Tu zwracam się do wszystkich narzeczonych.
Czy Wasi Panowie uciekają w prace na miesiąc przed ślubem? Mam wrażenie, że zostałam z tym wszystkim zupełnie sama. Chodzi mi o przygotowania.
Chciałam byśmy pojechali dzisiaj na salę. Już od zeszłego tygodnia wspominał, że będzie miał dużo pracy. Dziwi Mnie to bo w tygodniu wraca do domu wcześniej
A jak tylko wspomniałam, że chce abyśmy pojechali na sale to mówi, że On nie da rady. Chciałam zadzwonić do Jego szefowej i powiedzieć by puściła go troche wczesniej to zadzwonił i nakrzyczał na Mnie, że "jak tak dalej pójdzie to może tydzień ze sobą pobędziemy i sie rozstaniemy". Nigdy taki nie był. Nie wiem czy to ja wyolbrzymiam i robię sama problem czy co się dzieje
Jest mi przykro i czuję się okropnie. Przecież to NASZ dzień, My powinniśmy jeździć, oglądać, rozmawiać, decydować, anie Ja sama i świadkowa
Wiem, że praca - pracą ale ludzie święci.
Pomóżcie, doradźcie, wesprzyjcie..