netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ranione serce nieustannie...

35 odpowiedzi3 582 wyświetleniazałożony przez linka89r, 30.03.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ranione serce nieustannie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

1

Temat: Ranione serce nieustannie...

Drogie kobietki, jestem to nowa, założyłam tu konto bo cicho wierze, że rozmowa z Wami pomoże mi podjąć słuszną decyzje... a z drugiej strony po prostu sama już sobie nie radze z moimi wszystkimi myślami...

Moja sytuacja wygląda tak:
Jesteśmy ze sobą ponad 3 lata, po kilku miesiącach przyłapałam go na tym, że posiadał kilka kont na portalach erotycznorandkowych.. co więcej odkryłam maila jak z jakąś panienką rozmawiał o seksie i jej nagie zdjęcia... ;/ rozstaliśmy się. bardzo to przeżyłam... ale wróciłam do niego bo go strasznie kocham.. mówił , że to z nudów robił ale nigdy by się nie spotkał, po prostu.. od tak se pisał.. mówię OK dam szansę... minęło jakieś ponad 2 lata.. od niechcenia wpisałam jego login w wyszukiwarkę, mówiłam sobie, że pośmieję się z tego, że jestem nadal tak przewrażliwiona.. a tu nagle.. kilkanaście kont na portalach erotycznych.. szczególnie, jedno sobie upodobał.. a tam kilkadziesiąt wiadomości odnośnie umówienia się... pojechałam do niego by mu powiedzieć jak znów sobie ze mnie zakpił... i że to już definitywny koniec.. po czym okazało się, że spotkał się również z koleżanką, która od zawsze mu się podoba, a spotkał się w nocy po tym jak napisał, że idzie spać... później wysłał wiadomość, że żałuje że jej nie pocałował i że od zawsze ona go kręci... miałam dość słuchania tego.. odeszłam znowu... po czym jednak znów wróciłam.. bo gdy emocje opadły zaczęłam szukać winy po mojej stronie.. no fakt byłam czasem dla niego nie miła.. ale to dlatego, że on od zawsze mnie okłamywał.. tak samo na jaw po dwóch latach wyszło że ze studiami również kłamał.. w ogóle nic nie zaliczał a niby chodził.. więc naprawdę miałam do niego zero zaufania... ale w sumie z mojej strony to jedyna 'wina' to taka, że się czepiałam typu kiedy znajdzie prace, kiedy dorośnie i kiedy będzie bardziej odpowiedzialny... no ale cóż, wróciliśmy, wiele sobie wyjaśniliśmy, po kilku miesiącach widziałam wielką poprawę i zmianę jego zachowania o 180stopni.. więc w czym problem? a no w tym, że ja zawsze związek widziałam jako oddanie drugiej osobie i jeśli coś nie pasuje drugiej stronie to trzeba czasem coś poświęcić.. jemu wiele przeszkadzało, dlatego nawet zerwałam kontakt z przyjacielem.. bo nie chciał tego, więc zrobiłam to dla niego... jednakże on... proszę go od dawna.. że nie toleruje jego stylu rozmowy z koleżankami w formie flirtu, co chyba jest oczywiste... i że po tym co zrobił, nie życzę sobie aby zaglądał na takie strony... ale od miesiąca widzę, jak dzień w dzień zagląda na strony typu mixer zbiornik i na filmy... nie założył konta jak na razie, ale po co codziennie mu oglądać inne dziewczyny na takich stronach? kręci go to? nie patrzy na moje uczucia? może dlatego, że on nie wie, że ja to wiem... ponadto ma 3 koleżaneczki z którymi dzień w dzień pisze w sposób taki który w ogóle nie jest stosowny... bo po co im mówić, że zawsze mu się podobały i nadal podobają, skoro ostatnio między nami jest niby lepiej? a nasze życie erotyczne do nudnych również nie należy...więc po co pisze coś takiego do innych? po co się pyta jak są ubrane? po co ciągle pisze, że są ładne? atrakcyjne? po co pyta czy może wpaść na noc? a po chwili wysyła mi smsa "Kocham cie"... nic nie rozumiem.. czy tacy po prostu są faceci? czy może na złych trafiam? usprawiedliwiam jego zachowanie tym, że faceci tacy są.. potrzebują patrzeć, masturbować się, flirtować.. ale to guzik prawda.. po prostu chyba sama siebie chce pocieszyć, bo z jakiej racji oni mogą mieć więcej przywilejów? jestem kompletnie zdezorientowana... ;/ zawieszona w próżni.. i chciałabym poznać tu kobietkę która z chęcią porozmawia ze mną dokładniej o mojej sytuacji... i może pomoże, może jest w podobnej sytuacji.. mam przyjaciółki ale nie potrafię z nimi o tym rozmawiać... zbyt ciężko mówić wprost o tym najbliższym.. bardzo liczę na wsparcie bo ja już sama tak nie mogę sad(((((((((((

2

Odp: Ranione serce nieustannie...

Linka to co napisze nie będzie miłe...ale po pierwsze twój facet cie okłamuje, jego zachowanie to delikatnie mówiąc brak okazania ci szacunku, ma gdzieś twoje uczucia i to co przeżywasz, jest niedojrzały emocjonalnie, w swoim zachowaniu nie widzi nic złego...bo w końcu ty zawsze wracasz, wystarczy ci trochę pościemniać, uśpić twoją czujność i można za twoimi plecami kolejną dziunię wyrywać. Jego zmiany są chwilowe, takie na pokaz....Co do facetów ...nie usprawiedliwiaj go sama przed sobą, nie wszyscy się tak zachowują  to jakiś chory stereotyp. On szuka okazji by puścić się, choć zakładam, że już to zrobił. Wybacz facet, który szanuje kobietę zachowuje się dokładnie odwrotnie niż twój partner. Jesteś za dobrą i za fajną dziewczyną by tkwić przy takim matole. A ściemnianie ze studiami...żałosne. Normalny facet myśli o przyszłości, ma ambicje..a nie tylko wali gruchę przed monitorem tongue. Kopnij dziada w 4 litery bo marnujesz czas na niego. Ja rozumiem popatrzeć na ładne kobiety, czy film erotyczny ale szukanie okazji , wysyłanie na prywatne konto prywatnych zdjęć, to inna bajka. I moja rada...nigdy dla faceta nie rezygnuj z przyjaciół...to poważny błąd.

3

Odp: Ranione serce nieustannie...

Ja wiem doskonale, że to wszystko co napisałaś to święta racja.. z tym, że ja wszystko, nie wiedzieć czemu, potrafię sobie wytłumaczyć czemu on tak robi... np co do studiów, bo bał się reakcji najbliższych, że nie podołał pozaliczać...  dlatego okłamywał bo bał się zawieść, że nie dał sobie rady... ale teraz studiuje i zaliczył, stara się... ale po ostatnim jego wybryku, powiedziałam mu wprost, że nie życzę sobie tego aby jego rozmowy z koleżankami wyglądały jak flirt ( po tym jak zobaczyłam, że do jednej napisał że będzie zazdrosny jak się ona spotka z kolegą...) a teraz od kilku dni wiem, że właśnie w takim kontekście z nimi pisze... jedna mu odpowiedziała, "chcesz przyjść na noc, a przecież masz dziewczynę" ( tak w ogóle jesteśmy zaręczeni, ale on słowa narzeczona do koleżanek i kolegów nie używa) to on odpowiedział, że to żarty przecież, ale kurcze, dziećmi już nie jesteśmy żeby tak pisać, żarty mogą być zupełnie inne... ;/ mi w żadnej rozmowie, przez gardło nie przejdzie żadne słowo które wiem, że jakby usłyszał, że mogło by go zaboleć... nie potrafiłabym teraz do kolegi powiedzieć, że mi się podoba... on to mówi do 3... w ogóle ja nic nie robię za jego plecami.. on o tych koleżankach też mi nic nie mówi.. wiem tylko dlatego, że jego zachowanie nauczyło mnie być wścibską... i dla własnego dobra trzymam rękę na pulsie..

4

Odp: Ranione serce nieustannie...

Kochana,zgadzam się z tobą w 100%, że bronisz go...ty w tym związku tracisz godność (zniżając się do szperania, grzebania, sprawdzania), a gdzie zaufanie u was? nie ma, a to przecież podstawa związku. Partner ma być jak najlepszy przyjaciel...twój jest kłamcą, manipulantem i zdrajcą. Jeśli myślisz o założeniu rodziny to pomyśl jakim on będzie mężem? jakim ojcem? Związek to "dawać i brać"...a u was ty dajesz całą siebie, a on ci rzuca ci ochłapy. Nie wróże wam szczęśliwego życia...bo ono już jest smutne. Uciekaj od niego, zmarnujesz sobie z takim tylko życie. Kochasz go za bardzo...a czy on ciebie? czy facet który kocha swoją kobietę pisze do innej czy może w nocy wpaść? dziw..arz tak pisze, a nie partner, ukochany, narzeczony. Życie to nie bajka tej ropuchy w księcia nie zamienisz.

5

Odp: Ranione serce nieustannie...

LINKA daj sobie spokój z nim. Widać że kłamstwo to u niego codzienność. To co wyprawia przez telefon z koleżankami to wogóle jakieś nieporozumienie. To dzieciak.
Postaw mu jasne konkretne warunki-jak mu na tobie zależy to nie będą mu sprawiały problemu.

6

Odp: Ranione serce nieustannie...

zdaje sobie sprawę z tego, że to jest toksyczny związek... tym bardziej, że nie powiem dla mnie jest bardzo dobry, wręcz cudowny, pomocny... ale wobec mnie to już inna bajka... do tej pory chyba nie dociera do mnie, że on faktycznie najwidoczniej ma taki charakterek...jak się kogoś kocha i planuje przyszłość to potrafi się stosownie zachować... słowa ranią nieraz bardziej niż czyny... on tego nie rozumie... ale nie jest łatwo mi go zostawić.. nie wiem czy potrafię sad i mam obawę, że już każdy jest taki.. a co jeśli gorsi? sad nie mogę sobie poradzić z myślami sad

7

Odp: Ranione serce nieustannie...

GORKA... postawiłam mu ostatnio (po ostatniej rozłące) jasne warunki.. później mu powtórzyłam, że nie życzę sobie, żeby jego relacje z koleżankami tak wyglądały jak wyglądają...powiedziałam, że jego zaglądanie na takie dziwne strony obniża moją wartość i daję mi do zrozumienia że ja go nie zadawalam na tyle ile powinnam.. obiecywał, że tak nie będzie bo świata po za mną nie widzi... jestem teraz wręcz pewna, że to z mojej winy.. bo zobaczył że łatwo może mnie odzyskać.. sad ale ja nie potrafię przeżyć dnia bez niego sad
kurczę.. może on w jakimś stopniu jest uzależniony od cielesności... od tych przyjemności... skoro musi z każdą o tym pisać i dzień w dzień się zaspokajać... mętlik w głowie.. łzy w oczach.. serce kłócące się z rozumem.. ;( nie wyrabiam:(

8

Odp: Ranione serce nieustannie...

Piszesz że jest dla ciebie cudowny-ok ale dla innych też jest cudowny. Dla swoich koleżanek i dla koleżanek z portalów erotycznych też zapewne jest miły.:)  smile

Zastanów się jakie chcesz mieć życie. Ciągłe adorowanie i smsy do innych kobiet-zaakceptujesz to?

9

Odp: Ranione serce nieustannie...

Oj kochana, moim zdaniem postawiłaś mu jasne warunki, rozmawiałaś, dałaś szansę...co możesz jeszcze zrobić? chyba już nic. On obiecywał ..a może mówił to co chciałaś usłyszeć?. Rozumiem, że kochasz go bardzo mocno, ale miłością go nie odmienisz. Jeśli sobie naprawdę nie radzisz i widzisz że "kochasz za bardzo" to może psycholog? możemy tu pisać miesiącami, ale  ja nie wierze, że on się zmieni...dostał już tyle szans od ciebie i żadnej nie wykorzystał. Ty tu się smucisz a on co? szuka okazji żeby po bzykać. Zacznij zajmować się sobą, nauką, hobby, powychodź z ludźmi a może dostrzeżesz, że możesz dobrze się czuć bez niego i że życie jest ciekawe i nie warto marnować czasu na ludzi, którzy nas maja  w poważaniu.

10 Ostatnio edytowany przez linka89r (2011-03-30 12:44:21)

Odp: Ranione serce nieustannie...

GORKA masz rację.. zupełnie o tym nie pomyślałam.. teraz faktycznie dopiero zdałam sobie sprawę, że on taki uczynny pomocny i kochany jest dla każdej...

A przenigdy nie zaakceptuje tego.. mam dopiero 22 lata ale od zawsze wiem, że ja potrzebuje stabilnego związku opartego na silnej więzi...bo zawsze mi tego w rodzinnym domu brakowało..
nie toleruje jak to mówią skoków z kwiatka na kwiatek...

11

Odp: Ranione serce nieustannie...

ALEXYTYMIA popieram cię w każdym słowie.
Dodam jeszcze że: linko nie pokazuj mu tak wylewnie że żyć bez niego nie możesz. Widać on o tym wie i to wykorzystuje. Pogadaj z nim jeszcze raz na poważnie i stanowczo powiedz że jeżeli z tym nie skończy to koniec.

Współczuję ci naprawdę i zarazem podziwiam że masz tyle siły i nadal z nim jesteś.

12

Odp: Ranione serce nieustannie...

od zawsze musiałam być silna, aby jakoś przetrwać.. brak ojca to sprawił..

i macie rację, ja mu bardzo okazuję to że go kocham ponad wszystko... że mi cholernie zależy, nawet czasem myślę że to ja bardziej pracowałam na nasz powrót do siebie..

może, teraz ja odpuszczę trochę.. zacznę się zachowywać troszkę jak od on, swobodniej.. ?
Może się okaże czy jemu zależy jak uświadomi sobie, że mnie traci? Bo teraz wie, że ma mnie blisko, dlatego pozwala sobie na wiele bo tak naprawdę nic wobec mnie robić nie musi...

A do psychologa chciałam iść ale z pieniążkami licho sad bardzo, bo wiem, że sobie nie radzę.. szukałam nawet chociaż konsultacji online.. ale wszystko kosztuje.. dlatego jestem TU żeby chociaż móc z kimś porozmawiać i odciążyć swoje serce i rozum...

13 Ostatnio edytowany przez GORKA (2011-03-30 13:03:58)

Odp: Ranione serce nieustannie...
linka89r napisał/a:

od zawsze musiałam być silna, aby jakoś przetrwać.. brak ojca to sprawił..

i macie rację, ja mu bardzo okazuję to że go kocham ponad wszystko... że mi cholernie zależy, nawet czasem myślę że to ja bardziej pracowałam na nasz powrót do siebie..

może, teraz ja odpuszczę trochę.. zacznę się zachowywać troszkę jak od on, swobodniej.. ?
Może się okaże czy jemu zależy jak uświadomi sobie, że mnie traci? Bo teraz wie, że ma mnie blisko, dlatego pozwala sobie na wiele bo tak naprawdę nic wobec mnie robić nie musi....

Nie dość że silna to jeszcze mądra!!! Brawo -życzę powodzenia!!!

14

Odp: Ranione serce nieustannie...

LINKA ja wyznaję zasadę że jak się raz skłamie to będzie się kłamać dlatego jeżeli te kłamstwa Cię bolą to daj sobie z nim spokój bo będzie zapewne coraz gorzej a nic gorszego jak zyć z osobą ktora prowadzi podwójne życie
życzę powodzenia i 3mam kciuki

15 Ostatnio edytowany przez linka89r (2011-03-30 13:21:26)

Odp: Ranione serce nieustannie...

GORKA Miło, że tak uważasz smile aż się w końcu uśmiechnęłam smile

Tylko z drugiej strony, będę teraz postępować wbrew sobie... łatwe to nie będzie... sad

i znowu wychodzi na to, że tylko ja muszę się poświęcić...

Ta walka wewnątrz mnie wykańcza sad

16

Odp: Ranione serce nieustannie...

mm.rr
ja też zawsze tak myślałam sad tylko zostawić nie jest tak łatwo... 3 lata to dla mnie kawał życia... narzeczeństwo.. nasze plany..

ja jak się angażuję to całą sobą.. dlatego tak mnie to boli sad

17

Odp: Ranione serce nieustannie...
linka89r napisał/a:

ja jak się angażuję to całą sobą.. dlatego tak mnie to boli sad

linka to nie jest głupie że człowiek się angażuje w związku i poświęca ale głupie jest to dla kogo to robisz.
Sama piszesz że to tylko ty troszczysz się żeby było dobrze a widzisz że on tylko pogarsza sytuację i na dodatek w dupie ma twoje prośby czy warunki aby się zmienił.

18

Odp: Ranione serce nieustannie...

GORKA.. patrzy w oczy i mówi, że się zmieni bo mu niby zależy.. ale mówi to bo wie co ja chce usłyszeć albo potrzebuje więcej czasu sad z drugiej strony ja go nie proszę o gwiazdkę z nieba.. żeby to musiało tygodniami trwać..

Tak samo jak zaufanie tak i bycie uczciwym powinno być podstawą normalnego związku.. czy ja naprawdę wymagam cuda na kiju? hmm

19

Odp: Ranione serce nieustannie...

Linka jak dobrze znam te zachowania twojego partnera, które opisujesz. Te wszystkie kłamstwa, portale i strony. Nie ciesz się że nie zakłada nowych kont, mógł po prostu zmienić swój link.
Jego postępowanie wskazuje na to że On jest seksoholikiem. Jest to uzależnienie od seksu, czy to wirtualnego, czy rzeczywistego. Mogą to być na dziś tylko filmy, tylko listy, tylko flirty, ale jak nie będzie się leczył to na tym się nie skończy. Seksoholik stale potrzebuje nowych doznań i jak mu przestanie to wystarczać pójdzie dalej. Te kobiety na prawdę dla niego nic nie znaczą, są tylko po to aby zaspokajać jago potrzeby. A seksoholik nie potrafi radzić sobie z emocjami, seks służy mu do wyładowywania wszystkich emocji, czy to złych czy dobrych. Musi podjąć leczenie, inaczej z tym nie skończy, aż nie spadnie na dno albo się zniszczy. Ty jesteś młodziutka, nie macie dzieci, wspólnego domu , zobowiązań finansowych, spróbuj odejść od niego. Związek z taką osobą cię zniszczy, chyba, że On podejmie leczenie, ale musisz mieć świadomość, że seksoholikiem jest się całe życie i leczenie musi trwać non stop. Są mitingi dla anonimowych seksoholików, które mogą stanowić kontynuację leczenia po terapii. Ale żeby przejść skutecznie   terapię, trzeba zdawać sobie sprawę z uzależnienie i chcieć się leczyć.
Linka może nie tu leży twój największy problem? Piszesz,że musiałaś o wszystko walczyć i jesteś twarda. Ale czy wiesz jak zawalczyć o siebie? Na niego nie działają Twoje zakazy, nakazy czy warunki stawiane przez Ciebie. Pewnie On na prawdę Cię kocha, i dla niego On Cię nie zdradza, tylko flirtuje, tylko ogląda, tylko pisze. Ale to nie chodzi o to  czy On czuje że Cię zdradza, tylko czy Ty czujesz  się zdradzana? 
A w Polsce  nie trzeba mieć pieniędzy aby iść do psychologa, jest sposób na skorzystanie z porady i terapii bezpłatnie. Jak  chcesz to Ci napiszę jaki. Poza tym Ty  masz cechy współuzależnienia, pewnie wypracowałaś sobie to w dzieciństwie. Piszesz że wychowywałaś się bez ojca, może masz młodsze rodzeństwo, za które czułaś się odpowiedzialna, albo mamę która bardzo na tobie polegała,a Ty przejęłaś  część jej obowiązków? Takie dzieciństwo sprzyja rozwojowi współuzależnienia. Trafiłaś na faceta uzależnionego i zadziałało, a teraz nie  potrafisz tego skończyć. Jak chcesz napisz na mojego e maila wyślę Ci parę książek które pozwolą Ci zrozumieć Siebie, i swoje postępowanie. Jego na razie nie "lecz", do puki  nie zrobisz porządku z sobą. On qma tak silne  systemy zaprzeczania i wyparcia, że przyrzeknie wszystko czego będziesz tylko chciała, ba On w czasie jak będzie przyrzekał będzie w to wierzył, ale tylko wtedy. Dla seksoholika jak czegoś Ty nie wiesz to tego nie  ma, przecież On Cię nie krzywdzi bo Ty nie wiesz. Jest to chore, ale tak jest, bo On musi poradzić sobie z emocjami, i ja wyładować, a seks to jedyny sposób jaki zna.

20

Odp: Ranione serce nieustannie...

linka89r, Kochana po pierwsze dostrzegam w Tobie dużą tolerancje do tego wszystkiego co on Ci robi... Ciezko to czytac a co dopiero wyobrazić sobie.. Jedna kobieta juz by dawno odeszla i za wszelka cene ukladala by zycie na nowo inna tak jak Ty by cierpiala tkwiac w martwym punkcie kazda z nas ma inna hierarchie inne pragnienia, mamy rozny stopien przezywania uczuc..  Dostrzeglam rowniez w Twojej wypowiedzi takie pragnienie silnej wiezi z partnerem... co wlasciwie powinnas zrobic aby taka wiez wytworzyc? przede wszystkim dobrac do swojego celu partnera z ktorym taka wiez da sie wytworzyc.. zastanow sie czy wlasnie z nim jestes w stanie zbudowac to czego pragniesz...to bardzo wazne bys w myslach nic nie idealizowala i zdawala sobie sprawe z wszystkich minusow.. jezeli zwrocisz uwage na wszystkie cechy jakie sa potrzebne Twojemu idealnemu partnerowi by mogl razem z Toba wytworzyc silna więź to zaczniesz zauwazac u innych te cechy ktorych potrzebujesz... to nie ejst łatwe...szukasz do wszystkiego usprawiedliwienia bo nie potrafisz przyjac do siebie faktów, ktore ranią... ale sprobuj wyobrazic sobie kolejne lata w tym bolu w ktorym teraz tkwisz... czy tego wlasnie chcesz?? Czy Ty naprawde wierzysz, ze on jest wierny i bedzie az do smierci? przemysl rowniez sprawe wlasnej godnosci, wlasnych potrzeb... sadze, ze sytuacja w ktorej sie znajdujesz jest toksyczna, ale silnie Cie uzaleznia.. Jedno jest pewne, powinno sie dazyc do spelnienia swoich pragnien ale czy akurat ta droga je osiagniesz?

21

Odp: Ranione serce nieustannie...
linka89r napisał/a:

GORKA.. patrzy w oczy i mówi, że się zmieni bo mu niby zależy.. ale mówi to bo wie co ja chce usłyszeć albo potrzebuje więcej czasu sad z drugiej strony ja go nie proszę o gwiazdkę z nieba.. żeby to musiało tygodniami trwać..

Tak samo jak zaufanie tak i bycie uczciwym powinno być podstawą normalnego związku.. czy ja naprawdę wymagam cuda na kiju? hmm

No i znowu sama sobie odpowiadasz. Tak linko nie wymagasz niczego niezwykłego .To on robi coś nie tak dlatego jeszcze raz napiszę: postaw mu konkretny warunek,podaj konkretny czas w jakim ma się zmienić,tupnij nogą!!!
Jeżeli mam coś ci  doradzić to uważam że jeżeli nie spełni tego co mu powiesz to zerwij z nim. Wiem że to trudne bo długo ze sobą byliście ale pomyśl lepiej teraz to zrobić niż angażować się nadal w związek bez przyszłości.

22

Odp: Ranione serce nieustannie...

Invisible jeżeli chodzi o mnie to mylisz się mówiąc że tkwię w jednym punkcie. Ja idę stale do przodu. W jednym punkcie stoją te osoby , które uzależniają swoje szczęście od drugiej osoby. Postanowiłam, zostać z moim M seksoholikiem, nie dla tego że nie wyobrażam sobie życia bez niego i bez względu na to co On zrobi będę trwać przy nim. Moje życie z Nim  było dobre z Nim, Jak się dowiedziałam o jego drugim życiu, przeszłam ciężkie chwile . Musiało minąć trochę czasu zanim sobie to poukładałam. Żeby dać Mu jakąś szansę postawiłam warunek 'koniec chorych  zachowań i leczenie" . Niespełnienie tego warunku równało się koniec szansy i koniec małżeństwa. Faktem jest że to Ja pokazałam mu drogę gdzie ma iść i do kogo, aby podjąć leczenie. Ale leczy się sam i widać tego efekty.   I to jest moja decyzja,  że chcę z nim zostać, ale nie bez względu na wszystko. Ja nie byłam jego towarzyszką wq ukrywaniu ,wiedzą Jego rodzice i nasze dzieci dorosłe i musiał to sam im powiedzieć.

23

Odp: Ranione serce nieustannie...

macie wszystkie rację... muszę w końcu spojrzeć na siebie w tym związku, bo póki co mimo, że staram się najwięcej zajmuję podrzędną pozycję, mam prawo do szczęścia, jak każdy.

Dlatego po kolejnej bitwie myśli, od dziś moje starania schodzą na dalszy plan, niech zobaczy, że się oddalam, może wtedy nad flirtem postawi mnie i moje potrzeby i może wtedy zrozumie, że to przez jego zachowanie oddalamy się od siebie, a wtedy jeśli mu zależy to powalczy..Tylko czy tak już nie będzie musiało być zawsze? To mnie też martwi.. Ale może jak w końcu zobaczy, że potrafię tak, to może zmądrzeje?

Po za tym, przed chwilą dostałam informację, że pewna firma zaprasza mnie na rozmowę w sprawie pracy smile Dodam, że bardzo mi akurat na tej firmie zależało smile Czyżby mały pstryczek od losu? Abym w końcu ruszyła do przodu? smile

24

Odp: Ranione serce nieustannie...

kachna66

Podalam akurat dwa uogolnienia tworzące pewien schematyzm dzialania w podobnej sytuacji. W życiu nie zaprzecze ze dla Ciebie ta droga aurat stala sie krokiem na przod... i zycze z calego serca powodzenia!

25

Odp: Ranione serce nieustannie...
kachna66 napisał/a:

Żeby dać Mu jakąś szansę postawiłam warunek 'koniec chorych  zachowań i leczenie" . Niespełnienie tego warunku równało się koniec szansy i koniec małżeństwa. Faktem jest że to Ja pokazałam mu drogę gdzie ma iść i do kogo, aby podjąć leczenie.

Tez mu postawiłam warunek, podobny, że musi iść się leczyć bo wieczne życie w napięciu seksualnym nie jest czymś normalnym, obiecywał z łzami w oczach.. i czekam do dziś i nic.. z tym, że nie odeszłam bo mam nadzieję, że szuka pomocy.. porozmawiam dziś z tym i podkreślę bardziej stanowczo, że już najwyższy czas..

Tylko u mnie a raczej we mnie cały problem polega w tym.. że może i jestem osobą bardzo silną, potrafię wiele bólu znieść, potrafię niejednokrotnie właśnie odciąć się od emocji aby mniej cierpieć, ale jednocześnie jestem bardzo słaba.. boję się kolejnej straty w życiu.. boję się, że kolejna osoba którą kocham odejdzie i nie wróci.. i zawsze winy będę szukać u siebie.. niestety sad

sama widzę to, że moje myślenie wzajemnie się wyklucza... i jak to ogarnąć sad

26

Odp: Ranione serce nieustannie...

Linka a czemu Ty niby masz być winna? Spróbuj określić i nazwać złe uczynki które popełniłaś.

27

Odp: Ranione serce nieustannie...

Linka z tego co piszesz wynika, że bądź wychowywalas nie w rodzinie niepelnej badz w pewnym momencie stracilas kogos bliskiego? wszystko jedno jakby nie bylo, wyczuwam ze probujesz powiazać sytuacje z dziecinstwa z Twoim obecnym zwiazkiem... zastanow sie dlaczego tak robisz?? czy gdyby Twoje dziecinstwo wygladalo inaczej nie moglabys nigdy znalezc sie w tej sytuacji w ktorej jestes?

28

Odp: Ranione serce nieustannie...

Oczywiście  że by mogła. Ale inaczej by reagowała gdyby miała "zdrowe" dzieciństwo.

29

Odp: Ranione serce nieustannie...

Najbardziej polecalabym Ci zaczac oczekiwac zmian...ale od siebie nie od tego mezczyzny...zmian ktore zmienia Twoje podejscie, Twoje poglady, Twoje wartości na takie, ktore dadza Ci satysfakcje psychiczna...Sama wiesz co jest najlepsze dla Ciebie...daz do tego.. Nikt nie da Ci zlotego srodka na Twoj bol... Ale wiem, że jezeli bedziesz wyobrazala sobie milosc taka ktora przynosi Ci szczescie...to osiagniesz to zanim sie obejrzysz... bo za marzeniami beda powoli szly kroki w tym kierunku pozwalajace podejmowac rozsadne dezycje...odsun mysli od "ustawiania", "szpiegowania", "sposobow na wywolanie zmian" u swojego partnera...to nie ma sensu jezeli sama nie bedziesz na tyle silna, by moc wyobrazac sobie zycie bez niego!

30

Odp: Ranione serce nieustannie...

dla sprostowania, w pewnym momencie mojego życia mój ojciec po prostu od nas wyprowadził się..

I nie próbuje powiązać tych dwóch sytuacji, jedynie obawiam się kolejnej straty kogoś kogo kocham.. I gdyby dzieciństwo wyglądało inaczej, na pewno bym mogła znaleźć się w takiej sytuacji, ale czy inaczej bym reagowała ciężko przewidzieć? Moje życie ukształtowało mnie tak a nie inaczej i muszę pod obecną sytuację znaleźć rozwiązanie.. Gdybać bym mogla długo na temat na kogo bym mogła wyrosnąć.. W mojej sytuacji po prostu bardziej potrzebuję stabilizacji, może w innym wypadku ten okres życia nadszedł by później. Nie wiem..

do Kachna66, szczerze.. ja próbuję chyba tylko winy szukać u siebie... nawet myślę, że to przez mój brak akceptacji jego zachowania jestem w takiej a nie innej sytuacji.. choć, że wiem, że ja go tylko usprawiedliwiam tym, że siebie obarczam naszą sytuacją...
z mojej strony żadnych złych uczynków nie było..

31

Odp: Ranione serce nieustannie...

"W mojej sytuacji po prostu bardziej potrzebuję stabilizacji"

Niewazne w jakiej sytuacji znajdowala bys sie, zawsze mozna zapragnac stabilizacji... sadze ze jakis okres czasu musialas zyc z mysla "a co jezeli mi sie tak stanie" jak w domu rodzinnym ...wiec sam fakt wzbudza strach...ktory moze byc wiekszy niz u osob z rodziny "spelnionej" co z kolei moze popychac Cie do takiego myslenia a nie innego...do myslenia w ktorym dominuje  zwiększony strach o to ze utracimy kogos...w tym momencie wlaczaja sie mechanizmy obronne i konkretne podejscie, czesto nieadekwatne do tego co Cie naprawde otacza

Nie zaprzeczam, że jest jak opisuje i nie zaprzecze ze Ty masz racje... chcialabym Ci tylko podpowiedziec, zebys rozpatrzyla swoje zycie... pod wieloma aspektami.. skad poczucie winy...skąd strach, skad te mysli ktore kaza Ci tolerowac rzeczy ktore sprawiaja Ci bol.. i dlaczego "musisz" to akceptowac w zamian za slowa o miłości od swojego partnera...

32

Odp: Ranione serce nieustannie...

Linka to mam dla Ciebie dobrą wiadomość  i powtarzaj to sobie jak mantrę .TY NIE JESTEŚ NICZEMU WINNA. Bardzo dobrze Ci napisała Invisible. Problem jest w tym, że trzeba czasu aby zrozumieć te słowa. Czytaj to co Ci posłałam, a potem proś o więcej to zrozumiesz.  smile smile smile

33

Odp: Ranione serce nieustannie...

dziękuje wam za miłe słowa smile troszkę mi naświetliłyście inny punkt widzenia, po pracy na spokojnie, wszystko sobie od początku poukładam.. prześwietlę swoje życie pod każdym względem i zrobię to co pisałam wcześniej.. lekko się odsunę i się przekonam czy on to dostrzega.. smile

34

Odp: Ranione serce nieustannie...

Linka nie od Ciebie zależy zmiana jego zachowania. W zdrowym związku nie trzeba udawać i się oddalać, by partner zaczął zauważać nasze potrzeby lub przestał robić rzeczy, które nas ranią. Zazwyczaj wystarczy powiedzieć. Jeśli on nie zechce się zmienić i nie podejmie leczenia (sam w sobie dla siebie) Ty mu nie pomożesz chociażbyś stawała na głowie.

Natomiast masz w sobie, jak już dziewczyny pisały powyżej siny syndrom osoby współuzależnionej i stanąć na głowie właśnie próbujesz.

Tylko zadbanie o siebie, swoją psychikę i niepozwolenie mu na dalsze krzywdy może Tobie pomóc. Czy w ten sposób pomoże jemu niewiadomo.

Normalny człowiek, gdy coś takiego zostaje ujawnionego błaga i przeprasza i to przerywa - ewentualnie odchodzi, a on robi to dalej i właściwie jawnie.

Uważaj na siebie, bo możesz zniszczyć swoją przyszłość i ewentualnych waszych wspólnych dzieci.

35

Odp: Ranione serce nieustannie...

Witam was moje drogie ponownie, postanowiłam ponownie odświeżyć mój wątek ponieważ...w końcu powiedziałam dość. Od czasu napisania ostatniego postu wiele rzeczy się wydarzyło, które na pewno nie świadczyły o tym, że ON chce się zmienić... jedyny postęp był taki, że w maju ubłagałam go by przestał flirtować...Ale to na tym koniec... Jego bilingi były przerażające nadal... ciągle te filmy... te portale... pisanie dobranoc i nocne wychodzenie .... W wakacje wielokrotnie mu mówiłam, że się zastanawiam, czy ja go naprawdę jeszcze kocham i czy chcę z nim być, niby się wystraszył, niby coś zrozumiał, ale gdzie tam... Studia zawalił po raz kolejny, pracy nie szukał, non stop tylko filmy.. prosiłam go, żeby poszedł do seksuologa, obiecywał, że pójdzie i tyle... Powiedziałam sobie, że jeszcze jeden najmniejszy incydent i kategorycznie mówię dość. I stało się, 19 listopada powiedziałam dość, czas w końcu pomyśleć o tym, że o szczęście w związku prosić się nie powinnam. A wydarzyło się tak, ponieważ, może dość błachy powód, ale ustawił opis na gg świadczący o tym, że już nie jesteśmy razem. Bardzo mnie to zdziwiło bo dzień wcześniej było wszystko OK, wręcz idealnie o dziwo.... No ale wymusiłam w końcu na nim by powiedział prawdę i okazało się, że opis ten skierował do swojej byłej z która pisał do nocy... zasnął i opisu nie zdarzył zmienić... A w opisie chodziło o to, że wszystko jeszcze mogą naprawić, że jeszcze nie jest za późno, że wystarczy jej gest jej słowo a on znów może być jej... w dodatku rozmawiali o tym czy coś nadal czują do siebie..., (ona ma dziecko z innym) pisał, że może gdyby byli razem, córeczka była by jego, że byłby przeszczęśliwy, że jak ją spotkał ostatnio nie mógł się na nią napatrzeć... itd... To był dla mnie decydujący pstryczek który mi zafundował... Nie czekałam nawet dnia dłużej, rozstałam się z nim jeszcze tego samego dnia... Oddałam pierścionek zaręczynowy, powiedziałam KONIEC.... Przez pierwsze dni coś pisał, coś niby się starał... Po jakimś tygodniu już mu się  odechciało... Nadszedł dzień (niedoszłej) rocznicy, pomyślałam, że może jeśli faktycznie ta sytuacja go czegoś nauczyła, to zrobi wszystko by mnie odzyskać ... Dostałam jedynie smsa, że idzie z kumplami na piwo... pomyślałam, że może pisze tak celowo i się zjawi... niestety, zadzwonił ok 23 pijany... strasznie ciężko było mi to przetrwać... nie mogłam się pozbierać po rozstaniu... dniami, nocami płakałam, ale powiedziałam sobie, że wolę pocierpieć po rozstaniu, niż cierpieć będąc z nim... Mijały dni, on się odsunął jeszcze bardziej, do znajomych strasznie mnie obgadywał, wymyślał rzeczy niestworzone na mój temat... że mi było ciągle mało i mało, że nic nie doceniałam, że w ogóle on z takim tyranem wytrzymywał... było też wiele niemiłych incydentów ale to już nie warte są opisania..... Niebawem miną 3 miesiące od rozstania... a ja muszę przyznać, że jest mi lepiej, cieszę się, że wzięłam się w końcu za własne szczęście... smile Bardzo żałuję, że nie posłuchałam waszych rad wcześniej.. ale widocznie musiała dojrzeć we mnie ta myśl smile teraz wiem, że zasługuję na więcej i wiem, że sama tkwiąc w tym chorym układzie, obniżałam swoją wartość... teraz wiem, że mogę żyć z uśmiechem na buzi smile Musiałam to napisać, musiałam jeszcze resztkę emocji, złości i frustracji wyrzucić z siebie, a może przeczyta to ktoś kto równie boi się odejść i uwierzyć w swoją wartość? Nie jest łatwo, ale jest to warte zaryzykowania. Teraz wiem, że wybrałam dobrze smile

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ranione serce nieustannie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026