Witam
Moja historia nie różni się niczym od innych dziewczyn, które piszą do tego działu. Mam nadzieję, że i ja otrzymam tu pomoc... Po roku związku z moim X rozstałam się z nim. A raczej to on zerwał ze mną. Powód - manipulacja nim, kontrola itp. Poprosił bym wyprowadziła się w przeciągu tygodnia (mieszkaliśmy razem od pół roku, bo taniej wychodziło). Ja nie wytrzymałam i targnęłam się na swoje życie (tabletki+wódka). Odratował mnie, czy na szczęście? Nie wiem... W życiu nie mam nikogo (jestem z Domu Dziecka), więc mam a raczej miałam tylko jego i on o tym doskonale wiedział... A więc po co żyć skoro, ktoś kto był dla Ciebie kimś bliskim odchodzi...? W ciągu następnego dnia od powrotu ze szpitala wyprowadziłam się i znalazłam nową stancję. Starałam się jakoś wegetować i działać w codzienności, ale było ciężko. On cały czas pisał, że chce dla mnie dobrze, że będzie się starał, że będą spacery (których do tej pory nie miałam), że mnie nie odtrąci i nie zostawi samej... Po tygodniu spotkał się ze mną, przyznał że tęskni, że brakuje mu mojej osoby, że nie jest sobą... Zaproponował przyjaźń, w której pokaże że mogę na nim polegać, że się liczę, ode mnie chciał tylko uśmiechu... Starał się... Ale pewnego dnia poszliśmy do łóżka, potem jeszcze raz i jeszcze. Mówił, że kocha, że tęskni... Że chce się zejść i zaproponował ponowne rozpoczęcie związku... Było cudownie, przez miesiąc. Dziś się dowiedziałam, że on tak naprawdę ofiaruje mi przyjaźń, bo dopóki nie naprawimy naszych relacji nie będziemy razem. Uważa że mnie kocha, ale to nie wystarczy żeby ze mną być. Jak się go zapytałam, czemu okłamał mnie mówiąc, że proponuje powrót uznał, że źle go zrozumiałam.
Płakać mi się chce. Facet, który jest dla mnie wszystkim 2 razy proponuje mi przyjaźń i raz związek... Sama nie wiem co robić. Wiem natomiast jaką jestem osobą... Jeśli widzę, że ktoś nie walczy o przyjaźń ze mną odpuszczam a z czasem nienawidzę człowieka, a tego nie chce. Często odpycham ludzi aby zobaczyć czy naprawdę im zależy, ponadto boje się... Zranił mnie, już tyle razy... Ale kocham go, bo tylko jego mam... Tylko on pokazał mi co to jest miłość, szacunek, oddanie, opiekuńczość. Boje się odrzucenia, boje się zbliżyć do niego by ponownie nie cierpieć...
Co robić w tej sytuacji? Zgodzić się na przyjaźń czy sobie ją odpuścić... Proszę o pomoc i dziękuje za przeczytanie.
Staraj się nadawać tytuły adekwatne do treści
Moderatorka-apoteoza