Kilka lat temu poznałam chłopaka. Miał w sobie wszystko to-czego pragnęłam w mężczyźnie. Wydawał mi się taki inny, taki nadzwyczajny...Zupełnie inny niż cała reszta facetów, których znałam. Totalnie inny świat. I to właśnie zawładnęło moim sercem. Bardzo szybko zostaliśmy parą. Było bajecznie, powoli doświadczałam magii życia. Ale jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło. Na do widzenia usłyszałam tylko "kocham cię ale nie mogę z Tobą być". Nic nie rozumiałam, świat mi się zawalił. On szukał swojego miejsca w świecie i wyjechał do znajomych za granice. Na początku wysyłaliśmy do siebie wiadomości, maile, zdjęcia...przyjaciele ehhh.
Jak się potem okazało On wrócił do swojej byłej z którą rozstał się zaledwie kilka dni przed "nami". Wiem wiem, mogłam mieć tego świadomość, ale zapewniał, że między nimi już dawno nic nie ma, że wszystko się wypaliło i zostały tylko kłótnie i pretensje. A jednak coś zostało...skoro po kilku tygodniach pobytu za granicą ściągnął ją do siebie. Ja żyłam sobie nie świadoma, nieszczęśliwie zakochana. Mijały miesiące, powoli ułożyłam sobie wszystko w głowie i w sercu. Cały dotychczasowy ład zburzyła wiadomość od Niego. Niby nic, zwykłe "co słychać" , ale serce drgnęło. Miałam żal, że nagle sobie o mnie przypomniał,że nic nie wspomniał o Niej, ale i tak nie potrafiłam się powstrzymać by mu nie odpisać. Bolało mnie , że zupełnie przypadkiem zobaczyłam gdzieś ich wspólne zdjęcie na wyspach, palił mnie wstyd, że zrobił ze mnie taką idiotkę. A mimo to zaczęłam z nim rozmawiać. Okazało się, że ich wspólny pobyt tam to jedna wielka porażka. Pewnego dnia zastał ją w łóżku z kolegą. I wszystko stało się dla mnie jasne. Najzwyczajniej szukał pocieszenia!
Pisywaliśmy do siebie, aż do momentu gdy zaproponował mi wyjazd do niego. Zgodziłam się, ale zupełnie na nowych warunkach. Koledzy i nic więcej! Pamiętam jak przyleciał po mnie, myślał , że wróci, spojrzy na mnie i wszystko będzie jak dawnej. A mnie to nadal bolało, nie mogłam wyrzucić z głowy tego jak mnie okłamywał, jak potraktował. Duży dystans...czuł to.
Na miejscu wcale nie było kolorowo. Dużo płakałam nie mogłam się odnaleźć. Wróciliśmy do siebie. Sama nie wiem dlaczego, czy może tak bardzo potrzebowałam "kogoś" czy może to stare uczucie nadal we mnie siedziało i było tak silne? Nie wiem... Z czasem wszystko się zaczęło układać, praca, życie , znajomi (nowi znajomi). Spodobało się.
Jednak On zapragnął wrócić, tęsknił za rodziną. Wróciłam do PL razem z nim. Po powrocie nasze rodziny ułożyły nam już całe życie. Ślub , dzieci, mieszkanie. Ale nic z tego nie wyszło. On jak tylko wrócił, poczuł, że nie jest tu sam i okazało się, że już mu nie jestem tak bardzo potrzebna. Za granicą tęsknił, miał tylko mnie. Kochał mnie i czułam to. Żyliśmy dla siebie. Obiecał bardzo dużo, ale ani jednego słowa nie dotrzymał. Mieszkaliśmy w PL troszkę ze sobą ale nie wytrzymałam, zmienił się , więc wróciłam do domu.
I jesteśmy ze sobą już prawie cztery lata. A ja spędzam u Niego tylko noce, wstaję rano i idę do domu (mieszkamy bardzo blisko siebie). Praca, mój dom i znowu noce u Niego. Kurde jestem taka skołowana, mam 25 lat i sama nie wiem na czym stoję . Chciałabym mieć dom, rodzinę, dziecko. Ale on tego nie rozumie. Każda rozmowa o tym czego ja pragnę kończy się na niczym. Wszyscy naciskają , że pora się zaręczyć ale On-nie będzie robił coś dlatego, że ktoś mu każde. Bolą takie słowa. Wiem, sama sobie jestem winna, że dopuściłam do takiej sytuacji, pozwoliłam mu na wiele, a On w zamian nie dawał nic. Ale jak to teraz zmienić? Nie chcę go stracić ale mam też swoje potrzeby. Jakby tego było mało, przebojowy chłopak, zawsze z milionem pomysłów w głowie na siebie-zmienił się teraz w zamkniętego faceta, który tylko siedzi i narzeka. Ucieka przed całym światem. Nie poznaje go! Próbuje mu wbijać do głowy , że jesteśmy młodzi całe życie i świat stoi przed nami otworem ale On tylko patrzy i grymasi. Zmęczona jestem...i skołowana na maxa.
Podobne tematy
Skoro jesteś już tym zmęczona i skołowana, odpocznij od niego...daj sobie np tydzien tylko dla siebie. Na swoje sprawy na zadbanie o siebie, do niego się nie odzywaj. Po tygodniu po prostu przyjdź do niego jak zazwyczaj co noc...jeśli zobaczysz zmiane to dobry znak. Jeśli nie, rzuć to w cholere puki czas i puki nie macie dzieci !
Skoro jesteś już tym zmęczona i skołowana, odpocznij od niego...daj sobie np tydzien tylko dla siebie. Na swoje sprawy na zadbanie o siebie, do niego się nie odzywaj. Po tygodniu po prostu przyjdź do niego jak zazwyczaj co noc...jeśli zobaczysz zmiane to dobry znak. Jeśli nie, rzuć to w cholere puki czas i puki nie macie dzieci !
Skoro on nie rozumie po czterech latach związku, że oczekujesz pewnych deklaracji, a nawet jeśli nie deklaracji (bo to duże słowa) to pewnego ogarnięcia względem Ciebie i życia to troszkę coś z nim nie tak. Tym bardziej, że tak jak napisałaś kiedyś był zupełnie innym człowiekiem.. lepszym, ciekawym świata. Już teraz nie możesz się odnaleźć w tej jego zmianie więc podejrzewam, że jemu tak wygodnie po prostu, tak się przyzwyczaił - pogrymasić, ponarzekać, czasem się z Tobą spotkać.
Przykre to strasznie jest, że ludzie nie potrafią docenić uczuć innych osób - dla których są często całym światem.