Kiedy niedawno oglądałam kolejny odcinek jednego z polskich seriali jedna z głównych bohaterek dowiadując się o zdradzie męża na jego pytanie ,,co teraz z nami będzie?? odpowiedziała: ,,Jak to co? Zaciśniemy zęby i będziemy udawać jak większość małżeństw, że u nas jest wszystko w porządku.?
I przyznam szczerze, że te słowa skłoniły mnie do pewnych przemyśleń, które wynikają z obserwacji własnego otoczenia. Jakże często bowiem idealne z pozoru małżeństwa, takie o których zwykło się mówić, że są świetną parą i które stawiane są za wzór cnót wszelakich, rozpadają się. Ci, którzy stoją z boku robią tylko wielkie oczy, ze zdziwieniem dowiadując się, że tu była przemoc, a tam zdrada. I tu rodzi się moje pytanie. Czy takie udawanie ma sens, czy gra pozorów przed światem zewnętrznym w ogóle czemuś służy czy tylko zaciemnia sytuację? Czy podszyte jest strachem, lękiem o pozycję, o własny obraz w oczach otoczenia, czy może czymś zupełnie jeszcze innym? Czy to nie jest zwykły fałsz, hipokryzja, a ten uśmiech okupiony jest przez łzy, a ta pozorna miłość chowa się pod płaszczykiem zupełnej pustki? Bo może należałoby się jednak otworzyć, zdjąć maskę i z podniesioną głową powiedzieć ,,tak, mamy problem?...
Zapraszam do dyskusji, jestem ciekawa Waszego zdania na ten temat
.