witam... jestem tu nowa
i powód mojej obecności jest raczej oczywisty ![]()
nie chce mi się rozpisywać - 10 lat związku, prawie 6 lat małżeństwa, 2 dzieci... tzw "idealna para", mąż odnoszący sukcesy w pracy, pracoholik, i ciężki w pożyciu (pefrekcjonista, nerwus, z ciężkim dzieciństwem, itp)... ja wpadłam w pułapkę "Matki Polki", poświęcenia, otaczania troską i zapewniania dobrych warunków...
Mąż uwikłał się kilka miesięcy temu we flirt... dowiedziałam się - zagroziłam - obiacał... okazało się, że oszukiwał, że dalej to ciągnął. Postanowiłam odzyskać siebie... poszłam do psychologa, odchudziłam się mocno
, zapisałam na podyplomowe, staram się uniezależnić emocjonalnie od niego. Zrozumiałam, że dam sobie radę i bez niego, że jestem silna... ale również, że go kocham i chcę byc z nim...
Miesiąc temu przypadkowo dowiedziałam się, że to ciągle trwa - i niestety wyrwało się z ram flirtu - że włączyły się uczucia i zakochali się...
Strasznie zabolało i boli. On twierdzi, że nigdy nie chciał i nie chce mnie opuścić, że chce być ze mna, że dla niego to rownież trudne, żebym nie zwątpiła w jego miłość i żebym mu dała szansę i możliwość zamknięcia tego między nimi.
Wiem, że to może zabrzmi naiwnie.. nie wiem jak... ale mam w sobie jakąś taką siłę i chęć naprawienia tego co się popsuło... I mam wrażenie, że to jest taka chęć głęboka, nie obawa przed samotnością, przed "skandalem"... mam ciągłe przekonanie, że to jest dobry człowiek, tylko na zakręcie.
Jedno tylko nie daje mi spokoju... czy jeśli się zakochał w tamtej, czy on będzie umiał to zamknąć i czy faktycznie mnie kocha... w przypadku kobiet wydaje mi się to niemożliwe, ale może mężczyźni jakoś to rozdzielają? Czy jest możliwe po czymś takim, żeby był szczęśliwy u mojego boku...? ...
Nawet nie wiem co chciałabym od Was usłyszeć ![]()