Witajcie.
Jestem tutaj pierwszy raz, szukam wsparcia,pomocy, odpowiedzi......
Obecnego partnera poznałam kilka lat temu,było super-chyba aż za bardzo.Po kilku miesiącach mieszkaliśmy razem, ja bylam z nim w ciąży.Mam dwoje dzieci z poprzedniego związku-on je akceptował.Urodziła sie nasza córka i nadal było ok.Owszem od czasu do czasu jak to w związku-małe zwaśnie.Głównie na podłożu wychowania dzieci.
Teraz jest prawie 6 lat jak zaczyna się początek końca naszej miłości...
Od jakiegoś czasu partner nie umie rozmawiać tylko krzyczy, nie oczekuje tylko wymaga-(dzieci)
Nie rtozumie że to tylko dzieci.Córka lat 13 syn 10 i nasza wspólna 4,5r.
Nie potrafi spokojnie zwrócic uwagi tylko wrzeszczy.Ja stawiałam opór, zabraniałam takiego traktowania-to chyba normalne.Tak bylo jakiś czas-ja między nim i jego racją ,a dziećmi i ich dziecięcym prawem do głupot.
Niedawno przed świętami dostałam smsa od córki że partner zrobił rano awanture.Dzonie do niego a on mi pisze, że nie ma o czym rozmawiać-potem kilka wymiennych raniących wzajemnie smsów.
Święta sp ędziliśmy razem ale bez słów.Po świętach 4 dni ja próbowałam sprawe wyjasnić
On twierdzi że-
-zawsze chciał mieć prawdziwą rodzinę ale nie jest pewiem czy ta którą tworzymy spełnia jego oczekiwania.
=nie wie co zrobic aby związek udało sie naprawić-najlepiej nic samo z czasem.....
=uważa że powinien sie wyprowadzić bo vchyba nie jest dobrym ojcem
=nie robi już planów na przyszłość(wspólnych)
=uważa że ja na niego zbytnio naskakuję i ciągle sie czepiam,że nie jest człowiekiem który sie podporządkuje
=nie jest pewien czy mnie jeszcze kocha-ale twierdzi że jestem ważną osobą w jego życiu
=bardzo go denerwują dzieci i to jest główny powód jego złości
od 2 tygodni żyjemy pod jednym dachem jak dwoje obcych ludzi
nie chce rozmawiać ze mną,bo kada próba rozmowy z mojej strony kończy się nic nie wnoszącym dialogiem,a raczej monologiem.
Kocham go bardzo ale wiem że on jest ze mną chyba na siłę-wczoraj zapytalam czy wolałby zebym spała u dzieci-on odpowiedział tylko-nie wygłupiaj sie to przecież twoja sypialnia.Śpimy wcisnięci w dwa końce łóżka.Normalnie rozmawiamy o sprawach domowych itp-natomiast kwestia naszego związku ,uczucia jest zawieszona.Albo on czeka aż to samo sie naprawi-jak twierdzi potrzeba czasu, albo czeka na mój ruch w sensie takim,żebym kazała mu sie wyprowadzić.To wszystko tkwi w martwym punkcie.
Zastanawiam się czy faktycznie nie przenieść sie do sypialni dzieci-czy to nie będzie takim nowym czynnikiem który zadecyduje albo w tę albo we wtę.Męczę sie bardzo,płaczę w ukryciu-bardzo ale to bardzo cierpię i jestem nieszczęśliwa-i nie wiem co robić.