W moim przypadku, zależało to od tego czy miłość była szcześliwa, czy nieszczęśliwa. Jak się zakochałam, to przez pierwsze tygodnie chodziłam z głową w chmurach, bujałam w obłokach, ale dawało mi to powera z drugiej strony, chciało mi się działać, robić coś, dostawałam "skrzydeł" i oczywiście efekty były widoczne od razu, wszystko się udawało. Gorzej sprawy miały się, jak wszystko się posypało, w związku, no niestety, ale brak efeków, jest długotrwały w skutkach, tak jakby brakowało motywacji i chęci do pracy... rozumiem pierwsze tygodnie, bo ludzie mają różne problemy, więc wzięłam urlop i wyjechałam.. ale teraz widzę po sobie, że brak mi wiary a pracuje w handlu więc optymizm jest ważny. Moja sytuacja jest spowodowana pewnie nie tylko bólem po rozstaniu, ale też niefajną atmosferą w pracy, bo coś ostatnio się psuje .. a to dodatkowy demotywujący czynnik
Podsumowując.. miłość zapewniała mi większą efektywność w pracy , chciało się, wierzyło się, wszystko było możliwe 