Witam, mam taki problem. Otóż, byłam z facetem po raz drugi już. Niedawno zakończył się nasz związek. Ja chciałam przerwy, ale nie zerwania. Widziałam, że coś się psuje i nie chciałam żeby się rozleciało całkiem, więc to zaproponowałam. Niestety nawet podczas tej przerwy się kłóciliśmy. Zawsze bolało mnie to, że nie widać było po nim że mu zależy. Chociaż mówił, że kocha nad życie. Że chce ze mną ślubu i dzieci.
Niestety... po jakimś czasie tej przerwy powiedział, że on już nie wie czego chce. Że nie wie czy mnie kocha i nie wie co czuje. Że na razie chce żyć tak jak żyje. Jak się pytam czy mam już się od niego odczepić to też mówi: nie wiem.
Jest strasznie zły na mnie cały czas. Nie chce ze mną rozmawiać, a jak pytam się coś o jego życie, co teraz robi, gdzie jeździ i czy kogoś ma to wkurza się jeszcze bardziej. Zrobił się bardzo nerwowy.
Chciał żebym była jego żoną a teraz takie coś? Tak bardzo mnie rani.
Od jakiś kilku miesięcy nie ma pracy. A wiem, że praca dla niego jest ważna. Może też to powoduje tą nerwowość? Ale żeby tak się wyżywać na kobiecie, którą jeszcze niedawno niby kochał nad życie?
Czy to możliwe, że już nie kocha? Że przez nasze kłótnie mu się "odmieniło"? Czy to że na każde zadane pytanie odpowiada "nie wiem", to znaczy że już nie ma nadziei na kolejny powrót?
Jeszcze niedawno mówił, że bardzo do siebie pasujemy i jesteśmy stworzeni dla siebie. Że to przeznaczenie.
A teraz mówi, że to się skończyło, bo sami do tego doprowadziliśmy. Że nie pasujemy do siebie i się kłócimy za bardzo. Że o mało się nie pozabijaliśmy. I że nie chce żeby ktoś z nas skończył w psychiatryku ![]()
Tyle mi powiedział, a na resztę: nie wiem.![]()
Straszne. Co teraz mam robić? Czekać? Jest jakaś szansa? Co mu się stało? Można tak przestać kochać?