witam kochane, jeśli macie ochotę podzielcie się ze mną doświadczeniami "zasiedziałych" przy jednym facecie partnerek. ja mojego wychowuję już tyle czasu i tracę cierpliwość na każdym polu. czy wy także czasem wątpicie w swój wybór, pozdrawiam was wszystkie
Podobne tematy
na mnie jeszcze pewnie czas jesli o to chodzi, ale osobiscie podziwiam takie zwiazki... i mocno kibicuje bo to dla mnie wspaniale. jestem przekonana ze jesli dwoje ludzi dobrze sie dobierze, to zycie wcale nie musi byc nudne i beznadziejne po takim wspolnym czasie razem spedzonym, ale to w duzej mierze zalezy od charakterow i podejscia do sprawy. jak widze np staruszkow idacych i trzymajacych sie za rece.. wspaniale. tez bym chciala cos takiego przezyc. tylko ze teraz coraz trudniej o normalny zdrowy i dobry dlugi zwiazek. to chyba nie te czasy ;/ nowe trendy jak wiemy sie tworza..
pozdrawiam i zycze powodzenia, byc moze to krotkotrwaly stan, ktory niebawem sie poprawi;)
życie pisze różne scenariusze, na początku zachłyśnięci sobą myślimy "na zawsze", po paru latach "chyba na zawsze", czasem po kilku następnych "niestety na zawsze". A dlaczego? Powodów wiele jak stary jest świat? Boję się, że dochodzę do ostatniego etapu, ale co dalej i jak tak dalej żyć, bez poczucia, że może być tak jak na początku. On mówi "czuję się taki stary" a ja nie mam już ochoty roziskrzonym wzrokiem udowadniać mu jego męskości, chcę w końcu czegoś dla siebie. A jak moje drogie jest z wami?
Marakuja, to bardzo ciekawy wątek.
Ja ze swoim mężem jestem długo, bo 33 lata i jest to mój drugi mąż. Pierwsze, nieudane, bardzo nieszczęśliwe małżeństwo było dla mnie przyspieszonym kursem dojrzewania. W drugie wkroczyłam z pogłębiona wiedzą o sobie, swoich oczekiwaniach, zdolnościach do kompromisów i pokorą w stosunku do tego co niesie życie. Nasze małżeństwo jest udane, zawsze dobrze sie rozumielismy. Pewnie, nie raz sie sprzeczalismy o coś co wydawało się ważne w tamtej chwili, a co oceniam z perspektywy czasu jako głupie. Nie żałuję, że z Nim byłam i jestem. Przeżylismy ze sobą szmat czasu i wszystkie etapy, które przechodzi związek. Poślubną gorączkę, narodziny dzieci i czas codziennej krzątaniny, naszą stabilizację i opustoszałe gniazdo. Teraz razem się starzejemy i jest to dosyć przyjemne, bo jest między nami głębokie porozumienie.
Nigdy nie było między nami głebokich podziałów, mieliśmy te same cele. Prawdę mówiąc nie potrafię powiedzieć na czym to wszystko polega. Potrafilismy żyć razem i nie męczyć się nawzajem nierealnymi oczekiwaniami. Obowiązki dzielilismy miedzy siebie bez podziału na te męskie i kobiece. Sprzątało to, które miało akurat czas. Mąż jest bałaganiarzem, wszędzie rozkłada swoje śrubki i kabelki, więc planując budowę domu, zaplanowaliśmy spory pokój na jego skarby. Straszny tam bałagan, ale akceptuję to, bo to jego miejsce i ma prawo mieć tam jak chce. Ja tez mam swoje światy, w ktore mąż nie ingeruje. Nie wychowywaliśmy sie nawzajem. Spotkaliśmy się juz wychowani. Spodobał mi się właśnie taki jaki był i jest, widziałam w nim pokrewną duszę. Niczym mnie po ślubie nie zaskoczył, nie zdziwił, nie zszokował, bo mam takie odczucie, że moje wczesniejsze doświadczenie wyostrzyło mi słuch i wzrok tak bardzo, że potrafiłam trzeźwo ocenić rzeczywistość. Zakochałam się w nim, ale nie byłam ślepa. Dobrze sie poznaliśmy zanim wzieliśmy slub. I znalismy też samych siebie. Ktoś może powiedzieć, że w mojej opowieści za mało jest żaru, a za dużo rozsądku. To nie tak, żar był w swoim czasie, gdy bylismy młodzi, potem przestało to być najważniejsze. Gorączka zmieniła się w bliskość, intymność i poczucie wspólnoty dusz i serc.
Jeśli idzie o rozsądek, to tak, oboje byliśmy i jesteśmy rozsądni i bardzo to sobie chwalimy. Dzięki rozwadze uniknęliśmy slepych uliczek, w które często pakują się ludzie, kierujący się tylko i wyłącznie uczuciami.
Nam jest po prostu dobrze ze sobą!
marena7 zaczarowałaś mnie swoją opowieścią, taką prostą, szczerą i bezpośrednią. Też tak chciałam ale do tanga trzeba dwojga a ja od jakiegoś czasu mam wrażenie ze gram w jednoosobowej drużynie. A jak myślicie, czy wzorce wyniesione z domu, powielamy w naszych związkach? Interesuje mnie czy wasze związki są odwzorowaniem małżeństw waszych rodziców. Może ja popełniam błąd spełniając oczekiwania innych, jak być dobrą żoną, matką córką czy synową. Każdy czegoś ode mnie oczekuje a ja przecież nie jestem w stanie sprostać temu. to przekłada się na relację w związku gdzie facet uważa, ze wszystko mu się należy. Zazdroszczę Mareno tego że wsiadłaś do właściwego statku a port docelowy okazał się tym idealnym, a że to wszystko przy udziale rozumu, kogo to interesuje. Najważniejsze jest twoje szczęście. Gorąco pozdrawiam
Czy nasze związki są odwzorowaniem małzeństwa rodziców....Moje aktualne małżeńswo nie, ale gdybym się nie wyrwała z pierwszego, pewnie by tak było. Pierszy raz wyszłam za mąż z "mlekiem pod nosem" i w stanie totalnego zauroczenia. Gdyby mój ówczesny mąż był choć trochę mniej toksyczny niż był, pewnie kręciłabym się wokól niego do tej pory, tak jak moja matka kręciła się wokół ojca. Matka była dzielną kobietą, ale szczęścia w małżeństwie nie zaznała. Nie zrobiła w nim dla siebie miejsca, całą jego przestrzeń wypełnił ojciec i jego wielkie EGO. Ja tez byłam na takiej drodze, ale NA SZCZĘŚCIE dla mnie, ex szybko pokazał ciemna stronę siebie, w sposób którego nie dało sie długo ignorować. Mój instynkt samozachowawczy kazał uciekać. Instynkt i pomocna dłoń starszej, doświadczonej sąsiadki, która dodała mi odwagi. Odeszłam, wzięłam rozwód. Na szczęście nie mieliśmy, nie zdążyliśmy mieć dziecka. W każdym bądź razie mając lat niespełna 23, byłam juz rozwódką z traumatycznymi doświadczeniami. Te doświadczenia zmieniły mnie , nauczyły uzywać rozumu, zweryfikowały moje poglądy na małżeństwo i udowodniły, że MOJA miłość nie ma siły sprawczej, że pod wpływem mojej miłości ON się nie zmieni. Wyszłam z tego, zanim zdołał zabić we mnie moją godność.
Potem to ja sama kierowałam swoim życiem. Byłam ostrożna i nie ignorowałam nawet drobnych sygnałów przepowiadających uczuciowa katastrofę. Pamiętam, umówiłam się na randkę z chłopakiem, który bardzo mi sie podobał. Przyszedł z kwiatami i....po małej wódce. To była pierwsza i ostatnia randka. Dziś już nie żyje, zapił się na śmierć!
Nie dawałam facetom drugiej szansy, bo dawno straciłam niewinność i naiwność. Nie stac mnie było na kolejną katastrofę.
W końcu spotkałam swojego męża i wszystko wróciło na swoje miejsce. Był drugą połową pomarańczy!
Marakuja, kobiety tak bardzo starają się zasłużyć na miłość, że zapominają o sobie, o tym jakie naprawdę są, czego potrzebują. Troska o siebie, zaspakajanie swoich potrzeb często jest przez nie traktowana jako przejaw egoizmu. Tak jesteśmy wychowywane od pokoleń. Mężczyźni nie maja tego problemu. Ich od pokoleń uczono korzystania z życia. Oni nie mają problemu z dawaniem sobie prawa do bycia takimi jakimi są. Kobiety od pokoleń żyły w opresji, zależne od mężczyzn i nauczyły się, że przetrwać można tylko spełniając ich zachcianki i ignorując swoje.
Dzisiaj ta strategia przetrwania nie ma sensu, bo żyjemy w innych czasach. Jednak przyzwyczajenia zostały i kobiety nadal zbyt często sabotują swoje możliwości i zdolność do partnerstwa w związkach, tak jakbyśmy żyli w dziewiętnastym wieku i od męża tylko zależałoby czy umrzemy z głodu, czy nie.
Mam córkę i wiedziałam, że muszę ją wychować tak, by nie wpadła w pułapkę zależności od mężczyzny. Udało się. Jest dobrze wykształcona, niezależna, dokonuje właściwych wyborów. Potrafiła zakończyć niesatysfakcjonujący związek bez darcia szat i dawania szans w nieskończoność. Wie czego chce i jestem w stu procentach pewna, że potrafi o siebie zadbać.
To jest moja satysfakcja.
7 2011-03-11 13:32:51 Ostatnio edytowany przez katbe (2011-03-11 13:33:32)
Marena..... kolejny raz chylę czoła.... potrafisz zwykłe rzeczy napisać tak, że brzmią jak niezwykłe........ gratuluję talentu
Ja też od ponad 20-tu lat jestem z tym samym facetem...... był moim pierwszym...... został jedynym..... jak na razie......
pobraliśmy się po 5 latach chodzenia..... mieliśmy po 21 lat.... byłam w ciąży........ razem dojrzewaliśmy, pewnie wtedy nawzajem się wychowywaliśmy.... dziś jesteśmy normalnie szczęśliwi...... ale bywało różnie..... i pewnie jeszcze będzie........
fajnie nam razem, wspieramy się, szanujemy, dbamy o siebie nawzajem, czasami się wściekamy na siebie.... potem się godzimy......
:D .... osiągamy kompromis.....
nawet jak doprowadza mnie do szału.... to nie myślę, że to nie ten...... tylko, że ma charakter po mamusi.....
.... zresztą on to wie....
A ja jestem w zwiazku od 4 lat ale byla mala przerwa teraz jestesmy razem mamy coreczke ,moj partner jest po rozwodzie ma synka z tamtego mauzenstwa roznie nam sie uklada ale kto sie czubi ten sie lubi nie zawsze bywa kolorowo ale mysle ze takie klotnie daja sile zeby walczyc o lepsze dni