netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

20 odpowiedzi4 152 wyświetleniazałożony przez grzechotka, 20.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1 Ostatnio edytowany przez grzechotka (2010-10-20 10:48:20)

Temat: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Nie wiem od czego zacząć...Minęły prawie 2 lata odkąd go poznałam. Byłam wtedy w trakcie rozstania z poprzednim chłopakiem, po kilkuletnim związku w którym od długiego czasu się nie układało. Nie mogłam sobie poradzić, zapomnieć, bo tamten związek musiałam zakończyć z rozsądku , nie z braku miłości. On mi pomagał...starał się o mnie na każdym kroku...był odwrotnością tego poprzedniego, dawał mi wszystko to, czego tamten nigdy mi nie dał - troskę, poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, odpowiedzialny, mądry, pomagał rodzinie, stawiał mnie zawsze na 1 miejscu, zawsze miał dla mnie czas, do tego był szarmancki, dżentelmen, przy nim czułam się jak 100 - procentowa kobieta, jego ukochana kobieta. Był moim wybawieniem, tak to wtedy widziałam. Wybawieniem z tamtego poprzedniego związku bez przyszłości. Rodzice byli bardzo zadowoleni, że widzieli mnie tak szczęśliwą znowu i bardzo go polubili, z resztą jego nie dało się nie lubić. Z każdym miał mnóstwo tematów do rozmów, czy to z moimi rodzicami, czy babcią, czy to z nowo poznanymi osobami, czy starymi znajomymi. Dodam, że nie zakochałam się od razu. Jeszcze ciągle jednak miałam w pamięci tamtego poprzedniego chłopaka, ale w końcu nie było wyjścia...nawet nie wiem kiedy wpadłam po uszy. Kochałam go najmocniej jak umiałam. Znowu chciało się żyć. Cały czas spędzaliśmy razem... pracowaliśmy razem, po pracy razem, każdy weekend razem. Wspólne wyjazdy, ciągle jakieś wypady do kina, na imprezy, zakupy. I każda czynność robiona razem była fantastyczna. Z nikim się tak nie oglądało filmów, z nikim się tak nie bawiło na imprezach, z nikim nie było tak udanych wypadów na zakupy, jak my mieliśmy. I to było obustronne. Potrafiliśmy jechać samochodem, a on puszczał mi piosenkę, którą chciałby żeby była pierwszym tańcem na naszym ślubie i mówił jak bardzo jest szczęśliwy że mnie ma, trzymał przy tym moją rękę i patrzył tak...jak nikt nigdy nie patrzył na mnie...Po około pół roku cudownego związku, w którym czułam ze z każdym dniem nasza miłość kwitnie i dojrzewa zaczęliśmy rozmawiać o wspólnym zamieszkaniu, w wspólnym otwarciu własnej działalności... wszystko było tak realne i poważne...Co chwile byłam obsypywana kwiatami, co chwile słyszałam jak jestem śliczna... Przede wszystkim czułam w nim oparcie...to, że zawsze mogłam na niego liczyć w każdej sytuacji. Był taką moją ostoją w pełnym znaczeniu tego słowa. Byłam najszczęśliwsza na świecie, chciałam być jego żoną, urodzić mu dzieci... Mówił mi, że cieszyłby się gdybym była w ciąży, że byłby najdumniejszym facetem na świecie gdybym chodził z naszym wózkiem. Czułam się tak spełniona... Nawet widziałam to w ten sposób, że po poprzednim związku w którym tyle się wycierpiałam, Bóg po prostu w końcu mnie wynagrodził. Spędziliśmy razem święta, wspólny wypad we dwoje na Sylwestra... Nasz seks był po prostu nieziemski... wielokrotnie od niego słyszałam, że z nikim nie był w łóżku tak dopasowany jak ze mną...z resztą dało się to odczuć...spełnialiśmy swoje najśmielsze fantazje, bo po prostu mieliśmy do siebie zaufanie... Po roku i 3 miesiącach od początku związku okazało się, że od samego początku byłam oszukiwana...okazało się, że jestem z chorym człowiekiem, mającym dwie osobowości...zdradzał mnie...to były zdrady na jeden raz...swego rodzaju uzależnienie od prostytucji...iść na jeden raz, zapłacić(bo jak się później okazało to miało najbardziej pociągające znaczenie), wyjść i zapomnieć, że w ogóle cokolwiek miało miejsce. Potem wracał do mnie i był najukochańszym człowiekiem pod słońcem... Sama do tego doszłam - dzięki internetowi. Gdyby nie to, podejrzewam, że mogłabym być w ten sposób oszukiwana całe życie i nigdy by mi nawet do głowy nie przyszło, że cokolwiek jest nie tak. Nie było nawet szansy, żebym czegokolwiek się sama mogła domyśleć...jakiś impulsów, znaków...NIC. On na początku wszystkiego się wyparł...chwytał się wszystkiego, żeby mi udowodnić, że to nie miało miejsca...aż miałam niepodważalne dowody. Zostawiłam go we wściekłości, płaczu i kompletnym poczuciu otumanienia. Na świeżo po tej sytuacji widzieli mnie rodzice, na tamtą chwilę tak go znienawidziłam, że powiedziałam im o tym. Nie mogli uwierzyć. Tak go lubili, przecież byliśmy tak szczęśliwi, przecież wszystko robiliśmy razem...przecież pokazywał mojej mamie, że wybieramy pierścionek... Dlatego im powiedziałam, bo co miałam zrobić. Z resztą nie chciałam go znać...tak mnie oszukał...a ja tak mocno go kochałam i tak strasznie w niego wierzyłam, że jestem moim aniołem, że jesteśmy jednością...a on wiedząc co przeszłam z tamtym...wielokrotnie mówił, że nigdy nie zrobiłby nic przeciwko nam...a już wtedy....cały czas to robił...i wcześniej też zanim się poznaliśmy...i w trakcie swojego poprzedniego związku... Rozstaliśmy się, ale przecież widywałam go w pracy. Na początku straszna złość z mojej strony, alergii dostawałam gdy tylko gdzieś mi mignął przed oczami albo usłyszałam jego głos. Z jednej strony go nienawidziłam, z drugiej tak strasznie tęskniłam...przecież nie było dnia, żebyśmy nie byli razem...i do tego nie psuło się nic...to wszystko tak nagle się stało, że czułam, jakby mi ktoś po prostu przebił serce jednym ruchem... Minęły ponad dwa tygodnie...z jego strony nic, miałam wrażenie że bardzo mistrzowsko się przestawił na nowy tryb funkcjonowania beze mnie... Okazało się, że się pomyliłam, kiedy dowiedział się, że pewien chłopak chce się ze mną spotkać, że pisze do mnie a ja odpisuję. Był bardzo zdenerwowany. Wziął mnie na rozmowę. Mówił, że zdaje sobie sprawę, że on nie ma prawa mi mówić takich rzeczy, ale że on tego chłopaka zna i nie chce żebym znowu przez kogoś płakała. Wytłumaczyłam mu, że to moja sprawa i poza tym z nikim się narazie nie wiążę, że to po prostu znajomy. Prosił tego chłopaka, żeby przestał do mnie pisać bo on chce jeszcze o mnie zawalczyć. Wydawało mi sie to wtedy irracjonalne..raz że po tym co zrobił, a dwa po tym jak widziałam jego olewcze zachowanie po rozstaniu. Powiedział mi wtedy, że najwyraźniej potrzebował prawdziwego kopa, żeby zdać sobie sprawę jak bardzo mu na mnie zależy, powiedział, że wierzy że on może mnie naprawdę uszczęśliwić, tak jak było i w ogóle...Byłam w szoku. Bardzo go cały czas kochałam. Postawiłam warunek - wrócę, jeśli zacznie się leczyć. Zrobił to. Na pierwszym spotkaniu nawet z nim byłam. Po woli zaczęliśmy jakoś układać to wszystko na nowo...z tym, że ja nie ufałam w ogóle...potrzebowałam za każdym razem jakiegoś potwierdzenia jeśli gdzieś był, lub jak miał wracać prosto do domu... Robił to. Dawał mi te zapewnienia i rozumiał że to konieczne. Znowu byliśmy razem codziennie, tylko że teraz już wiedział, że nigdy nie będzie już w moich oczach ideałem, moim aniołem...Ale starał się dalej. Drugą bardzo niekomfortową opcją było to, że moi rodzice narazie nie mogli o niczym wiedzieć. Mama by chyba zawału dostała, że dałam mu szansę po czymś takim...On nawet mi powiedział, że weźmie tą sprawę na siebie, że w swoim czasie to on porozmawia z moimi rodzicami, powie im wszystko i o tym, że się leczy. Zaimponowało mi to bardzo. Poczułam, że naprawdę jednak musi mu zależeć, bo to było spore wyzwanie zarówno dla mnie jak i dla niego. Ale póki co mijały kolejne miesiące a moi rodzice nic nie wiedzieli, ciągle musiałam coś wymyślać, ciągle przebywaliśmy u niego. Zdecydowałam, że będę chciała im o tym powiedzieć jak będę przekonana że wszystko zmierza w dobrą stronę, nie chciałam ich denerwować, jeśli to miałoby się rozpaść za miesiąc czy dwa. Był taki moment, że on zaczął wymiękać...że powiedział, że chyba nie da rady z tą sytuacją z moimi rodzicami i z tym, że mu nie mogę zaufać, że on to rozumie, ale że nie wie czy podoła...strasznie wtedy to przeżyłam, bo to ja musiałam ich oszukiwać i było to wielkie poświęcenie z mojej strony, że zdecydowałam się na to wszystko, było mi bardzo ciężko bez zaufania...ale tak mocno go kochałam i widziałam, że on mnie, że chciałam dać mu tą szansę. Chandra minęła mu szybko bo po jakichś dwóch dniach i poważniejsze wątpliwości się rozmyły, wszystko wróciło do porządku...Byliśmy ze sobą tak pół roku odkąd wyszły te jego kłamstwa...Często się sprzeczaliśmy, ja miałam wyczulone oko na jego spojrzenia na inne dziewczyny, ale nie bez powodu... Potrafiłam się wściekać, że patrzy na którąś bardziej niż na inne, podczas gdy on się wypierał, mówiąc, że jestem przewrażliwiona przez tamte sytuacje. potem jednak się okazywało, że pisał właśnie do tej dziewczyny jakieś maile. Nic w nich nie było, ale takie zaczepne co słychać itp... A obiecywał, że żadnych sytuacji związanych z innymi dziewczynami nie będzie...żadnych wkrętów, zaczepek, nic podobnego...przepraszał za to i nie umiał wyjaśnić, twierdził, że to było całkowicie po koleżeńsku napisane...akurat do dziewczyny o którą się wkurzałam...No ale przymknęłam oko, nic tam przecież takiego nie było. No i po pół roku odkąd wróciliśmy niespodziewanie zobaczyłam coś dwuznacznego w jego telefonie. Nie chciałam nawet słuchać wyjaśnień, bo wiedziałam, że jest mistrzem w kłamaniu i wymyślaniu bajek. Odeszłam. Powiedziałam, że nie chcę kontaktu, żeby dał mi spokój. Najpierw twierdził ze mi wszystko wyjaśni, ale powiedziałam, że nie chcę niczego słuchać, bo go znam i wiem, jak umie kłamać. Po kilku dniach napisałam mu maila z podsumowaniem takim naszego całego związku...można było z tego maila  odczytać jak wiele mnie to rozstanie kosztuje, mimo, że nic nie było wprost napisane. W odpowiedzi na niego on zadzwonił zapytać jak się trzymam itp, powiedział ze zazdrości mojemu przyszłemu facetowi, że będzie miał u mnie "czystą kartę"... Raz spotkaliśmy się na seks...oczywiście nie był to całkowicie sam seks, bo były i łzy i spędziliśmy razem całą noc, zachowując się i odzywając do siebie tak, jakbyśmy byli razem...I to chyba bolało jeszcze bardziej bo było wiadomo, że jednak nadejdzie rano i trzeba się będzie rozstać. Po tej nocy stwierdziliśmy, że możemy się czasem spotkać na piwo, pójść do kina czy coś i po prostu spędzić razem trochę czasu, bo jednak po takim czasie bycia razem non stop i robienia wszystkiego razem człowiek nie umie sie tak z dnia na dzień przestawić. No i umówiliśmy się na weekend, że pojdziemy potańczyć do miejsca gdzie chodziliśmy często i bawiliśmy się rewelacyjnie. Ale szliśmy jako...hmm..."przyjaciele". Jednak cały czas widziałam po nim, że chce się zbliżyć, i znowu te jego troskliwe zachowania, tylko patrzył co tu jeszcze mógłby dla mnie zrobić żeby sie zbliżyć... Nie powiem bo w głębi się cieszyłam, chciałam tego! Przecież nadal go kochałam! Następnego dnia zaproponował kino i zakupy. Pojechaliśmy jak dawniej na zakupy, potem do kina i jeszcze na imprezę. Było cudownie. Zachowywaliśmy się jak dawniej. Trzymał mnie za rękę, całował w czółko, w sklepach wybierał mi fajne rzeczy, w kinie, usadził sobie na kolana i co chwile całował czule i przykrywał gdy było mi zimno, na imprezie nie odrywał się ode mnie, podnosił do góry..widziałam, że był szczęśliwy, tak jak z resztą i ja...Wylądowaliśmy u niego. Kochaliśmy się, potem długo leżeliśmy aż odwiózł mnie do domu, bo nie mogłam zostać. Pisaliśmy jeszcze w nocy...dziękował za cudowny wieczór, pisał, że bardzo chciał, żebym została jak tak leżeliśmy, że chciał mnie tak głaskać do rana. Czułam się cudownie...napisał też, że to było z uczuciem...i że chciał powiedzieć, że mnie kocha... następnego dnia znów zaproponował wspólne spędzenie czasu. Miałam wpaść do niego na film. Pojechałam. Zrobił mi obiad, oglądaliśmy film jak dawniej, leżeliśmy, było wspaniale...Nastawiłam się tak, jakbyśmy wracali do siebie...Zabiegał, żeby wypełnić mój czas. Lecz w pracy się już nie widzieliśmy bo on ją zmienił. Jeszcze następnego dnia się widzieliśmy, rozmawialiśmy o NAS przechadzając się p mieście..kupił mi słodkie kolczyki bez mojej wiedzy... Powiedziałam mu że go kocham...Na co on odparł "co z tego że się kochamy, jak to takie zagmatwane" ... widziałam, że się boi. Ale gdy wracaliśmy przytulił się i było lepiej, chociaz zadzwonił do niego telefon i byłam prawie pewna ze to jakaś koleżanka, ale on twierdził że kolega z nowej pracy... Smsowaliśmy dużo przez następne dwa dni...pisał, że mnie potrzebuje, ale że wie, że nigdy mi nie da normalnego związku, że zawsze będę patrzyła przez pryzmat tego co było itd...Sama nie wiedziałam już o co chodzi i czego on naprawde chce. Spotkaliśmy się 3 dni po tym wspaniałym weekendzie. Był już inny. Nie uśmiechał się. Był poważny i zdenerwowany. Nie dotykał mnie, choć mówił, że bardzo by chciał móc i bardzo mu trudno sie powstrzymać. Tego samego wieczoru powiedział mi też...że ma wątpliwości co do tego czy jeszcze mnie kocha... Nie mogłam uwierzyć w to co mówi...nie po tym weekendzie, przecież zachowywał się i mówił o 180 stopni cos oswrotnego! Dawał wyraźnie do zrozumienia, że chce tego, że chce NAS, aż ja znowu poczułam, że chcę wrócić... byłam zrozpaczona tym co usłyszałam...Powiedziałam mu, że w to nie wierzę, nie po tym jak się zachowywał pare dni wcześniej. spotkaliśmy się jeszcze w weekend...ja płakałam, on dalej zachowywał się oschle... Powiedziałam że chcę urwac kontakt całkowicie...nie słyszeć o nim, nie widzieć...zapomnieć. Powiedział, że rozumie to, ale że ma nadzieję, że za jakis czas będzie mógł do mnie zadzwonić, czy się spotkać, pogadać itd...powiedziałam, że nie chcę. Minął tydzień jeden, drugi...zero odezwu...ani ja ani on...CODZIENNIE myślałam...podświadomie czekałam na jakiś znak...cokolwiek co by mi pokazało, że on to jakoś przeżywa...mimo że powiedziałam mu że nie chcę tego...podświadomie na to czekałam. Ale cisza... w końcu sama nie wytrzymałam. Poniekąd chciałam się odezwać, żeby zobaczył, że umiem i już nie rozpaczam, miałam zaplanowany wyjazd w góry ze znajomymi i wydawało mi się że jakos to będzie. Zaproponowałam mu sucho wypad na imprezę, ponieważ zawsze się razem świetnie bawiliśmy. Podkreślał niejednokrotnie, że najlepiej mu się ze mną tańczy i bawi. Odmówił:/ Wypytywał o okolicznosci tej propozycji i powiedział, że to za wcześnie, że on nie umiałby sie ze mną spotkac jak z koleżanką i traktować mnie obojętnie... jeszcze coś pisałam, że chodziło tylko o impreze, że mam sie ok itd...i że sam chciał się czasem odezwac spotkać itd i że napisałam własnie biorąc to pod uwagę. Nie odpisał już... A ja czułam się jak idiotka... Poczułam, że musi kogoś mieć, choć z drugiej strony nie dochodziło to do mnie...Bo jak to..po 2 tygodniach od naszego cudownego weekendu?! Po 2 tyogdniach od prawie dwuletniego cudownego związku, pielęgnowanego przykrymi doświadczeniami... Minęły 3 tygodnie od tamtej chwili. Ani z jego ani z mojej strony nawet smsa. NIC. Codziennie się budze z bólem brzucha...codziennie mnóstwo rzeczy mi się kojarzy, nie wierzę w to, że mam z nim więcej nie spędzać czasu, nie uprawiać zajebistego seksu, nie bawić się na imprezach, czy nie oglądac leniwie filmu w piątek wieczorem pod kocem...Ostatnio na mnie przypadkowo wpadł w tłumie ludzi. Szok. Rozmowa od słowa do słowa co u kogo słychać. Widziałam, że jest zestresowwany, obgryzał paznokcie. Czułam się jak idiotka przypominając sobie jak mnie potraktował po tym jak do niego wtedy napisałam... Nie było w ogóle tematu życia prywatnego czy nas. Nic. Praca, szkoła, to wszystko... Po spotkaniu też zero odezwu... On nie miał bliskich kolegów...nikt do niego nie pisał, żeby wyszedł na piwo czy coś...mielismy jedynie wspólnych znjomych - parę z którymi często gdzieś wychodziliśmy, mieszkają blisko niego i wiem, ze świeżo po naszym rozstaniu częśto u nich bywał...Teraz wiem, że od dawna się nie pokazuje...co robi? A co może robić... musi kogoś mieć...czy znowu struga ideała...wkupuje się w następną rodzinkę....przynosi kwiaty, jeździ do kina, otwiera drzwi w samochodzie? Gniję od tego okropnego uczucia... Najgorsza jest dla mnie ta znieczulica z jego strony... Tak strasznie mi go brakuje... Co jak co, ale był przyjacielem, przyjaciółką, chłopakiem, kumplem do imprezy...wszystkim...i wszystko robiło się z nim najfajniej, najlepiej... Tak mnie omotał? Czy to wszystko było kłamstwem? Niemożlwe jest przecież, żeby tak było. Czułam tą miłość, widziałam ją wymalowaną na jego twarzy kiedy na mnie patrzył...Plany i to wszystko... ?I wiecie co? Nawet piszę do niego adresowane smsy codziennie...piszę i zapisuję w roboczych. Nie wiem po co zapisuję... Za to wiem po co piszę...bo brakuje mi tego, żeby z nim pogadać, brakuje jego ciepłej dłoni... Nie mogę sie pozbierać, chociaż zrobił mi takie świństwo...największe to chyba tym weekendem po którym zaczęłam wyraźnie odczuwać, że mu zależy cały czas, po którym i ja poczułam, że chcę wrócić...kiedy on nagle...rozmyślił się? Nie mogę tego pojąć... I mimo że wiem, że to temat skończony i staram się organizować sobie czas, wychodzić ze znajomymi, na brak adoratorów też nie narzekam...to mimo to łapię się na tym, że podświadomie czekam... I nienawidzę siebie za to... Jak zapomnieć? Co on może mieć w głowie...czy w ogóle jeszcze o mnie pamięta...czy czuje cokolwiek... Często mi mówił, że należy do ludzi którzy nie pokazują swoich uczuć na zewnątrz, tylk ow trudnych sytuacjach chowaja je w sobie... A ja codziennie się budzę ze świadomością, że muszę znowu stawić temu czoła...pustce którą zostawił i podświadomości w której mimo wszystko czekam...chociaż sama nie wiem jakim cudem to się dzieje...

2

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Przeczytalam wszystko i powiem Ci dziewczyno, ze zadaje sobie te same pytania zawsze - ale jak to?! dlaczego?! przeciez wczoraj bylo pieknie?!!! To jest taka wlasnie pierwsza reakcja, ale potem zaczynam analizowac na chlodno (musi uplynac troche czasu) i okazuje sie, ze byly symptomy, ktore wskazywaly na to, ze facet zaczyna sie oddalac tylko ja zaslepiona tego nie widzialam. Oni naprawde daja znaki wczesniej...
Co do niego samego - mysle, ze kogos poznal. Jego odejscie nie jest spowodowane wyrzutami sumienia za to, co wczesniej wyprawial, jak Cie oszukiwal. Facet, ktory zaczyna byc chlodny i oschly juz wie, ze odejdzie i najczesciej jest to spowodowane inna kobieta. Tak przynajmniej bylo u mnie, za kazdym razem ten sam scenariusz.
Jesli natomiast chodzi o Ciebie - z jednej strony rozumiem Twoje zaangazowanie, a z drugiej jestem przerazona tym, ze tak calkiem sie zaangazowalas i w rezultacie zostalas z palcem w nocniku. Cale zycie podporzadkowalas jemu. Jak sama wspomnialas, wszystko robiliscie razem. To jest blad. On odchodzi i co? Zostaje wielka pustka. Nie mozna sie az tak uzalezniac od drugiego czlowieka. Mam nadzieje, ze drugi raz nie popelnisz tego bledu. Teraz to, co powinnas zrobic to odpoczac. Od niego, od wszystkich mezczyzn. Daj sobie czas na poukladanie sie. O nim zapomnij. Byc moze za jakis czas bedzie chcial wrocic, ale odsun go. Nie warto wchodzic znowu w uklad z kims, kto oszukuje, dostaje szanse, a potem znowu oszukuje.

3

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

grzechotka- uważam, że jest naturalna z jednej strony twoja nienawiść i odraza do niego a z drugiej podświadoma tęsknota. Dzieje się tak kiedy człowiek przypomina sobie te najlepsze chwile które były, te złe stara się wyrzucić schować głęboko w niepamięć bo one zbyt mocno ranią i pustoszą naszą psychikę. Każdy zawsze powtarza trzeba czasu - i pewnie tak jest? Dlatego myślę, że żebyś odzyskała całkowity spokój a co za tym idzie chęć do nowych znajomości to musisz całkiem przestać z nim się kontaktować, NIC ZERO - nawet jak będziesz musiała z tego powodu cierpieć - lepiej teraz niż żyć z ciągłym chaosie emocjonalnym.
Co do niego - to taki typ faceta który zawsze będzie prowadził padwójne życie - nawet jakby przysięgał to to jest silniejsze od niego - to jak uzależnienie - ponoć można tego typu "odchylenia-oduosobowości" leczyć ale po pierwsze to długi proces , a po drugie czy ty kiedykolwiek umiałabyś mu zaufać nawet jakby się wyleczył. Zawsze zostanie niepewność i podejrzliwość to naturalny sposób obrony przed kolejnym mogącym się pojawić ciosem.
Trzymaj się - życie przed tobą niestety to gorzka lekcja że nie wszystko złoto co się świeci - ja od pewnego zdarzenia zawsze jestem nieufna gdy coś jest zbyt idealne.

4

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

to smutne, ale właśnie dołączyłam od tygodnia do grona zdradzonych Kobiet. Mieliśmy mieć ślub 06.08.2011r., wszystko zaplanowane, zarezerwowane, a teraz tylko żal i rozpacz. Trzymaj się tak jak ja, choć nadal go kocham. Pozdrawiam

5

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

dziękuję dziewczyny za komentarze...również Wam życzę siły i wytrwałości...i sobie też...teraz to już nie mam wyjścia... Apropo...zapisałam się dzisiaj do psychologa na konsultację...zobaczymy czy coś pomoże...podobno warto dać szansę sobie pomóc...

6

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...
grzechotka napisał/a:

dziękuję dziewczyny za komentarze...również Wam życzę siły i wytrwałości...i sobie też...teraz to już nie mam wyjścia... Apropo...zapisałam się dzisiaj do psychologa na konsultację...zobaczymy czy coś pomoże...podobno warto dać szansę sobie pomóc...

ja też bym chciała, ale tutaj gdzie mieszkam są tylko prywatne gabinety, a na takie mnie nie stać. Łykam pramolan, a na noc stilnox. Az się wykończę

7

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Grzechotka - dobrze ze idziesz do psychologa, potrzeba Ci pomocy bo sama z tego uzależnienia od niego nie wyjdziesz, przeczytałam to wszystko i uważam że to był zwykły oszust, ktoś kto znakomicie grał i na dwa i na więcej frontów, tacy faceci są, nędzne pijawki, którzy swoimi slodkimi słówkami mamią i manipulują kobiety, bo wszystko co Ci mówił to jedna wielka sciema i gra, niestety zapewne mówił tak i innym kobietom. Smutne to dla mnie i przykre że my kobiety tak dajemy się nabierać na takie teksty, niestety ja tez mam to za sobą, byłam najukochańsza, najwspanialsza, najlepsza w łózku, tylko mój ex zapomniał dodać że jeszcze jedna taka była też "naj".

8

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...
Median napisał/a:

Przeczytalam wszystko i powiem Ci dziewczyno, ze zadaje sobie te same pytania zawsze - ale jak to?! dlaczego?! przeciez wczoraj bylo pieknie?!!! To jest taka wlasnie pierwsza reakcja, ale potem zaczynam analizowac na chlodno (musi uplynac troche czasu) i okazuje sie, ze byly symptomy, ktore wskazywaly na to, ze facet zaczyna sie oddalac tylko ja zaslepiona tego nie widzialam. Oni naprawde daja znaki wczesniej...
Co do niego samego - mysle, ze kogos poznal. Jego odejscie nie jest spowodowane wyrzutami sumienia za to, co wczesniej wyprawial, jak Cie oszukiwal. Facet, ktory zaczyna byc chlodny i oschly juz wie, ze odejdzie i najczesciej jest to spowodowane inna kobieta. Tak przynajmniej bylo u mnie, za kazdym razem ten sam scenariusz.

Niestety tutaj się do końca nie zgodzę...mój nie dawał ŻADNYCH znaków wcześniej...bo co miało być tym znakiem? Ten zajebisty weekend 3 dni wcześniej i full wypełnienie mojego czasu? Czułości? Troska której był ogrom jeszcze 3 dni wcześniej? Nie było NIC po czym mogłabym się tego spodziewać. Ani jednego symptomu. Wręcz zupełnie odwrotnie. Tym weekendem on mnie nakręcił tylko do myślenia o powrocie. Takie znaki mi dawał. A co do tego, że jak facet zaczyna być oschły to to spowodowane jest najczęściej inną kobietą...hmmm....być może teraz tak. Teraz to podejrzewam. Ale z drugiej strony...on już wcześniej miewał takie jedno-dwu dniowe zawieszki, dlatego jak mi powiedział to ze ma wątpliwości czy mnie nadal kocha, powiedziałam że nie wierze w to, że to jego kolejna zawieszka, na chwile pokazuje to drugie oblicze, drugą osobowość... No ale jest jak jest...teraz to jestem praktycznie pewna, że kogoś ma...i szczerze...niestety nie życzę mu, żeby mu się ułożyło, żeby następna się dała omotać...i pokochała go tak jak ja...może to wredne z mojej strony, ale po prostu mu tego nie życzę, bo mam wrażenie, że taki typ faceta nie zasługuje na żadne prawdziwe uczucie

9

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

grzechotka, wiem ,że cierpisz, nie rozumiesz, ale Twój chlopak zrobił to co jest dla Ciebie najlepsze, odszedł. To seksoholik,który mimo chęci nie potrafi przestać i wie o tym, życie z nim byłoby dla Ciebie męką.Może i chciał sie leczyć ale widocznie nałód wygrał i znowu to zrobił a jego zachowanie nie ma nic wspólnego z Tobą, problem jest w nim, nie w Tobie. Nie myśl czy ma inną, będzie ją zdradzał tak jak Ciebie, oszukiwał nastepną bo on nie przestanie, nie potrafi.
grzechotka zasługujesz na inne zycie i tu Twoi  rodzice mają rację, nie będziesz z nim szczęśliwa.

10

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

a ja bym chyba napisala smsa "kocham cie" niech sie do tego odniesie, moze to ci ulatwi gdy bedziesz pewna ze to koniec.
co by nie pisac to utrata bliskiej osony jest okropna...z czasem bedzie lrzej tylko jak przetrwac to co jest teraz? musisz sie trzymac a psycholog to mysle ze dobry pomysl
trzymam kciuki

11

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

o kurcze, to mi troszke namieszalas w głowie z tym, ze napisałabyś "kocham cię". Ja chyba niestety nie mam już tyle odwagi...i chyba wolę do końca sobie nie wiedzieć niż usłyszeć coś co by mnie poraziło...

12

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Oczywiscie, ze  mozesz sie z tym nie zgadzac, ale doswiadczenie i moje i kolezanek z forum pokazuje, ze zaden facet z dnia na dzien nie zmienia sie. To jest proces, a nie decyzja, ktora nastepuje w ciagu jednego czy trzech dni. Fajnie bylo na wyjezdzie i tego sie trzymasz...a co byl przed nim? tez tak cudownie i kolorowo? Watpie.. Niestety czesto mamy klapki na oczach, co z reszta maxi pare postow wyzej potwierdzila. Koles klamal na tym wyjezdzie a Ty uwierzylas, ze jest pieknie... Nie wierzysz? Poczytaj historie dziewczyn i zobacz, jakie cuda potrafia wygadywac faceci.. i nawet im powieka nie drgnie. A potem kobieta przezywa szok i zastanawia sie jak to mozliwe, ze facet jednego dnia jest czuly i kochany a drugiego dnia konczy znajomosc...

13

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Grzechotko - też miałam nieco podobnego typa. wszystko by dla mnie zrobil, milosc wielka, cudowny, inteligentny i jednocześnie coś z nim bylo bardzo nie tak - klamstwa - na porzadku dziennym. Najlepsze jest to, że mijaja kolejne miesiace od rozstania, a ja uswiadamiam sobie, ze tak naprawde to wszydtko, ale to kompletnie wszystko bylo klamstwem, nawet rzeczy. o ktorych myslalam, ze te na pewno nie. No i coz. I tez bylo najfajniej, najlepiej, byla milosc, z mojej strony. I coz. I tylko czas leczy rany i porządkuje myśli i pozwala nabrac dystansu i wyzbyc sie naiwnosci... I tak tez bedzie u Ciebie - i bedziesz szczesliwa, gdy wreszcie odzyskasz harmonie :*

14

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Droga Grzechotko.
Czuję, że rozumiem Cię doskonale. Co prawda moja sytuacja była inna, mój były nie miał problemów natury "psychicznej" czy z wiernością, ale musiało właśnie dojść do rozstania z rozsądku.
Ta burza emocji która jest w Tobie jest i we mnie i tak samo walczę z pytaniami "dlaczego?/dlaczego on się nie odzywa?/jak tak można?/...".
Aż raz musiałam napisać na forum, bo dziwiłam się, że po rozstaniu nasze rozmowy były oschłe i bardzo mnie bolały. Przestałam się odzywać. Nurtowały mnie te same pytania: "Może kogoś już ma...". Wyłączyłam komunikator, zajęłam się czymś pożytecznym i powoli, choć z wielkim bólem zaczynam oddychać. Miewam mega doły, ale pojawiają się też małe wzloty... Najlepszą terapią jest odcięcie się... Widzisz, a może dzieje się to samo co u mnie. Jakiekolwiek Twój ukochany miał/ma problemy, to myślę, że braku inteligencji mu nie zarzucisz. Podejrzewam, że robi to specjalnie. Widzi, że to takie niekończące się koło. Kochasz przeszłość w której byliście szczęśliwi, i chciałabyś nią żyć. Podczas waszych spotkań łudzisz się i karmisz nadzieją a w Twoim sercu siedzi zadra, która zaraz za szczęśliwą myślą wlecze za sobą smutek i krzyk o "normalność"... Z tym, że przeszłość już minęła, a teraz jest coś zupełnie innego.
Zobacz co się dzieje... Siedzisz i snujesz scenariusze, co będzie jak napiszesz, jak się odezwiesz, jak się spotkacie... Mimo wielkiej miłości on chce się odciąć. Jeśli to robi specjalnie (a tak myślę) to robi Ci przysługę. Spróbuj zrobić to samo. Walka skończona, game over, powrotu nie ma. A teraz lecz swoje rany...
Wiem co mówię, bo robię w tej chwili to samo...

15

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

moje życie tez przewróciło się o 360stopni w ciągu kilku dni...byłam w długoletnim związku, w lipcu mi się oświadczył- zapewniał, że jestem miłością jego życia... widocznie nie na długo, bo 3 wrzesnia mnie zostawił- powiedział, że potrzebuje czasu... że wszystko się ułoży, tylko potrzebuje chwili do namysłu.. ciężko było mi się z tym pogodzić, ale nie miałam wyjścia.. nie było to dla mnie zrzumiałe... w tym czasie zabrał mnie na weekend do pensjonatu.. basen, jakuzzi, piękny pokój, piekne chwile... dawał nadzieję... z każdą rozmową jednak coraz bardziej sytuacja zaczeła stawiać się zagmatwana... raz mówił, że kocha, ale się męczy... kolejnym razem znowu cos innego... aż w ndz poprosiłam go o ostateczna odpowiedź, bo ile można czekać.. a ciągle mnie zwodził.. co powiedział??? ze juz mnie nie kocha... zapytałam od kiedy? powiedział, że od chwli rozstania.. czyli 3.09- to po co były te nadzieje, spotykanie się, mówienie,że wszytsko się ułoży???powiedział, że od tamtego momentu  poczuł, że nie jestem kobietą jego życia.... po 8 latach taki cios

16 Ostatnio edytowany przez kama3 (2010-10-21 11:23:43)

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Nie chcą_Odchodzą_Ich strata! Widocznie jak już dogonili króliczka, to im coś się w głowach poprzestawiało...
Lepiej tak niż ślub dzieci i rozstanie albo życie związku: beznadziejnym, pozbawionym uczuć, szacunku, cierpliwości czy ciepła.

Również jestem w trakcie tzw. żałoby po rozstaniu, była to nasza wspólna decyzja, ale On już od dawna dawał mi sygnały, że coś jest nie do końca tak jak byc powinno..więc pożegnałam go i teraz, po 3 miesiącach żyję, ćwiczę, flirtuję;). A co, fajną znów chcę być. Koniec ze zgaszoną kobietą, myślącą a dlaczego, a co się w jego życiu wydarzyło itp. Teraz jestem Ja! Wiem, że jakbym go spotkała gdzieś z kimś, to znów przywitałabym okres płaczu, ale na razie jest ok...nawet ktoś mi się ostatnio dosyć spodobał, zaiskrzyło mocno...zobaczymy..

17

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

no to gratulacje kama3 i oby tak dalej, ja cały czas mam nadzieję, że i dla mnie znowu nadejdzie ten moment wzlotów...bo mam już dosyć upadków...

18

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

ja tymbardziej... mam dość.. on się bawi, a ja walczę ze sobą..

19

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...
pszczolkaa1988 napisał/a:

ja tymbardziej... mam dość.. on się bawi, a ja walczę ze sobą..

U mnie to samo...codziennie walczę...a wiem, że on spalił mosty...z dnia na dzień...że nawet mu nie jest przykro... a ja się męczę...I powiem Wam coś...aż mi jest siebie żal, że tak się dałam zrobić...jakas ironia losu w moją stronę

20

Odp: Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Przeczytalam Twój post i wszystkie komentarze i nie wiem co mogłabym jeszcze dodać. Podpisuję się pod wszystkimi opiniami, ten typ tak ma. A co więcej nigdy nie zazna prawdziwej miłości, nigdy nie obudzi się przy kimś i nie pomyśli kurde ta dziewczyna to moje największe szczęscie, kocham ją, chce dać jej wszystko co najlepsze. Nie pomyśli tak bo nie jest chyba zdolny do prawdziwych uczuć. A Ty jesteś i będziesz kiedyś kochała ze wzajemnością i będziesz z tej miłości fruwała smile
Musisz dać czasowi czas. To jedyne i najlepsze rozwiązanie. Z każdym tygodniem, miesiącem będzie lepiej. Zima to niezbyt fajny okres na zawody miłosne, chyba najgorszy ale miejmy nadzieję, że z wiosną przyjdą zmiany, że pewnego dnia wstaniesz, wyjrzysz przez okno, weźmiesz głęboki oddech i powiesz: jestem wielka, poradziłam sobie, nie potrzebuje go już do szczęscia, a wręcz przeciwnie - jestem szczęsliwa bez niego.

Pozdrawiam smile

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja historia - życie przewrócone o 180 stopni z nia na dzień...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026