Postaram sie w skrócie opisac Wam moja sytuację.
W marcu poznałam faceta 26 lat starszego, juz pomijając problemy z tym związane i wątpliwości, to spotykałam sie z nim do mojego wyjazdu do Anglii w czerwcu. Potem jeszcze widziałam sie z nim w lipcu bo przyjechał do mnie na jeden dzien, i generalnie we wrzesniu miałam wrocić, i jak byłam z dala od niego, to coraz bardziej przekonywałam sie, ze chce z nim byc mimo przeszkód. Zwłąszcza ze rozmawialiśmy prawie codziennie po pare godzin i było super.
Ale w sierpniu zaczeło coś iskrzyc między mna a kolegą z pracy o 7 lat starszym, i zaczelismy sie spotykać. Wtedy z tamtym zerwałam, on dzwonił wiele razy, próbował sie dogadać, zrozumieć, ale miałam na niego wtedy straszne nerwy i zachowywałam sie chamsko. Wyjaśnię Wam skąd ta zmiana. Bo ten starszy był zdystansowany, mówil ze juz sie spotykał z młodszą, zakochał a okazało sie ze ona ma go gdzies, tylko jej tak wygodnie z nim bo on ma kase i wszystko dla niego robi, i dlatego ze mna nie chce sie juz tak entuzjazmować, poza tym on nie jest wylewny wiec tak bylo bez wielkich slow, okazywania wielkich uczuc, i odpowiadalalo mi to bo ja tez taka nie bylam do okazywania uczuc. Ale poznalam tego mlodego, i on byl jego przeciwienstwem: spontaniczny, uczuciowy, czuły, kochany, i nauczyl mnie okazywac uczucia, sam o nich mowil, i wtedy zobaczylam ta olbrzymia różnice w obu zwiazkach, i starszego znienawidziłam za to że nigdy nic wielkiego do mnie nie czuł i był taki opanowany w tych sprawach.
Do mojego wyjazdu we wrzesniu bylo pieknie slodko i w ogole, po przyjeździe do Polski gadamy na skype do dzis, co dzien, i w tym czasie on zdązył sie zakochać, i ma juz wielkie plany względem mnie. Uważa że będziemy razem, założymy kiedyś rodzinę, tylko że ja tu mieszkam a on w Anglii. Ja musze skonczyc studia, a ze to medycyna to 6 lat + rok stazu, czyli za jakies 7 lat bym mogła pojechac do Anglii, bo on tu nie chce wrocic, bo wie że nie ma szans na dobrą pracę. I ja tez myślałam ze go kocham, i wierzyłam ze to przetrzymamy i będziemy razem. On teraz przyjeżdża na święta, mam go przedstawic rodzinie, on mnie swojej...
Ale zaczynaja sie problemy. Z mojej strony, z jego jest cudownie. Ten chłopak jest dobry, kochany, ale prosty, nie jest inteligentny, wiele rzeczy co ja mowie, on nie rozumie, i ja nie wiem czy to może dłużej potrwać. Za to coraz bardziej tęsknie za tym starszym facetem. Nawet sie z nim wczoraj spotkałam, pogadaliśmy, i było cudownie, tak jak kiedys. Juz zapomniałam jak dobrze mi sie z nim rozmawiało, jaki jest inteligenty, zabawny... bardzo odpowiada mi jego poczucie humoru, styl mówienia, żartowania, czuję że z nim mogę porozmawiać, tak jak ja lubię. Tamten nie rozumie tak wielu rzeczy.
I mój problem, to taki ze ja po prostu nie wiem co robic. Z młodym jest fajne to że to "ładnie" wygląda, rodzinie sie podoba, mamie też, bo jest młody, moge z nim założyc rodzine, mogę go zabrac na święta do rodziny, na ślub, wesele.... i ten chłopak jest dobry, wierzę mu, czuję że mnie nigdy nie zdradzi, i wiem że mnie bardzo kocha. Ale on nie jest zaradny, nie jest ambitny, nigdy nic nie osiągnie. Wiem że nie powinno sie patrzeć na sprawy materialne, ale w życiu to jest jednak ważne, i mysle ze to ja bym go utrzymywała kiedys. No i te 7 lat czekania, nie wyobrazam sobie przez 7 lat nie miec faceta przy sobie. Ze starszym jest super, mam go na miejscu, ma kase, co tez jednak jest jakims plusem, bo wiem ze moglibysmy razem zamieszkac, wyjechac na wakacje, i nie byloby problemu ze na nic nas nie stac (nie chodzi o to ze chce zyc na jego koszt, tylko ze nie musze go utrzymywac - dopoki mam studia nie mam pieniedzy, ale jak bede pracować to juz bedziemy na podobnym poziomie). No tylko ze starszym boje sie układać przyszłośc, boję sie ze zawiode mamę, rodzine, bo to nie jest taki "piękny" związek jak z młodym chłopakiem. No i z nim nie mam pewności ze mnie nie zdradzi, bo o ile młody jest typem wiernego psa który jest zapatrzony w jedna dziewczyne, o tyle ten jest chyba bardziej typowym facetem, i tu mogłabym sie tego obawiać (co nie znaczy ze to jest uzasadnione bo nie wiem tak naprawdę czy on zdradził kiedys kogoś)
I jeszcze jedno, boję sie bardzo że skrzywdze tego młodego, bo on jest naprawdę dobry i nie zasługuje na nic złego, ale boje sie tez ze bede z nim ze względu na niego, na moja mamę i na to ze to tak pasuje. Ale tak mnie ciągnie do tego starszego... Poza tym jak z nim wczoraj rozmawiałam... to tak mi sie wydaje ze on chyba jednak cos do mnie czuł/czuje, a że po prostu starał się znowu nie zawieść, choć tez nie wiem czy u niego nie jest ważniejsze pożadanie niz uczucia do mnie, i u niego tych uczuć nie jestem na 100% pewna, a u młodego tak.
Może to tez dlatego ze młodego tu nie ma, a ten jest na wyciągnięcie reki, nie wiem zupełnie co robić. Może cos napiszecie? Nie mowie że macie podjąć za mnie decyzje, bo to wiadomo że musze sama, ale napiszcie co o tym wszystkim myślicie.