w kompletnym zagubieniu trafiłam na posta, którego napisałaś. znowu cofając się trzy kroki i znowu mysląc o tym, że nie potrafię zapomnieć, że nienawidzę tej ciemnej, złej, agresywnej strony mojej osoby, której nie znałam wcześniej. A potem czytam Twoje posty, a Ty piszesz o mich uczuciach. Ja też budze w sobie pokłady egoizmu, ucze się ranić, mówię słowa, które mają zabijać.... nie moge i nie potrafię zapomnieć. nie moge poradzic na to, że czuje się słaba, ponizona, bezradna. Nie moge poradzić na to, że chce powtarzać - ty cholerny idioto - czy chociaz przez moment zastanowiłeś się, jakie moga być konsekwencje? a kiedy czytam twoje posty to myślę - a więc jest ktoś, kto przeżył coś podobnego do mnie, ktoś kto, mimo wszyuscko, próbuje żyć dalej. Kogoś, kto rozumie, że nie będzie tak, jak kiedys, ale może byc inaczej. I tylko w takich chwilach jak ta, kiedy wraca strach, złośc, zwątpienie - to myślę sobie, czy ktoś jest krok dalej? czy ktos wie, co zrobić? czy ktoś poradzi mi, czy warto próbowac? Czy porozmawiasz ze mną aga333?poradzisz? pomożesz? zrozumiesz?
pozdrawiam. trzymaj się ciepło. nigdy nie żyłam na huśtawce. Nigdy nie czułam złości. nigdy nie czułam trucizny w moim sercu i mojej głowie. jakby we mnie były dwie...