Sprawa wygląda tak.Stałem pod swoim blokiem.Słyszałem awanturę wiec podszedłem do ulicy.Zobaczyłem kolesia który wyzywał swoja dziewczynę(moja kumpele).Gościu zna mnie tylko zwidzenia.Dlatego nie zwracał na mnie uwagi.Powiedział jej ze idzie inna droga i gdzieś pobiegł.Podszedłem do koleżanki.Powiedziała mi ze wcześniej przewrócił ja i kopnął kilka razy.Była wystraszona.Powiedziałem jej zeby sobie dala spokój bo kiedyś moze zrobic jej krzywdę.W tym momencie bohater sie wrócił.Zawołał swoja dziewczynę.Ona do niego podeszła.W tym momencie podeszła do mnie sąsiadka która wracała ze sklepu.Stwierdziłem ze pójdę z nią do domu.Na dowidzenia powiedziałem pobitej dziewczynie "ze jak cos-to daj znać".To chyba nie spodobało się damskiemu bokserowi.Podleciał do mnie i zaczął mnie okładać.Kopnął mnie kilka razy próbował mnie uderzyć.Ja tylko zbijałem ciosy i się zasłaniałem.Spokojnie moglem go rozwalić,ale podobno gówna sie nie rusza bo potem śmierdzi.Postanowiłem wykorzystać fakt ze to on mnie zaatakował.Ja ani razu go nie uderzyłem.Z pomocą kolegi zadbałem o to aby moja ręka wyglądała na złamana(długo dostawałem młotkiem po dłoni)udałem sie na policje.Zgłosiłem pobicie.Niebiescy spisali kolesia.Powiedzieli żebym zrobił badania.Zrobiłem prześwietlenie.Niestety nic nie wyszło.ręka jest mocno stłuczona i spuchnięta.Siedem dni w szynie.Pytanie.Czy robić obdukcje i wsadzić kolesia?Aha jeszcze groził ze mnie zapierd.li ze mnie zabije.Wszystko slyszala i widziała moja sąsiadka.Co robić?Jest szansa na jakieś odszkodowanie???
Koles sobie zasłużył.Ja go nie prowokowałem.Naruszył moja nietykalność zagroził pozbawieniem życia.Poza tym mógł przeprosić.Tak w skali od 1 do 10 jakie mam szanse ze sprawa wyjdzie na moja korzyść?W ogóle na moim miejscu co byście zrobili???
Poza tym chodzi tez o ta dziewczyne.Z tego co sie orientuje to nie pierwszy raz ja pobil.Ona sie go boi i nie chce nic mowic.