W dzisiejszych czasach coraz częściej można zaobserwować konsumpcjonistyczne podejście do związku: ocena, ile kto komu może dać, czy w związku z tym warto wchodzić w relację, komu się to bardziej opłaci i dlaczego. Kobiety są bardziej niezależne niż kiedyś, stawiają na własny rozwój i tradycyjny model rodziny (ona dba o dzieci i domowe ognisko, on zarabia) stracił na ważności, a co za tym idzie, obecność w ich życiu mężczyzny nie decyduje o ich "być albo nie być".
Obecnie podchodzimy do bycia z drugą osobą mniej restrykcyjnie, niż choćby kilkadziesiąt lat temu. Jeśli partner nie spełnia naszych oczekiwań, wymieniamy go na "lepszy model". Jesteśmy nastawieni na "lekko, łatwo i przyjemnie" - uważamy (świadomie, czy też nie), że związek ma dawać głównie szczęście i satysfakcję, więc jesteśmy skłonni do rezygnacji z relacji, która wymaga od nas zbyt wiele wysiłku. Także słowa "Kocham Cię" mają dla nas wiele znaczeń: kochamy, bo znaleźliśmy w partnerze pożądane cechy, kochamy, bo czujemy się przy partnerze bezpiecznie, kochamy, bo ktoś podoba nam się fizycznie. Kochamy, bo boimy się być niekochani.
Czy nasi dziadkowie dobrze robili, uznając związek (małżeństwo) za coś świętego, co musi trwać, z czego nie można zrezygnować ot, tak, bo się przestało kochać, bo coś nie pasuje? Czy może lepsze jest to "nowoczesne" podejście, przedstawiające związek niemalże jak rodzaj jakiegoś interesu, opierającego się na zasadzie "jak mi coś dasz, to i ja ci coś dam, a jak nie dasz, to znajdę innego, który mi to da"? Bo po co się męczyć, trzeba szukać swojego szczęścia... Nie twierdzę oczywiście, że w dzisiejszych czasach nie ma ludzi postępujących jak nasi wyżej wspomniani dziadkowie, wiem że są. Jestem po prostu ciekawa, skąd się bierze takie konsumpcyjne podejście do miłości u sporej większości naszego społeczeństwa? Czy jest ono dobre (wygodne?), czy złe?
Z jakiego powodu wchodzimy w związki partnerskie? Boimy się samotności, chcemy być komuś potrzebni, chcemy odnaleźć szczęście? A może po prostu chcemy coś otrzymać od drugiego człowieka, a przy okazji musimy oddać coś od siebie?