Mój problem polega na tym iż trudno jest mi bardzo wybaczyć tak do końca i nie wypominać nie wracać do zranień z przeszłości które zadał mi mój partner. nie są to zdrady ale rzeczy które wie że absolutnie nie akceptuję .. jestem z nim już ładnych parę lat a siedzą we mnie rzeczy które działy się np 4 lata temu.. chce się tego pozbyć z mojej głowy ale po prostu nie potrafię... macie z tym problemy? jak sobie radzić z tym, jak walczyć i pracować nad tym... ![]()
Podobne tematy
Witaj Orbitka. Czytając Ciebie miałam wrażenie, że czytam o sobie. Mam dokładnie taki sam problem i kompletnie sobie z nim nie radzę. Ciekawa jestem czy padną tu jakieś sensowne rady bo ja kompletnie nie wiem jak walczyć z tym ,wypominaniem przedawnionych spraw, wiecznym nieprzebaczeniem. Czuję się taka ciężka wewnętrznie i potrzebuję przemiany swojego umysłu... Nie wiem czy to w ogóle realne.
Witajcie drogie panie, więc i ja swego czasu miałam ten kłopot.
Kłopot taki że zadano mi latami mega cierpienie, krzywdy fizyczne, i psychiczne, raz będąc dla mnie wrogiem a na drugi dzień dobrym.
Nauczona ostrożności , nie ufna latami zbierałam krzywdy, nigdy nie zapominałam, czasem wybaczyłam ale tkwiły jak zadra te złe rzeczy.
Wkurzało mnie to że nie mogę do nowych ludzi podchodzić z ufnością , a nie że zawsze muszę domniemywać oszukaństwa.
Do tego dochodziło to że te krzywdy zamiast cichnąć z biegiem czasu ciągle coraz gorzej pulsowały jak wtedy gdy człowiek ma zadrę z drzazgi w palcu.Niby żyjesz ale ciągle ten ból jest wraca byle przypomnienie.
Układałam sobie życie a nie mogłam sie nim cieszyć bo wspomnienia, ciągle sprawiały że stałam w miejscu, tam wtedy kiedy było źle.
Powiedziałam sobie dosyć, dosyć ja chce normalnie żyć.Uznałam że potrzebuję pomocy bo sama nie dam rady i poszłam do psychologa.
Poszłam z myślą że choć będzie bolało, choć może będzie trudno to wytrzymam i zrobię wszystko byle te zadry wyciągnąć by minęło.
Całkowicie zaufałam że ten człowiek jest tam by pomóc, by zobaczyć czy to ja źle robię czy może inni są podli.
Powiem wam że po roku i trochę ciężkiej terapii już nie myślę o smutkach, o przeszłych złych ludziach. Zrozumiałam jak postępować gdy człowiek mnie rani, co robić czego nie robić.
Jestem szczęśliwa, wreszcie wspomnienia krzywd nie bolą, są we mnie ale dałam im przykryć się kurzem ostygnąć.
Dałam tym myślom stać się wspomnieniami, a nie dniem dzisiejszym.
Nigdy bym sobie nie poradziła sama, psycholog pomógł i wam też radzę.
Trzeba sie tam otworzyć, pokazać te rany, i psycholog jak chirurg oczyści te zakażone skaleczenia.
ja też byłam z tym u psychologa, ale dopiero 1 spotkanie bazowalo na tym. mialam do wykonania siakies dziwne cwiczenia, polegajace na pokazaniu tych zlych emocji ..nie mialam jakos checi i odwagi.. moze nastaepnym razem sie to uda.
Orbitko żeby ci pomogły takie wizyty to musi minąć około pół roku, rok takich spotkań. Tak szybko to nie idzie.
Na początek psycholog bada jak reagujesz, poznaje ciebie , owszem niektóre rzeczy dziwne czasem ale pamiętaj on chce ci pomóc.
Z czasem poznasz różnice , i poczujesz się lepiej, początek jest trudny bo musisz wywalić złe wspomnienia na wierzch , znów je odsłonić. Potem one miną.
wlasnie teraz tak mam ze nie chce sie zloscic pokazywac tych zlych emocji , bo ostatnio mialam taki okres w swoim zyciu ze bardzo duzo stresu mialam, łez i bezsilnosci. od jakiegos czasu o wszystkim mowie spokojnie bez wiekszych emocji i trudno mi powiedziec wyrzucajac gniew.. musialabym wrocic znow do zlosci krzykow itp.. nie chce ale postaram sie jednak..skoro to moze pomoc...
Oj coś tu mylisz moja droga , nie masz wyrażać emocji aż drąc się na wszystkich co za winili.
Ale tez nie kumulować w sobie agresji, złości. Nie musi być tak że coś cię denerwuje a ty z wierzchu spokojnie wyrażasz jak robot, owszem musisz wypowiadać emocje ale przede wszystkim nauczyć się nie kumulować złości w sobie.
Można dobitnie ale spokojnie powiedzieć nie podoba mi się jak do mnie mówisz, i nie będę tego znosić.
Krzyk to chwilowa ulga potem człowiek czuje za ten wybuch niesmak do siebie.
Z czasem nauczysz się panować nad sobą.
Wiesz Orbitka , ze tak naprawde to niemozliwe jest zapomnienie przeszlosci . Ona niestety wraca i to niezaleznie od naszego chciejstwa badz nie. Czas jak zwykle potrafi zdzialac CUDA. Znaczy to tyle, ze wszystkie urazy ktorych doznalismy nie sa juz takie OSTRE i WYRAZISTE, a tym samym mniej do nas wracaja, co nie znaczy , ze sa wymazane z naszej pamieci. Wiem ,ze niezwykle trudno to zrozumiec.Ale w tej sytuacji pozostaje ci pogodzenie sie z tym co jest lub zmiana tego co mozesz zmienic . Niestety do tego trzeba dosc odwagi. Czy ja masz ? Niewiem.Jesli znajdziesz sporo madrosci w sobie aby odroznic te wszystkie elementy od siebie to jestem pewna ,ze sobie z tym poradzisz.Dreczenie sie ciaglym rozmyslaniem nad tym zranieniem ktorego doznalas nie prowadzi do rozwiazania problemu , lecz do ciaglego i systematycznego rozdrapywania zadanych ci ran przeszlosci..Pozwol ,aby rany zaczely sie zablizniac.To naprawde jedyne sensowne wyjscie z tego udreczenia psychicznego. Sprobuj zamknac te szeroko otwarte ddrzwi twojej przykrej PRZESZLOSCI. Zycze powodzenia.
różyczka nie nie, nie mowilam o tym by krzyczec na kogos czy mowic co mi lezy wprost, ale u psychologa zaproponowano mi cwiczenia polegajace na tym iz aby tam te emocje z siebie wyrzucic wyobrazajac sobie ze ta osoba tam jest. i wlasnie nie czulam sie na to gotowa, nie czulam ze moge to zrobic... nie wiem dlaczego.. ale mam nadzieje ze uda sie to nastepnym razem.
i udalo sie na kolejnej z wizyt..
czuje sie z tym lepiej.
wiem juz ze rzeczywiscie powrot do tych zdarzen moze mnie "uleczyc" aby moc normlaniej funckjonowac bez wracania do "zlego" ..![]()
pracuję dalej ![]()
Brawo Orbitko zobaczysz ze praca nad sobą da efekty, tylko bądź wytrwała. Nawet po skończonej terapii musisz pamiętać o zasadach i utrwalać je w relacjach z ludźmi.
Mąz ma cos takiego, jest pamietliwy i potrafi latami hodowac w sobie rózne zale. Za głupoty. Za to on sam robi rózna świństwa i nie czuje sie winny - wcale .
Ja jestem głupia i swobodnie wybaczam, kazdemu. Zbyt naiwna i głupia jak but -kalosz. Nie potrafie długo hodowac w sobie złości ,zalu .