Witam,
Juz napisałam w którymś wątku o tej sytuacji, ale chciałabym poznać opinie "osób trzecich".
Tak więc spotykamy sie juz trochę. Zazwyczaj nie było źle.. Zależało mu na mnie bardzo.. Był w stanie zrobić wszystko.. Ja niestety tego nie doceniłam od początku... Przez co juz raz zrezynował z naszego związku... Po miesiącu.. Po wielu dziwnych sytuacjach jednak postanowił mi dac drugą szansę.. Od dwóch miesięcy prawie co tydzień musiał się urodzić jakiś problem.. Niestety każdy głównie z mojej winy.. Np o to, że nie ma czasu.. O to, że nie odzywa sie po całych dniach.. Lub nawet o to, że jeździ na studia z koleżanką...
Nie wytrzymał tego już nerwowo i stwierdził, że za duzo razy mi wybaczał moje chore paranoje i że tym razem mi nie odpuści.. Kocham go i wiem, że dla niego też nie jestem obojętna.. Tylko co zrobić teraz, żeby uwierzył ten 'kolejny raz' że sie zmieniłam.. Jestem osobą impulsywną i czesto palnę coś zanim przemyślę.. Walcze z tym, ale w nerwach nie zawsze mi się udaje..
Gdy piszę do niego - nie odzywa sie w ogóle.. Gdy chcę zadzwonić - poprostu nie odbiera.. Odzywa sie tylko gdy napisze coś 'złego' lub gdy zaczyna mi się wkręcać kolejny problem.... Gdy mu pisze, że to wszystko juz sie nie powtorzy, pisze co czuję, on to jawnie ignoruje...
Nie chcę go stracić.. I wiem jaki błąd popełniłam..
Tylko doradźcie mi dziewczęta (mężczyźni tym bardziej) w jaki sposób moge do niego dotrzeć? Jak mogę mu udowodnić, że nie chce go stracić i że już nie chce problemów...
Domyslam się, ze to co napisałam to jedna wielka paplanina, ale jestem tak już zrezygnowana, że to jest moje ostatnie koło ratunku...