Słuchajcie, idzie wiosna, wszędzie jakoś częściej dostrzega się pary, miłość kwitnie
Nie wiem, może to przez tą aurę wiosenna
I postanowiłam sobie, że jeśli kogoś już znajdę, chciałabym się zmienić... wiem, że często związki nie udawały się w większości przeze mnie, bo otaczałam Go "ze wszystkich stron" , nie ufałam, wszędzie, we wszystkich sprawach widziałam zdradę, spisek, kłamstwo...:( Wiem, że to jest chore, z tego co czytałam wiele Waszych postów, nie jestem z tym sama, ale powiedzcie jak się z tego "wyleczyć"?
Jak po prostu zaufać, dać trochę przestrzeni drugiej osobie, ale jednocześnie jej nie tracić...?
Wiem, że to głupie, ale w moim przekonaniu jest tak, że jak przestane 'szpiegować', panować nad sytuacją i przestanę trzymać go na krótkiej smyczy, to mi ucieknie, znajdzie inną... A wiem, że to co robię powoduje właśnie to, że oni uciekają i że to złe podejście...
Proszę, pomóżcie uwierzyć mi w to, że da się zaufać! Jak to zrobić? Jak zmienić podejście?
Pomóżcie, nie chcę żeby zawsze każdy ode mnie uciekał:)
Podobne tematy
Maya, przede wszystkim musisz uwierzyć w to, że jesteś wyjątkowa, wspaniała, i że jesteś cudem, który przydarzył się Twojemu facetowi. Popracuj nad samooceną. Jaką ją masz, skoro uważasz, że musisz trzymać partnera na smyczy, osaczyć go, bo inaczej ucieknie od Ciebie?
Dobrze, ze jesteś krytyczna wobec siebie, ale myślę, że bez pomocy psychologa sie nie obejdziesz, bo źródła Twoich problemów tkwią w przeszłości.
Pozdrawiam!
Może i masz rację... Coś w tym jest- na pewno mam b. niską samoocenę i to jest prawda... Zawsze każda jest ode mnie lepsza, ładniejsza, bardziej odpowiednia... itd... nigdy nie myślałam o psychologu, bo chciałabym sama się z tym uporać:/
4 2011-03-19 21:56:43 Ostatnio edytowany przez Miriam (2011-03-19 21:57:43)
Maya373 chorobliwa zazdrość (jak już napisały dziewczyny) dotyczy osób, które mają niskie poczucie własnej wartości i myśli, że inni są ładniejsi, lepsi...
Ale zazdrość nie jest wrodzona, lecz wyuczona dlatego jeśli sami sobie z nią nie radzimy, to warto skorzystać z pomocy i porady psychologa.
A, że warto coś z tym zrobić to już chyba nie muszę Ciebie przekonywać, bo z własnej autopsji wiesz, zazdrość jest zabójcza dla związku dwojga ludzi.
Miłość nie polega na ciągłej nieustannej walce z partnerem. Nie dostajemy "prawa własności" do innej osoby gdy zaczynamy się z nią spotykać, ba nie mamy go nawet po ślubie.
Uwierz, ze choćby cię kochał nad życie, nie będzie umiał być z Tobą, bo nikt nie lubi być ciągle o coś oskarżany i podejrzewany.
Wiem, wiem
Nie chciałabym iść do psychologa, bo źle mi się to kojarzy... bez urazy oczywiście... ale chcę być myśli, że nie jest ze mną aż tak źle, żebym nie mogła pomóc sobie sama... Nie wiem, nie mam pojęcia ![]()
Idź do psychologa, będzie Ci lżej, to nie jest tak że psycholog pomaga Tobie, to Ty sama dzięki niemu zaczynasz zauważac co jest nie tak, czego naprawdę chcesz, skąd problem i jak go rozwiązać. sama zaczynasz to widzieć , widzieć rzeczy o których wcześniej nie zdawałaś sobie sprawy bądź nie przypuszczałaś że chodzi akurat o to i o to..
więc idź..