Nie widziałam tu jeszcze takiego tematu, a ciekawi mnie Wasze zdanie. Czy zawsze jest w życiu czas na realizację swoich pasji, na rozpoczęcie nauki czegoś zupełnie nowego, czy też przychodzi taki czas, że trzeba sobie dać spokój i poświęcić się "poważnemu" życiu? Czy posiadanie pracy, rodziny i w miarę ustabilizowanego życia uniemożliwia człowiekowi podejmowanie nowych wyzwań? Czy powinniśmy już zawsze rozwijać się tylko w raz obranym zawodowym kierunku, czy też może warto zacząć coś nowego i niezupełnie "życiowego"?
Posłużę się własnym przykładem. Już od kilku lat pracuję, mam rodzinę i spokojne, "dorosłe" (jak to się myślało o nim za czasów szkolnych) życie. Mój zawód nie ma nic wspólnego z fotografią, jednak zawsze lubiłam robić zdjęcia. Najpierw za zaoszczędzone pieniądze kupiłam sobie dobry aparat. W zeszłym roku postanowiłam dalej realizować swoje hobby i zapisałam się na studia zaoczne do Szkoły Kreatywnej Fotografii w Krakowie. Na początku był strach: czy dobrze zrobiłam? Raz, że będę musiała co miesiąc płacić, niedużo jak na studia, ale jednak. Dwa, czy rodzina zaakceptuje moją decyzję, czy będę musiała walczyć o trochę niezależności. Trzy, czy warto iść na tak "nieżyciowy" (artystyczny wszak) kierunek. No i cztery, czy ja nie jestem, za stara? Przecież tam będą same młode osoby, świeżo po maturze, jak ja będę wyglądać! Na szczęście życie pokazało, że nie było się czego bać, na moim roku są osoby w bardzo różnym wieku, budżet nie ucierpiał. Najgorzej było z rodziną, ale udało mi się wynegocjować dwa weekendy w miesiącu dla siebie. A co do nieżyciowości... zobaczyłam, że w każdym zawodzie można się odnaleźć na rynku pracy, byle mieć pomysł na siebie. I można nie rezygnując z pracy robić to, co się kocha.
Może ktoś ma podobne doświadczenia? Albo przeciwnie, myślicie, że w pewnym wieku jest się już za starym by zaczynać coś nowego?