netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

17 odpowiedzi3 610 wyświetleńzałożony przez niekochana72, 23.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2010-11-23 20:12:15)

Temat: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Kochani, zapraszam do szerokiej dyskusji.
Morfeusz, wywołam Cię do odpowiedzi, jeśli pozwolisz.
Czy uważasz, że tkwienie w związku, w którym nie ma miłości jest lepsze niż uczciwe rozstanie? Przecież obie strony mają jeszcze szanse na szczęśliwe związki z kimś innym?

2

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Ale tkwienie w związku w którym nie mia miłości tylko z jednej strony czy w ogole?

3

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

ja bylam w zwiazku przez wiele lat, myslalam, ze wyszlam za maz z milosci, z glebokiej milosci, ale dopiero teraz rozumiem, ze chyba tak nie bylo, ze ja po prostu ucieklam od innej strasznej rzeczywistosci w ten zwiazek... a tak naprawde nie kochalam, analizuje to wszystko i teraz naprawde nie wiem, jak rozpoznac prawdziwa milosc od przyzwyczajenia, ukrywania sie przed swiatem i soba, oklamywania samego siebie... nad jakim zwiazkiem warto pracowac a nad jakim nie, skad wiemy czy kochamy i jestesmy kochani?

4

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Możemy przedyskutować obie sytuacje. Ale morfeusz chyba nie ma ochoty na dyskusje?
Ja zawsze uważałam, że uczciwość jest najważniejsza. A Wy?
Nie podoba mi się, kiedy ktoś "dla dobra" tej drugiej osoby" coś ukrywa. Bo tu wcale nie chodzi o jej "dobro".
A jakie są Wasze doświadczenia?

5

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Wg mnie to zależy. Bo są osoby, które mają zaufanie i są wyrozumiałe. Ale są też takie osoby, które ufają, ale i tak im się nie podoba to czy tamto i powstają z tego powodu kłótnie. Ja w takich syt. wolę czasem parę rzeczy przemilczeć.

6 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2010-11-23 21:22:54)

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

W pewnym momencie byłam po obu stronach barykady.
Nie ma sensu się wybielać, zdradzałam (w sposób podły, tak...), a potem zdradzono i mnie, również na tym samym poziomie.
Nie byłam nigdy w związku małżeńskim, nie mam dziecka. Nie mam póki co rodziny według prawa, ale rodzinę tworzę z moim partnerem.
Bywa różnie, ale weszłam świadomie z postanowieniem: 100% uczciwości. 100%. Od tego nie ma odstępstwa. I cieszę się, że umiem wyciągać wnioski. Mogę się gubić, powielać błędy, ale wiem, że nie zdradzę bo zgadzam się: "jak kocha - nie zdradza".
Być może mimo doświadczeń, mało wiem o życiu, przez pryzmat tego co napisałam wyżej. Ale to jedyne i właściwe.

A pokus jest wiele, i czasem uśmiecham się do siebie...bo widać z różnych kierunków zainteresowanie.

Mam moje 100%.

7

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Wydaje mi się, że ciągnąc związek bez miłości to bezsens..
Jednak czasami ciężko odróżnic, po latach czy to miłość już zanikła, czy to tylko chwilowy kryzys..
Wiadomo, że przez całe życie nie bedzie wesoło, trzeba dbać o miłośc zeby ona kwitła i na pewno trzeba włożyć wiele starań żeby ona przetrwała..
Ale jesli sie nie uda, to ja jestem za rozstaniem, na siłe nikogo do miłości nie zmusimy, lepiej dać wolność..

8

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

A i jeszcze dodam coś bardziej prywatnego. Kiedyś byłam w związku 5 letnim. Zaczeło się psuć po pół roku wpólnego mieszkania.. Głownie z mojej strony, sama nie wiem dlaczego, czułam sie bardzo osaczona, mój były był bardzo zazdrosny, kontrolował mnie , sprawdzał, szantażował, że jesli nie odejde z pracy która mu sie nie podobała (praca w klubie, o ktora był zazdrosny), to ode mnie odejdzie.. W końcu powiedziałam sobie dość. Mam przecież prawo do jakiejs prywatności do podejmowania samodziwelnych decyzji. I powiedziałam trudno, chce odejśc nie potrafi zrozumiec, droga wolna.. I wtedy on sie rozmyslil, zapewnia, że kocha, ze nie chce odejsc.. Tylko ze wtedy już mi sie odmienilo i zrozumiałam, ze uzywał mojej miłosci do manipulowania, do zmusznaia mnie do decyzji ktore prowadza do osiągniecia jego celów.. Rozstalismy sie na dobre, mimo, że były łzy, krzyki, rozpacz, bół, lęk i strach.. i myslalam, że juz nigdy nie pokocham nie zaufam.. A jednak się udało, może nie od razu ale udało się. Moja historia jest więc przykładem na to, że jednak czasami rozstanie wychodzi na dobre.. I że nie można walczyc bez końca..

9

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem
Zielony_Domek napisał/a:

Bywa różnie, ale weszłam świadomie z postanowieniem: 100% uczciwości. 100%. Od tego nie ma odstępstwa. I cieszę się, że umiem wyciągać wnioski. Mogę się gubić, powielać błędy, ale wiem, że nie zdradzę bo zgadzam się: "jak kocha - nie zdradza".
Być może mimo doświadczeń, mało wiem o życiu, przez pryzmat tego co napisałam wyżej. Ale to jedyne i właściwe.

A pokus jest wiele, i czasem uśmiecham się do siebie...bo widać z różnych kierunków zainteresowanie.

Mam moje 100%.

Zgadzam się z Tobą całkowicie. Dla mnie zdrada oznacza koniec zaufania, a bez zaufania ja nie umiem funkcjonować.
Śmieszą mnie czasem wypowiedzi - już nie czuję motyli... Bądźmy szczerzy. Po 15 latach małżeństwa trudno o motyle, bo to przywilej stanu zakochania. Ale można się kochać - dojrzale, z całym bagażem doświadczeń - tych dobrych i tych złych.
I tu potrzebna jest wola obu stron. Nic nie zrobimy na siłę. Nie zmusimy nikogo do kochania.
I dlatego uważam, że trzeba też wiedzieć, kiedy odpuścić. Zwłaszcza, jeśli tkwienie w związku nas rani.

10

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Dziś mój Klient starszy ode mnie o 14 lat, jestem z nim na Ty (to był błąd), zaczął temat tego, jakie ma podejście do życia, a mianowicie każdy facet zdradza, każdy, generalnie nie robią tego tylko Ci, którzy nie mają czasu, z tego powodu podobno brakuje im okazji.
On oczywiście też zdradza swoją żonę, ma 23 letnią kochankę, też mężatkę...
Zapytałam "po cholerę Ci ślub"? Generalnie nie odzywałam się, wysłuchałam wydaje się bredni.


"puść swojego na dwa tygodnie do Hiszpanii samego..."

Zaprzeczałam.
Ale potem z przerażeniem stwierdziłam (może powinnam się tego wstydzić, kto wie?) - może on ma racje.
Przepraszam, ale chce się podzielić wszystkim smile

11

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Mój zonaty kolega z pracy tez z męskiego punktu widzenia mówi mi, że on nie wierzy, że jest na ziemi gdzies facet ktory chociaż raz w zyciu nie zdradzil.. Ja mu na to, że mój jest właśnie takim. Po czym śmieje się prosto w twarz i mówi: wspomnisz kiedyś moje słowa... ;/  Można zwątpic? Można.

12

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem
Zielony_Domek napisał/a:

Dziś mój Klient starszy ode mnie o 14 lat, jestem z nim na Ty (to był błąd), zaczął temat tego, jakie ma podejście do życia, a mianowicie każdy facet zdradza, każdy, generalnie nie robią tego tylko Ci, którzy nie mają czasu, z tego powodu podobno brakuje im okazji.
On oczywiście też zdradza swoją żonę, ma 23 letnią kochankę, też mężatkę...
Zapytałam "po cholerę Ci ślub"? Generalnie nie odzywałam się, wysłuchałam wydaje się bredni.


"puść swojego na dwa tygodnie do Hiszpanii samego..."

Zaprzeczałam.
Ale potem z przerażeniem stwierdziłam (może powinnam się tego wstydzić, kto wie?) - może on ma racje.
Przepraszam, ale chce się podzielić wszystkim smile

Ja uważam tak: każdy z nas jest dorosły, prawda? I odpowiada za swoje czyny.
Ja stawiam sprawę jasno - zdrady nie jestem w stanie wybaczyć. I mój partner/mąż o tym wie. I jego decyzja, jak się będzie zachowywał.
Jeśli uzna, że dla chwili ekscytacji warto poświęcić związek - proszę bardzo. Ale to oznacza koniec. Więc niech się zastanowi, czy warto.
Tak, wiem, że ja tez poniosę konsekwencje - trudno, to znaczy, że tak naprawdę nie było tu miłości.
I te same zasady stosuje wobec siebie. Pokusy były nie raz, ale uważałam, że konsekwencje byłyby zbyt poważne.
Pomimo, iż często od Panów na tym forum dostaję etykietkę "nienawidzącej mężczyzn" to nieprawda. Dlatego uważam, że nie ma sensu "pilnowanie" partnera. Wierzę, że większość z nich jest uczciwych i kochających. Daję im kredyt zaufania - zasługują na to. Jak będzie chciał, to wystarczy mu 3 minuty w ciągu dnia, prawda? Nie musi jechać do Hiszpanii.
Po co mi ktoś, kogo mam pilnować, sprawdzać? Nie potrzebuję nikogo takiego.

13 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2010-11-23 23:29:40)

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Zgadzam się z Tobą w 100%.
Skoro wiąże się z kimś, ponoszę ryzyko, ale też inwestuje to swoje 100%, tych 100% również wymagam.
Również nie wybaczę. Wiele jestem w stanie znieść, wiele zrozumieć (abstrahując od kochania za bardzo), uczę się siebie, jego, cierpliwości, kompromisu, nas.
Wyciągam wnioski.

I się powtarzam smile

14 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-11-24 05:03:45)

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem
lauren napisał/a:

Wiadomo, że przez całe życie nie bedzie wesoło, trzeba dbać o miłośc zeby ona kwitła i na pewno trzeba włożyć wiele starań żeby ona przetrwała..

No to mam ochote rozebrac to zdanie... tak czesto powtarzane zwlaszcza przez mloda zakochana pare... zanim zacznie myslec o rozwodzie sad

Co to wg Was znaczy, ze o milosc trzeba dbac? O jakich staranich tu mowimy?

Bo mnie sie wydaje, ze po to wlasnie mamy przysiege malzenska i kazdy jest zmuszony do wypowiedzenia:
"Ja ...(imię Pana Młodego) biorę sobie Ciebie... (imię Panny Młodej) za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci. "

albo

"Świadoma(y) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny Uroczyście oświadczam, że wstepuje w związek małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

i co???? po roku do baru? a slowa dawane w przysiedze to grzecznosciowe zwroty slubne? czy formulka grzecznosciowa?
Jesli ktos PRZYSIEGA, ze bedzie sie staral ( na dowolny sposob i akceptowalny przez dowolnego psychologa i dowolna wiare) czynic wszystko dla dobra malzenstwa to juz jest to kwestia HONORU.
Jaka rozmowe i jaki dialog mozna wiesc z osoba, ktora lamie obietnice, przysiegi, oswiadczenia i przyrzeczenia, czyli z czlowiekiem bez honoru? Czy ta rozmowa ma sens? Dlaczego jesli ktos sklamal przed Bogiem to ja mam mu wybaczyc???? Niech leci do kosciola i wymodli najpierw boskie wybaczenie.

Jesli staram sie o zwiazek i mowie:chodzmy do terapeuty, nie pij alkoholu , nie zdradzaj mnie, nie bij mnie, nie oszukuj a partner decyduje, ze nie bedzie latal po psychiatrach, pic bedzie bo lubi, ze zdradzaniem bardziej zaczyna sie ukrywac.. i wcale nie przejmuje sie, ze wykorzystuje mnie nieswiadoma np zarazenia chorobami wenerycznymi lub gorszymi (bo jest moim panem i moze decydowac o moim zyciu i zdrowiu), nie przejmuje sie, ze dzieci cierpia widzac co sie w domu dzieje etc to znaczy, ze wszystko co moglo byc zrobione dla ratowania zwiazku zostalo juz zrobione... i albo w to uwierze, ze moja rola jako osoby starajacej juz sie skonczyla albo bede walczyc o malzenstwo... ale to bedzie moja walka ze mna... bede musiala zatluc swoja psychike, zmarnowac moje lata i lata moich dzieci na systematyczne zabijanie mojej psychiki... odebrac czas moim dzieciom i dac go w ofierze mojemu oprawcy

To tyle w sprawie kiedy powinien nastapic koniec naszych stran. On, czlek bez honoru, dostaje szanse i jej nie wykorzystuje... i zamiast przestac chodzic do baru o co byl tysiace razy proszony, idzie na panienki... KONIEC SZANSY. Dostales i nie wykorzystales... i nie bede niczego zmieniala w sobie aby zostal tongue
Moglam gory przeniesc, trzeba bylo negocjowac, ktore gory... jak czas na wybor gory przesiedzialo sie w barze, to przynajmniej konsekwencje honorowo mozna by poniesc.

Szkoda, ze zycie najczesciej pokazuje, ze OSZUST wraca na lono rodziny i mowi, ok zdradzilem ale wina jest po polowie nasza i teraz musimy sie zmieniac obydwoje.
a jak bedziesz marudzic to odejde do tamtej. Ciesz sie, ze wybralem Ciebie....

dla mnie jak ktos sklada drugiemu czlowiekowi przysiege przy swiadkach i przed Bogiem albo nawet w cztery oczy i lamie taka przysiege... to sorki PSYCHIATRA.
i takiemu to bym codziennie inna przysiege skladala na zlosc:
Pyszny goracy obiadek czeka, biegnij szybko z pracy bo ostygnie..... a w domu niespodzianka!

Jak wg mnie mozna uratowac malzenstwo w ktorym sie zawinilo, zdradzilo, pilo, bilo, zdradzalo, czy cokolwiek? Oczywiscie ze mozna uratowac.
Na kolana przed swoim charakterem, pokreconoscia i ulomnoscia. Nie maam prawa szukac winy w osobie ktora skrzywdzilem. Ja jestem idiota, baran, lajdak i ja wszystko naprawie, i odkupie, i sprawie by usmiech nie zszedl z jej lub jego ust nigdy. Odzyskam honor i szacunek dla siebie.

Jesli o malzenstwo walczy osoba pokrzywdzona to jest to juz lekko chore choc mozemy nadac temu cechy szlachetnosci charakteru (bo nikt nie widzi jak dzieci placza po nocach w poduszke)... no i dla mnie to ta szlachetnosc charakteru wlasnie tu sie konczy gdzie dzieci cierpia przez nasz wybor ratowania partnera z sidel nalogow, zboczen i innych.

Taka jest moja BEZPLCIOWA opinia o ratowaniu zwiazku w nieskonczonosc.
Mozna miec honor lub go nie miec... wszystko jedno czy sie kocha tego wobec, ktorego nasz honor okazujemy
Czlowiek honoru wie jak postapic nawet jak juz nie kocha swojej malzonki

15

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Zależy co kto uważa za miłość.

16

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Może zamiast zastanawiać co robić gdy miłości nie ma, ktoś zastanowi się jak zapobiegać by miłość trwała?

Moim zdaniem trzeba wykorzystywać każdą okazję aby podnieść swoją wartość, pokusy w głowie ma każdy, mężczyzna, kobieta, każdy, grunt żeby mieć świadomość, że ewentualny błąd może spowodować odejście kogoś wartościowego. Trzeba trochę grać, trzeba trochę udawać, pokazując partnerowi że to on sam najwięcej straci jak zacznie szukać miłości gdzie indziej. Ludzie z natury tak mają, że szanują głównie tych których się boją, dlatego bądźmy silni i nie dajmy sobie wejść na głowę, a może wtedy uda się uniknąć najgorszego.

17 Ostatnio edytowany przez mama.Niki (2010-11-24 13:37:27)

Odp: Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem
lauren napisał/a:

Ale tkwienie w związku w którym nie mia miłości tylko z jednej strony czy w ogole?

Wydaje mi się, że jeśli nie ma (bez żadnych wątpliwości) uczucia z obu stron, to nie ma związku. Lepiej się chyba wtedy rozstać.
Jeśli nie ma miłości tylko z jednej strony to, moim zdaniem, powinno się wziąć pod szczególną rozwagę co najmniej taki aspekt: czy rzeczywiście jedna strona tej drugiej już nie kocha czy jest to tylko chwilowe zniechęcenie -  zwłaszcza, gdy chodzi o rodzinę z dziećmi, które są zawsze niewinnymi ofiarami rozwodów/rozstań rodziców. Jeśli jednak tej miłości nie ma i nie będzie to odpowiedzialny, dojrzały partner (ona lub on smile) stawia sprawę jasno, nie oszukuje, nie kłamie, nie zdradza, nie poniża, tylko dąży do godnego, spokojnego rozstania. Zwłaszcza godnego dla drugiej, kochającej jeszcze strony.

Zazdrosc napisał/a:

Jesli ktos PRZYSIEGA, ze bedzie sie staral ( na dowolny sposob i akceptowalny przez dowolnego psychologa i dowolna wiare) czynic wszystko dla dobra malzenstwa to juz jest to kwestia HONORU.
Jaka rozmowe i jaki dialog mozna wiesc z osoba, ktora lamie obietnice, przysiegi, oswiadczenia i przyrzeczenia, czyli z czlowiekiem bez honoru? Czy ta rozmowa ma sens?

Zazdrość, Ty jak zawsze trafnie i "samo gęste" - jak to gdzieś ujęła inna Forumowiczka. Jak ja bym chciała, żeby tę Twoją wypowiedź (w całości!) przeczytał mój jeszcze mąż...
Tylko co takiego tkwi w ludziach, że postępują podle, ale gdybyś im zarzuciła brak honoru to mogliby zmieść Cię z powiuerzchni Ziemi? Albo nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje czyny, tylko chcą winę dzielić co najmniej na pół???
Chyba jestem za głupia bo nigdy tego nie zrozumiem sad Może dlatego tak ciężko jest mi się pogodzić z faktem, że niektórzy ludzie tacy po prostu są...

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kobiecy vs męski pogląd na "pracę" nad związkiem

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026