Cześć. Zwracam się do was z moim problemem, ponieważ nie mam się do kogo zwrócić...a może po prostu wstydzę się o tym porozmawiać z kimś zaufanym.
Jestem z nim 10 miesięcy i czuję że o 10 miesięcy za długo.W sumie pomieszkujemy razem raz u mnie raz u niego. Mój partner który "niby" mnie tak bardzo kocha nie należy do grzecznych chłopców. Nie radzę sobie z tym, że w nerwach potrafi mnie wyzwać od wulgaryzm, wulgaryzm i szmat. Tydzień temu była sytuacja że wyraziłam swoje zdanie na temat jego sytuacji a on od razu z wyzwiskami do mnie startuje i z pięściami, po czym ja płaczę a on jak gdyby nigdy nic udaje że nic się nie stało, że nie powinnam zwracać uwagi na to że mnie przeklina po czym każe mi się do siebie przytulać. Potrafi mnie za nic wyzwać przy swojej matce. Wstyd mi jest wtedy i ogarnia mnie poczucie tego że jestem do niczego. Raz dostałam od niego na poważnie za to że na chwilkę wyszłam. Miałam jakieś tam ślady fizyczne i mega psychiczne...Bił mnie wtedy po głowie po rękach i kilka razy popchnął że aż poooleciałam.Czasami w żartach gdy się wygłupiamy potrafi mnie uderzyć w mięśniaka tak mocno że mam siniaki. Myślę że wzięło się to stąd że tak sobie pozwala, że za każdym razem gdy się pokłóciliśmy, wyciągałam ja do niego pierwsza rękę. Stąd ma poczucie że go NIGDY nie zostawię.I może traktować mnie jak kucharke i kochankę. Wiem, że on tak myśli. Czasami gdy się kłócimy to mówię mu że go nie kocham a on tak jakby tego nie słyszał, tak jak by był pewny że to nie może być prawda.On po prostu jest pewny tego że ja nigdy nie zrobię nic wbrew niemu. Ma do tego prawo bo podporządkowałam mu całe życie. Kiedyś powiedziałam całkiem poważnie że odchodzę, o on : "nie żartuj, przecież i tak przylecisz". Nie odwala nic, nie pije, nigdzie nie łazi, pracuje.Kiedy jest dobrze między nami, jest mi wtedy bardzo dobrze, czuję to że mnie kocha. A kiedy jest źle...wiadomo. Czasami zastanawiam się czy jego miłość jest prawdziwa. Chciałabym wiedzieć skąd u niego się bierze że kochaną osobę jaką jestem ja, potrafi zbesztać.
Chciałabym być z nim, tylko nie wiem jak go zmienić.
Poza tym wiem, że gdy go zostawię będę mogła rozpocząć nowe życie (mam taką możliwość) mogę zacząć życie o jakim marzyłam, tylko będąc z nim, nie mogę robić tego co kocham bo mi nie pozwala.
I jeszcze jedno. Potrafi mi w "żartach" dogryzać, wywalać moje kompleksy na wierzch. A to że mi zwisają cycki, a to że mam odrosty, to że to, to że tamto...że nie mogę znaleźć pracy..Nie radzę sobie już z tym. Czasami w głębi duszy MARZĘ o tym, żeby coś odwalił typu- wyszedł gdzieś nie mówiąc mi o tym. Żeby dał mi powód inny niż poniżanie mnie, abym go zostawiła. A wiem że za poniżanie już powinnam go kopnąć. Ale kocham go zbyt mocno. Jest jak brat, jak przyjaciel. Szczerze mówiąc nie wiem czy chciałabym być jego żoną, a już w ogóle nie wspomnę o tym czy chciałabym mieć z nim dziecko. Na dzień dzisiejszy- NIE. Bo znów płakałam przez niego.
Wiem że powinnam od niego wiać jak najdalej, ale jego ramiona są najbardziej przyjemnym miejscem w jakim kiedykolwiek byłam.I za tymi ramionami będę tęsknić. Nie za nim...