Moja przyjaciólka- zawsze starałam sie jej pomagac w miare moich możliwości, zawsze ją wspierałam, była mi bliską osobą, prawie nigdy sie ze sobą nie kłuciłysmy a jesli tak sie stało dążyłam by wyjasnic nie porozumienia, kochałam ją jak siostre i jej ufałam.
Mój facet, jak to facet był dla mnie kimś komu zaufałam, kogo dażyłam wielkim szacunkiem, imponował mi.
I on i ona byli ludzmi na których bardzo mi zależało, uważałam ich za swoich anołów. Chociaż moja przyjaciółka nie lubiła mojego faceta ze wzxajemnością nigdy do poważnych spiec nie doszło. Miałam nadzieje, że kiedyś sie polubią, bardzo tego chciałam...i chyba za bardzo ale nie aż tak...
Historia zaczyna sie od tego, ze pewnego wieczora poznałam przez przyjaciółkę Marka bardzo fajnego faceta i zauroczyłam sie nim po tyg okazało sie , że nic z tego nie bedzie. Krótko po tym zaczełam sie spotykać z obecnym facetem, ale juz nie chciałam sie angażowac...ironia losu....tak sobie mówiłam, nad uczuciami nie można panować no i nie zapanowałam, nie bedąc świadoma tego, za wszelka cenę odsuwałam od siebie tą myśl.
Gdy poznałam go z moją przyjaciółką nie przypadli sobie do gustu, ona mówiła, że jest facetem bez jaj, on, że ona jest pusta. Przyjacółka mówiła żebym z nim zerwała ale ja wiedziałam , że mi na nim zależy tylko nie wiedziałam , że aż tak. Nie uległam manipulacjom. Pewnego wieczora mieliśmy wszyscy iśc na impreze, gdy oznajmiłam jej, że biore ze sobą chłopaka wkurzyła sie, bardzo ją to zirytowało, pokłuciłyśmy się. Po godz. napisała mi smsa w którym mnie przeprosiła.Miało być wszystko ok.
Gdy dotarliśmy na imreze okazało się, że jest tam Marek- facet w którym się fatalnie zauroczyłam, poszłam z nim porozmawiać, on mówił, że bardzo mu na mnie zależy, chciałby naprawić swój błąd, trzymał mnie za ręce i przytulił- mój błąd, że mu na to pozwoliłam...jak go zobaczyłam wydawało mi sie, że nadal mi na nim zależy tym bardziej że sprawy miedzy nami nie zostały wyjasnione. W tym momencie mój obecny facet to obserwował, miał prawo sie zdenerwować, poczuł się zdradzony, widząc to. Oddał mi numerek od szatni i kazal wybrac "IDZIESZ ZE MNA CZY ZOSTAJESZ" nie wiedziałam co mam robić, miałam mieszane uczucia, nie chciałam wybierać....nic nie powiedziałam zostałam.
Moja przyjaciółka pojechała z nim do mojego domu po jego rzeczy i miała wrócic do mnie. Gdy do niej zadzwoniłam po jakimś czasie powiedziała , że jest juz w domu.
Nastepnego dnia gdy sie obudziłam wiedziałam, że popełniłam błąd, czułam, że kogoś straciłam . Chciałam żeby mi wybaczył ale nie śmiałam go o to prosić, zawiodłam go!
Podczas gdy się rozstawaliśmy przyszła moja przyjaciółka, podałam mu ręke na pożegnanie i życzyłam by znałazł prawdziwe szcżęście bo jest wspaniałym facetem, on milczał.Weszłam do bramy i sie rozkleiłam to tak bolało. .W domu przyjaciółka wyznała mi iż tej nocy była razem z nim, pojachali ok. 50km za miasto na jego działkę i uprawiali seks w samochodzie....Przerzyłam szok, ból jaki teraz czuje jest niczym w porównaniu do tego co czu lam przed tą wiadomością. Moja przyjaciółka i mój facet....
Przepraszała mnie, tłumaczyła że poniosło ich, zadzwoniła po mojego faceta żeby to wyjaśnić, przyjechał, nie mogłam na niego patrzec, teraz już nie czułam sie jak.....tylko na niego tak patrzyłam. Czy miał prawo sie mścic w tak okrótny sposób, z moja przyjaciółką, jakie ona miałam motywy żeby mi to zrobić.
Teraz on prosi mnie o wybaczenie, ona też...Tłumaczy, że nie wiedział co ja do niego czuje i nie myślał wtedy o mnie- czy to go usprawiedliwia? Obydwoje sie wzajemnie obwiniają, ona ma jeszcze faceta który ją bardzo kocha bez wzajemnaości są ze sobą 3 lata.
Chce mu wybaczyć bo wiem że nie jest typem zdrajcy, dobry z niego człowiek i wierny przyjaciel, jestem pierwszą kobieta której to zrobił. Boje sie , że nie potrafie już z nim być, nie potrafie na niego patrzeć jak dawniej nie mówiąc o zbliżeniu fizycznym...cały czas mam ich przed oczami jak to robią.
chce dać im obojgu szanse ale to tak boli!!!!!! Czy można normanie żyć po zdradzie?