Od 20 lat jestem w związku małżeńskim. Na początku było dobrze, ale szybko
coś się zepusło. Oszukiwałam sama siebie, że go kocham
. Po pięciu latach przyszła na świat moja córka. Mąż
zajmował się nią, ponieważ robiłam studia podyplomowe. Im córka była starsza, tym gorzej układały się jej stosunki z tatą. Zaczął ją terroryzować. Nas obie. Teraz córka ma 15 lat. W ostatnim czasie było tragicznie. Krzyczał, wyzywał. Później się nie odzywał. Zaniedbywał mnie.
Wyjechałyśmy na kilka dni. Właśnie mu napisałam , żeby się wyprowadził i że między nami nie ma już miłości
. Nic do niego nie czuję. I wiecie, co ? Ulżyło mi.
Co mam robić dalej? Co o tym sądzicie? Czekam.