netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

on, ona i ja

67 odpowiedzi8 757 wyświetleńzałożony przez pannanikt, 27.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 68 ]

1

Temat: on, ona i ja

Chciałabym zacząć żyć, ale nie potrafię.


Jestem ja. Jest on, który zapewnia, że mnie kocha i jest jego była dziewczyna = niedoszła żona, która od niego odeszła. I są ich próby  - bezustanne rozstania i powroty. Tak bardzo chciałabym się już od tego uwolnić, ale nie potrafię. Mam poczucie, że wciąż jestem szczebelek za nisko - że nie mam takiego wykształcenia jakie miała tamta, że nie potrafię tak dobrze gotować, że mniej zarabiam, jestem niewystarczająco zgrabna, mądra, zaradna, nie mam odpowiednich przyjaciół. Takie nic. On wspaniały, mądry, przystojny, z dobrą pracą, a ja takie nic. I każdego dnia czuję się gorzej. Coraz mniej mam sił, żeby walczyć o niego. Staram się nie widzieć smsów, które wysyła, udawać, że nie wiem, że się z nią spotkał. Nie widzieć tej nostalgii w głosie, kiedy jesteśmy w jakimś miejscu, w którym oni też byli i nawiedzają go wspomnienia. Staram się. Ale coraz mniej mam sił. I nie mam już szacunku do samej siebie. Czuję się źle. Jestem niewystarczająco dobra dla niego. Chcę umrzeć, ale nie mam nawet odwagi, żeby to zrobić. Nie czuję się sobą. Pomóżcie...

2

Odp: on, ona i ja

Powinnaś szczerze z nim porozmawiać i powiedzieć mu co czujesz, że widzisz jak pisze do niej smsy i że jest ci strasznie przykro i cierpisz z tego powodu. Nie możesz dusić tego wszystkiego w sobie i czuć się bezwartościowo. Może on poprostu się tak zachowuje nie wiedząc o tym że to sprawia ci przykrość?!

3

Odp: on, ona i ja

Powiedziałam... wyparł się wszystkiego... przyznał się dopiero wtedy, gdy powiedziałam, że ktoś ich razem widział... Powiedział, że ten związek został zakończony dawno temu... to dlaczego do niej pisze, spotyka się z nią... rozumiem, że niektórzy nie tracą ze sobą kontaktu, pozostają przyjaciółmi... ale ta intensywność ich znajomości mnie przeraża... i te kłamstwa... a przy tym wszystkim ja taka nic nie warta... a jeszcze nie tak dawno byłam taka silna... wydawało mi się, że mogę góry przenosić... a teraz nie czuję nic... nic mnie nie cieszy... czasem jadę na spotkanie z nim z energią do działania... jeden jego foch i zaczynam wątpić we własne siły... zupełnie jakby mnie nie było...

4

Odp: on, ona i ja

jeżeli on twierdzi, że to koniec ze swoją byłą, a ty czujesz się na siłach, to zaproponują abyście w trójkę to sobie wyjaśnili. Jeżeli twierdzi, że to koniec a zależy mu na tobie to powinien to zrobić. Jest to ciężkie ale to jest jedyne wyjście z sytuacji i postawienie sprawy jasno.

5

Odp: on, ona i ja

Wpadłam na ten pomysł. Zaproponowałam mu to. Zamurowało go. Powiedział, że to jest "genialny" pomysł i że mu się nie podoba. Wyjaśniłam, że to oczyściłoby nasze relacje, wyjaśniło wzajemne żale, animozje itd. Powiedział, że boi się, że ONA wpadnie w histerię. Zapytałam, czy woli, żebym ja wpadła w histerię zamiast niej, jeśli tego nie zrobi, i , że według mnie to wygląda trochę tak, jakby zostawiał sobie furtkę na przyszłość - u nas pojawią się jakieś problemy, to może płynnie przeskoczyć do swojego dawnego związku. Powiedział, że się mylę, że nie zostawił sobie furtki i po prostu nie chce odgrzebywać czegoś, co zostało zakończone. Dalej do niej pisze, flirtuje z nią, zupełnie jakbym się nie liczyła i to, co czuję. A z drugiej strony jest czuły i mam wrażenie, że naprawdę mu na mnie zależy. Tylko to wygląda tak, jakby mu zależało na obydwu jednocześnie. Albo na żadnej. Czuję, że wpadam w ciemną dziurę i nie mogę znaleźć punktu zaczepienia. Powiedziałam mu, że odejdę jeśli nie poukłada sobie w głowie, z którą w końcu jest i że nie godzę się na trójkąty. Obiecał, że to załatwi. Najgorsze jest to, że przestałam mu ufać przez te ciągłe kłamstwa. A jeszcze gorsze, że nie odejdę, póki on nie odejdzie ode mnie pierwszy. Nie potrafię.

6

Odp: on, ona i ja

ja mam nie co inny problem, ale jako facet mogę ci powiedzieć, że znałem tego typu sytuację, 2 kobiety jeden mężczyzna, tylko to wyglądało tak, jedna do sexu inna do sexu i rozmowy. Jeżeli on już kręci, że nie chcę to coś nie tak, chyba kocha was oby dwie -( to znaczy ty masz coś a tamta ma coś innego. Ciężko ci coś poradzić bo nie wyobrażasz sobie, że możesz od niego odejść, a on to wykorzystuje najprawdopodobniej. Dopiero zrozumie co stracił jak ty odejdziesz, kogoś poznasz i dla niego droga będzie zamknięta na zawsze.( tacy czasami jesteśmy faceci -(  rozumiemy dopiero jak coś tracimy i nam się grunt pod nogami wali )

Na pewno jak odejdziesz to będzie boleć, ale jedna rada, jak się zdecydujesz to całkowite odcięcie pępowiny ( bez smsów, tele itd. ) , jak on będzie chciał wrócić to pozwól mu ale jak będzie spotkanie waszej trójki to jest warunek i co ważne, mniej krytyki wobec siebie -) on się też od ciebie nie może uwolnić, czyli coś musisz mieć w sobie.

7

Odp: on, ona i ja

Domyślam się co czujesz, nie będę opowiadać dlaczego, bo to nie o mnie tutaj chodzi, musisz konkretnie mu powiedzieć, że czujesz się niepewnie, gdy on kontaktuje się z byłą dziewczyną, nie ma przyjaźni pomiędzy byłymi partnerami, a w dodatku okłamuje Cię, w takim razie wie, że robi źle i nie chce abyś się dowiedziała. Nie może tak robić, nie zasługujesz na to, i chociaż jestem przeciwniczką stawiania ultimatum tutaj chyba nie ma innego wyjścia, nie będziecie ze sobą szczęśliwi jak Ty będziesz się czuła zagrożona, gorsza, niedoceniona. Musi zostawić za sobą przeszłość, jeśli kocha Ciebie. Musi być pewny, że byłą dziewczynę wyrzucił nie tylko z głowy ale i z serca.

8

Odp: on, ona i ja

Chciałabym po prostu od niego odejść. Zapomnieć, że istnieje. Przecież nie mogę być z kimś, kto kocha inną. Tylko nie wiem skąd wziąć siłę. Nie wiem, jak sprawić, żeby słowa "to koniec" przeszły mi przez gardło. Reszta się jakoś ułoży, bo jestem osobą, która jeśli zrywa kontakt, to na dobre. Ale nie wiem skąd wziąć tą siłę na ten pierwszy krok. Tak strasznie się boję. Przeraża mnie myśl, że to wszystko przeze mnie, że jestem niewystarczająco dobra.

9

Odp: on, ona i ja

Dlaczego myślisz, że to przez Ciebie?! Nie musisz mieć magistra, idealnej figury i wspaniałej pracy, żeby być dla kogoś ideałem. Powiedz mu o tym, że nie wytrzymasz takiego traktowania. Jeżeli jest Ciebie warty, to zmieni tą sytuację. Jak znaleźć siłę na zerwanie? Podpowiem Ci, jak już się zdecydujesz.

10

Odp: on, ona i ja

jesli jesteś niew wystarczająćo silna by powiedzieć - to koniec - choćby po to, by to on w końcu zaczął biegać za Tobą i udowadniać Ci, że CIę kocha, to rzeczywiście nie jesteś wystarczająco dobra. Jeśli to powiesz, to zrobisz to dla siebie i dla Was. Jeśli będziesz trwała w tym nadal, na taki zasadach jak do tej pory, to może się tak stać jak przewidujesz, że pewnego dnia staniesz się dla niego niewystarczająca. Pokaż dziś że masz charakter i tyle. Samo wykształcenie to nic, tak jak maciej pisał, alb nie będę cytował, są inne rzeczy, które mogą być większym atutem kobiety niż papierek.

11

Odp: on, ona i ja
Młoda_Ania napisał/a:

Jak znaleźć siłę na zerwanie? Podpowiem Ci, jak już się zdecydujesz.

Ja już chcę. Potrzebuję tylko znaleźć siłę wewnątrz. Kiedyś byłam silna ale się pogubiłam. Sama nie rozumiem jak do tego doszło... Będę wdzięczna za wszelką podpowiedź.

I chciałabym odzyskać szacunek do samej siebie. Ale nie wiem od czego zacząć... Teraz czuję się jak szmata do podłogi, którą wyciera się brud, wykręca, a później leży spokojnie w kącie gotowa do następnego użycia. Wolałabym się czuć jak bluzka D&G albo chociaż zwykły bawełniany podkoszulek - jeden z tych ulubionych, który ubierasz na siebie pomimo lat i znoszenia, bo czując jego miękkość na ciele zyskujesz komfort i swobodę ruchów.

Taka jakaś odzieżowa metafora mi wyszła...

Na dodatek powiało tanim tekstem reklamowym...

12

Odp: on, ona i ja

Ty nie masz problemu z facetem
tylko z sobą
dlaczego dajesz sobie wmówić że jesteś gorsza?
kim są ludzie którzy tak twierdzą?
Czesz żeby on się zmienił w stosunku do ciebie wiem jak to zrobić.
Spójrz  na siebie łagodnym wzrokiem doceń zalety jakie masz sama z sobą się pogódź i zaakceptuj to kim jesteś.
Jesteś swoja największą przyjaciółką nikt ci tak dobrze nie życzy jak ona.

Gebels szef faszystowskiej propagandy mówił coś takiego
"Kłamstwo powtórzone tysiąc razy, staje się prawdą"
i donosząc się do tego pomyśl ile razy ktoś ci powiedział że jesteś gorsza?
no właśnie, za często w końcu uwierzyłaś że to prawda
Ocknij się
nie jesteś gorsza od nikogo ale
jesteś wspaniałą wyjątkową kobietą
niepowtarzalna i unikalną.

UWIERZ W SIEBIE !!!!!!!!!!!!!!!

13

Odp: on, ona i ja
pannanikt napisał/a:

Chciałabym po prostu od niego odejść. Zapomnieć, że istnieje. Przecież nie mogę być z kimś, kto kocha inną. Tylko nie wiem skąd wziąć siłę. Nie wiem, jak sprawić, żeby słowa "to koniec" przeszły mi przez gardło. Reszta się jakoś ułoży, bo jestem osobą, która jeśli zrywa kontakt, to na dobre. Ale nie wiem skąd wziąć tą siłę na ten pierwszy krok. Tak strasznie się boję. Przeraża mnie myśl, że to wszystko przeze mnie, że jestem niewystarczająco dobra.

Morfeusz robi sie mistrzem w radzeniu... az nie mam czego dodac.
Nie znajdziesz sily.
Musisz jak automat wywalic go ze swojego zycia a potem sobie radzic z kacem po odstawieniu milosci.
Bedzie ciezko. Bardzo pomagaja terapeuci. Warto sie udac bo to inwestycja na przyszlosc by nie powielalo sie toksycznych relacji.

Przeczytaj ksiazke Robin Norwood pti ?Kobiety, które kochają za bardzo?, bo ta ksiazka jest o Tobie
Zajrzyj tez na http://www.kobieceserca.pl/index.html

14

Odp: on, ona i ja

Napisałaś, że reszta się jakoś ułoży, tylko musisz znaleźć siłę na pierwszy krok. Tylko boję się, że jak postaram się uświadomić Ci jak tego dokonać jeszcze bardziej pogorszy się Twoja samoocena, a tego na pewno nie chcę. Musisz wiedzieć czego jesteś warta. Kogo jesteś warta. Na pewno nie faceta, który nie wie czego chce, dla którego nigdy nie będziesz tą jedyną. Widzę, że chcesz być uwielbiana, kochana, doceniana i tak powinno być, a skoro on nie potrafi Ci tego dać, to coś z nim nie jest w porządku. Jego była dziewczyna jest dla niego tak ważna, że nie potrafi zerwać z nią kontaktu, a to chory układ. Ryzykując Twoje szczęście i samopoczucie dba tylko o siebie. Jest egoistą, niewartym Twojej uwagi, Twojego przygnębienia. Znajdziesz faceta, dla którego będziesz całym światem, Pomyśl, jak byłoby wspaniale być z kimś takim.

15

Odp: on, ona i ja

Weszłam na stronę poleconą przez Zazdrosc, przeczytałam "uzależnienie od miłości" Eugenii Herzyk i rozpłakałam się. Tak, jestem uzależniona od miłości, która mnie wyniszcza. Mój partner nie ma nałogów, ale ja traktuję tą drugą dziewczynę jako nałóg i podświadomie liczę na to, że się zmieni. W teście uzależnienia wyszło mi 15/24.

Dunkis ma rację mówiąc, że nie mam charakteru. Nie tupnęłam nogą, żeby walczyć o swoją przestrzeń psychiczną.

Przeanalizowałam mój poprzedni związek. Był tak samo toksyczny. Podejrzewałam zdradę, ale nie odeszłam. Dałam szansę. Długo było dobrze, ale zaczęło się lekceważenie, nie liczenie z potrzebami, oziębłość emocjonalna i fizyczna. Znalazłam siłę, żeby odejść dopiero wtedy, gdy w moim życiu pojawił się obecny chłopak. Pojawiła się nadzieja, że może się mną zainteresuje, że może nie jest ze mną tak bardzo źle. Może jestem coś warta. Zakochałam się w facecie, który okazał mi zainteresowanie na poziomie, jaki okazuje się znajomej, koleżance. Wiedziałam, że był wcześniej w długotrwałym związku, że kobieta od niego odeszła i nie są ze sobą już od dłuższego czasu - ponad rok. Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że muszę być uczciwa wobec mojego ówczesnego partnera. Podświadomie, zamiast naprawiać oziębły emocjonalnie i fizycznie związek, myślałam już jakby to było gdybym poszła za głosem serca. Zrobiłam wtedy rachunek sumienia i powiedziałam: koniec. Postanowiłam wtedy, że spróbuję szczęścia z nowo poznanym człowiekiem, a nawet jeśli się mną nie zainteresuje, to znajdę przestrzeń dla siebie, spróbuję odbudować swoje poczucie wartości. Zainteresował się. A ja wpadłam w tę miłość duszą i ciałem zamiast budować własną przestrzeń. I piszę to teraz tak jakbym opisywała zupełnie obcą mi osobę. Ja nie wiem skąd wzięłam wtedy tyle siły, żeby odejść. Dzisiaj już bym tyle nie znalazła. Podejrzewam teraz, że nieprawdą było, iż przerwa między mną a tamtą dziewczyną trwała ponad rok. Podejrzewam, że cały rok rozstawali się i wracali do siebie. Przez cały czas trwania związku ze mną robili to samo, tylko po cichu. W sumie 2,5 roku. Między nimi chyba jest jednak prawdziwa miłość, a ja powinnam się usunąć. Takie mam poczucie i to mnie jeszcze bardziej dobija.

16

Odp: on, ona i ja

Najpierw powinnaś zrobić rachunek sumienia, czy rzeczywiście to nie jest tak, że oni sie kochają. Jeśli tak, to tracisz czas. Niehch oni sie paprają w swoim sosie, a Ty po prostu sobie daruj to. Jeśli jesnak stwierdzisz, że masz szansę walcz. Ale inaczej, popatrz na siebie jak na tą szmatę, którą czujesz sie sobą i wykorzystaj to, jesteś na to zła, to niech Ci to doda sił. Jest Ci z tym źle, to okaż tą złość. Złość to też siła, czasem więcej może dać, niż myślisz.
Tak na marginesie  pozwole nie zgodzić z morfeuszem73. Pannanikt, uważam że uciekanie się do łagodnego spojrzenia na siebie w obecnej sytuacji pogorszy sprawę. Skupiając się na próbach akceptowaniu siebie w obecnej chwili, choćby tylko po to by od czegoś zacząć, jest stratą czasu i robieniem kroku w tył. Bo co z tego będzie? Do czego to doprowadzi? Że polubisz siebie w obecnej roli? (Wiem morfeusz intencja jest inna, ale weź pod uwagę że inny scenariusz)
Akceptacja siebie, może pociągnąć przecież akceptację - siebie - w obecnej sytuacji, a przecież, ta jest niewygodna, delikatnie mówiąc. Czy poczucie bycia szmatą powodowane zewnętrznymi działaniami, połączone w tym momencie z szukaniem akceptacji, może nie doprowadzić do pogodzenia się z tymi oddziawywaniami z zewnątrz? Wiem, że fajnie jest się akceptować, ale praca nad tym oderwie Cię od pracy nad związkiem, raz już takie założenie zrobiłaś i zanim zdążyłaś nad sobą popracować, wpadłaś w inny związek, na zasadach które przyjełaś, a nie stawiałaś, wcześniej odbudowując wspomnianą przestrzeń. Jak zaczniesz akceptować sibie to zapomnisz, zapomnisz, co wywołało Twoje obecne samopoczucie (historia się powtórzy). Ty przecież się buntujesz, może nie nazywasz tego tak - ale ja to właśnie tak odbieram - nie podoba Ci się to i piszesz o tym, pomóc Ci może jedynie manifestacja tego. Zrób to dla siebie - w ten sposób przy okazji udowodnisz sobie co jesteś warta, ale absolutnie nie w odwrotnej kolejności. Wiesz przecież, w jakich warunkach jest Ci dobrze, z czym się możesz pogodzić, a z czym nie. Morfeusz, zazdrosc, ja uważam, że ona wie co jest warta, a jedynie nie godzi się na to by ubrać ją w inną rolę. MOże sobie tego wszystkoego nie poukładała, ale to nie kwestia akceptacji.
Szukanie ZAAKCEPTOWANIA siebie, kim się jest, gdy otoczenie daje Ci takie sygnały i naciska, że chce widzieć Cię w innej roli, albo gorzej, że Ty sobie wyobrażasz, że w innej roli powinnas wystąpić, to błąd. A całość takiego oddziaływania na Ciebie, powinno stać się dla motorem, by pokazać, że tak nie jest.
Masz szacunek do siebie, uwiea Cie w tyłek jesdnak to, że inni go nie mają do Ciebie. Kobieto, obudź się, tupnij nogą. Tak ja umiesz. Nikt nie będzie wymagał od CIebie byś staneła na wieży kościelnej i ogłaszała, że Ty tupiesz teraz nogą. Zrób to po swojemu, tak jak teraz potrafisz. Jeśli się okaże, że druga strona tego nie dostrzega, to albo nie umie z Tobą rozmawiać, albo Cie nie szanuje i nie zauważa. Ale jeśli tak, to przemyśl inną rzecz, że skoro on tego nie widzi w tak dla Ciebie dramatycznej sytuacji, nie będzie to dostrzeżone nigdy. Jak sobie wyobrażasz dalszy związek? Kiedy inne sprawy codziennośi, o mniejszej wadze będą Was spotykały? Czy Ty, naprawdę myślisz, że związek, to jedynie pokazywanie swojego charakteru i udowadnianie drugiej stronie swojej wartości? Tylko po to by w nim zaistnieć? Kto , jak kto, ale zazdrość, bardzo ładnie umie wytłumaczyć, na czym związek powinien polegać - sięgnij do jej postó. Partnerstwo, wspólne patrzenie na siebie, porozumienie i rozmowa jest nie tylko rzeczą wystarczającą, by związek trwał, ale jest warunkiem koniecznym. Myślisz, że naprawdę musisz udowadniać cokolwiek, w sytuacji jakiej się znalazłaś?
Walcz tym co masz pod ręką. Wlacz sobą taką jaka jesteś, wykorzystaj swoje uczucie i przekształć je w to co będzie dla Ciebie aktualnie najłatwiejsze do wykorzystania. Zbuntuj się rozpłasz, krzycz. Tak jak piszesz skorzystaj ze swojego podkoszulka. Przez tyle lat życia wiesz czy najlepiej wychodzi Ci trzaśnięcie drzwiami, czy walenia garami ect. Włóż ten znoszony podkoszulek, jakim jest złość na sytuacje i pokaż ją. Co nie potrafisz się złościć. Jeśli nie na niego , to na nią. Wykorzystaj to co umiesz, czym kiedyś tak łatwo Ci było postawić na swoim. Jeśli się odwołasz do tego, a nic nie wskórasz, to co zrobisz, gdy będzie kiedyś może gorzej. Stanie w miejscu i załamywanie rąk jedynie CIę oddala od celu.

17

Odp: on, ona i ja

Masz rację Dunkis jestem zbyt bierna. Muszę pokazać, że mam charakter. Jestem tą szmatą, którą się wszystko wyciera, ale przecież sama do tego doprowadziłam pozwalając się tak traktować, nie buntując się.

Dlatego zaczynam bunt. Takie postanowienie. Okazuję wszystkie emocje - nie tylko te pozytywne. Chcę pokazywać, że mnie coś boli, że jestem zła, że mnie coś złości, że nie pasuje mi rola, w jakiej mnie widzi. Chcę walczyć o siebie - o szacunek do siebie. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak naprawdę o to właśnie chcę walczyć. Za długo pozwalałam, by robił ze mną to, na co ma ochotę. Wiem, że nie od razu uda mi się ta przemiana. Ale małymi kroczkami spróbuję wyegzekwować branie pod uwagę również moich potrzeb. W końcu związek to branie i dawanie. Jest mi ciężko i może jutro się znowu rozkleję na forum, ale dzisiaj poczułam, że potrafię i chcę.

To jest jedyna metoda, bo przecież nie czuję w sobie tej siły, żeby powiedzieć: koniec.

Zrobiłam rachunek sumienia - nie wiem czy oni się kochają. Być może jest to fascynacja, która gdzieś tam między nimi wciąż tkwi. Nie wiem. Czas pokaże. Ja jestem totalnym przeciwieństwem dziewczyny, z którą był. Mogę mu pokazać moje spojrzenie na związek, moje spojrzenie na świat. Jeśli nie będzie mu to odpowiadać to trudno, widocznie tak miało być, widocznie to nie to. Nauczę się żyć z przeświadczeniem, że nie byłam wystarczająco dobra, nie miałam odpowiedniego charakteru i będę musiała więcej nad sobą popracować w samotności tak, żeby następnym razem nie cierpieć na samotność mimo osoby przy boku. Ale póki jest przy mnie będę walczyć o to, żeby nasze relacje były odpowiednie, żebyśmy dobrze czuli się we własnym towarzystwie, żebyśmy zawsze mogli na siebie liczyć - w rozmowie i w życiu, żeby nasze wzajemne potrzeby były w miarę możliwości zaspokajane, co oznacza również moje potrzeby - np. potrzebę bezpieczeństwa i zaufania.

I mam już gdzieś, czy się z nią spotyka, czy nie. Zmuszam się do tego, żeby o tym nie myśleć. Jeśli mają być ze sobą, to będą i tyle. Teraz jest ze mną i ma niepowtarzalną okazję spojrzeć na świat moimi oczami. A jeśli to, co zobaczy i widział do tej pory mu się nie podoba, no to już jego problem. W końcu nie będę go do siebie przywiązywać sznurkiem.

Jestem wściekła i zdeterminowana.

18 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-10-29 22:37:36)

Odp: on, ona i ja

Wykarzystaj wszystkie emocje by stanac na nogi. Nigdy nie rob nic by kogos zadowolic by w nagrode dostac milosc. Czesto rezygnujemy z naszego dobra bo walczymy o urojaona milosc. Nie widzimy prawdy. Ile razy mozna powiedziec czlowiekowi, ze nas rani swoim zachowaniem. RAZ. Jesli nie zrozumie za pierwszym razem nie zrozumie nigdy. Jesli sie odmieni to nie za Twoja sprawa. Nie masz zadnego wplywu na jego decyzje i jego milosc do Ciebie. Przegrywamy gdy w to nie wierzymy. Gsy ciagle liczymy ze ta niby "ostateczna" rozmowa cos zmienie. Slepniemy na fakt, ze tych ostatnich rozmow bylo juz piecdziesiat.
Naprawde nie ma milosci tam gdzie musimy sprzedac za nia swoja dusze.

19 Ostatnio edytowany przez pannanikt (2010-11-02 12:15:15)

Odp: on, ona i ja

Przestałam robić cokolwiek, by go zadowolić. Zaczęłam wymagać. Mam chyba syndrom Matki Uciśnionych, bo nie potrafię na niego spojrzeć jak na drania. W moich oczach jest małym chłopcem, który się zgubił i szuka drogi. Mam nadzieję, że uda mi się wyrwać z takiego myślenia, bo przecież każdy z nas jest tylko człowiekiem, ale to jeszcze nie powód, żebyśmy męczyli się ze sobą przez całe życie.

Nie wiem czy dobrym pomysłem jest spotkanie z tą dziewczyną, z tą drugą. Ona nie wie o moim istnieniu, tylko ja się zorientowałam, że istniejemy równolegle w jego życiu. Mam jej numer telefonu, numer gg, ale nie wiem, co miałabym jej powiedzieć: Cześć, nie znasz mnie, a ja wiem o tobie tak dużo, chciałabym porozmawiać o X, proszę o spotkanie. I nawet gdyby przyszła, gdybyśmy pogadały, to o czym? O tym, kim dla niego jest? Jak ona widzi dalej tą sytuację? Czy z nim spała w czasie, kiedy spotykał się ze mną? Czy po prostu po chamsku powiedzieć: od....dol się od mojego faceta? No i jaki on mój?

Czy można wymagać od drugiej osoby, żeby poza mną nie widziała świata? Przecież nie ma miłości bezwarunkowej, a ja widocznie nie jestem osobowością, która potrafi wypełnić cały świat drugiej osoby. A może to tylko moja urażona ambicja, bo chciałabym być kobietą, którą kocha się 24h/dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku?

Może jestem zbyt wymagająca?

Czuję się jak w jakimś nierealnym świecie... Zaczynam "filozofować" na temat swoich własnych uczuć...

20

Odp: on, ona i ja

Żona mojego Ukochanego też nie wie o moim istnieniu. My, które wiemy o nich mamy trudniej, bo jesteśmy świadome.
Musisz walczyć o swoją godność i poczucie własnej wartości. Jesteś mądra i wartościowa! On ma wielkie szczęście, że spotkał Ciebie, a jeśli on tego nie docenia, to będzie jego strata!!!
Gdzie mogę znaleźć ten test na stopień uzależnienia? Jestem ciekawa co mi wyjdzie... Pewnie masakra sad

21

Odp: on, ona i ja

Nie mogę niestety dodać link do strony z testem uzależnienia, ale wystarczy przeczytać posty pisane przez Zazdrosc - wielokrotnie podawała adres.

Z dnia na dzień czuję się silniejsza, bo odnalazłam nową wizję siebie i pomysł na życie. Chcę spełnić swoje marzenia z dzieciństwa. Zawsze marzyłam o tym, żeby być niezależną od nikogo kobietą, żeby zasadzić drzewo, podróżować po świecie, robić coś ciekawego. Przypomniała mi się rozmowa z moją mamą, kiedy miałam jakieś 8-10 lat:

M: Kiedyś dorośniesz i zakochasz się w jakimś mężczyźnie.
Ja: A skąd będę wiedziała, że jestem zakochana?
M: Sama to poczujesz. Jak spotka cię miłość to będziesz wiedziała, że to jest właśnie miłość.
Ja: A co robią ludzie zakochani?
M: Rozmawiają, chcą spędzać ze sobą dużo czasu, chcą spędzić ze sobą całe życie.
Ja: Ale jak to? Całe życie z jednym chłopakiem? Przecież to nudne... A co jeśli będę chciała iść do kina z innym chłopakiem?
M: No z innym nie możesz, bo jak masz chłopaka, to tylko z nim idziesz do kina.
Ja: Eee...to ja tak nie chcę...wolę chodzić do kina z kim mam ochotę...

No i jak to się stało, że ja nagle nie rozumuję jak ta 8-10 latka? Mam wrażenie, że byłam wtedy mądrzejsza niż teraz. Jak będę czuła się niezależną kobietą to wygram własne życie. Coś po sobie pozostawię, ale niekoniecznie będzie to dziecko. Wolę zająć się jakimś ciekawym projektem, podróżować. Ten facet nie jest wart tego, żebym musiała zasłużyć na jego miłość. Jeśli tak się kochają to niech do siebie wrócą, niech stworzą szczęśliwą rodzinę z trójką dzieci. Ja nie widzę siebie w roli kobiety prasującej facetowi koszule, niańczącej wrzeszczące dzieci, tyrającej na etacie i jeszcze gotującej obiad po powrocie do domu. I nie wiem skąd mi się wzięło przez chwilę, że to chciałabym robić. Może zobaczyłam, że wokół wszyscy wychodzą za mąż, rodzą dzieci i nagle poczułam, że ja też powinnam. Może dlatego, że rodzina dopytywała się o ślub, wnuki i ja nagle poczułam się gorsza. Ale przecież to nie jest powód, żebym musiała tolerować faceta, który mnie zdradza, albo który sam nie wie czego chce.

Dowiedziałam się ostatnio, że jestem "przeterminowana". Okej mam 31 lat, ale co z tego. Będę dążyła do tego, żeby żyć tak, jak chcę, bo przecież życie jest tylko jedno, a ja nie wiem, ile mi jeszcze zostało. I chcę, żeby na łożu śmierci, kiedy całe życie przeleci mi przed oczami, było na co popatrzeć.

Dlatego od dzisiaj nie zostawiam nic na później, na jutro, w sferze marzeń. Liczy się tu i teraz. Nie jestem szmatą do podłogi, o której pisałam wyżej. Mój czas jest cenny, bo mam tyle planów do zrealizowania. Jeśli ten facet chce ze mną być, to tylko wtedy, gdy pomoże mi te plany zrealizować, a jeśli to go przerasta, to niestety będzie musiał odejść, a plany zrealizuję sama.

22

Odp: on, ona i ja
JoAsiulka napisał/a:

Żona mojego Ukochanego też nie wie o moim istnieniu. My, które wiemy o nich mamy trudniej, bo jesteśmy świadome.
Musisz walczyć o swoją godność i poczucie własnej wartości. Jesteś mądra i wartościowa! On ma wielkie szczęście, że spotkał Ciebie, a jeśli on tego nie docenia, to będzie jego strata!!!
Gdzie mogę znaleźć ten test na stopień uzależnienia? Jestem ciekawa co mi wyjdzie... Pewnie masakra sad

Dunkis, masz rację to uwieranie w tyłek jest mobilizujące. Pozdrawiam.

23

Odp: on, ona i ja

Bardzo się cieszę, że tak zmieniłaś swoje podejście, jest teraz takie jak powinno być. Jesteś pewna siebie i tego, czego chcesz od życia, dumna, nieskazana na niczyją łaskę. Tak trzymaj, jestem z Tobą smile

A jak teraz wyglądają relacje między Wami?

24

Odp: on, ona i ja
pannanikt napisał/a:

No i jak to się stało, że ja nagle nie rozumuję jak ta 8-10 latka? Mam wrażenie, że byłam wtedy mądrzejsza niż teraz. Jak będę czuła się niezależną kobietą to wygram własne życie. Coś po sobie pozostawię, ale niekoniecznie będzie to dziecko. Wolę zająć się jakimś ciekawym projektem, podróżować. Ten facet nie jest wart tego, żebym musiała zasłużyć na jego miłość. Jeśli tak się kochają to niech do siebie wrócą, niech stworzą szczęśliwą rodzinę z trójką dzieci. Ja nie widzę siebie w roli kobiety prasującej facetowi koszule, niańczącej wrzeszczące dzieci, tyrającej na etacie i jeszcze gotującej obiad po powrocie do domu. I nie wiem skąd mi się wzięło przez chwilę, że to chciałabym robić. Może zobaczyłam, że wokół wszyscy wychodzą za mąż, rodzą dzieci i nagle poczułam, że ja też powinnam. Może dlatego, że rodzina dopytywała się o ślub, wnuki i ja nagle poczułam się gorsza. Ale przecież to nie jest powód, żebym musiała tolerować faceta, który mnie zdradza, albo który sam nie wie czego chce.

Tak trzymac! Jestem pod wielkim, wielkim wrazeniem, ze nagle sie tak ''ogarnelas'' i ujrzalas wszystko z innej - wlasciwszej - perspektywy. Jestes silna kobieta, swiadoma siebie. Tacy ludzie sa najszczesliwsi wink Zycze ci spelnienia marzen! A jesli bedziesz znala swoja wartosc, to predzej czy pozniej pojawi sie ktos, kto bedzie w 100% wart twojej milosci.

Jeszcze raz gratuluje wyboru. Nie ma co zebrac o milosc ani marnowac zycia na stanie w miejscu smile Od teraz dajesz sobie milosc SAMA i to jest najlepsze.

25 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-11-03 10:37:53)

Odp: on, ona i ja

Cześć pannonikt, cześć reszcie! Jakoś tak mi ostatnio zeszło na innych sprawach. Ale do rzeczy. Jeśli do tej pory, nie okazywałaś wszystkich emocji, to znaczy, że nie tylko widziałaś swojego mena, jako chłopca, ale też go tak traktowałaś. Sama nie pozwalając mu dorosnąć. Trochę w tym i Twojej winy. Jeśli ukrywałaś przed nim, przed światem, swoje prawdziwe - ja, to oszukiwałaś, zarówno jego jaki  po trosze siebie. (nie ma znaczenia jakie przyświecały Ci racje). Wcale to nie oznacza, że robiłaś coś złego, czy też nagannego, jedyne co to to ,że teraz musisz zebrać owoce tego.  Ale, może to jest szansa, byś była w końcu sobą. Bo widzisz, gdybyś to ciągneła, to trwało by to tylko do pewnego momentu. Potem by Ci się odechciało, znudziło, albo nie miałabyś siły, w efekcie wyszło by szydło z worka i byś się zmieniła. Kiedyś juz o tym pisałem, kobieta liczy, że facet po ślubie się zmieni - a się nie zmienia, za to facet liczy, że kobieta się nie zmieni po slubie, a ona się zmienia. Twój przypadek jedynie by to potwierdził. Gdybyś ugruntowała swoje relacje, po jakims czasie byś się zmienił, bo wyszły by na wierzch, te wszystkie rzeczy, które do tej pory chowałaś przed nim i okazała byś się zołzą, albo heterą - no właśnie tak to faceci określając, jeśli chcą być kulturalni. Zatem masz niepowtarzalną szanse, pokazania mu jaka jesteś naprawdę juz dziś. Co pozwoli na to , że w przyszłości, gdy postanowicie byc ze sobą na zawsze, nie spotka go niemiła niespodzianka Twojej przemiany! Uaaaaaaa, za to Ty będziesz juz od dziś mogła byc sobą. Proste? No jasne że prsota. Jeśli teraz Cię nie zakceptuje takiej jaką jesteś - liczącej na miłośc 365 dni w roku, to przynajmniej będziesz szczera wobec siebie i nie będziesz mogął powiedzieć że oszukiwałaś kogokolwiek i nie pozostawiałaś złudzeń. Bądź sobą, może właśnie to, spowoduje, że będziesz dla niego atrakcyjniejsza. Powinnaś wiedzieć, że faceci lubią walczyć o swoje kobiety. Jeśli go zagłaskasz, on będzie wiedział, że na skinienie dostanie wszystko. A to się nudzi. Lepiej go uwodzić, zostawiać niedosyt.
No dobra, uważam też, że nie powinnaś robić tego wszystkiego małymi kroczkami, a duzym jednym pociągniećeim. Ale to tylko moje zdanie. Kolejna rzecz, jeśli naprawdę chcesz o niego walczyć, to zainicjowanie spotkania z tą jego druga dziewczyną - Twoją rywalką, jest jak najbardziej wskazane.

Powiem więcej nizebędnie konieczne. Ale... no właśnie ale, wcale nie musisz się z nią spotykać, Inicjowanie, a spotkanie, to dwie różne rzeczy. Skoro masz gg, nr tel, wyslij jej zaproszenie na takie spotkanie i tu i tu. Pisząc dokładnie tak, jak wrzuciłaś z postu... dorzuć kilka szczegółów, o których wiesz z całą pewnością o niej--- ale się nie rozdrabniaj --- pozostaw niedosyt i niepokój smile Muszą to być rzeczy nie pozostawiające wątpliwości, że wiesz o wszystkim, że on sie z ią spotyka i że Ty jesteś z tym facetem i ... zostaw to tak. Niech ona ma orzech do zgryzienia, niech ona od niego oczekuje wyjaśnień. Przeniesiesz w ten sposób ciężar całej tej sytuacji gdzie indziej. Niech ona się zastanawia i pogada sobie z Twoim facetem, to jej sen zostanie spędzony z powiek. Może też tak być,  że skoro oni tak naprawdę, juz ze sobą nie są, to tamto się rozpadnie. Daj jej też szansę, może się okazać, że ta dziewczyna wcale nie jest taka, hmmm "głupia" i zerwie z nim kontakt. Nie chcąc innej kobiecie wchodizić w paradę. Jednak liczyłbym raczej, że nie spodoba jej sie być trzecią w związku, albo oszukiwaną - tym bardziej że to oszustwo trwa i trwa. W końcu to on ją oszukuje, a nie Ciebie. A może to być tak, że on do Ciebie miał na tyle "zaufania" że Tobie powiedział o niej, bo był pewnien, że nie odejdziesz. Jej jednak nic nie mówił,  bo nie ma takiej pewności. Wtedy sprawa się sama rozwiąże... daj jej "szansę". Martwić sie będziesz jeśli ona nie odpuści. Zastanów się, czy walczyłabyś o kogoś, gdybyś się dowiedziała, że od długiego czasu to Ty byłaś oszukiwana w związku. Do tego podrzuć jej coś, co pokaże jej jasno, od kiedy on jest z Tobą i od jakiego czasu on ją oszukuje. Ok, może on i dostanie kopa w tyłek, ale będzie on wymierzony we właściwym kierunku, a Ty przecież umiesz głaskać. Jeśli okaże sie, że oni jednak się zejdą, będziesz miałą więcej czasu na znalezienie tej miłości prawdziwej, tudzież przypomnienie sobie jak myślała 10 - latka i pójdziesz do kina z kim będziesz chciała.

JoAsiula, jest dobrym przykładem, który sam wlazł w ten wątek, (jeśli obrażam to przepraszam, ale wyłącznie komnetuję na uzytek autorki wątku) jak to jest mieć świadomość tego i jak jest z tym niby ciężko.
JoAsiulek, jeśli naprawdę uważasz, że Tobie jest trudniej, to zadam Ci takie pytanie, zamieniłabyś się, wolała byś być nieświadoma i oszukiwana.... hmmm ciekawe, ciekawe.... JoAsiula. nie musisz odpowiadać, mam nadzieję jednak, że pannanikt zrozumie na podstawie tego pytania, co miałem na mysli wcześniej.

Przeterminowana, no, teraz, jak się zastosujesz do tego co pisałem, to nie będzie Ci pasował już nick, ani - przeterminowana, ani pannanikt.
Ale wiesz, ja lubię być przeterminowany, lubię słuchać Anny Jantar, ostatnio ktoś odkrył przed mną uroki słuchania U2 (no tu dopiero jestem przeterminowany) , ale wcale mi to nie przeszkadza w między czasie słuchać metalu.

26

Odp: on, ona i ja

Jestem przeterminowana, ale mi to nie przeszkadza. Jeśli będę chciała dziecko po 40-ce to je adoptuję. Jest przecież tyle biednych niechcianych dzieci, że niekoniecznie muszę mieć własne. A poza tym medycyna idzie do przodu - mam czas. Ok, to może będzie "niepełna" rodzina, ale za to mogę dać temu małemu człowiekowi poczucie, że można żyć po swojemu, być silnym i niezależnym. To jest coś, czego ja nie otrzymałam od rodziców, mimo że niby miałam "normalną" rodzinę.

Lubię słuchać Anny Jantar, Ordonki, uwielbiam przedwojenne kino polskie i początki kina niemego, lubię kino czeskie, uwielbiam mój stary gramofon - bambino 2. Lubiłam styl vintage zanim stał się modny. Tak, pod tym względem też jestem przeterminowana. To wszystko nie przeszkadza mi oczywiście bawić się na imprezie elektro do białego rana - wszystko zależy od towarzystwa. A następnego dnia zregeneruję szybko siły i pójdę potańczyć na czyimś weselu w rytm tańców latyno-amerykańskich albo w jakimkolwiek rytmie. A jak będzie trzeba to w kankanie zrobię i szpagat na środku sali. Tak, potrafię stanąć na wysokości zadania.

Jeszcze nie zebrałam się na odwagę, by napisać do "tej drugiej". Jak powiedział kiedyś mój chłopak podczas mojej z nim kłótni o tą drugą: "gdybyś to chciała zrobić, to już byś to zrobiła" i pewnie to przekonanie sprawiło, że ma "zaufanie" co do faktu, iż nie będę w stanie odejść. Ale ja nie mogę w tym tkwić na takich zasadach, jak do tej pory, dlatego szukam przestrzeni dla siebie. I to chyba powoli zaczyna działać. Jeśli nie odpisuję dłużej na smsa - sam dzwoni. Wypytuje dokładnie co robię, z kim, kiedy, jakby bał się, że teraz role się odwrócą i to on będzie "tym drugim". Ja mu tego nie zrobię, bo straciłabym resztki szacunku do samej siebie, ale on nie musi o tym wiedzieć. Niech się stara, jeśli chce ze mną być.

Nie jestem pannąnikt. Jeśli jestem przeterminowana, to tylko dlatego, że mam własny pomysł na życie i to niekoniecznie zgodny ze stereotypami.

I przestaję się bać samotności. Bo zawsze znajdą się ludzie, którzy będą chcieli ze mną spędzać czas bezinteresownie - dla czystej rozrywki. A sex? Hmm, jestem świadoma swojego ciała i potrafię zapewnić sobie sama orgazm, przez co zwalniam z odpowiedzialności za niego drugą osobę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie to samo, że brakuje tu jeszcze uczuć, ale jeśli ma to tak boleć psychicznie jak do tej pory, to chyba nie jest tego warte.

Wyrażam swoje emocje. Mój mężczyzna wie, kiedy jestem zła na niego, kiedy nie podoba mi się jego zachowanie. Sama zaczęłam robić fochy (chociaż wcześniej nie potrafiłam). Na razie są krótkotrwałe i cały czas mnie korci, żeby wyciągnąć jako pierwsza rękę na zgodę, ale cały czas sobie powtarzam, że to byłby krok w tył. I czuję się z tym wszystkim lepiej. Jestem zła i zdeterminowana. I nie walczę już o niego - walczę o własną godność. Zapomniałam, że byłam kiedyś bardzo dumną kobietą i teraz sobie o tym przypominam. Nie potrafię wszystkiego zmienić od razu, ale metoda małych kroczków działa. Najtrudniejszy był ten pierwszy, ale potem okazało się, że to jednak nie takie trudne.

Czy ja jestem heterą?

Hmm, sięgając greckich korzeni tego słowa, chciałabym być towarzyszką, kompanem dla mężczyzny, partnerką. Nie jestem kurtyzaną, nierządnicą, nigdy nie robiłam kariery przez łóżko. Ale nie powiem, że nie pociąga mnie życiorys np Aspazji. Nie licząc kwestii łóżkowych chciałabym być jak grecka hetera. Ale nie mam bladego pojęcia jak to zrobić smile

A swoją drogą, jaką ewolucję musiało kulturowo przejść to słowo, żeby dzisiaj pozostało z niego tylko pejoratywne znaczenie kobiety kłótliwej, dokuczliwej, megiery. Biorąc pod uwagę fakt, że mamy społeczeństwo patriarchalne, to czy mężczyźni aż tak bardzo zawsze bali się wpływowych heter, że widzieli w nich tylko zagrożenie?

Mam kolejne mocne postanowienie: codziennie będę robić coś wyłącznie dla siebie - dla swojego samorozwoju. Może być to cokolwiek - nauczyć się nowego słowa, żeby lepiej wyrażać swoje myśli i uczucia, przeczytać ciekawy artykuł, znaleźć przepis na coś pysznego do ugotowania - mam postanowienie nauczyć się codziennie czegoś nowego. Nawet jeśli będzie to drobiazg - ale codziennie. Dzisiaj na tapetę poszły greckie hetery, bo potoczne znaczenie tego słowa znamy wszyscy, ale założę się, że niewiele osób sprawdziło je w jakimkolwiek słowniku:)

27

Odp: on, ona i ja

Pannonikt, żarty żartami, ja nigdy nie siedziałem w takim klubie (będziesz wiedziała o co mi chodzi). Ale raz wszedłem ze znajomymi, czterema chłopkami, popatrrzyliśmy na pełny bufet, odczytaliśmy ceny, w tym za taniec na stole i wypadliśmy, bo nas przerosły, ale wrażenia były właśnie jak z filmów z takimi barami. Widać w polsce też potrafią.
Skoro omówienie ulubionej muzyki mamy za sobą, to Ci poeiwm, że albo starasz sobie udowodnić, pisząc swój post w sposób jaki to zrobiłaś, że wcale nie jesteś gorsza, albo Ten Twój facet nie wie jaka ma kobietę, pozostaje jescze jedna opcja co sie nazywa google- wikipedia. Jeśli w dodatku to że wg Ciebie nie kryjesz się i pokazujesz swojemu mężczyżnie co się w Tobie dzieje - to git tak powinno być. Ale nie ze wszystkim, pamiętaj, kobieta do końca nie może dać się rozszyfrować, a jeśli dała to czasmi muis coś zaszyfrować, by była wciąż apetycznym kąskiem dla swojego mężczyzny. BY miał co łapać.

No dobra, teraz powiedz, czemu zwlekasz z tym, by posłać Twojej rywalce, potencjalnie przyszłej heterze swojego faceta, wiadomości, że ona nie jest jedyną księżniczką w bajce o pięknym i wspaniałym rycerzu?

Mało tego, powinnas jednocześnie użyć najlepszej broni jaką dysponujesz, a dopiero teraz pokazałaś że nosisz za paskiem. Zazdrości. Skoro on Cię tak kontroluje, to pozwól mu teraz to wykorzystać, niech się sprawdzi w tym i pozwól mu rozwinąć skrzydła wyobraźni. Powiedz, że byłaś tu czy tam, że właśnie się seksownie ubierasz, w swoje ulubione coś tam, bo stary znajomy zprosił Cię gdzieś, albo facet który roznosi pizze, gdy CIę zastał w szlafroczku zaniemówił a wyszedł od CIebie dopiero, gdy mu obiecałaś, że znów zamówisz pizze, albo lepiej, dopólki się z nim nie umówiłaś na randkę. Jeshu, ostro i z przytupem, jak na niemych filmach, mało słów więcej kokieterii i kręcenia biodrami, no raz, dwa.

28 Ostatnio edytowany przez pannanikt (2010-11-03 21:22:25)

Odp: on, ona i ja

Drogi Dunkisie,

Ja też nie siedziałam nigdy w takim klubie, ale wybrałabym się tam z czystej ciekawości, nie po to, żeby zamówić danie główne, ale po to, żeby ocenić na własne oczy atmosferę takiego miejsca. Cel  - poznawczy, metody nienaukowe (subiektywne wrażenie to raczej metoda nienaukowa, więc prostuję to, co powiedziałam wcześniej - zagalopowałam się).

Masz rację, staram się udowodnić sobie, że nie jestem gorsza od tej dziewczyny. Wszystko, co piszę, to moje przemyślenia, ale są poparte wiedzą, o której zapomniałam wieki temu, której nie miałam nigdy okazji MU pokazać. Skończyłam studia na kierunku, który nigdy nie przyniósł mi realnego pieniądza. Pracowałam w różnych miejscach, ale nigdy nie wykorzystałam wiedzy, którą zdobyłam. Korzystam czasem z wikipedii, ale nie ufam wiedzy, która się tam znajduje. W domu mam kilka słowników, których używam na co dzień, np. Słownik języka polskiego PWN, Słownik mitów i tradycji kultury Kopalińskiego, Słownik terminów literackich, Słownik terminów teatralnych, Słownik antropologiczny itd. Mniejsza z tym. Wszystko, co napisałam jest prawdą, bo nie wchodzę na forum po to, by kłamać (na dodatek anonimowo), ale dlatego, że potrzebuję czyjegoś spojrzenia z boku na tą sytuację. Naprawdę robię szpagat, bo ćwiczyłam kiedyś jogę. Potrafię tańczyć, bo skończyłam kiedyś tam jakiś kurs tańca. I mam w sobie pokłady energii, którą ciężko zagospodarować.

Ale to wszystko jest wciąż za mało. Ta druga potrafi robić wszystko lepiej ode mnie i na dodatek robi rzeczy, których ja nie potrafię, albo na które bym nigdy nie wpadła, że można je robić. Nie chcę tutaj robić porównania, bo boję się, że jednak ktoś mnie rozpozna, a przecież i tak za dużo powiedziałam. Jest tylko jedna rzecz, którą zrobiłam lepiej, szybciej - zorientowałam się, że nas jest dwie.

Czemu zwlekam z wysłaniem jej wiadomości, że księżniczek jest dwie? Bo boję się jej reakcji. Boję się, że nie odpuści, a ta informacja zmobilizuje ją tylko do działania, a ja wiem, że jeśli ON będzie miał pewność, że ona już nie odejdzie od niego, to zostawi mnie, bo w jego oczach ona jest lepszym egzemplarzem ode mnie. Zresztą, wg mnie ona wygrywa każde porównanie ze mną, z wyjątkiem emocjonalnego - ja jestem wierna, ciepła i wyrozumiała. Ona chyba jest zimna i wyniosła (mówię o tym z relacji innych, bo osobiście jej nie znam).

Z tą zazdrością to jest dobry motyw. Po prostu będę musiała zrelacjonować niektóre zachowania moich kolegów. Do tej pory tego nie robiłam, no bo po co miałam ranić ukochaną osobę tym, że inni faceci widzą we mnie kobietę, skoro oni są dla mnie obojętni? A teraz zacznę o tym opowiadać, skoro to działa. I zatrzepoczę trochę rzęsami, bo to jedyna cecha mojej fizyczności, która wygrywa każde porównanie:P

29

Odp: on, ona i ja

Niestety nie mogę edytować postu, więc napiszę pod spodem.

Dzisiaj już nie jestem tak pewna siebie jak wczoraj. Rozkleiłam się. Znowu się z nią widział. Znowu mnie okłamał. Znowu gra na dwa fronty. Chciał, żebym mu ugotowała to samo, co tamta mu ugotowała. Oczywiście nie przyznał się do tego, ale po takim czasie znajomości, to potrafię czytać między wierszami. To się nigdy nie skończy. Chyba jest egoistą, bo przecież nie można robić nadziei dwóm kobietom na raz. Nie dam rady psychicznie. Zastanawiam się nad terapią, bo jeszcze trochę i się wykończę. Czuję się wykorzystana psychicznie, fizycznie i finansowo.

Nie buduje się zamków na piasku, prawda? Z tym facetem nie stworzę szczęśliwej rodziny, skoro całą swoją energię będzie wykorzystywał na skoki w bok? Albo zostawi mnie za kilka lat, bo nie będę wystarczająco ładna, mądra, nie będę wystarczająco dużo zarabiać, nie będę gotować takich rzeczy, jak ona. Widocznie nie jestem wystarczająco dla niego dobra. A może nikt nie jest. Trudno. Takie życie. Wiem, że teraz będzie boleć, ale jak sobie pomyślę jak by bolało za kilka lat, kiedy np mielibyśmy dzieci, to chyba już wolę być sama. Bo jeśli odejdę, to już raczej będę sama, bo jak mówi mój ojciec: "nóg do samej szyi nie mam, więc przebierać w facetach nie powinnam". Specjalnie mądra też nie jestem, bo nie potrafię utrzymać przy sobie facetów. No i pierwsza młodość już za mną dawno. Ale przynajmniej zrealizuję swoje marzenia z dzieciństwa o podróżach. Nie wiem tylko skąd wziąć znajomych, którzy by pojeździli ze mną na nartach w zimie, bo znam tylko jedną osobę, która potrafi - jego. Ale może wpakuję się na jakieś forum i zawiążę znajomości. W końcu trzeba wykorzystywać siłę internetu smile

Tylko korci mnie jedna rzecz - żeby się z nią zobaczyć, ale tak, żeby nie miała możliwości tego wcześniej skonsultować z nim. Bo przecież po tylu latach to on wie, jak przekonać ją do każdej rzeczy, którą sobie wymyśli. Powie jej np, że jestem dziewczyną, która nie daje mu spokoju, a z którą zerwał. A komu ona uwierzy? No przecież nie mnie tylko byłemu partnerowi. Wiem, gdzie ta dziewczyna pracuje. Zastanawiam się, czy tam nie pojechać i nie zaczepić ją po pracy. Kawa i pokazanie kilku wspólnych zdjęć, kilku dat, kilku wydarzeń, o których wiem tylko ja, on i ona, kilku smsów od niego, kilku maili. Albo nawet mogę przy niej zadzwonić do niego: "cześć kochanie, co porabiasz". Albo niech ona umówi się z nim przez telefon i zrobimy konfrontację we trójkę. Taki podstęp. Czy to dobry pomysł?

30

Odp: on, ona i ja

Czy on nie może robić nadzieji dwóm kobietom, No może, widać może. Przecież masz to jak na dłoni, dlaeczgo negujesz sprawy oczywiste. Jak by to nie nazawć, czy jest egoista, czy się po prostu waha Ty stoisz w miejscu i czekasz. Jemu pozwalasz decydować, gdzi Twoja kobieca duma, gdzie bunt przeciw wykorzystaniu?

Wiesz nie rozumiem CIę myślisz jak cierpiętnica, spotykając się z nią narażasz się na to że poczujesz sie jak ta (Twoimi słowami) szmata, daj jej to , rzuć w Twarz, powiedz by sie od niego odczepiła - niech ona kombinuje, skąd te zdjęcia, zostaw jej numer tel, to niech ona się zastanawia, ale nie stój w miejscu.

Mało masz energii? to zastanów sie. Ona i on Cie wykorzystują, jak idą ze sobą do łóżka, spotylkają sie w kawiarni, to zasługa czyja jest że on tak dla niej pięknie wygląda? - Twoja bo co rano wiedząc gdzie on idzie ślicznie go ubierasz, życząc miłego dnia - no jasne, dla niego miły dizen to dzień z nią, inaczej to stracony dzień. Spotyka się z nią w koszuli, którą ona czy Ty wyprałaś? No chyba że on praduje, to on w Waszej łazience przygotowuje się na randkę z nią, a Ty pewnie poprawiasz mu spodnie na tyłku, by ona go obmacując nie czuła wypukłości koszuli i mogął mu powiedzieć, że ma cudowne pośladki, Ona potem dogadza mu bo tak pięknie go przygotowywujesz do tego spotkania, Twoim kosztem. Ty, dostarczasz jej pachnnący najedzony produkcik , który ona sobie chrupie na Twoich oczkach, a Ty, idiotka, na to nadal pozwalasz.
Po co się zatem ograniczasz , zrealizuj swoje marzenia dzięki nim, kup im sprzęt narciarski, ala nie zapomnij zapytać go jaki ona ma rozmiar i jaki lubi kolore, żebyś nie musiała latać i wymieniać, potem ślicznie zapakuj w plecaczek najwspanialsze rzeczy, by super dla niej wyglądał, na kolacji przy świecach , przy kominku, kup mu nowe perfumy i niech sobie jadą, a Ty nadal sobie siedź i patrze przez to okno w domu i myśl, jak oni się wspaniale bawią. A nie nie zapomnij zapytac się jaki ona lubi smak, gdy będziesz kupowała prezerwatywy, chyba, że widzisz się w roli przyszłej niańki dziecka swojego ukochanego, które będa Ci podrzucać jak pojadą sie gdzieś wspaniale bawić. A Ty dalej będziesz siedziała, a mysląc że kiedyś zwróci uwagę, bo bęziesz siedziała nadal nic nie robią licząc na cud, a ona bedzie uważała Cię za jego .. no nie wim , praczkę, sprzątaczkę, opiekunkę, koleżankę, niańkę, nie martw się on juz CIę tak przedstawi, że nawet jak będzie u Ciebie sypiać, to to dla niej będzie normalne, będziesz istaniała w ich zyciu jak kopciuszek, ale co tam, przecież Ci tak z tym dobrze, że jej nawet tyłek będziesz podcierać. A ona bedzie myślała że to wiatr, a on taki wspaniały, bo jej , no jej jedyny cały na świecie, kto by się przejmował, pięknym poakowaniem, które ktoś dla niego przygotował, skoro się chrupie to co najlepsze.

31

Odp: on, ona i ja

Nawet moi rodzice mówią, że jak będę szarą myszką, to mój chłopak mnie rzuci, bo takich szarych myszek jest wiele. Dzięki rodzice za wsparcie.

Nie mieszkamy razem, remontujemy mieszkanie, w którym mieliśmy zamieszkać, jego mieszkanie, więc nie prasuję mu koszul, ale zdarzyło mi się zacerować mu spodnie, pożyczyć samochód, wyprać sweter. On też mi kiedyś wyczyścił buty. Jesteśmy związani ze sobą psychicznie, fizycznie i finansowo. Jeśli planujemy jakieś wydatki, to razem, biorąc pod uwagę zarówno jego pensję, jak i moją.

Piszę smsa do tej drugiej. Nie wiem czy zdobędę się na odwagę, żeby go wysłać, ale piszę. Muszę się czymś zająć, żeby o tym nie myśleć.

32

Odp: on, ona i ja

widzę, że trudno CIę popchnąć do prawdziwego działania, odezwij się jak juz napiszesz, najlepiej dopiero wtedy podziel sie emocjami i tym, że masz już to za sobą.

33

Odp: on, ona i ja

Wysłałam.

Ulżyło mi.

Teraz ona musi się martwić.

Tylko dlaczego serce mi tak łopoce, jakby chciało się wyrwać z piersi?

34

Odp: on, ona i ja

bo zrobiłaś pierwszy krok, bo to emocje, bo to nadzieja, bo to pierwszy gong się odezwał, bo machina ruszyła, bo właśnie wstajesz na nogi, ... i nie zapomnij jej tego samoego posłać na gg, najlepiej z jego numeru

35

Odp: on, ona i ja

Zupełnie jak moja historia.. też próbowałam być na pierwszym miejscu a zawsze pojawiała się była..knuła, histeryzowała, namawiała i szantażowała..niestety niektórzy mężczyźni nie są odporni na ślady przeszłości..i nie wiem czy to wynika z tego, ze chcą mieć dwa otwarte okienka, zaglądać do jednego, gdy drugie szwankuje..a może sama się z nią spotkaj?

36

Odp: on, ona i ja

Odpisała.

Zrobiła się burza...

Ja jej napisałam kilka szczegółów ze swojego związku, o których istnieniu wiedziała też ona. Powiedziałam ile trwa mój związek i kiedy się zaczął. Zapytałam co ich łączy. Zaproponowałam spotkanie.

Odpisała, że nie widzi potrzeby spotkania i że w razie jakichkolwiek wątpliwości powinnam porozmawiać z moim chłopakiem a nie z nią.

Wiem, że w międzyczasie zadzwoniła do mojego chłopaka. Nie wiem tylko co mu powiedziała. Bo mój chłopak jak zwykle kręci. Wiem, że powiedziała mu coś na temat tego, żebyśmy jej nie wciągali w gierki między nami i że nie spodziewała się, że on potrafi tak grać. Co on jej tam wytłumaczył, tego nie wiem, ale mogę się tylko domyślać, że powiedział, iż jestem wariatką i że nic go ze mną nie łączy. Ona o mnie wiedziała -  okazało się, że znalazła moje zdjęcie na sieci, mimo że nie zna mojej tożsamości, a ja nie istnieję na popularnych portalach. Podejrzewam, że nie wiedziała, że jestem z tym facetem nadal. No ale to wszystko przypuszczenia.

Mój facet postanowił mnie wypytać o szczegóły. Starałam się podać jak najmniej. Ale częściowo musiałam mu podać, bo ogólnikami nie można go zbyć. Powiedział, że jestem najważniejsza w jego życiu i że dobrze, że zakończyłam temat za niego, bo on próbowałby pomóc jej poradzić sobie z ich rozstaniem i trwałoby to bardzo długo. Oczywiście przypomniałam mu, że po ostatniej naszej rozmowie zapewnił mnie, że temat załatwi. Skwitował to stwierdzeniem, że właśnie zaczynał kończyć temat. Znowu rozmydlił całą sprawę a ja jestem w punkcie wyjścia, bo nie dowiedziałam się kim ta dziewczyna jest dla niego i kim on jest dla niej, ani czy uwierzyła w to, co jej powiedziałam. Ale przynajmniej zasiałam jej ziarno wątpliwości. Moja sytuacja niestety się nie zmieniła poza faktem, że mam to za sobą. Ja już nie wiem co z tym dalej zrobić?

37

Odp: on, ona i ja

Niestety, sama sprawę rozmyłaś - takich spraw nie załatwia się smsami.
To jeszcze jeden dowód na połowiczność Twego działania i niezdecydowanie.
Jeżeli to będzie dalej trwało - a myślę, że będzie - zażądaj spotkania w trójkę i wyjaśnienia wszystkiego. Wóz albo przewóz, bo się zamęczysz.

38

Odp: on, ona i ja

Powiem szczerze, że nie potrafię znaleźć się w tej sytuacji. Chyba nie radzę sobie z kłamstwami.

Samej zdarza mi się coś czasem ściemnić, ale chyba nie byłabym w stanie oszukiwać drugiej osoby przez taki okres tylko dlatego, że się waham, albo że mi tak wygodnie.

Jedyne rozwiązanie, które może coś zmienić jest najprostsze - odejść. Ale na to jeszcze nie jestem dzisiaj gotowa, dlatego najpierw odbudowuję swoją przestrzeń krok po kroku, a gdy już będę silna, wtedy powiem: to koniec. Miałam nadzieję, że może znajdę inne rozwiązanie, żeby ten proces przyspieszyć, ale nic lepszego nie wymyśliłam. Bo prób naprawienia sytuacji z mojej strony było chyba zbyt wiele. Druga strona jakoś nie przejmuje się, że mnie rani. Wczoraj powiedziałam swojemu chłopakowi po raz drugi to samo: "czy ty nie rozumiesz, że takim postępowaniem ranisz wszystkich: mnie - bo skoro jestem dla ciebie życiowym priorytetem to zachowujesz się wobec mnie nie w porządku kłamiąc i spotykając się ze swoją ex, ją - bo skoro rozstaliście się, to ona też ma prawo do szczęścia i ułożenia sobie życia, a jak będziesz podsycał wspomnienia to jej to utrudnisz, siebie - bo ta sytuacja nie jest również dla ciebie komfortowa i nie można raniąc bliskich budować swojego szczęścia".

W odpowiedzi usłyszałam, że on jest wrażliwy, nacierpiał się w życiu i że go to boli, ale ja jestem twarda, więc mnie to mniej boli niż jego, poza tym on zadbał o mój spokój psychiczny nie mówiąc mi, że do niej jedzie. Oczywiście wyjaśniłam mu, że każdego boli takie zachowanie, a jak będzie kłamał, to ja i tak będę znała prawdę (co mu parę razy udowodniłam) i że przez to jak się zachowuje jest na najlepszej drodze, żeby cierpieć jeszcze bardziej, bo ileż można ludzi oszukiwać bez konsekwencji. Powiedziałam, żeby postawił się w mojej sytuacji i zastanowił czy gdybym ja robiła to, co on, to czy on kontynuowałby taką relację. Sam stwierdził, że gdybym to ja takie rzeczy robiła, to bym już była sama. Sam stwierdził, że zachował się nieetycznie i że jest miękki, bo jak widzi, że jego była kobieta ma dołek, to leci ją pocieszać. Zapewnił, że nigdy mnie nie zdradził, bo nie potrafiłby, bo nigdy w życiu nie zdradził żadnej ze swoich kobiet. Zapytałam go, ile ja jeszcze takich rozmów będę musiała przeprowadzić? Powiedział, że już nie będę musiała przeprowadzać takich rozmów, bo się skończyło. Kończyło się tak długo, bo czas, jaki spędzili razem był bardzo długi, plany, które mieli  - bardzo poważne - budowa domu (mieli działkę, kapitał), dzieci (nawet imiona wybrali), ślub (data ustalona, przygotowania w toku). I nagle im się rozpadło, bo ona stwierdziła, że ten facet nie jest jej ideałem i że poszuka sobie innego. A teraz twierdzi, że z żadnym facetem nie będzie jej tak dobrze jak z nim. Byli ze sobą długo - ponad 5 lat, skończyli te same studia, to była jej pierwsza miłość i pierwszy partner seksualny. Ja wiem i rozumiem, że po czymś takim ciężko się otrząsnąć, ale przecież to trwa 2,5 roku i na dodatek on już bez skrępowania wszedł w kolejny związek zapewniając mnie, że tamto uczucie już dawno wygasło i że poukładał to sobie wszystko.

Ja już z tego nic nie rozumiem. Tyle ciepła, troski, pozytywnych emocji i jednocześnie złych emocji, lekceważenia, oszukiwania nie otrzymałam nigdy od żadnego człowieka. I to na raz. Toksyczna relacja. Najgorsze jest to, że ja to widzę i nie potrafię się od tego uwolnić. Coś we mnie szwankuje i nie wiem co. Masakra

Nie wiem czy ma to jakieś znaczenie, że to z tym facetem przeżyłam swój pierwszy raz?

39

Odp: on, ona i ja

żle się stało , że zaproponowałaś jej spotkanie - widomo było, że póki co to nie zdecyduje się na to , bo najpierw musi przemyśleć
źle że zdradziłaś mu co jej podrzuciłaś, bo dałaś mu wiedzę na temat tego z czym musi się zmierzyć i w czym kłamać
jedyne słuszne posunięcie - sysłać jej kolejne informacje, dodatkowe , pomocniecze, by jesce mocniej ją przekonać że jesteście ze sobą, a jemu na to samo pytanie - gdy się będzie dopytywał, co jej napisałaś - powiedzieć - tylko tyle że pradę.. a jesli będzie naciskał, to powiedz o zupełnie innych rzeczach... spowoduje to ,że jeżeli on zacznie się przy niej tłumaczyc z tych rzeczy, które jej nie wysłałaś, a jemu będzie sie wydawało, że ona o nich wie - chłopak się tak zamota, że narobi sobie większego bajzlu niż ma teraz... zostanie mu jedna opcja... poddać sie... bo będzie widział, że im więcej tłumaczy tym bardziej grzęźnie.
Jemu możesz powiedzieć, że dostałaś od niej sms - choć wcale tak nie musi być - że zgodziła się z Tobą spotkać, ona oczywiście będzie się wypierała, ale zawsze możesz pozostawić taki niesmak w jego głowie twierdząc, że na pewno tak twierdziła, bo ona sama już nie wie co o tym myśleć... że jeśli to się okaze prawdą - to ... rozpowie o tym wszystkim ich znajomym. Masz takie pole do popisu, że hej.
A jeśli jest w końcu prawdą to , że on się przymierzał do zerwania, a Ty mu w tym pomogłaś... no wiesz, oznaczało by że choć tak mało zrobiłaś, właśnie uratowałaś swój związek, bo tamto sie rozleci. Jedyne co to to , że teraz złość przesłania Ci ocenę sytuacji, dlaczego zakładasz że jak sobie ze sobą poradzisz, to rzucisz go... wiesz jeśli tak to miałoby wyglądać, to .... juz żałuję , że mobilizowałem CIę do ratowania związku.
To, że przeżyłaś z nim swój pierwszy raz, oczywiście, że ma znaczenie, pytanie tylko jakie?

40

Odp: on, ona i ja

Czy mój pierwszy raz ma tutaj jakieś znaczenie? Pierwszy facet, który miał na mnie ochotę, i który wniknął w moje ciało. Podobno kobietom podczas aktu wydzielają się jakieś tam hormony przywiązania. A może po prostu to tylko była złudna nadzieja, że skoro to mój pierwszy to i ostatni. Takie w sumie brednie, bo życie to nie bajka.

Ja chcę walczyć w tym związku o siebie, o utraconą godność. Jestem zła, bo nie widzę siebie w roli potulnej i przyzwalającej, zdradzanej.

Nie zdradziłam mu najważniejszych szczegółów. Rzuciłam tylko ochłap informacji, żeby przestał się dopytywać.

Jednego się boję w tej historii - jeśli ja będę wysyłać jej informacje na temat naszego związku po tym jak dostałam smsa, że powinnam to z nim wyjaśnić, to czy czasem nie łamię w ten sposób prawa? Jakoś nie bardzo mam ochotę, żeby ta sprawa wymknęła się spod kontroli...

Ja to bym już chciała, żeby mi powiedział, że do niej wraca i ze mną zrywa. Jestem tak zmęczona tą sytuacją. I moja potrzeba walki o ten związek jest coraz mniejsza. Przecież on wczoraj mniej się skupił na tym, że mnie skrzywdził, a bardziej na tym, żeby poznać szczegóły. Jak można być takim egoistą? Aż tak bardzo go to wszystko zaślepiło? A nawet jeśli wygram z tamtą dziewczyną, to czy to jest dobra podstawa do wspólnej przyszłości? Przecież ja się starzeję... za kilka lat i kilka zmarszczek więcej...znajdzie wtedy młodszą...

I to jest schemat, który panuje w jego rodzinie. Czy powtórzy ten wzorzec? Ze mną miał szansę, że nie powtórzy, ale jeśli już teraz tak wszystko mota...

41

Odp: on, ona i ja

Trzeba wymyślić jakiś przebiegły plan..Masz możliwość gdzieś zaczepić tą dziewczynę i realnie przeprowadzić z nią rozmowę? Inaczej i tak nie dowiesz się prawdy, jeśli w ogóle Ona będzie chciała coś powiedzieć..Nie sądzisz, że on z ciebie i tej drugiej chce zrobić marionetki, które ciągnie za sznureczki i manipuluje Wami?
Wiem, że ciężko jest odchodzić..wiem, że boli..ale nie masz dosyć walki o kogoś, kto ewidentnie jest na tyle tchórzem, że nie potrafi skończyć z tamtym życiem?

42

Odp: on, ona i ja
Zazdrosc napisał/a:

Wykarzystaj wszystkie emocje by stanac na nogi. Nigdy nie rob nic by kogos zadowolic by w nagrode dostac milosc. Czesto rezygnujemy z naszego dobra bo walczymy o urojaona milosc. Nie widzimy prawdy. Ile razy mozna powiedziec czlowiekowi, ze nas rani swoim zachowaniem. RAZ. Jesli nie zrozumie za pierwszym razem nie zrozumie nigdy. Jesli sie odmieni to nie za Twoja sprawa. Nie masz zadnego wplywu na jego decyzje i jego milosc do Ciebie. Przegrywamy gdy w to nie wierzymy. Gsy ciagle liczymy ze ta niby "ostateczna" rozmowa cos zmienie. Slepniemy na fakt, ze tych ostatnich rozmow bylo juz piecdziesiat.
Naprawde nie ma milosci tam gdzie musimy sprzedac za nia swoja dusze.

Zgadzam sie całkowicie. Mozna komus mówić (wiem, bo mówiłam i czas traciłam) ze nas rani a to i tak jak grochem o sciane. Nikogo nie zmienisz jak on sam tego nie bedzie chciał.

43

Odp: on, ona i ja

Myślę, że na tym jej sprawę trzeba zakończyć. Ja jej wysłałam jednego smsa w celu poinformowania jej o całej sytuacji. Zrobiłam jej po prostu przysługę, żeby wiedziała dokładnie na czym stoi i jej następne decyzje były podejmowane z pełną znajomością faktów. Ona odpisała i wyraźnie zaznaczyła, że nie jest osobą, z którą sprawę trzeba wyjaśniać, czyli nie jest zainteresowana kontaktem ze mną, ani dokładniejszym wyjaśnianiem sprawy. Nie spotkam się z tą dziewczyną dopóki ona nie wyrazi takiej chęci ani wysyłać jej kolejnych wiadomości nie będę, bo nie o nią tutaj chodzi tylko o niego. Poza tym poczułabym się po czymś takim bardzo źle. Jeśli ten sms nie zakończył sprawy i mój chłopak dalej będzie się zachowywał w ten sposób to będę musiała schować uczucia do kieszeni i z całym bólem zakończyć ten związek, bo nie mogę być z facetem, który już na tym etapie działa na dwa fronty. A nasz związek robi się coraz bardziej poważny, więc tym bardziej nie mogę działać połowicznie. Teraz staram się trochę ograniczyć częstotliwość naszych spotkań, żeby mieć większy dystans do sprawy, zająć się trochę sobą i swoją przestrzenią, a także dać mu szansę poukładania sobie tego wszystkiego w głowie. Może dojść do wniosku, że jednak kocha tamtą dziewczynę i ok, niech tak będzie, niech o nią walczy. Jeśli powinni być razem, to będą niezależnie od tego, co zrobię. Ja się w takiej sytuacji po prostu usunę na bok - ułożę życie na nowo i tyle. Będzie bolało. Będę płakać. Nieprzespane noce na pewno się zdarzą, ale z drugiej strony będę wiedziała, że nie przeszkodziłam prawdziwej miłości, która pokonuje wszelkie przeciwności, również te związane z charakterem i zachowaniem męskiej części związku. Jeśli ona będzie potrafiła żyć z facetem, który ją oszukiwał, to jej wybór. Ode mnie dowiedziała się czystej prawdy. Mam spokojne sumienie.

Nie wiem, czy ze sobą spali. Jeśli tak, to nawet ja, mimo że tyle wybaczyłam mu do tej pory, nie wybaczyłabym mu czegoś takiego. Poczułabym odrazę. No ale jeśli takie zdarzenie miało miejsce, to jak znam swoje szczęście do różnych tego typu informacji, dowiem się o tym wcześniej lub później.

44

Odp: on, ona i ja

Bardzo mądrze to wszystko napisałaś. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy. Dla Ciebie, oczywiście. On będzie frajerem, jeśki straci tak mądrą kobietę. Będę trzymać kciuki.

45

Odp: on, ona i ja

To co napisałem, że pewne wydarzenie ma na pewno wpływ, to jedynie po to byś sobie sama na głos odpowiedziała jaki. Na jednych by nie miało żandego, na drugiego  miało by wielki. Napisałaś, że miało, bo był pierwszy jaki chciał, a wogóle to jakś teorie hormonów sobie wziełaś, a wogóle to była złudna nadzieja - ale jak widzisz miało to znaczenia, bo zyłaś w przekonaniu, że skoro tak to się stało, to On będzie z Tobą po wieki bez względu na to co się stanie. A teraz to bzdura. Odpowiedz sama sobie zatem na inne pytanie. Jaki wpływ na wasz związek, miało takie myślenie, że wyobrażałaś sobie że to że był pierwszym, stworzy jakąś nierozerwalną magiczną nić. Co przez to zrobiłaś nie tak, a czego nie zrobiłaś. Nie pisz że nic takiego nie miało miejsca, odpowiedz tylko sobie.
Jeśli piszesz, że wasz związek jest na etapie budowanie poważnej relacji.. cyt "robi się coraz bardziej poważny" to w jaki sposób na niego patrzyłaś do tej pory, na luźny, śrenio poważny, poważny, ale nie do końca?
Nie wiem jak z Twoją miłością jest do końca, może to były tylko wyobrażenia o niej. Bo gdy się kocha, widzi się że się coś traci to walczy się, a nie odsuwa nabierając dystansu. Albo już w głowie sobie poukładałaś, że Ci się nie chce walczyć - napisałaś że marzysz o tym by to się skończyło, by sobie on do niej juz poszedł, albo nie wiesz co będzie później nawet jeśli wygrasz. Twoja walka przez to wygląda raczej jako obowiązek , a nie walka z pasją, która powinna się toczyc w obecnej chwili. Jest jeszcze jedna rzecz, która właściwei by to wszystko łączyła. Wokół Tego Twojego pierwszego razu, stworzyłaś sobie taką wizję przyszłości, że nie zrobiłaś wystarczająco duzo miejsca dla miłości. Myslę tak, bo zakładasz, że będzie bolało, że będziesz płakać. Jakbyś pisała scenariusz użalania się nad sobą. Scenariusz widza, który obmyśla, jak ma to wszystko być "po", by dobrze wyglądało i spełniało obowiązujące kanony. Zamiast sie skupiać na teraz, na walce, na dotarciu do prawdy, marnujesz czas na gdybani, ... bo jesli on spał z nią... a co jeśli ona trzymała ręke na jego kolanie, a co jeśli całowali się na pożegnanie, co jeśli.... a gdzie fakty?

46

Odp: on, ona i ja

Zastanawiałam się nad tym, co napisałeś...

Tak, moja seksualność wpłynęła na moje myślenie o tym człowieku. I sprawiło to, że niezależnie od tego jak to się wszystko skończy, będzie miał szczególne miejsce w moim życiorysie. Tak, był taki moment, że uwierzyłam - to jest właśnie TEN facet, czekałam na niego całe życie. I byłam tego tak bardzo pewna, że zlekceważyłam całe moje otoczenie, które mi powiedziało, że mi odbiło, bo dopiero przed chwilą rozstałam się z jednym facetem, a tu już wiążę się z następnym. A gdzie okres żałoby? Ale to nie znaczy, że jestem małą dziewczynką, która wierzy w bajki o rycerzach na białym koniu.

Po raz pierwszy przy nim poczułam się kobietą kochaną, docenianą i rozumianą. Kobietą, o którą się troszczy, której poglądów się wysłuchuje, wspiera w działaniach, czasem wskazuje drogę, której pokazuje się świat, przed którą otwiera się różne jego drzwi.

Co zrobiłam nie tak? Uwierzyłam w to za szybko. Za szybko wpadłam w to sercem i ciałem. Miał na pewno na to wpływ fakt, że jak twierdzi moja przyjaciółka, miałam ogromny głód bliskości. Powinnam była taktycznie pozwolić na dłuższe zdobywanie i zbudować swój oddzielny świat, swoją przestrzeń. Dopiero później powinnam była powoli tą przestrzeń zmniejszać. Ale nie zrobiłam tego. Kolejnym błędem, który popełniłam było zaufanie. Zaufałam od początku wierząc w jego słowa, a nie weryfikując ich w żaden sposób. Nie wiedziałam, że jeszcze nie minął jego ból po poprzednim związku, że nadal się z tą dziewczyną spotyka, że pewnie nadal ją kocha. Uwierzyłam w jego słowa, że to już zakończone.

Pisząc, że mój związek robi się coraz bardziej "poważny" miałam na myśli plany - to do czego zmierzamy teoretycznie. Z praktyki wynika, że coś nie do końca relacje emocjonalne idą w parze z deklaracjami z jego strony. Bo jeśli chce ze mną budować przyszłość - jak sam twierdzi - i nasze decyzje zmierzają do zbudowania tej przyszłości, to nie do końca w tym momencie na miejscu są kontakty z byłą dziewczyną i to dosyć intensywne. Żeby uściślić - ja zawsze traktowałam ten związek poważnie, długoterminowo, ale teraz się waham czy jeszcze chcę to kontynuować, bo jak ja mam budować wspólną przyszłość, jeśli on mi takie numery robi. To jest głos rozsądku. Głos miłości oczywiście wie swoje, bo miłość jest ślepa, a ja kocham tego faceta.

Czy ja zrobiłam wystarczająco dużo miejsca dla miłości?
Nasza relacja to nie seks i rozrywki. Rozmowy, wspólne poznawanie się, odkrywanie wzajemnych słabości i zalet, dążenie do wspólnych celów, wzajemna troska. I to coś nieuchwytnego - fascynacja sobą nawzajem podczas np rozmowy.

Scenariusz użalania się nad sobą?
Tak, mam tendencje do użalania się nad sobą. Ale jak ja mam inaczej reagować na tą sytuację? Psychicznie mnie to wykańcza, bo wiem, że jednocześnie jest ze mną i ze mną nie jest, że mnie kocha i kocha tą drugą. Że niby buduje ze mną przyszłość, a jednocześnie zostawia sobie scenariusz: co by było gdyby.

Kolejny błąd, który popełniłam - za bardzo go głaskałam. Miał mnie jako kochankę, kucharkę, sprzątaczkę, osobę do załatwiania różnych spraw, praczkę, powierniczkę - zawsze kiedy tylko chciał. Właściwie nie musiał mnie zdobywać - zdobył mnie swoim zaangażowaniem na początku, a potem zbierał tylko owoce tego, co posiał. Dopiero teraz uczy się obcować z moimi fochami (a ja uczę się je robić), bo do tej pory wydawało mi się, że rozmową można wszystko załatwić. A to nieprawda. Czasem trzeba się na kogoś obrazić.

Nie wiem jak mam walczyć, ani czy jest o co walczyć. Przecież nie mogę zmusić drugiej osoby do miłości. Jak mam udowodnić mu, że warto ze mną budować związek? Jeśli sam tego nie czuje, to ja mu tego nie udowodnię. Staram się od półtora roku pokazać mu swój świat i wiem (bo mi o tym mówił), że mi się to udało. Pokazałam mu wiele wartościowych spraw. Zadbałam o jego dobro psychiczne i fizyczne najlepiej jak potrafiłam. Mam czyste sumienie. Więcej nie jestem w stanie zrobić. Mogę się tylko spróbować uchronić przed skutkami ewentualnego ciosu. Stąd próba zdystansowania się do sprawy.

Dotarcie do prawdy? Niby jak? Przecież nie zainstaluję kamery, która będzie go śledziła, a jeśli już coś się między nimi wydarzyło, to jak mam się o tym dowiedzieć? On twierdzi, że się nie wydarzyło, ale ma tendencje do kłamania. Ona nabrała wody w usta. Z gardła jej tej informacji nie wyrwę, a nawet gdyby mi powiedziała, to nie mam żadnej pewności, czy będzie mówiła prawdę. Sytuacja patowa. Pozostaje mi czekać na jego ruch. Jeśli dalej będzie się z nią spotykał, tzn że nic nie zrozumiał z tego, co mu tak usilnie próbowałam przekazać, co było dla mnie takie ważne. To będzie znaczyło, że nie jestem dla niego tak bardzo ważna, albo że mnie jednak niezbyt kocha. I wtedy odejdę, bo nie mogę być z facetem, który kocha inną. No chyba, że widzisz inne wyjście. Chętnie skorzystam z Twojej rady, bo już dwa razy przekonałeś mnie do działania i to były słuszne decyzje.

47

Odp: on, ona i ja

Dunkis! Masz rację!

Kogo ja oszukuję.

Zależy mi na tym facecie. I tak łatwo się nie poddam. Nie będzie mi jakaś laska grała na nosie. Nie uda się - trudno, ale tak łatwo się nie poddam!

48

Odp: on, ona i ja

Właśnie tu milczenie Ci nic nie da.Najlepiej porozmawiaj z nim szczerze.I powiedz zkim chce tak naprawdę być bez owijania w bawełne.

49

Odp: on, ona i ja

Postanowiłam napisać, jak to potoczyło się dalej.  Przegrałam. Dziewczyna nie odpuszcza, a mój chłopak (jeszcze) sam nie wie czego chce. Ona widocznie potrafi sprawić, żeby to właśnie jej pragnął. Ja nie mam takiej umiejętności. Ale nie szkodzi. Jeśli chce odejść, lepiej żeby to było gdy mam 31 lat niż gdybym miała 40 i dzieci. A trochę ciężko wtedy byłoby udawać tajemniczą i nieuchwytną (a to chyba na niego najbardziej działa).  Dociera do mnie, że samotność nie jest taka straszna, trzeba ją tylko potrafić zagospodarować. Nie potrafię tego, niewiele znam osób, które by mnie wsparły w działaniach, ale coś tam może wymyślę. Nie jestem miss świata, nie mam na koncie kwot wielocyfrowych na plusie, ale dam radę. Jeszcze przyjdzie mój czas.

50

Odp: on, ona i ja

Śledzę Twój watek od jakiegoś czasu, może dlatego że moja historia była podobna do Twojej, też było nas dwie, też przez jakiś czas nie mógł sie zdecydować, jesli odpuściłam zabiegał i nadal zabiera. Odciełam sie od byłego całkowicie, na poczatku myslałam ze nie dam rady, tak byłam pusta wewnętrznie, tak miałam niską samoocenę i brak szacunku do siebie samej i byłam tak jak Ty od niego uzalezniona że nie wiedziałam jak żyć bez niego. Z czasem krok po kroczku z pomocą terapii dla kobiet kochajacych za bardzo, czytając różne ksiązki psychologiczne i za pomocą tego forum odzyskiwałam siebie i jest coraz lepiej. Już wiem ze jestem najważniejsza dla siebie, juz mogę cieszyć się ze swoich drobnych sukcesów, juz mam szacunek do siebie samej i powiem Ci jedno - Ty nie przegrałaś lecz mozesz wygrać samą siebie - tylko musisz w to uwierzyć. Jesteś mądrą, wartościową i inteligentną kobietą i po co masz tkwić w związku który Ciebie rani? po co masz być z facetem do którego nie masz zaufania bo Ciebie okłamuje? bo oprócz Ciebie jest ktoś jeszcze , nie warto. Uwierz w siebie, pokochaj siebie, odkryj na nowo swoje zainteresowania, pasje, wszystko to co Ciebie interesuje i sprawi że bedziesz czuła się ze sobą szczesliwa. uwierz mi że facet u boku kobiety nie podnosi jej wartości, jesteś wartością sama w sobie, największą i najlepszą. Rozwiń skrzydła a polecisz wysoko, tego Ci życzę i dziekuję za Twoje mądre posty bo dzieki nim duzo zrozumiałam dla siebie.

51

Odp: on, ona i ja

Panno Nikt - wyjątkowo nie trafiony nick! Przeczytałem cały Twój wątek i uważam że jesteś świetną dziewczyną (nie, nie chcę wyłudzić numeru - jestem akurat zajęty ;P ) i Twoja niska samoocena wynika tylko z kontekstu, w którym się znalazłaś. Jesteś bardzo inteligentna i masz zadziwiającą staranność pisania. Zwracam na to uwagę, bo sam piszę. Masz to Coś i świat może być Twój! Musisz przejść tą drogę uwolnienia się od faceta - wiadomo, że to musi potrwać.

Właściwie, co ja się będę rozpisywał - zaimponowałaś mi sobą.

Trzymam kciuki!

52

Odp: on, ona i ja

witaj,niestety cos o tym wiem... wiem jak to jest,nie dosc ze czujesz nienawisc do siebie samej to jeszcze do tej dziewczyny,jest to bardzo trudne,sądze ze powinnać nie sama sie z tym uporać bo chodz na jakis czas sie polepszy to i tak wróci i z jeszcze wiekszymi skutkami,powinnas isc do psychologa,on ci doradzi,pomoze przejść przez ten trudny okres w twym życiu.

Myślę ze powinnas postawic sprawe jasno,albo ona albo ty,powiedz ze ma wybrac,a nie ukrywac i cie oszukuiwac gdyz to cie boli,z dnia na dzien jeszcze bardziej,cierpienie narasta az wkoncu nas przerasta. zapytaj go wprost,musisz postawic na swoim bo inaczej on bedzie cie ranil swoimi wspomnieniami o niej a tego nie chcesz...

53

Odp: on, ona i ja

Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie. Wasze pozytywne posty sprawiają, że czuję się silniejsza z dnia na dzień. Dziękuję.

Ostatnio wiele się w moim życiu zmieniło. Mam lepszą pracę, która daje mi więcej satysfakcji. Uzupełniam swoje wykształcenie. Dwa razy w miesiącu przeznaczam stałą sumę pieniędzy tylko na poprawę mojego wizerunku zewnętrznego, co powoduje moją gwałtowną i niekoniecznie uzasadnioną poprawę samopoczucia:)

Odkryłam, że mój facet (jeszcze) skutecznie zaniża moją samoocenę. Zarzuca mi np., że nic nie robię, mimo że mój dzień jest tak wypełniony zadaniami, że nie znajduję wiele czasu na sen. On, dla odmiany, ma na głowie głównie pracę i...hmm...nic więcej... OK. Ja rozumiem, że mniej zarabiam, ale to przecież nie powód do tego, żeby mi zarzucać nieróbstwo. Tak samo jest z wykształceniem i umiejętnościami. Wiem, że nie pracuję w zawodzie, który zdobyłam poprzez studia, ale czy to oznacza, że nie mam żadnych umiejętności? A to mi ostatnio zasugerował... na dodatek powiedział, że nadszedł już najwyższy czas, żebym jakieś umiejętności zdobyła... Najpierw stwierdziłam, że ma rację... jestem do niczego... ale... po minucie... przeszła mi przez głowę myśl: ok. może nie potrafię tego, co on, ale potrafię wiele rzeczy, o których on nie ma bladego pojęcia. Nie potrafię tylko zrozumieć, dlaczego to, co on wie, umie, potrafi, jest ważniejsze od tej mojej wiedzy i umiejętności. Jeśli jedynym kryterium jest ilość pieniędzy, które zarabia się na wiedzy i umiejętnościach, to rzeczywiście nie jestem w stanie nic powiedzieć... ale czy to w porządku? Czuję się beznadziejna, gdy mi to wszystko zarzuca.

I do tego ta była dziewczyna... Nie odpuszcza... On jej pisze takie rzeczy, że serce pęka na pół, gdy to czytam... A to dlatego, że przeglądam jego archiwum gadulca... czuję na siebie złość, że zniżam się do takiego poziomu, do takich metod... to straszne... oczywiście pisze jej, że tęskni, umawia się na spotkania, daje do zrozumienia, że czeka na to aż znowu będą razem. A obiecał ostatnio, że już się z nią nie spotka, że już nie będzie się kontaktował... Powiedział, że wybrał mnie, że tamto już skończone... a pisze coś innego. Ja mu nawet powiedziałam, że przejrzałam to archiwum. Powiedział, że tam nie ma nic niepokojącego, że nic nie zrobił. A ja nie rozumiem jak może mi w oczy mówić takie rzeczy, wypierać się, tak jakbym ja nie potrafiła czytać ze zrozumieniem. Przez niego wątpię w przyciąganie ziemskie. Czuję się jak idiotka, bo z jednej strony wydaje mi się, że to, co czytam nie powinno mieć miejsca, a z drugiej on nie widzi w tym nic złego. Dochodzi do tego, że ja się zastanawiam, czy nie przesadzam. A może ja naprawdę przesadzam?

54

Odp: on, ona i ja

Absolutnie nie przesadzasz. Przeciez on pisze, ze nie moze doczekac sie, az bedzie z TAMTĄ. Co ty z nim jeszcze robisz?! Kobietko droga, przeciez ja, jakbym cos takiego przeczytala, to wpadlabym w zimna furie, spakowala manatki i krzyzyk na droge, moze jeszcze opcjonalnie dala w pysk. Trzeba miec honor i godnosc, trzeba samego siebie szanowac i domagac sie tego od innych.
Po co sie go tak kurczowo trzymasz? Przeciez dobrze, ba, lepiej ci samej wink Nie dosc, ze facet po tobie jezdzi (w zyciu nie powiedzialabym komus, na kim mi zalezy, ze nie ma zadnych umiejetnosci), to jeszcze przymila sie do innej, jest sercem i mysla z nia, po coci ktos taki, co ci da udawany zwiazek? Jedynie rozpacz i bol predzej czy pozniej.

Po co on z toba jest? Czy nie ejst mu aby po prostu wygodnie (li i jedynie)?

Zwykle staram sie nie pisac ostro, bo mnsotwo jest przypadkow zaslepienia (i ilez mozna), ale wydaje mi sie, ze tu potrzebne sa ostre slowa, bo we wczesniejszych postach ktos ci ciagle pisal, zebys walczyla, sprawdzila, poczekala, i tym podobne..teraz widac, ze dyrdymaly. Milosci nie da sie wyzebrac ani do niej kogos zmusic.

55

Odp: on, ona i ja

PannoKTOŚ - zgadzam się w pełni z opinią pauliny.Ty jesteś tak niesamowitą, zdolną i inteligentną osobą (tak wyczuwam czytając Twój wątek od początku), że uwierzyć nie mogę co TAKA kobieta robi jeszcze z takim facetem. Daj sobie szansę na prawdziwą miłość, na szczęście, zaciągnij się wolnością, poczuj jak to jest być wolną od czyichś wymyślonych krytycznych uwag, przedziwnych oczekiwań. Nie rozumiem, naprawdę nie pojmuję, jak ten gość może być takim hipokrytą i NIE SPOSÓB usprawiedliwić jego zachowania. Pytasz czy to TY przesadzasz - ABSOLUTNIE NIE! Żadna kobieta nie chciałaby dzielić się swoim mężczyzną z inną. Żaden prawdziwie kochający facet nie marnowałby swego czasu na inne baby! Nie rozumiem kochana jak długo chcesz jeszcze czekać? Pozwalać mu na taką jazdę na dwóch frontach? Nie marnuj swego czasu na związek bez przyszłości, tyle pięknych perspektyw przed Tobą. Odpuść ich sobie, niech Ci pożałowania godni kochankowie sprzed lat nadal bawią się w ten śmieszny układ. Ty żyj kochana! Pozdrawiam ciepło!

56

Odp: on, ona i ja

Powód, dla którego nie zakończyłam związku jest prosty: panicznie boję się samotności. Nie wiem -  dlaczego. Zanim GO poznałam, nie bałam się samotności. Wręcz przeciwnie - lubiłam od czasu do czasu pobyć sama ze sobą, ze swoimi myślami. Od pewnego czasu boję się zostać sama dłużej niż godzinę. Uciekam z pustego domu. Byle być wśród ludzi. Wracam późno, żeby tylko spać. Zupełnie jakbym bała się własnych myśli. Czuję się wewnętrznie pusta. Mimo, że skończyłam studia i ta cała wiedza, którą zdobyłam na studiach i poprzez życiowe doświadczenia, gdzieś tam się we mnie kłębi, ja czuję się pusta jak wydmuszka. A może to tylko pozory. Może ja jestem pusta. Jeśli jestem pusta, to nie mogę kogoś obdarzyć miłością. To uczucie, jeśli jest jednostronne, jest kłamstwem.

Czasem czuję się silna. Czuję, że dam radę oswoić samotność. Ale bywają też gorsze dni - takie jak dzisiaj - sprawdzam komórkę z nadzieją, że napisze lub zadzwoni.

Ostatnio powiedział, że jestem dla niego najważniejsza. Nawet, gdy spotykał się z TAMTĄ, to gdy wychodził ze spotkania, pierwszy telefon, jaki wykonywał, to był telefon do mnie. Dla mnie chore jest to, że on mi o tym opowiada, a ja nie wpadam w zimną furię, o której mówiła paulina20. W takich chwilach jestem jakby przeźroczysta, jakby to, co mówi nie dotyczyło mnie. Niewiarygodne jest to, że jestem tak słaba i bezwładna. Gdzie się podziała moja siła?

57

Odp: on, ona i ja

Mi sie wydaje, ze to on ci ta sile odebral. Ranil cie tyle razy utrzymujac stosunki z tamta kobieta, ze musialas odciac sie od wlasnych uczuc, zamknac je jakos. Wmawialas sobie, ze jego emocjonalna zdrada jest tylko chwilowa, to minie, ze musisz tylko przetrwac i w koncu bedzie inaczej. Wyrzeklas sie wlasnych odczuc, tak dlugo sie od nich odcinalas, ze zniknely, zostala tylko ta pustka, one odeszly razem z twoja tozsamoscia.

Tak ja to widze. Slusznie? Czy masz inna hipoteze?

Poza tym mam 2 rady: ''najtrudniejszy pierwszy krok'' i ''na forum zawsze masz wsparcie'' wink Tutaj tez sa ludzie z podobnymi problemami, mysle, ze nie bedziesz sie czula taka samotna.

58

Odp: on, ona i ja

Powiem szczerze: miałam chwilę takiego załamania, że się przez niego pocięłam. Niezbyt głęboko, niezbyt poważnie, ale jednak. Zabija mnie ta sytuacja. Zabija mnie to napięcie. Wiem, że ze sobą flirtują i mają gdzieś, że ranią jeszcze kogoś. Przecież to jest chore. Dzwoniłam do mojego chłopaka, żeby mu dać znać, że dojechałam do domu i słyszałam w jego głosie zniecierpliwienie - kiedy wreszcie skończę rozmowę. Najgorsze jest to, że wiem z czego wynikało to zniecierpliwienie - rozmawiał z NIĄ na gadulcu, a ja mu zabieram cenny czas, a przecież ona czeka na odpowiedź. Ja nie potrafię zrozumieć, czemu on nie zerwie ze mną i nie będą razem skoro tak bardzo się kochają. To byłoby zdrowsze niż takie granie na dwa fronty. Chyba łatwiej byłoby mi się pogodzić z faktem, że ze mną zerwał, niż z takim stanem zawieszenia. Niby jest ze mną, ale flirtuje z Nią. Niby nic ich nie łączy, ale nie potrafi o niej zapomnieć. Ja robię coś inaczej niż ona i już jest nostalgia w jego głosie. Chyba próbuję mierzyć się z jakąś boginią, bo normalnie cokolwiek robię, czuję się tylko gorszą kopią kogoś.

A przecież na początku było tak, że sam twierdził, iż wreszcie znalazł to, o co mu chodzi. Mówił, że tylko przy mnie może być wreszcie sobą. Byłam dla niego niezwykła w każdym calu. A teraz cokolwiek robię, jest źle. Pracuję dużo - jest źle, bo mam mało czasu dla niego. Pracuję mniej - jest źle, bo nic nie robię. Kupuję sama ciuchy - źle, bo o siebie nie dbam (kupuję ciuchy, które niekoniecznie mu się podobają). Kupuję z nim ciuchy - źle, bo to on(!) musi mi mówić w czym mam chodzić. Do każdego mojego pomysłu podchodzi sceptycznie, mimo że często mam rację i moje koncepcje są słuszne (w sensie - do udowodnienia). Chcę gdzieś wyjść, żebyśmy nie siedzieli w domu - nie mamy kasy, albo mu się nie chce, albo coś mu się nie podoba. Jak siedzimy w domu - źle, bo siedzimy w domu. Firma, w której pracuję, jest zła, bo wyzyskuje ludzi, naciąga - wg niego. Jego firma jest ok chyba tylko dlatego, że on w niej pracuje. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w jego stosunku do mnie nastąpiła tak drastyczna zmiana. Im częściej rozmawia z TAMTĄ na gadulcu, tym większe ma do mnie pretensje o to, jaka jestem. Nie rozumiem tego wszystkiego. Zrozumiałabym, gdyby mnie rzucił i był z tamtą. Miałoby to wszystko większy sens. A tak, to jest co najmniej dziwne. Na początku myślałam, że może to moja wina - może ja po prostu nie potrafię przyjmować krytyki swojego postępowania? Więc starałam się bardziej. Ale jemu jest zawsze mało. I od bardzo dawna nie poczułam akceptacji mojego postępowania, mojego "ja". Mam mętlik w głowie...

59

Odp: on, ona i ja

To zostaw go w cholerę i odejdź pierwsza, samotność nie jest straszna ale takie gierki i manipulacje dużo bardziej bolą, z tego co piszesz tamta ma na niego ogromny wpływ a ty nagle zleciałaś z piedestału i zrobiłaś się tą drugą. Nie wytrzymałabym takiej sytuacji długo, po co Ci takie cierpienie, oderwij się wreszcie od niego a odetchniesz. Wielu z nas potrzebuje bliskości innych tak bardzo, ze zgadza się na zbyt mało, że gotowi jesteśmy zaakceptować prawie wszystko, co się akurat nadarzy. I wiążemy się z osobami, które zupełnie nie zaspokajają naszych potrzeb, które nie dają nam żadnego oparcia poza bólem. Mozemy sobie nawet wmówić, że nie potrafimy zyć bez kogoś, że jak odejdzie umrzemy i trwamy tak tolerując jego uwłaczające nam zachowania, aby tylko utrzymać tą osobę przy sobie i zachować poczucie bezpieczeństwa. Nasze wymagania spadają ponizej normalnego poziomu, ponizej tego, czego powinniśmy oczekiwać od zwiazku z tą osobą. A potem czujemy się jak w potrzasku. Zacznij wytyczać sobie cele, nie trwaj tak biernie przy nim, bo ciebie to wykończy. Pamietaj że on nie jest centrum twojego swiata, nie poswięcaj dla niego swojego zycia, nie bądź pod jego wpływem, czujesz do niego gniew bo podświadomie czujesz że ma nad Tobą władzę, bo jesteś od niego uzależniona, zacznij działać w lewo lub w prawo, powiedz mu ze nie można zjeść ciastko i mieć ciastko, niech się określi jasno: ona czy Ty, albo sama działaj i odejdź, to moja opinia, zastanów sie co jest dla ciebie najlepsze, nie dla niego, tylko dla Ciebie, bo to TY jesteś najważniejsza, buziak.

60

Odp: on, ona i ja

No ale w czym my ci mamy pomoc, skoro nie chcesz od niego odejsc? Teraz po prostu wybierasz bycie ofiara i ''ta druga''. Pretensje mozesz miec tylko do siebie.. Masz 30 lat, zadbaj o swoje zycie, zachowujesz sie tak chciala tylko 'plynac z pradem'', bardzo niedojrzale (''niech on ze mna zerwie, no czemu ze mna nie zerwie, sama nie umiem''). Jesli bedziesz miala taka postawe w zyciu, zawsze bedziesz na czyjejs lasce..

61

Odp: on, ona i ja

Boję się samotności. To niedojrzałe. Wiem. Ale przez całe życie byłam z kimś i już zapomniałam jak to jest być samą. Przeraża mnie to czasami. Innym razem po prostu akceptuję, że tak może być i wtedy jest lepiej - czuję, że dam radę. Dlaczego piszę na forum? Szukam odpowiedzi na dwa pytania:

1) Dlaczego mi się to przytrafiło, tzn. gdzie popełniłam błąd, jeśli go popełniłam? Podświadomie łudzę się, że błąd można naprawić. Moja bardziej racjonalna część mi mówi, że nie chcę tego błędu popełnić ponownie, np. w innym związku.

2) Jak wybrnąć z sytuacji, w której się znalazłam? Jeśli odejść to jak to zrobić, żeby w miarę możliwości uchronić chociaż część swojej psychiki. A jeśli zostać, to jak popracować nad tym związkiem.

Nie jestem oczywiście na tyle naiwna, że znajdę tu pełną odpowiedź na moje pytania i wątpliwości. Ale może ktoś powie coś, co nakieruje mnie na dobre rozwiązanie... Szukam po prostu pomocy, bo sobie z tym nie radzę...

62

Odp: on, ona i ja

panna nikt
STRACH PRZED samotnością nie jest mało dojrzały.
Kazdy boi się samotności...ale czy ty nie jesteś już od jakiegoś czasu samotna?
on daje Ci tę samotnosć codziennie: nie doceniając cię i romansując z Tamtą.
Po co ci taki związek...to nawet nie jest związek..On ma Ciebie dopóki Ona nie skinie palcem.

uSZANUJ SIEBIE....bo jesteś wartościową i mądrą osobą...
nie bedziesz sama nie będąc z nim...

Zauważ ludzi obok siebie...i jeszcze my jesteśmy smile
na tym forum smile
Powodzenia...

63

Odp: on, ona i ja

Błąd popełniłaś będąc z nim mimo ewidentnych oszustw i kłamstwa, nie mówiąc o zdradzie (co najmniej emocjonalnej).
Jak wybrnąć? Ewakuować się z tego pseudo związku, w którym nie jesteś szczęśliwa i który nic Ci  w tej chwili nie daje. I zrób to póki nie jesteś np. w ciąży i jesteś wolnym, choć w tej chwili pogubionym i nieszczęśliwym człowiekiem. Cokolwiek byś zrobiła - nic to nie da póki pan i władca sam nie zechce w końcu popracować nad związkiem (i oto waszym, a nie jego i tej panny). A jemu jest ewidentnie miło i wygodnie - zawsze ktoś na niego czeka. Więc on raczej nic nie zmieni. Widzi, że dotąd nic konkretnego nie zrobiłaś, choć wiesz  już o jego nielojalności.
Uciekaj od niego, póki jeszcze nie wiążą Cię z nim zobowiązania typu dzieci, wielki kredyt, itp. - wtedy zawsze jest trudniej. Ja bardzo ciepło o Tobie myślę i wierzę, że się uda.

64

Odp: on, ona i ja

Witajcie.

Dawno mnie tu nie było. Wiele się wydarzyło. Miałam kraksę komunikacyjną. Śliska nawierzchnia i za duża prędkość. Kilka kółek wokół własnej osi i zatrzymanie na barierce mostu. Na szczęście wytrzymała. Na szczęście nic się nikomu nie stało...

Jechałam razem z nim. Pomógł mi przejść przez tą sytuację. Może to, a może coś innego sprawiło, że nagle zaczęło mu zależeć na mnie. Nie wiem. Ale jest ze mną. Nie muszę myśleć o niej, kontrolować go, bo czuję jego psychiczną obecność. Po raz pierwszy jest tak jak powinno było być zawsze... ale ja sobie zdałam sprawę jaką cenę za to zapłaciłam...

Najpierw zawroty głowy miałam rano, gdy wstawałam z łóżka. Potem - przez większą część dnia. Ból w sercu - fizyczny, a nie psychiczny dla odmiany - i omdlenia.

Diagnoza: deficyt magnezu, anemia, za dużo stresów, początki nerwicy.

To cena, którą już zapłaciłam.

Doszłam do wniosku, że to wszystko nie jest tego warte.

65

Odp: on, ona i ja

witaj,
odgrzebałam Twój temat... i jestem ciekawa - co u Ciebie?

Posty [ 1 do 65 z 68 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026