Hej laseczki
. W życiu powtórzyła mi się już nie raz, nie dwa pewna sytuacja z kobietami, której za nic nie mogę zrozumieć. Zasadniczo wygląda ona tak...
Poznaję dziewczynę. Na początku jest całkiem fajnie, czasami nawet coś iskrzy. Po czasie (Z reguły jak okaże swoje zainteresowanie) jej się odmienia i dochodzi do jakże niesamowitego wniosku, że lepiej jak zostaniemy przyjaciółmi. Słysząc to albo widząc, że znika zainteresowanie mną jako chłopakiem/kochankiem robię to co według mnie każdy szanujący się facet powinien zrobić, czyli zrywam znajomość bo pseudo przyjacielem być nie chce. No i w tym momencie dzieje się rzecz najbardziej dla mnie niezrozumiała bo laska nalega (Czasem wręcz nachalnie) byśmy dalej się spotykali i nie zrywali kontaktu, mimo że nie czuje do mnie żadnej chemii.
W tym miejscu proste pytanie. Na co jej jestem dalej potrzebny? Gdyby chodziło o jedną dziewczynę to bym nie pisał tego tematu ale jest to w kółko powtarzający się schemat. Doskonale rozumiem, że facet dostępny jest mniej atrakcyjny. Mogę zrozumieć, że trochę jej się nawet podobam ale nie do tego stopnia by ze mną chodzić. No ale skoro tylko mnie lubi to po co to dalej kontynuować? Jak to widzicie wy dziewczyny? Po co potrzebni są wam koledzy/przyjaciele po stronie męskiej? Zwłaszcza dziwi mnie ta nachalność i upieranie się bym nie zerwał znajomości. Miałem nawet sytuację, że laska prawie płakała jak mówiłem, że nie chce się dalej z nią widywać mimo, że od paru dni chodziła już z innym. Dla mnie to niepojęte.