem jej rodzicow jakoś gorzej. Siłą rzeczy u moich bywaliśmy częściej
A. była moją pierwszą i jedyną partnerką i wierze w to głęboko, że tą ostatnią!!!

Pzdr

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

27

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

K.82

Czy Ty z A byłeś szczęśliwy ?

czy tylko Ci się tak wydaje  ?

czemu A nie usiadła z Tobą do tych zdjęć ?

przecież to w sumie miłe tak razem poskładać ten album ?

a teraz z drugiej strony :

Co ona zrobiła albo czego nie robiła żeby było lepiej ?

Czemu nie rozmawialiście o powiększeniu rodziny ?

Napisałeś w którymś tam zdaniu,że A zostawiła by Cię gdyby nie ślub wcześniej ?

Czy nie sądzisz że psuć zaczęło się trochę przed samym ślubem ?

A ślub był konsekwencją bycia ze sobą tak długo ?

A jest w Twoim wieku ,strasznie młodo się związała z Tobą

28

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
bellew napisał/a:

K.82

Czy Ty z A byłeś szczęśliwy ?

Oczywiście, że byłem. Tak uważam z perspektyw czasu. W życiu codziennym różnie bywało, raz była pełna euforia, innym razem kłótnia. Samo życie

bellew napisał/a:

czy tylko Ci się tak wydaje  ?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z mojej perspektywy było dobrze. Dbałem o A., tak bynajmniej mi sie wydaje!

bellew napisał/a:

czemu A nie usiadła z Tobą do tych zdjęć ?

przecież to w sumie miłe tak razem poskładać ten album ?

ja na siebie wziąłem te pamiątki bo A. nie chciala tego robić. Stwierdziła, że nie teraz, że jej się nie chce. Ja chciałem temat zamknąć jak najszybciej i mieć to juz z głowy. Nie mówię, że nie pomagała mi w ogóle, bo bym skłamał. Pomagała, ale moim zdaniem na tamten czas! zdecydowanie za mało ;(

bellew napisał/a:

a teraz z drugiej strony :

Co ona zrobiła albo czego nie robiła żeby było lepiej ?

A. mówiła, ze próbowała... Ja jednak tego nie widziałem. Nie dostałem tak silnego bodźca jak ten, w którym stwierdziła, że chce sie wyprowadzić. Ot tyle... ;(

bellew napisał/a:

Czemu nie rozmawialiście o powiększeniu rodziny ?

Chcieliśmy mieć dzieci, lecz po Anglii nie było łatwo w Polsce. Chciałem (niestety mój punkt widzenia był zawsze na wierzchu) zebyśmy mieli jakąś stabilną sytuację w pracy. Niestety!!! ;(

bellew napisał/a:

Napisałeś w którymś tam zdaniu,że A zostawiła by Cię gdyby nie ślub wcześniej ?

Chyba chodziło A. o to, że ślub dla niej też coś znaczy i nie jest jej tak łatwo z wszystkiego zrezygnować?! Ale to jest moja subiektywna ocena

bellew napisał/a:

Czy nie sądzisz że psuć zaczęło się trochę przed samym ślubem ?

Może trochę. A w zeszłym roku pisała pracę, broniła się, ja sobie odpusciłem obrone i do tej pory sie z nia bujam. Było duzo stresu przed slubem. wszystko załatwialiśmy sami. Pogubiliśmy nasze szczęście ;((((

bellew napisał/a:

A ślub był konsekwencją bycia ze sobą tak długo ?

Nie wiem. Z moje strony to była najbardziej dojrzała decyzja na świecie!!!

bellew napisał/a:

A. jest w Twoim wieku ,strasznie młodo się związała z Tobą

Mieliśmy po 22 lata. A. w poprzednim związku również była 7 lat ... czyli długo. Byliśmy ze sobą na dobre i na złe i mam nadzieje, ze jeszcze będzie mi z nia być...!!!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

29

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Nie pozostaje ci nic innego jak to zaakceptowac.

Nic juz nie  jestes w stanie zrobic. Zwlaszcza jesli sie zakochala w kims nowym ( a na to wyglada niestety ).

I taka jest rzeczywistosc. Moze wrocic? Ale nastaw sie na to ze nie wroci.

Pozdrawiam  i wiem jak sie czujesz

30 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-06-19 14:31:33)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Czy A dbała o Ciebie ? czy od jakiegoś czasu czułeś się zaniedbywany w związku,przez to też
zacząłeś się na niej "mścić" w jakiś tam sposób  ?

Czy A wie że tak się czułeś a zdjęcia to jest jeden z przykładów tego

A. mówiła, ze próbowała... Ja jednak tego nie widziałem.

Jaką jest kobietą oprócz inteligencji wyglądu ?

Czy A powiedziała Ci że CIĘ JUŻ NIE KOCHA ? Czy usłyszałeś to z jej ust ? czy czujesz że
jesteście w zawieszeniu Ty i Ona ?

Czy rozmawialiście na temat pójścia obydwoje do psychologa ?

31

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Oj Kolego - jakim cudem przed ślubem nie rozmawialiście o rodzinie, planach z tym związanych, etc. Strasznie dziwna sprawa pobrać się i nie mieć wyklarowanego obrazu wspólnych oczekiwań.

Myślę że z tymi zdjęciami jest głębsze dno - w końcu to straszna pierdoła jest - a jak widać żadne nie chciało ustąpić. Nie w zdjęciach pies pogrzebany, ale w komunikacji.

Nie gadaliście o dzieciach - a o planach na przyszłość, marzeniach i ich spełnianiu - tych wspólnych i tych indywidualnych, etc. Pytam żeby odkryć jak dobrze się znaliście - tak naprawdę.

Co do wytoczenia armat na muchę - bo tak określiłabym Twe środki perswazji - też wydaje mi się że nie piszesz wszystkiego - nie glupoty były powodem więc co?

Widzisz jak się zawiera malżeństwo - to na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, etc. U Was skupiło się na pierdołach i trach. Nie ma. O durny album - nie wydaje mi się. Jeśli tak - to sorry - ale dwa z Was dzieciaki. Nijak się to ma do porodu, cieknących cycków, nieprzespanych nocy, raka, zawału i podcierania tyłka po operacji. Po prostu nijak.

Co do seksu - wbrew temu co Ci się wydaje to jeden z fundamentów. Wydaje mi się że nie przepadasz za tematem - i to też może być problem. Zbyt łatwo jak na 29 latka zrezygmnowałeś na własne życzenie z tych uroków małżeństwa i wogóle życia. Może Cię zbulwersuję ale jeśli do marca było 3-4 razy (a piszesz że żona chciałaby częściej) to jest jakaś kompletna lipa. Nuda jak cholera. 3-4 razy to się kocha w tygodniu - będąc w stałym związku, a co dopiero dwa miechy po ślubie - zajrzyj do tematów w dziale SEX I SEKSUALNOŚĆ. facet w Twoim wieku prędzej sobie rękę odgryzie niż zrezygnuje z seksu ze szczupłą, piękną i inteligentną kobietą którą kocha.

Drążąc dalej temat - jeśli Twoja żona jak piszesz ma kompleksy na temat swojego wyglądu, to odpychając ją od siebie w sytuacji intymnej - tym bardziej je podsycasz. Rzesze Twoich następców czekają niestety.

Co do kulasków - jeśli kobieta mówi że jej nie pasuje to określenie - dlaczego z uporem maniaka je powtarzasz? Czegoś nie zrozumiałeś? Sprawiało przyjemność jej zdenerwowanie? ja właśnie dlatego drążę żeby Ci udowodnić - że zanim się rzucisz w wiry odzyskiwania - głównym Twoim wirem powinna być praca nad sobą samym.

Ty się przepychasz, udowadniasz że białe jest czarne - bo Ty tak uważasz - tak jak z tymi kulaskami - za wszelką cenę foprsujesz swoje zdanie. Najprawdopodobniej Twoja żona ma podobnie - ale nie o niej tu deliberujemy. Zresztą nie piszesz nadal czym tak konkretnie Cię wkurzyła że wytoczyłeś ciężkie działa.

Małżeństwo to kompromis - u Was, a szczególnie u Ciebie tego nie ma.

32

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Drogi K.82 doradzę Ci coś co myślę, że może przynieść efekt ponieważ byłam w podobnej sytuacji. Nie narzucaj się A, pisz smsy ale sporadycznie, przypominaj jej się ale nie nalegaj, niby mała obojętność wobec niej, nie pokazuj swojej słabości już wystarczjąco pokazałeś, że Ci zależy i chcesz budować , wiesz nic na siłę nie zdziałasz, jeśli A dojrzeje do sytuacji, przetrawi wszystkie emocje będzie sama szukała kontaktu z Tobą.
Zyczę Ci powodzenia .

smile

33 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-06-19 15:05:06)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Współczuję Ci zdrady ze strony żony. Źle ją potraktowałeś, ale nie powinna tak postępować.
Jednak jeżeli chodzi o całą sprawę, to nie ma co ukrywać, że długo odtrącałeś swoją żonę ( chyba pół roku i traktowałeś ją kardynalnie ? ) i dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę. Jednak, skoro żona tak wyprowadziła się i zaczęła kręcić z innym, to chyba nie bardzo jej zależało, bo inaczej starałaby się naprawiać związek, pogadać z Tobą, a nie iść w ramiona innego.
Edit: A nie przepraszam, próbowała rozmawiać, co nie zmienia faktu, że też źle postąpiła.
Mówisz, że było tyle kłótni i tak często . To mam rozumieć, że przed ślubem było super i nic nie zwiastowało, że kiedyś między Wami może być tak źle ?
Hmm, nie powinneś mówić żonie nawet w złości, że jej nie kochasz.
Skoro po tak krótkim czasie od ślubu posypało się, ona sypia z innym, to ja nie widzę przed Wami świetlanej przyszłości. Myślę, że między Wami wydarzyło się zbyt wiele złego. Może mimo tego co sądzisz nie jest pisane Wam być razem, przynajmniej nie dalej w związku małżeńskim.
Niepowodzenia za Wasz zwiążek nie składałabym na wiek - 22 lata i rozpoczęcie związku to normalny wiek i wiele osób wtedy jest bardzo dojrzałych jak i na odwrót oczywiście.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

34

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Z mojego subiektywnego punktu widzenia twoja wina w tym wszystkim i tak jest mniejsza niż jej, zaraz po ślubie miałeś zły okres fochy no ok ale na boga nie znajduje się ukojenia w romansie bo mąż ma fochy a gdzie to wasze 7 lat bycia razem to zobowiązuje. Ponadto gdyby jej było tak źle zaproponowała by terapie a ona w trapi znalazła sobie odskocznie. Otrząśnij się ludzie mówią sobie bardzo przykre słowa, krzyczą wyzywają co nie oznacza że , się nie kochają  jej stwierdzenie że ma dość bo powiedziałeś że żałujesz ślubu jest cyniczne. Sama mam ciężką sytuacje w rodzinie o rozwodzie rozmawiamy średnio raz na miesiąc , nasze kłótnie są straszne i nie raz zraniliśmy się do granic wytrzymałości ale rozwalać rodzinę z powodu błahostek to są kpiny . Nie zwalaj całej winy na siebie no chyba że coś zataiłeś , laska olała cię po 7 latach bycia razem bo to że po ślubie się popsuło to jedno ale przecież byliście ze sobą tyle lat . Nie lataj za nią bo nie jest uczciwa w stosunku do ciebie a jeśli ci na niej tak bardzo zależy to czekaj ale bez nagabywania .

35

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
truskaweczka19 napisał/a:

Współczuję Ci zdrady ze strony żony. Źle ją potraktowałeś, ale nie powinna tak postępować.
Jednak jeżeli chodzi o całą sprawę, to nie ma co ukrywać, że długo odtrącałeś swoją żonę ( chyba pół roku i traktowałeś ją kardynalnie ? ) i dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę. Jednak, skoro żona tak wyprowadziła się i zaczęła kręcić z innym, to chyba nie bardzo jej zależało, bo inaczej starałaby się naprawiać związek, pogadać z Tobą, a nie iść w ramiona innego.
Edit: A nie przepraszam, próbowała rozmawiać, co nie zmienia faktu, że też źle postąpiła.
Mówisz, że było tyle kłótni i tak często . To mam rozumieć, że przed ślubem było super i nic nie zwiastowało, że kiedyś między Wami może być tak źle ?
Hmm, nie powinneś mówić żonie nawet w złości, że jej nie kochasz.
Skoro po tak krótkim czasie od ślubu posypało się, ona sypia z innym, to ja nie widzę przed Wami świetlanej przyszłości. Myślę, że między Wami wydarzyło się zbyt wiele złego. Może mimo tego co sądzisz nie jest pisane Wam być razem, przynajmniej nie dalej w związku małżeńskim.

Może nie jest nam faktycznie pisane bycie razem?! Jeden Bóg to wie. Zanim się pobraliśmy były różne momenty w naszym życiu te dobre (mam wrażenie, ze w większości) oraz oczywiście te złe.
Nie próbuję się w tym wszystkim wybielić, doskonale zdaje sobie sprawę, że bardzo dużo zawaliłem. To ja wyrzuciłem żonę, niemniej jednak  ona i tak chciała sie wyprowadzić (ale to nie jest żadnym usprawiedliwieniem).
Bardzo boli, że kręciła i może kręci z innym... mam też potworną świadomość, ze źle robiłem, ale to już wiem!!
Przed ślubem też były kłótnie niestety, ale głównie związanych z przygotowaniami - poza tym było lepiej niż dobrze!!
Wiem, że nie powinienem mówić żonie, że jej nie kocham, ale stało się... powiedziałem. Przeprosiłem ją juz za to! Wiem, zę to nie wystarczy, ale przeprosiłem!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

36

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
fenix napisał/a:

Z mojego subiektywnego punktu widzenia twoja wina w tym wszystkim i tak jest mniejsza niż jej, zaraz po ślubie miałeś zły okres fochy no ok ale na boga nie znajduje się ukojenia w romansie bo mąż ma fochy a gdzie to wasze 7 lat bycia razem to zobowiązuje. Ponadto gdyby jej było tak źle zaproponowała by terapie a ona w trapi znalazła sobie odskocznie. Otrząśnij się ludzie mówią sobie bardzo przykre słowa, krzyczą wyzywają co nie oznacza że , się nie kochają  jej stwierdzenie że ma dość bo powiedziałeś że żałujesz ślubu jest cyniczne. Sama mam ciężką sytuacje w rodzinie o rozwodzie rozmawiamy średnio raz na miesiąc , nasze kłótnie są straszne i nie raz zraniliśmy się do granic wytrzymałości ale rozwalać rodzinę z powodu błahostek to są kpiny . Nie zwalaj całej winy na siebie no chyba że coś zataiłeś , laska olała cię po 7 latach bycia razem bo to że po ślubie się popsuło to jedno ale przecież byliście ze sobą tyle lat . Nie lataj za nią bo nie jest uczciwa w stosunku do ciebie a jeśli ci na niej tak bardzo zależy to czekaj ale bez nagabywania .

Dzięki za zrozumienie.

Nie bardzo mam co do zatajenia. Wszyscy tu jesteśmy anonimowo. Punkt widzenia A. byłby pewnie inny bo jesteśmy innymi osobami!!!

Skrzywdziłem ją - PEŁNA ŚWIADOMOŚĆ!!! Chcę teraz jednak powalczyc o nas. A. kiedyś starała sie dla nas - teraz czas na mnie!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

37

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Zgadzam się z fenixem, że zachowanie męża nie usprawiedliwia jej zdrady. Poszła na łatwiznę, wiadomo, że cierpiała, ale źle postąpiła..
Skoro tak bardzo Ci zależy i naprawdę chcesz z nią być, to oczywiście Twoja kwestia, choć ja widzę między Wami wiele spraw, które sprawią, że ciężko Wam chyba będzie być szczęśliwymi. Skoro nie byliście szczęśliwi od razu po ślubie, to ciężko w sumie oczekiwać tego dalej, poza tym nie wiadomo czy będzie Ci łatwo znów jej zaufać, a przecież i to jest fundamentem związku. Jeżeli do siebie wrócicie, to będziecie musieli popracować nad komunikacją w Waszym związku i to poważnie.
Jeżeli chcesz ją odzyskać, to nie narzucaj się za bardzo, bo to nie bęzie miłe, tylko namolne i denerwujące. Jednak pokazuj, że nadal Ci zależy, że nadal chcesz odbudować Wasz związek i pokazuj swoim zachowaniem,  że naprawdę się zmieniłeś.. To, że kochasz ją itd. Może Ci się uda.
Mów o Waszych 7 latach razem i powiedz, że szkoda je zmarnować, że tyle Was łączy, że nie możesz o niej zapomnieć,.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

38

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Ja sie zastanawiam. Czy ludzie jak sie pobieraja, sluchaja tej przysiegi ??? Czy tylko odbebnia co trzeba, bez zastanowienia???

39

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Odtrącałeś swoją zonę po wielokroć. Mówiąc jej, że żałujesz ślubu z nią, że jej nie kochasz, wyprowadzając się ze wspólnego łóżka. I będąc tak strasznie twardym i nieczułym na jej prośby.
Uraziłeś ją strasznie i to z tak błachego powodu jak album ze zdjęciami! Potem pojawił się kolega z pracy. Teraz pragniesz wybaczenia od swojej żony i dania szansy.
Możesz prosić o wybaczenie, ale wątpię żebyś je otrzymał mówiąc o SOBIE i zapewniając o SWOJEJ przemianie. Droga do wybaczenia wiedzie poprzez ZROZUMIENIE i UZNANIE tego co czuła i czuje Twoja żona. Musisz umieć NAZWAĆ te uczucia i UZNAĆ jej prawo do nich. I musisz jej to umieć powiedzieć lub napisać. I musisz umieć z POKORĄ przyjąć to wszystko co zechce Ci powiedzieć, lub z pokorą przyjąć jej odmowę. Skrzywdzony oczekuje od krzywdziciela uznania i zrozumienia istoty krzywdy, a nie zapewnień o tym jak to się zmienił i jaki jest teraz wspaniały i że juz krzywdzić nie będzie. Prosząc o wybaczenie masz skupić się na żonie, nie na sobie.

Mnie wydaje się, że nie bardzo potrafisz, lub nie bardzo chcesz spojrzeć na świat i siebie samego jej oczami, że Twoja postawa jest egocentryczna, dlatego tez niewiele dowiedzieliśmy się z Twoich postów o Twojej żonie.

40

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Tylko jak sam zauważyłeś do tanga trzeba dwojga a wy już nawet nie mieszkacie razem, nachodząc ją  dzwoniąc będziesz zwyczajnym natrętem musisz odczekać może miesiąc a może dwa i dopiero po czasie na refleksje bez żadnego kontaktu zaproponować spotkanie przy kawie i rozmowę na neutralnym gruncie i wtedy zaproponować spotkania na próbę raz na jakiś czas nie naciskać i nie wracać do tego co było bo tego już nie ma.

41

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
Kriss napisał/a:

Oj Kolego - jakim cudem przed ślubem nie rozmawialiście o rodzinie, planach z tym związanych, etc. Strasznie dziwna sprawa pobrać się i nie mieć wyklarowanego obrazu wspólnych oczekiwań.

Myślę że z tymi zdjęciami jest głębsze dno - w końcu to straszna pierdoła jest - a jak widać żadne nie chciało ustąpić. Nie w zdjęciach pies pogrzebany, ale w komunikacji.
Nie gadaliście o dzieciach - a o planach na przyszłość, marzeniach i ich spełnianiu - tych wspólnych i tych indywidualnych, etc. Pytam żeby odkryć jak dobrze się znaliście - tak naprawdę.

Wiem, że to banalne i bardzo błache, ale faktycznie jak robiliśmy pamiątki to powiedziałem A., że jej że żałuje, ze się z nią ozeniłem. Jak juz wcześniej wspomniałem - dla A. miało to głębszy podtekst. (matka powiedziała kiedyś dzieciom, ze żałuje że ich ma) Dlatego A. pewnie pękło po tym serce. ja wiedziałem, że to ją zaboli, a mimo to nie powstrzymalem się. Smutne to, ale prawdziwe.
Komunikacji też zabrakło. Ostatnie kilka miesięcy nie rozmawialiśmy o sobie, a plany na przyszłość po ślubie to były moja obrona i szukanie mieszkania.
Jest coś co przeoczyłem. A. zdążyła sie juz obronić, a ja miałem pisanie pracy przed sobą. Poprosiłem ja również o to, żebyśmy założyli sobie w końcu wspólne konto i żeby może ona zaczęła szukać mieszkania. To też były powody do kłótni!

Kriss napisał/a:

Co do wytoczenia armat na muchę - bo tak określiłabym Twe środki perswazji - też wydaje mi się że nie piszesz wszystkiego - nie glupoty były powodem więc co?

Chyba jednak głupoty. Napisz mi proszę czemu miałbym się kierować kłamstwem skoro proszę o pomoc. Nie mam złych intencji. Pewnie moja żona mogłaby coś dorzucić. Nie ma jej jednak tutaj (bynajmniej tak mi się wydaje wink )

Kriss napisał/a:

Widzisz jak się zawiera malżeństwo - to na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, etc. U Was skupiło się na pierdołach i trach. Nie ma. O durny album - nie wydaje mi się. Jeśli tak - to sorry - ale dwa z Was dzieciaki. Nijak się to ma do porodu, cieknących cycków, nieprzespanych nocy, raka, zawału i podcierania tyłka po operacji. Po prostu nijak.

Kwintesencja wszystkiego. Dlatego chcę się starać o to, zeby ją odzyskać ostatni raz w życiu. Dlaczego ostatni, bo już nigdy nie byłbym takim draniem!!!

Kriss napisał/a:

Co do seksu - wbrew temu co Ci się wydaje to jeden z fundamentów. Wydaje mi się że nie przepadasz za tematem - i to też może być problem. Zbyt łatwo jak na 29 latka zrezygmnowałeś na własne życzenie z tych uroków małżeństwa i wogóle życia. Może Cię zbulwersuję ale jeśli do marca było 3-4 razy (a piszesz że żona chciałaby częściej) to jest jakaś kompletna lipa. Nuda jak cholera. 3-4 razy to się kocha w tygodniu - będąc w stałym związku, a co dopiero dwa miechy po ślubie - zajrzyj do tematów w dziale SEX I SEKSUALNOŚĆ. facet w Twoim wieku prędzej sobie rękę odgryzie niż zrezygnuje z seksu ze szczupłą, piękną i inteligentną kobietą którą kocha.

Od początku roku była lipa. Wcześniej kochaliśmy sie częściej. Może nie 3-4 razy w tygodniu, ale też często!! Było mi z A. rewelacyjnie jeśli chodzi o sprawy łóżkowe - ja też robiłem wszystko, żeby było jej maksymalnie dobrze. Zawsze pytałem, czego ode mnie oczekuje A. W zyciu może i byłem eoistą, w łóżku - altruistą wink

Kriss napisał/a:

Drążąc dalej temat - jeśli Twoja żona jak piszesz ma kompleksy na temat swojego wyglądu, to odpychając ją od siebie w sytuacji intymnej - tym bardziej je podsycasz. Rzesze Twoich następców czekają niestety.

Co do kulasków - jeśli kobieta mówi że jej nie pasuje to określenie - dlaczego z uporem maniaka je powtarzasz? Czegoś nie zrozumiałeś? Sprawiało przyjemność jej zdenerwowanie? ja właśnie dlatego drążę żeby Ci udowodnić - że zanim się rzucisz w wiry odzyskiwania - głównym Twoim wirem powinna być praca nad sobą samym.

Jest coś w tym co mówisz, lubiłem ją drażnić. Dla mnie to były zarty, dla niej nie!!! Szkoda mi tego wszystkiego, niemniej jednak w sprawach łóżkowych to nigdy nas nie podzieliło. Podczas sexu nigdy nie mówiłem A. o tym!

Kriss napisał/a:

Ty się przepychasz, udowadniasz że białe jest czarne - bo Ty tak uważasz - tak jak z tymi kulaskami - za wszelką cenę foprsujesz swoje zdanie. Najprawdopodobniej Twoja żona ma podobnie - ale nie o niej tu deliberujemy. Zresztą nie piszesz nadal czym tak konkretnie Cię wkurzyła że wytoczyłeś ciężkie działa.

Małżeństwo to kompromis - u Was, a szczególnie u Ciebie tego nie ma.

Jak już napisałem powyżej były może jeszcze 2 inne powody, błache z mojego punktu widzenia, chociaż kaliber szukania mieszkania jest całkiem spory!
Nie rozumiem co masz na myśli mowiąc, ze probuje udowodnić że "białe jest czarne"
A małżeństwo jak i związek to zawsze powinna byc sztuka kompromisów. U nas niestety tego nie było. Może nie w ogóle, ale jednak ja zawaliłem w sprawie kompromisów bardzo mocno ;(
Teraz już by tak nie było... niestety teraz to już chyba za późno!!
Pzdr

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

42

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
marena7 napisał/a:

Odtrącałeś swoją zonę po wielokroć. Mówiąc jej, że żałujesz ślubu z nią, że jej nie kochasz, wyprowadzając się ze wspólnego łóżka. I będąc tak strasznie twardym i nieczułym na jej prośby.
Uraziłeś ją strasznie i to z tak błachego powodu jak album ze zdjęciami! Potem pojawił się kolega z pracy. Teraz pragniesz wybaczenia od swojej żony i dania szansy.
Możesz prosić o wybaczenie, ale wątpię żebyś je otrzymał mówiąc o SOBIE i zapewniając o SWOJEJ przemianie. Droga do wybaczenia wiedzie poprzez ZROZUMIENIE i UZNANIE tego co czuła i czuje Twoja żona. Musisz umieć NAZWAĆ te uczucia i UZNAĆ jej prawo do nich. I musisz jej to umieć powiedzieć lub napisać. I musisz umieć z POKORĄ przyjąć to wszystko co zechce Ci powiedzieć, lub z pokorą przyjąć jej odmowę. Skrzywdzony oczekuje od krzywdziciela uznania i zrozumienia istoty krzywdy, a nie zapewnień o tym jak to się zmienił i jaki jest teraz wspaniały i że juz krzywdzić nie będzie. Prosząc o wybaczenie masz skupić się na żonie, nie na sobie.

Mnie wydaje się, że nie bardzo potrafisz, lub nie bardzo chcesz spojrzeć na świat i siebie samego jej oczami, że Twoja postawa jest egocentryczna, dlatego tez niewiele dowiedzieliśmy się z Twoich postów o Twojej żonie.

Bardzo mi się podoba co napisałaś. Z pokorą przyznaje Tobie rację, ale całą cztuką będzie jak słusznie zauważyłaś je nazwać. Czasami mam wrażenie, że pomimo takich doświadczeń g..no wiem o życiu.

Co do mojego egocentryzmu to także masz rację. Powinienem już dawno spojrzeć na świat jej oczami. Nie zrobiłem tego do tej pory i to jest błąd.

Jeszcze raz dziękuje - bardzo dużo dało mi do myślenia to co napisałaś w swoim poście !!! wink

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

43

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
marena7 napisał/a:

Odtrącałeś swoją zonę po wielokroć. Mówiąc jej, że żałujesz ślubu z nią, że jej nie kochasz, wyprowadzając się ze wspólnego łóżka. I będąc tak strasznie twardym i nieczułym na jej prośby.
Uraziłeś ją strasznie i to z tak błachego powodu jak album ze zdjęciami! Potem pojawił się kolega z pracy. Teraz pragniesz wybaczenia od swojej żony i dania szansy.


Mnie wydaje się, że nie bardzo potrafisz, lub nie bardzo chcesz spojrzeć na świat i siebie samego jej oczami, że Twoja postawa jest egocentryczna, dlatego tez niewiele dowiedzieliśmy się z Twoich postów o Twojej żonie.

Ja się nie zgodzę z mareną kłótnie i fochy to rzecz normalna a szukanie ukojenia w romansie nie i nie daj sobie wmówić inaczej, nie można stawić na równi zranienia partnera słowami a wsadzenia przysięgi małżeńskiej w d.....   rozumiem kobiecą solidarność ale większość kobiet wypowiada się tak jakby po cichych dniach w związku szukała sobie kochanka?
Jesteś świadomy tego że źle traktowałeś żonę ale nie daj sobie wmówić że ty rozbiłeś wasz związek bo nie ty miałeś kochankę, ty chcesz naprawić wasz związek a ona położyła na nim krzyżyk.

44

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Coś Ci opowiem na temat "drażnienia się" w sprawach dotyczących kompleksów.

Wyobraź sobie że masz małego peniska. Takiego tyciego robaczka. Śmiesznie wygięty, przypomina mini grzybka tudzież zafrasowanego braciszka zakonnego. Jest nazywany przez Twoją partnerkę "maluszkiem", muchomorkiem", mniglistką" czy co tam jeszcze. A Ty zawsze miałeś na tym punkcie kompleks - koledzy się śmiali na pływalni, mamusia pytała "Skarbie, wymyłeś porządnie żuczka?", poprzednie laski też się do niego czule i zdrobniale zwracały. Twoja żona też tak się zwraca - no przcież nigdy w łóżku - wtedy to on jest Conan Zdobywca i Mega Zaganiacz. Ale w tygodniu - chrzaniony muchomorek.

I teraz pomyśl jak to wpływa na Twoją pewność siebie? A i jeszcze pyta "no jak tam muchomorek? Boisz się być sam nie?" I takie tam duperele. Już widzę jak się rozpływasz w pożądaniu....

Ja tak miałam z cyckami - całe życie wszyscy mi insynuowali (delikatnie powiedziane) ze są małe. Przy moim wzroście (176cm) i młodzieńczej wówczas wadze (55kg) trudno żeby były to dwie Pamelki. Duże B. Niestety wciąż słyszałam że są małe. Do szału doprowadzało mnie zdrobnienie "piersiątka", no po prostu krew mnie zalewała jaśnista. Na nic proszenia, tłumaczenia, wywalanie bebechów. Każdy jeden idiota się do nich przyczepiał z komentarzema - a sami żadne Banderasy. ja jednak nie mialam potrzeby wyszukiwania słabych punktów - nie odpowiada - wypad. Ale rysa została na lata.

Mój mąż jest pierwszym mężczyzną który stwierdził że są piękne - nie był to oczywiście powód do ślubu - ale jeden z bardzo ważnych szczegółów budujących pozytywną samoocenę i pewność siebie. Stwierdził że cyt. "wszystko co nie mieści się w dłoni jest marnotrawstwem", a one są najcudniejsze na świecie i mam się od nich odczepić.

Taki głupi przykład - ale jakże ważny, kiedy wszyscy Cię kopią w brzuch, łącznie z facetem z którym jesteś prawda?

Nie wiem czy uda Ci się odzyskać zaufanie żony - megapraca, jak widać od samych podstaw. Od pierdół i głupot musisz zacząć - kiedy da Ci szansę oczywiście.

Moim zdaniem gdyby Ci się udało z nią porozmawiać - powinniście iść na terapię małżeńską, gdzie ktoś Was przeprowadzi "za rękę" po tym co sobie naważyliście. I tego Ci życzę.

A! Jeszcze jedno Kochasiu - w łóżku nie ma określenia ALTRUISTA. Albo jesteś dobry w te klocki albo nie. Jak jesteś dobry - wraca do Ciebie z siłą kosmicznego tajfunu. Z altruizmem nie ma nic wspólnego - jeśli zas chodziło Ci o to że najpierw dbasz o partnerkę, a potem o siebie - szacun, szkoda że przerwałeś.

Jeśli jednak się nie uda - na Boga nie popełniaj tych samych idiotycznych błędów z następną kobietą która Cię pokocha!

45

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
fenix napisał/a:

Ja się nie zgodzę z mareną kłótnie i fochy to rzecz normalna a szukanie ukojenia w romansie nie i nie daj sobie wmówić inaczej, nie można stawić na równi zranienia partnera słowami a wsadzenia przysięgi małżeńskiej w d.....   rozumiem kobiecą solidarność ale większość kobiet wypowiada się tak jakby po cichych dniach w związku szukała sobie kochanka?
Jesteś świadomy tego że źle traktowałeś żonę ale nie daj sobie wmówić że ty rozbiłeś wasz związek bo nie ty miałeś kochankę, ty chcesz naprawić wasz związek a ona położyła na nim krzyżyk.

czyli tak on mial prawo ja upokazac, znecac sie nad nia psychicznie z premedytacja za glupoty, wyrzucic ja z domu, a ona powinna zwiesisc glowe i czekac az ksieciowi przejdzie badz nie. No badz obiektywna i nie pisze ze to tylko jej wina, mozna powiedziec ze ona go zdradzila na jego wlasne zyczenie. On praktycznie zakonczyl ich zwizek malzenski, a ona miala wiernie czekac jak pies co pan zadecyduje dalej i cierpiec w milczeniu az moze sobie przypomni, ze ma zone, jest doroslym facetem a nie gowniarzem w dodatku rozkapryszonym bo co to za powod te fotki? I takie slowa? Dziwne ze ona nie wytrzymala? Ona sie starala, on to olewal, sam stwierdzil, ze jej nie kocha i zaluje malzenstwa, wiec jak pojawila sie osoba ktora umiala ja docenic to poszla w tamta strone zamiast cierpiec w imie papierka. A ten romans dopiero nagle obudzil kolege, ze ojejku mam zone, ojejku, kocham, ojejku jak ona mogla mi to zrobic! no jak?! mogla i b. dobrze, jakby nie zrobila to by sie nie obudzil. Obudzil sie tez super, czy w niej sa jescze jakies uczucia czy ich on juz wczesniej calkowicie nie pogrzebal tylko ona wie i czas. Ale to on soprowadzil do jej romasu, bo co miala biedna siedziec i rozpaczac ze maz jej nie kocha, nie chce?
Jedyne co moze moim zdaniem zrobic autor to dac jej czas, sprawy rozwodowej jeszcze chyba nie ma wiec nadzieja gdzies tam istnieje...

46

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

A teraz aby zadośćuczynić poczuciu sprawiedliwości - na podstawie opowieści naszego Autora - napiszę moje zdanie na temat jego żony.

Zdrada jest zła. Koniec. Nie ma gadania. Dopoki mamy do czynienia z małżeństwem czy związkiem - dopóty romans z innym osobnikiem jest zdradą. Czy to fizyczne pójście do łóżka, czy tak ostatnio "modna " zdrada emocjonalna. Na zdradę nie ma tlumaczenia, nie ma usprawiedliwień.

Nie wiem natomiast co się działo w głowie młodej żony odtrąconej przez męża emocjonalnie, upokarzanej psychicznie, fizycznie odrzuconej jako kobiety. Nie wiem którędy jej myśli biegly w momencie kiedy mąż stwierdzil że jej nie kocha i wyrzucił z jego mieszkania. Co taka kobieta myśli kiedy mąż jej mówi że żałuje że się z nią ożenił - jednocześnie układając durne zdjęcia ze ślubu.

I to wszystko tuż po ślubie. Co bym myślała na jej miejscu? Kiedy moje próby rozmowy nie przynoszą rezultatu, kiedy ie mogę się do niego "przebić" żadną mocą, kiedy mnie  nie chce i na każdym kroku to podkreśla...wyrzuca mnie z domu...nie kocha...

Chyba bym faktycznie pomyślała że to koniec. Nie ma. Pora na ewakuację póki zostały mi resztki godności. Przecież pełzać nago nie będę.

Jeśli jeden związek się kończy, to nie mam mowy o zdradzie.

47

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
anetqueen napisał/a:
fenix napisał/a:

Ja się nie zgodzę z mareną kłótnie i fochy to rzecz normalna a szukanie ukojenia w romansie nie i nie daj sobie wmówić inaczej, nie można stawić na równi zranienia partnera słowami a wsadzenia przysięgi małżeńskiej w d.....   rozumiem kobiecą solidarność ale większość kobiet wypowiada się tak jakby po cichych dniach w związku szukała sobie kochanka?
Jesteś świadomy tego że źle traktowałeś żonę ale nie daj sobie wmówić że ty rozbiłeś wasz związek bo nie ty miałeś kochankę, ty chcesz naprawić wasz związek a ona położyła na nim krzyżyk.

czyli tak on mial prawo ja upokazac, znecac sie nad nia psychicznie z premedytacja za glupoty, wyrzucic ja z domu, a ona powinna zwiesisc glowe i czekac az ksieciowi przejdzie badz nie. No badz obiektywna i nie pisze ze to tylko jej wina, mozna powiedziec ze ona go zdradzila na jego wlasne zyczenie. On praktycznie zakonczyl ich zwizek malzenski, a ona miala wiernie czekac jak pies co pan zadecyduje dalej i cierpiec w milczeniu az moze sobie przypomni, ze ma zone, jest doroslym facetem a nie gowniarzem w dodatku rozkapryszonym bo co to za powod te fotki? I takie slowa? Dziwne ze ona nie wytrzymala? Ona sie starala, on to olewal, sam stwierdzil, ze jej nie kocha i zaluje malzenstwa, wiec jak pojawila sie osoba ktora umiala ja docenic to poszla w tamta strone zamiast cierpiec w imie papierka. A ten romans dopiero nagle obudzil kolege, ze ojejku mam zone, ojejku, kocham, ojejku jak ona mogla mi to zrobic! no jak?! mogla i b. dobrze, jakby nie zrobila to by sie nie obudzil. Obudzil sie tez super, czy w niej sa jescze jakies uczucia czy ich on juz wczesniej calkowicie nie pogrzebal tylko ona wie i czas. Ale to on soprowadzil do jej romasu, bo co miala biedna siedziec i rozpaczac ze maz jej nie kocha, nie chce?
Jedyne co moze moim zdaniem zrobic autor to dac jej czas, sprawy rozwodowej jeszcze chyba nie ma wiec nadzieja gdzies tam istnieje...

Dziewczyny, napisałem o swojej historii na tym forum, żeby miec obiektywny punkt widzenia - kobiecy punkt widzenia. Jak widać ile kobiet tyle charakterów (z całym szacunkiem dla Panów)
Droga Anetqueen etap kiedy ja obwiniałem A. za wszystko minął mi niezwykle szybko (sam nie wiem czy to dobrze czy żle) Mam olbrzymią świadomość swoich błędów - dlatego też postanowiłem zabrać się za pracę nad sobą... bym nigdy więcej tego co zrobiłem nie zrobił!!!
Zgodzę sie z Tobą, że to co się stało... ten romans ... otworzył mi oczy!!! Zdecydowanie tak! Szkoda, że musiało się tak wiele złego w moim zyciu wydarzyć i w życiu mojej zony. Oboje nie zasłużyliśmy na to co się stało. A. na to jak ja ją traktowałem, ja z kolei na to by być zdradzonym.
Cenna uwaga "czy w niej sa jeszcze jakies uczucia czy ich on juz wczesniej calkowicie nie pogrzebal tylko ona wie" - osobiście uważam, ze może tych uczuć już nie być... ale łudze się, ze jest inaczej. Kurz po bitwie musi opaść to jest bezsprzeczne.


Do FENIX. Dzięki za to, że próbujesz mnie zrozumieć. Mam jednak świadomość, że zatwardziały to ja już byłem. Teraz to ja muszę spojrzeć na nas i probować zawalczyć wszelkimi możliwymi delikatnymi sposobami. A. kiedyś walczyła o mnie, poddała się bo nie starczyło jej sil. Teraz ja muszę stanąć ponad tym co razem sobie wyrządziliśmy w zyciu złego.
Zawsze mogę zrezygnować, to jest jednak najprostsza droga, najłatwiejsza, najwygodniejsza. Pobęde sobie w żałobie kilka miesięcy i do dzieła. Nie o to jednak w małżeństwie chodzi. Jest teraz ciężko, bardzo ciężko, ale ja wierzę, że możemy być jeszcze szczęśliwi, że możemy być ze soba na dobre i na złe jak sobie obiecaliśmy niecały rok temu przed Bogiem!

Dziękuje, że jesteście

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

48

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
anetqueen napisał/a:
fenix napisał/a:

Ja się nie zgodzę z mareną kłótnie i fochy to rzecz normalna a szukanie ukojenia w romansie nie i nie daj sobie wmówić inaczej, nie można stawić na równi zranienia partnera słowami a wsadzenia przysięgi małżeńskiej w d.....   rozumiem kobiecą solidarność ale większość kobiet wypowiada się tak jakby po cichych dniach w związku szukała sobie kochanka?
Jesteś świadomy tego że źle traktowałeś żonę ale nie daj sobie wmówić że ty rozbiłeś wasz związek bo nie ty miałeś kochankę, ty chcesz naprawić wasz związek a ona położyła na nim krzyżyk.

czyli tak on mial prawo ja upokazac, znecac sie nad nia psychicznie z premedytacja za glupoty, wyrzucic ja z domu, a ona powinna zwiesisc glowe i czekac az ksieciowi przejdzie badz nie. No badz obiektywna i nie pisze ze to tylko jej wina, mozna powiedziec ze ona go zdradzila na jego wlasne zyczenie. On praktycznie zakonczyl ich zwizek malzenski, a ona miala wiernie czekac jak pies co pan zadecyduje dalej i cierpiec w milczeniu az moze sobie przypomni, ze ma zone, jest doroslym facetem a nie gowniarzem w dodatku rozkapryszonym bo co to za powod te fotki? I takie slowa? Dziwne ze ona nie wytrzymala? Ona sie starala, on to olewal, sam stwierdzil, ze jej nie kocha i zaluje malzenstwa, wiec jak pojawila sie osoba ktora umiala ja docenic to poszla w tamta strone zamiast cierpiec w imie papierka. A ten romans dopiero nagle obudzil kolege, ze ojejku mam zone, ojejku, kocham, ojejku jak ona mogla mi to zrobic! no jak?! mogla i b. dobrze, jakby nie zrobila to by sie nie obudzil. Obudzil sie tez super, czy w niej sa jescze jakies uczucia czy ich on juz wczesniej calkowicie nie pogrzebal tylko ona wie i czas. Ale to on soprowadzil do jej romasu, bo co miala biedna siedziec i rozpaczac ze maz jej nie kocha, nie chce?
Jedyne co moze moim zdaniem zrobic autor to dac jej czas, sprawy rozwodowej jeszcze chyba nie ma wiec nadzieja gdzies tam istnieje...

Dziewczyny, napisałem o swojej historii na tym forum, żeby miec obiektywny punkt widzenia - kobiecy punkt widzenia. Jak widać ile kobiet tyle charakterów (z całym szacunkiem dla Panów)
Droga Anetqueen etap kiedy ja obwiniałem A. za wszystko minął mi niezwykle szybko (sam nie wiem czy to dobrze czy żle) Mam olbrzymią świadomość swoich błędów - dlatego też postanowiłem zabrać się za pracę nad sobą... bym nigdy więcej tego co zrobiłem nie zrobił!!!
Zgodzę sie z Tobą, że to co się stało... ten romans ... otworzył mi oczy!!! Zdecydowanie tak! Szkoda, że musiało się tak wiele złego w moim zyciu wydarzyć i w życiu mojej zony. Oboje nie zasłużyliśmy na to co się stało. A. na to jak ja ją traktowałem, ja z kolei na to by być zdradzonym.
Cenna uwaga "czy w niej sa jeszcze jakies uczucia czy ich on juz wczesniej calkowicie nie pogrzebal tylko ona wie" - osobiście uważam, ze może tych uczuć już nie być... ale łudze się, ze jest inaczej. Kurz po bitwie musi opaść to jest bezsprzeczne.


Do FENIX. Dzięki za to, że próbujesz mnie zrozumieć. Mam jednak świadomość, że zatwardziały to ja już byłem. Teraz to ja muszę spojrzeć na nas i probować zawalczyć wszelkimi możliwymi delikatnymi sposobami. A. kiedyś walczyła o mnie, poddała się bo nie starczyło jej sil. Teraz ja muszę stanąć ponad tym co razem sobie wyrządziliśmy w zyciu złego.
Zawsze mogę zrezygnować, to jest jednak najprostsza droga, najłatwiejsza, najwygodniejsza. Pobęde sobie w żałobie kilka miesięcy i do dzieła. Nie o to jednak w małżeństwie chodzi. Jest teraz ciężko, bardzo ciężko, ale ja wierzę, że możemy być jeszcze szczęśliwi, że możemy być ze soba na dobre i na złe jak sobie obiecaliśmy niecały rok temu przed Bogiem!

Dziękuje, że jesteście

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

49

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
Kriss napisał/a:

A teraz aby zadośćuczynić poczuciu sprawiedliwości - na podstawie opowieści naszego Autora - napiszę moje zdanie na temat jego żony.

Zdrada jest zła. Koniec. Nie ma gadania. Dopoki mamy do czynienia z małżeństwem czy związkiem - dopóty romans z innym osobnikiem jest zdradą. Czy to fizyczne pójście do łóżka, czy tak ostatnio "modna " zdrada emocjonalna. Na zdradę nie ma tlumaczenia, nie ma usprawiedliwień.

Nie wiem natomiast co się działo w głowie młodej żony odtrąconej przez męża emocjonalnie, upokarzanej psychicznie, fizycznie odrzuconej jako kobiety. Nie wiem którędy jej myśli biegly w momencie kiedy mąż stwierdzil że jej nie kocha i wyrzucił z jego mieszkania. Co taka kobieta myśli kiedy mąż jej mówi że żałuje że się z nią ożenił - jednocześnie układając durne zdjęcia ze ślubu.

I to wszystko tuż po ślubie. Co bym myślała na jej miejscu? Kiedy moje próby rozmowy nie przynoszą rezultatu, kiedy ie mogę się do niego "przebić" żadną mocą, kiedy mnie  nie chce i na każdym kroku to podkreśla...wyrzuca mnie z domu...nie kocha...

Chyba bym faktycznie pomyślała że to koniec. Nie ma. Pora na ewakuację póki zostały mi resztki godności. Przecież pełzać nago nie będę.

Jeśli jeden związek się kończy, to nie mam mowy o zdradzie.

Kriss A. próbowała tak mi sie wydaje tylko konwencjonalnymi środkami. Może trochę się bronie, ale w trakcie rozmowy zaraz po tym jak sie dowiedziała przyznała się, że na początku nie chciała mi nic mówić, chciała zabrać tą zdradę do grobu. Potem jednak padło więcej niestosownych i głupich sformułowań z mojej strony, czyli nie kochanie, wyprowadzka z łóżka. To upewniło ja w tym, ze zrobiła dobrze (w jej mniemaniu oczywiście).
Teraz już wiem, między innymi na podstawie tego co mi piszecie drogie koleżanki, że moje sformułowania "żałuje, że sie z Tobą ożeniłem" oraz "nie kocham Cię" były gwoździem do trumny ;(;(;( Teraz już wiem. Chcę jednak spróbować to naprawić, bo prawdziwie kocham A.

Brakuje mi pomysłów jak mogę to zrobić...?!

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

50 Ostatnio edytowany przez fenix (2011-06-19 17:30:54)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
anetqueen napisał/a:
fenix napisał/a:

Ja się nie zgodzę z mareną kłótnie i fochy to rzecz normalna a szukanie ukojenia w romansie nie i nie daj sobie wmówić inaczej, nie można stawić na równi zranienia partnera słowami a wsadzenia przysięgi małżeńskiej w d.....   rozumiem kobiecą solidarność ale większość kobiet wypowiada się tak jakby po cichych dniach w związku szukała sobie kochanka?
Jesteś świadomy tego że źle traktowałeś żonę ale nie daj sobie wmówić że ty rozbiłeś wasz związek bo nie ty miałeś kochankę, ty chcesz naprawić wasz związek a ona położyła na nim krzyżyk.

czyli tak on mial prawo ja upokazac, znecac sie nad nia psychicznie z premedytacja za glupoty, wyrzucic ja z domu, a ona powinna zwiesisc glowe i czekac az ksieciowi przejdzie badz nie. No badz obiektywna i nie pisze ze to tylko jej wina, mozna powiedziec ze ona go zdradzila na jego wlasne zyczenie. On praktycznie zakonczyl ich zwizek malzenski, a ona miala wiernie czekac jak pies co pan zadecyduje dalej i cierpiec w milczeniu az moze sobie przypomni, ze ma zone, jest doroslym facetem a nie gowniarzem w dodatku rozkapryszonym bo co to za powod te fotki? I takie slowa? Dziwne ze ona nie wytrzymala? Ona sie starala, on to olewal, sam stwierdzil, ze jej nie kocha i zaluje malzenstwa, wiec jak pojawila sie osoba ktora umiala ja docenic to poszla w tamta strone zamiast cierpiec w imie papierka. A ten romans dopiero nagle obudzil kolege, ze ojejku mam zone, ojejku, kocham, ojejku jak ona mogla mi to zrobic! no jak?! mogla i b. dobrze, jakby nie zrobila to by sie nie obudzil. Obudzil sie tez super, czy w niej sa jescze jakies uczucia czy ich on juz wczesniej calkowicie nie pogrzebal tylko ona wie i czas. Ale to on soprowadzil do jej romasu, bo co miala biedna siedziec i rozpaczac ze maz jej nie kocha, nie chce?
Jedyne co moze moim zdaniem zrobic autor to dac jej czas, sprawy rozwodowej jeszcze chyba nie ma wiec nadzieja gdzies tam istnieje...

Albo jestem ślepa albo nie umiem czytać bo z tego co pamiętam to żona chciała się wyprowadzić w pryma aprilis a mąż potraktował to jako żart i powiedział że droga wolna natomiast wyrzucił ją z mieszkania gdy znalazł dowód jej winy. cyt: Zostałem zraniony jak nigdy dotąd!!! Po moim powrocie do domu A. weszła 15 minut pozniej. Bała sie ze jej rzeczy beda za drzwiami wystawione. Powiedziałem jej że musi się do jutra wyprowadzić, że to koniec. Nie wierzyłem, ze 8 miesiecy po slubie skończyło się nasze małżeństwo.,,
Sama jak pisałam mam w domu nieciekawie i dlatego staram się być obiektywna  i dlatego wkurza mnie fakt że gdy żonę zdradzi mąż wszystkie kobiety piszą wywal go z domu a gdy kobieta tak zrobi facet za to obrywa.

51 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-06-19 17:39:13)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
fenix napisał/a:

i dlatego wkurza mnie fakt że gdy żonę zdradzi mąż wszystkie kobiety piszą wywal go z domu a gdy kobieta tak zrobi facet za to obrywa.

To racja smile ale kobiet się nie wyrzuca kobiety się kocha i rozumie wink

Ponadto nie pisałbym w tym konkretnym przypadku o "zaplanowanej zdradzie z premedytacją"


A dlaczego potraktował jej słowa w P.A jako żart

Bo był pewny (za pewny) że ona sobie bez niego nie poradzi,że cokolwiek powie,zrobi ona i tak będzie
przy nim siedzieć (zresztą sam to stwierdził) a tu zonk smile nie dość że sobie radzi to jeszcze znalazła sobie pocieszyciela
i to autora wątku też boli

A teraz odwróćmy sytuacje gdy to ona

- mówi że nie kocha
- mówi że żałuje ślubu
- mówi że nie chce się kochać
-wyrzuca go z domu
-śpi osobno w jednym pokoju
-wyrzuca frustracje na niego

itd itd

No niestety ale facet musi być silniejszy od kobiety a to nie znaczy że ma być "silny w związku"
to znaczy że ma wiedzieć kiedy kobietę "przygarnąć" wiemy o co chodzi tutaj tego nie było do czasu

52

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Mamy równouprawnienie  zdrada to zdrada, nie ma tu wytłumaczenia że mąż nie okazywał mi uczuć bo zawsze można się rozwieść.

53

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Wiecie jaki jest pozytyw mojej historii jak na razie... Mój bliski przyjaciel zwierzył mi sie ostatnio, że kiepsko mu się układało w sprawach łóżkowych z żoną. Po tym co wydarzyło się u mnie mówi, że jego zona a moja bardzo dobra koleżanka poszła po rozum do głowy i poprawiło się im wink wink wink
Chociaż coś wink
Pzdr

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

54 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-06-19 17:40:26)

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

To znaczy że wyprowadzileś się z łóżka po tym jak się dowiedziałeś o zdradzie? I po tym ją wyrzuciłeś z domu? Z wcześniejszych postów wnioskowałam inną kolejność.

Jeśli zdrada była najpierw - to jak najbardziej zdradą była. Koniec kropka. Wyprowadzka z łóżka i walizki - jak najbardziej na miejscu.

Ja na Twoim miejscu poszłabym do psychologa. Poważnie. W Waszym związku jest tak namotane że sam sobie nie poradzisz. Twoje (i jej) reakcje są zbyt mocne - mówię o tych werbalnych - i powodują efekt śnieżnej kuli. Wszystko narasta w zawrotnym tempie o jajco. Tak się nie da żyć.

Poza tym to że wiesz że popełniłeś błędy nie spowoduje automatycznie że sytuacja się uzdrowi. Ty to musisz rozłożyć na czynniki pierwsze, zająć się własną psychiką i rozpoznać własne uczucia i mechanizmy postępowania, a dopiero "brać się" za partnerkę.

Poza tym będziesz musiał zmierzyć się z wybaczeniem - a to najtwardszy orzech do zgryzienia. Nie da się zrobić w tydzień i to samemu - bo wróci jak bumerang i Cię zniszczy. Nie będzie co zbierać.

Taka moja rada - zacznij od siebie, żonę na razie zostaw w spokoju.

Powodzenia.

55

Odp: Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę
Kriss napisał/a:

Taka moja rada - zacznij od siebie, żonę na razie zostaw w spokoju.

Powodzenia.

Popieram smile

Posty [ 1 do 55 z 270 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia mężczyzny, który postanowił zawalczyć o swoją żonę

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018