Witam Was drodzy forumowicze.
Dotychczas nie miałam do czego przyczepić się w moim życiu, ale... właśnie, pojawiło się pewne ale i tutaj oczekuję Waszej porady lub oceny, wyrażenia własnego zdania na temat owej sytuacji. Prowadziliśmy dotąd z mężem udane życie. Dodam, że mamy- ja 29, mąż 33 lata. Mąż ma firmę- zajmuje się elektryką, 2 lata temu postanowił wyjeżdżać na kontrakty za granicę. Świetna kasa, zjazdy co 3/6 tygodni. Ja ustawiłam pracę (freelancer) tak, by mieć wolne wtedy kiedy on- dzięki temu odwiedziliśmy parę krajów w Europie, a w przyszłym roku lecimy do USA. Nie mamy na co narzekać, dobre pieniądze, mieszkanie bez kredytu (odziedziczone), zero zobowiązań, wyjazdy. Ale zaczęła mi doskwierać samotność. O ile zjazd 3/1 akceptuję, potrafię zająć się sobą, pracą, znajomymi tak 6 tygodniowa nieobecność męża doprowadza mnie do obłędu. Tęsknię, nie wiem co ze sobą zrobić. Myśleliśmy by jeździć razem kosztem mojej własnej pracy, ale te kontrakty są z zakwaterowaniem dla swoich pracowników a ja nie chcę mieszkać z x chłopa w jednym domu. Ciężko o szukanie mieszkania bo mąż zmienia kraje, raz Dania, raz Holandia, potem znowu Dania... sama nie wiem czego oczekuje po forum. Czy taki związek ma sens? Nie wiem ile mąż jeszcze chce wyjeżdżać, oprócz wakacji odkładamy na drugie mieszkanie by móc je wynajmować. Chcemy by wkład własny był maksymalnie duży by wziąć jak najmniejszy kredyt. Dzieci nie planujemy. Dziś jest właśnie jeden z takich dni, kiedy siedzę sama i tęsknię... ale kazać mu wracać? W Polsce się zarobi, a nie zarobi...
Co wy myślicie o takim modelu życia na dłużej niż rok, dwa, trzy? Czy to może wypalić? Dodam, że codziennie mamy kontakt- telefon, kamerka. Ale to nie zastąpi prawdziwego kontaktu.