Do Morfeusz73,
Twoja wypowiedź bardo mnie zainteresowała, bowiem w moim życiu zaistniała podobna sytuacja. Jesteśmy małżeństwem od ponad roku, ale para już od ponad 10 lat (w wieku 27-28 lat). Ja do tej pory zachowywałam się podobnie jak kiedyś Twoja żona - teraz wiem, że byłam zaborcza, apodyktyczna, ciągle jakieś zakazy i narzekania (bez urazy dla Twojej żony, ale wydaje mi się, że mniej więcej o to chodzi), brak wsparcia dla mężczyzny, tylko ciągłe wyrzuty, że się mną nie interesuje.
Od mniej więcej roku mąż zaczął się wspinać po ścieżce kariery w firmie ale okupuje to długimi godzinami pracy, wieczorami z kolegami z pracy - twierdzi że są one potrzebne również do tworzenia ścieżki awansu, ale przyznaje również, że to są jego koledzy i lubi z nimi wychodzić, jak dla mnie to jednak chyba nie jest to konieczne aż w takiej formie - co tydzień i do rana). Kilka miesięcy temu okazało się, że flirtował z koleżanką z pracy (podobno do niczego więcej nie doszło ale smsy o których się dowiedziałam świadczyły o dość poważnym zaangażowaniu emocjonalnym). Jak się pytałam, co ona miała takiego w sobie to mi powiedział, że sam nie wie, ale ona była "miła". A ja zachowywałam się ... jak opisałam to powyżej. Po rozmowie i kilku dni namysłu mąż stwierdził, że popełnił błąd i że nie chce mnie stracić. Zakończył sprawę z koleżanką i oboje postanowiliśmy się w miarę możliwości zmienić aby zacząć od nowa. Nawet nam się to udaje, każdy jest dla drugiego milszy, serdeczniejszy, staramy się w konstruktywny sposób wyrażać "złości" na drugą stronę. Wydaje się, że wszystko prowadzi do odbudowania naszego związku. Niestety ja nadal czuję "dyskomfort psychiczny" co do jego wierności i ponownemu obdarzeniu go zaufaniem. Gdy idzie do pracy, zostaje tam do wieczora, wychodzi z kolegami... Mimo to bardzo się staram zmienić to podejście ale....
Parę dni temu wydarzyła się coś, co nie wiem jak zinterpretować i jestem strasznie rozbita w sobie, bo nie wiem jak się zachowywać.
Sprawa dotyczy naszego, jak to ładnie się nazywa - pożycia małżeńskiego. Wydaje mi się, że zaczęło się to już około dwa lata temu, a w chwili "romansu" męża i już niestety nadal trwa ... nasze kontakty seksualne zaczęły ginąć. Począwszy od może raz w tygodniu do raz w miesiącu a skończywszy na raz na kilka (2-3 m-ce). Obecnie tylko jak ja zainicjuję sex, gdzie w dawnych latach to on był jego głównym prowodyrem. Mąż obecnie twierdzi, że nie ma potrzeby uprawiania sexu, jest zmęczony pracą. Co do mnie to nadal mu się podobam, ale nie podniecam tak jak dawniej (obecnie to szczerze nie wiem, czy w ogóle go jakoś ruszam). Jak się pytałam dlaczego, to przez moment wspomniał, że to może dlatego co kiedyś było, że to dlatego co mówiłam, za dużo się złego wydarzyło między nami. Dla mnie ta fizyczna bliskość, pożądanie jest bardzo ważne, chociaż nimfomanka nie jestem
no ale jednak. Ogólnie sobie pomyślałam, że ok, postaram się odbudować ta bliskość i powoli zachęcić go do bliższych kontaktów. Eksperymenty z bielizną, jakieś nowe sytuacje erotyczne i cierpliwość. I w tym momencie pojawiła się drzazga w moim sercu i psychice. Odkryłam, że codziennie lub bardzo często mąż zagląda na portale ze zdjęciami erotycznymi, na jednym z erotycznych portali społecznościowych założył nawet swój profil - jakoby był "poszukiwaczem nowych znajomości". Gdy o tym rozmawialiśmy, stwierdził, że to tylko tak z ciekawości, że każdy facet tak robi, że z kolegami podsyłają sobie linki z co ciekawszymi zdjęciami. Na pytanie, czy mnie fizycznie kiedyś zdradził, odpowiedział "nie", w to nawet jestem skłonna uwierzyć ale sama sytuacja mnie przerasta. Nie miałabym ogólnie nic przeciwko oglądaniu takich stron ale od czasu do czasu i w momencie, jakby interesował się również mną i pod tym względem nie zaniedbywał. Ale w mojej obecnej sytuacji wydaje mi się, że internet i zdjęcia są dla niego większą podnietą, taka różnorodność... Jak to stwierdził w rozmowie, czemu woli zdjęcia ode mnie, zdjęcia maja tą zaletę, że nie mówią. Z analizy naszego związku wnioskuję, że tu nie chodzi chyba raczej o mówienie w czasie samego seksu, ale ogólnie o marudzenie, narzekanie i tego typu... jak było wcześniej. Te ostanie odkrycie strasznie mnie zraniło, jak można odbudować związek bez wzajemnego pożądania? Dla mnie jest to nie do zrozumienia.
I teraz po przedstawieniu w ogólnym zarysie naszej sytuacji zwracam się w szczególności do Morfeusz-a73, gdyż jest on mężczyzną i wydaje mi się że odczuwał podobnie jak móż mąż. Co Pan myśli na temat mojego pożycia małżeńskiego - czy mąż do mnie wróci jeśli poprawia się nasze stosunki partnerskie, czy już tak zostanie. Buntuje się coś we mnie na sama myśl, że ja się będę nadal starać, a on będzie nadal zadowalał się internetem, albo może jeszcze kiedyś skorzysta z jakiejś dyskretnej oferty towarzyskiej.
PS: W uczciwości jeszcze dodam najważniejszy zarzut mojego męża co do mnie, mianowicie - brak poszanowania jego prywatności i ciągłą kontrolę. Romans wykryłam przez przypadek, gdy już było między nami źle (a on jakoś wtedy oświadczył, że ma parę spraw, które musi sobie poukładać i przemyśleć i potrzebuje na to trochę czasu) sprawdziłam jego komórkę i odkryłam niedwuznaczne smsy z wcześniej wspomnianą koleżanką z pracy. Portale erotyczne odkryłam, sprawdzając historię jego komputera. Wiem, że tak nie powinno się robić i jestem świadoma tego upokarzającego postępku - za co wiele razy go przepraszałam, ale w sytuacji wielkiej niepewności jak na razie nie potrafię uwierzyć w poprawę męża i ciągle niestety mnie kusi, żeby sprawdzić prawdziwość jego twierdzeń.
Bardzo Wszystkich proszę o opinię naszej sytuacji. Jak myślicie, czy da się nasz związek uratować, czy powinnam się nadal starać "zaczepiać go seksualnie" czy też nie, bo w tej chwili to straciłam do niego jakikolwiek szacunek pod tym względem.
Serdecznie pozdrawiam Wszystkich czytających i czekam na rady i opinie.