Witajcie. Na forum jestem nowa. Potrzebuje sie komus wygadac... w domu to niemozliwe... Nie mam tez bratnbiej duszy... przyjaciolki, wiec wybaczcie, ale chcilam zebyscie to Wy doradzily mi co dalej....
Jestem mezatka od 3 i pol roku. Pobralismy sie bo bylam w ciazy. Ccielismy miec dziecko, slubu tez chcielismy. Koscielnego. Moj Boze, wtedy bylam taka mloda i glupia... Myslalam ze jak bedzie dziecko to slub jest konieczny, bo co powiedza ludzie i takie tam... Teraz wiem, ze to byla najgorsza decyzja mego zycia. Obecnie z mezem nie laczy mnie nic. Nawet go nie lubie. Wciaz sie klocimy. On mnie obraza i poniza. Przez 3 lata nie pracoewalam, opiera;lam go i corke. Stalam przy garach, sprzatalam... Maz bardzo dobrze zarabia, ale jak tylko sobie cos kupilam , mialam afere. Rzucal jablkami, straszyl ze mnie zabije. W koncu polamal mi karte do bankomatu. Od niedawna zaczelam zycie na wlasny rachunek, jesli mozna to tak nazwac. Zaczelam prace, zarabiam malo, ale daieki niej zaczelam inne zycie,. Spotykam sie z ludzmi. Zauwazylam, ze inni mezczyzni inaczej traktua kobiety. Znienawidzilam meza za to jaki jest! Poznalam tez kogos. Wierzcie mi lub nie, ale jak tylko wszedl serce mi zamarlo. Bardzo mi sie spodobal. Na poczatku w ogole nie roamawialismy... Myslalam sobie, taki fajny, napewno nie zwrocilby nawet najmniejszej uwagi na taka dziewczyne jak ja. Napewno ma kogos... Ale pewnego dnia go zagadnela. Okazal sie uroczy, szarmancki, mily. Do tego swietnie sie dogadujemy... Romawiamy codziennie. Mam wrazenie, daje mi takie znaki, ze jest zainteresowany. Nie wie jednak ze mam meza, z ktorym wciaz mieszkam. Powinnam mu powiedziec, ale boje sie ze przestanie przychodzic. A mi tak zalezy. Cocby na samej rozmowie. Przeciez nic zlego nie robimy.
Pogubilam sie. wCIAZ MYSLE O TYM DRUGIM. cODZIENNIE. Zauroczylam sie na maxa. Poradzcie co dalej??? Co z mezem...? Rozsac sie by byc szczesliwa.? Nie koniecznie z Tym drugim. Czuje,, ze chce walczyc o swoje szczescie, a w zwiazku z mezem sie dusze... starzeje... Z drugiej strony jest dziecko.... Zabierac mu szczescie przy ojcu??? Boze, tak ciezko wybrac miedzy szczesciem wlasnym , a cudzym...
Podobne tematy
czytając twój post pomyślałam ze to pisze ktoś o mnie!!! z tym wyjątkiem ze ten drugi juz wie ze mam męża i powiedział ze on nie chce rozbijać małżeństwa żebym sie zastanowiła nad tym wszystkim ale mi jest ciężko gdyby nie dziecko wspólny dom (na kredyt) juz bym dawno stad uciekła!!!
ale co jest ważniejsze dla nas i dla naszych dzieci szczęście uśmiech czy wieczne kutnie???
3 2010-10-03 21:57:14 Ostatnio edytowany przez Batrix (2010-10-03 21:58:06)
Witaj:)
Nie wiem co Ci doradzić....Rozumiem,ze nie kochasz męża,że jest agresywny..nawet nie umiesz go lubić..to jest kiepskie.Napiszę Ci tak..co ja bym zrobiła.Po pierwsze porozmawiała z mężem..rozmowa to podstawa...szczera rozmowa.Gdy dziecko uśnie ..spokojnie z nim porozmawiaj..o Waszych uczuciach i planach na przyszłość.Jesli to nic nie da...rozmowa bedzie o niczym, powie ze nic do Ciebie nie czuje..po prostu się z nim rozejdz.Rozejdz sie dla siebie..nie INNEJ OSOBY.Kiedy bedziesz wolna...rób co chcesz.Pamietaj ,ze zdrady nic nie usprawiedliwia.
Batrix ma rację. Jesli źle się dzieje w Twoim malżenstwie, jeśli Jestes nieszczęsliwa, a mąż upokarza Cię i nie ma szans na poprawę odejdź. Ale zrób to dla siebie, nie odchodź w ramiona innego faceta. Pamiętaj, że ten drugi teraz będzie wydawał Ci się jak z innej bajki, będziesz oczarowana a im więcej będzie miał zalet, tym więcej wad będzie mial Twój mąż.
ale co jest ważniejsze dla nas i dla naszych dzieci szczęście uśmiech czy wieczne kutnie???
Dokladnie...
Kiedys nigdy bym nie pomyslala, ze zycie moze byc az tak skomplikowane. Boje sie rozstania, ale postanowilam, ze jesli kolejny raz mnie zrani wyniose sie na jakos czas do mamy. Bede miala czasy by pomyslec, zobczyc czy daje rade. Czy jestem szczesliwa... Jesli bedzie mi dobrze, wtedy odejde na dobre.
A co do rozmowy... Maz wiele razy mi mowil, ze mnie nie kocha, ze najgorszy dzien w jego zyciu to dzien naszego slubu. Ze chce rozwodu. On tez sie ze mna meczy. Wieczorami chodzi do kolegow. Byleby tylko w domu nie siedziec...
Mamamia, dzieci wcale nie sa szczęsliwsze w domu z obojgiem rodzicow, gdy sa swiadkami rękoczynow, wyzwisk i nienawiści.
Mamamia, dzieci wcale nie sa szczęsliwsze w domu z obojgiem rodzicow, gdy sa swiadkami rękoczynow, wyzwisk i nienawiści.
Zdaje sobie z tego sprawy, ale moja mala kocha swojego ojca. Wprawdzie on niewiele przy niej robi, w sensie obowiazkow, ale ma duzo kasy i funduje jej rozne atrakcje... Poza tym, ona czesto mowi, ze lubi jak mama i tata (razem) sa z nia w domu....
Ostatnia rzecza ktora bym chciala w tym wszystkim to skrzywdzic dziecko. Rozmawialam o tym z mama. Ona uwaza, ze skrzywdze corke gdy odejde.
8 2010-10-03 22:59:46 Ostatnio edytowany przez Batrix (2010-10-03 23:48:25)
Jesli obydwoje chcecie rozwodu i sie męczycie.....to nie siedz w tym.Jak odejdziesz, to nie znaczy ze mała ma stracic tetę...przeciez moze ją brac i zajmowac sie nia kiedy bedzie chciał...czy w tym domu czy innym.Dziecku trzeba tłumaczyc..ja mojemu tak mówie...ze ono nie jest niczemu winne i nie traci rodziców.Ze obydwoje kochamy go nad zycie.Co by sie nie stało.....zawsze bedzie naszym dzieckiem i nic tego nie zmieni.
Ten drugi jak pozna prawdę możne okazać się wspaniałym człowiekiem lub skończonym dupkiem a to lepiej teraz niż później.
Moja historia też nie jest łatwa też wziąłem ślub bo trzeba było i myślałem ze już nie spotka mnie nic lepszego, bo trzeba pracować i nie mam czasu na szukanie szczęścia, w jakim błędzie byłem. Niestety nadal tkwię z kobietą której nie kocham, bo tak trzeba.
Szaleje za moimi chłopakami,kocham ich mocno poświęcam wszystko dla nich. tylko ze oni kiedyś dorosną i odejdą a co wtedy z moim szczęściem? Skoro serce bije dla innej. Bedze na mnie czekała?
Nie łatwe decyzje
Chciałam zacytować to co napisalas ale mi sie nie udało. Napisałaś, że niewiele mąż robi przy dziecku, ale ma duzo kasy i funduje jej różne atrakcje... Nie na tym polega miłośc do dziecka. Nie na kupowaniu miłości, tylko na poświęcaniu dziecku swojego czasu i oddaniu. Poza tym dziecko zawsze jest pokrzywdzone gdy rodzice się rozchodzą, w takich przypadkach nie ma złotego środka.
11 2010-10-04 14:47:02 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-10-04 14:47:38)
ale najbardziej dziecko jest pokrzywdzone gdy w takiej sytuacji rodzice sie nie rozejda...
i to ze sie rodzice nie rozchodza swiadczy dla mnie o tym, ze dziecko jest najmniej wazne dla obydwojga. Dla jednego strach przed samodzielnoscia, samotnym rodzicielstwem etc jest wiekszy niz milosc do dziecka a inni po prostu nie umieja kochac i nie powinni miec dzieci
Morfeusz73 - zwykle w życiu jest tak, ze nie mamy tego co byśmy chcieli, marzymy, w głowie budujemy rózne kolorowe scenariusze a życie figle nam płata, czekałam 4 lata aż będzie wolnym człowiekiem (nie z mojego powodu rozwód) w międzyczasie i ja stałam się wolna i myślałam że będzie tak wspaniale, cukierkowo, bez żadnych przeszkód, wspólne mieszkanie, sielanka, on z przeszłością, ja po przejściach, że będziemy tylko sobie dogadzać, rozpieszczać się ale życie nie napisało nam happy endu, on zakochał się w innej i odszedł w siną dal, ot taki lajf...a mogło być tak pięknie...
Ten drugi jak pozna prawdę możne okazać się wspaniałym człowiekiem lub skończonym dupkiem a to lepiej teraz niż później.
Moja historia też nie jest łatwa też wziąłem ślub bo trzeba było i myślałem ze już nie spotka mnie nic lepszego, bo trzeba pracować i nie mam czasu na szukanie szczęścia, w jakim błędzie byłem. Niestety nadal tkwię z kobietą której nie kocham, bo tak trzeba.
Szaleje za moimi chłopakami,kocham ich mocno poświęcam wszystko dla nich. tylko ze oni kiedyś dorosną i odejdą a co wtedy z moim szczęściem? Skoro serce bije dla innej. Bedze na mnie czekała?
Nie łatwe decyzje
No to witaj witaj w klubie
A juz myslalam ze tylko kobiety przezywaja takie tragedie
W ogole czytajac posty na tym forum, zaczelam zauwazac ,ze zycie nie jest takie lekkie jakby sie zdawalo.... Myslalam , ze opisujac swoja historie spotkam sie z totalnym brakiem zrozumienia, a jednak... Chcialam podziekowac Wam wszystkim za wykazanie zrozumienia i wsparcie. Nawet nie wiecie jakie to dla mnie wazne. W domu nie mam na kogo liczyc. Wlasna matka , jak powiedzialam jej o swoim problemie powiedziala, ze ona za mnie nmie bedzie meza splacala, i ze nawet nie mam co do niej przychodzic bo oni (rodziec) sa juz starzy i chca odpoczywac
((((
Rece opadaja!!! Jak tak mozna swojemu dziecku powiedziec.???????????????
Boje sie decyzji o odesciu, nie powiem ze nie. Nie wiem czy podolam finansowo. Ale kurcze, nie chce tez tak zyc! Zycie w takim ukladzie nike ma dla mnie namniejszego sensu. Nic nie cieszy... Tylko praca, dom, sprzatanie, gotowanie i opierdziel ze strony meza. Z takich historii nie ma chyba wlasciewej drogi... Cokolwiek bysmy nie zrobili i tak ktos bedzie cierpial...
Dziecko nie może mieć cyrku w domu, lepiej się rozstać na jakis czas, nie rozwodzić. Osobne przeczekanie burzy pokaże: albo zatęsknicie i kryzys minie, albo zaczniecie się usmiechac i żyć w zgodzie ze sobą.
To, że mniej zarabiasz nie uprawnia Twojego męża do wyzwisk i głupiego gadania w domu.
Jesli zdecydujesz sie rozejść to nie rób tego dla innego faceta - TYLKO DLA SIEBIE - bo z innym też może nie wyjść i wtedy będziesz obwiniała go o rozpad małżeństwa, a ten rozpad już się pojawił wcześniej.
Powodzenia i nie daj się, walcz o swoje szczęście!
mamamia wydaje się ze nie przeżywają utarło się ze facet "to świnia" a cierpią tak samo, problem tylko ze nie umieją tego okazywać.
Oglądałaś kiedyś "testosteron" niby komedia ale każdą sytuacje z tego filmu przeżyłem sam lub któryś z moich znajomych i nie jedną opowieść bym mógł dodać do scenariusza.
Miłość, ból, tęsknotę, szczęście, przeżywamy tak samo bez znaczenia jakiej płci jesteśmy bez znaczenia jest wiek, pochodzenie czy rasa.
Tak samo nie chcemy być sami i tak samo zazdrościmy tym którym się udało.
Zazdroszczę tym którzy mieli odwagę zaryzykować i wywrócić swoje życie do góry nogami i są szczęśliwi.
A ja tkwię w związku kochany ale nie kochający udający że jest dobrze, bo ta która kocham nie chce pozwolić żebym skrzywdził swoich chłopaków. Boi się ze ją znienawidzę za to że ich zostawiłem dla niej.
i tak trwa to już kilka lat
Znajdź w sobie odwagę której mi zabrakło.
Witam. Ja też miałam podobną sytuację. Teraz jestem w trakcie rozwodu, ale pięc lat mi zeszło nad podjęciem tej decyzji. Dlaczego? Bo mamy 14-letnia córkę. Koniec końców jest taki,że po rozwodzie ja się wyprowadzam a ona zostaje z ojcem. To jej decyzja, którą ja z bólem serca uszanowałam. To ja zdradziłam mojego męża, później on mnie i tak to się skończyło. Szkoda mi tych 5 lat, że tak sie wahałam bo przez ten czas ktos na mnie czekał. I mam zamiar być szczęśliwa bo naprawdę kocham i jestem kochana.
mamamia wydaje się ze nie przeżywają utarło się ze facet "to świnia" a cierpią tak samo, problem tylko ze nie umieją tego okazywać.
Oglądałaś kiedyś "testosteron" niby komedia ale każdą sytuacje z tego filmu przeżyłem sam lub któryś z moich znajomych i nie jedną opowieść bym mógł dodać do scenariusza.
Miłość, ból, tęsknotę, szczęście, przeżywamy tak samo bez znaczenia jakiej płci jesteśmy bez znaczenia jest wiek, pochodzenie czy rasa.
Tak samo nie chcemy być sami i tak samo zazdrościmy tym którym się udało.
Zazdroszczę tym którzy mieli odwagę zaryzykować i wywrócić swoje życie do góry nogami i są szczęśliwi.
A ja tkwię w związku kochany ale nie kochający udający że jest dobrze, bo ta która kocham nie chce pozwolić żebym skrzywdził swoich chłopaków. Boi się ze ją znienawidzę za to że ich zostawiłem dla niej.
i tak trwa to już kilka lat
Znajdź w sobie odwagę której mi zabrakło.
W Twojej sytuacji widze jednak ogromny pozytyw w postaci milosci, sympatii (?) tej ktora kochasz. Poza tym, przynajmniej zona Cie kocha. Moj maz mnie naienawidzi. Czuje ze zycie ucieka mi przez palce, a ja stoje i nie mam odwagi zrobic kroku do przodu. Czekam.... Nie wiem na co... Moze na cud...
na cud nie czekaj. Gdyby moja zona powiedziała ze nic do mnie nie czuje już by mnie tam nie było. A tak jej miłość wiąże mi ręce. Staram się być dla niej dobry bo co ona temu winna ze jej nie kocham. Nie robię awantur nie piję nie biję jedyna wada to ze jej nie kocham.
Na zewnątrz wyglądamy na idealna parę a ja czuje się jak w kładce.
Pewnie pomyślicie sobie ze jestem idiotą i psuje coś dobrego ale wierzcie mi że serce nie sługa.
Teraz z człowieka twardo stąpającym po ziemi stałem się niepoprawnym romantykiem. Nie wiem jak to się skończy czy kiedykolwiek będziemy razem ale ciesze się ze to poczułem. Mój mały kawałek szczęścia.
morfeusz73- twoja "szlachetna" kochanka nie chce krzywdzić twoich chłopców, a ty żekomo żony - a ja mam takie wrażenie że za parę lat twoja miłość stwierdzi chłopcy dorośli więc nic cię nie trzyma przy żonie bo ponoć jej nie kochasz i ty być może? zostawisz wtedy swoją ślubną i będziesz się uważał że byłeś szlachetny bo nie zostawileś jej wcześniej. I dla mnie to jest okrutne bo widzisz dziś twoja żona jest młoda ( tak sądzę po twoim wieku) i może dziś znaleśc jeszcze kogoś kogo pokocha, a za parę lat zostawisz ją żeby zestarzała się w samotności - straszne. Nie myśl że cię oceniam, ale miałam podobny dylemat (ja byłam tobą) i wybrałam świadomie małżeństwo do końca życia i robię wszystko żeby kochać M i być godną miłości.
atinasarz- tez tak myślę każde wyjście z mojej sytuacji kogoś rani chłodna kalkulacja jakie wyście ile osób cierpi to najlepiej zostać z oną do końca. Cieszyć się tylko tym ze spotkało mnie szczęście krótko ale zawsze.
I tak trzymaj, w twoim sercu zawsze zostanie pamięć po miłych chwilach szczęścia - ale będą one tym bardziej słodkie bo nie okraszone czyimiś łzami i bólem.
Ja dziś jestem szczęśliwa i nawet ten trzeci też bo przez to że odeszłam mógł ułożyć sobie normalne życie a nie czekać w zawieszeniu.
Nie marnuj sobie życia z kims takim.Po co sie meczyć w takim związku!Dla dobra dziecka?Czasami dla dziecka jest lepiej gdy rodzice sie rozejda,czasami trzeba wybrac to mniejsze zlo.Ja tez kiedys czekalam że coś się zmieni!nie zmienialo sie nic ,bylo coraz gorzej!strata czasu z facetem ktorego sie nie kocha a nawet nie lubi...
Morfeusz a masz kontakt z osobą którą kochasz? czy zerwaliście definitywnie lub na razie?
mamy ze sobą kontakt wiemy co u siebie ale nie spotykamy się. Ona też jest mężatką.
Myślę że w takim razie dokonaliście najlepszego z możliwych wyborów, jeżeli można mówić o najlepszym, gdybyście byli ze sobą dużo osób byście skrzywdzili i duzo cierpień mielibyście na sumieniu, oprócz Twojej żony i jej męża jeszcze niewinne dzieci. Postaraj się wykrzesać z siebie dużo dobra dla swojej rodziny, wydaje mi się jednak że i dla Ciebie i dla tej którą kochasz lepiej byłoby nie mieć ze sobą żadnego kontaktu bo to powoduje jeszcze większy ból i spotęgowanie miłych wspomnień które w takiej sytuacji zawsze będą w głowie, gdybyś nie miał z nią żadnego kontaktu czas zrobiłby swoje, wspomnienia by przyblakły i nie myslałbyś o niej tak intensywnie jak to ma zapewne miejsce teraz, bardziej byś się skupił na rodzinie, która niczemu nie jest winna. Jeżeli podjęliście taką decyzję bądź konsekwentny do końca.
Morfeusz, sluchajac Twojej historii, a takze historii atinasarz, przychodzi mi na mysl pewien film - " co sie wydarzylo w madisson country". Ogladaliscie? Kiedy kobieta poswieca krotka chwile milosci dla szarosci zycia przy mezu. I jest szczesliwa
Ogladalam go i ryczlam jak bobr bo wiem ze ja bym tego nie udzwignela... Gratulacje Atinasarz sily woli! U mnie jednak chodzi o cos innego- o szantaz psychiczny akiego dopuszcze sie moja maz. Gdyby nie to moze bym walczyla, ale nie moge pozwolic aby ktokolwiek traktowal mnie w taki sposob.
mamamia- przepraszam nagle twój post stał się moim to temat na oddzielna historię
Ja jestem w kropce
Ale ty z mężem powiedzieliście sobie że się nie kochacie wiec nie masz czego tam szukać.
Odejdź z córeczką dostaniesz alimenty masz swoją wypłatę będzie dobrze może nie na początku ale wiem ze dasz radę
a twój przyjaciel powiedz mu o sobie jeśli mu zależy możesz być szczęśliwa
mamamia - twoje zdanie" Nie wie jednak ze mam meza, z ktorym wciaz mieszkam. Powinnam mu powiedziec, ale boje sie ze przestanie przychodzic. A mi tak zalezy. Cocby na samej rozmowie. Przeciez nic zlego nie robimy.
Pogubilam sie. wCIAZ MYSLE O TYM DRUGIM. cODZIENNIE. Zauroczylam sie na maxa."-pomyśl jeżeli mu nie powiesz to:
a) poczuje się oszukany
b)związku nie buduje się na kłamstwie - zaufanie to podstawa (mój M wiedział nawet że dwonię z moim przyjacielem )
c)nie pozwalasz mu podjąć świadomej decyzji co do was - bo nie każdy umie być cierpliwy i czekać aż czyjeś małżeństwo się zakończy
Co do twojego M, jeżeli poniża Cię, nie ma miłości i łączy was tylko dziecko i wspólne mieszkanie - to chyba lepiej dla całej waszej trójki żebyście się rozstali - ty będziesz mogła spróbować być szczęśliwą z kimś innym (a i twój M może też kogoś znajdzie) a wasze dziecko lepiej będzie się czuło w domu gdzie mama jest uśmiechnięta i szczęśliwa , a tata gdy się będzie z nim widzieć też jest spokojny.
Trudno radzić ja mam to szczęście, że w porę zrozumiałam co powinnam zrobić i dziś nie żałuję.Ale każda decyzja niesie ze sobą ryzyko że może nie być tak świetnie jak nam się wydawało, dlatego trzeba dobrze wszystko przemyśleć.
Atinasarz , z drugiej jednak strony miedzy mna a tym "drugim" nie ma wlasciwie nic... To ja sie zauroczylam, nie wiem czy mu w ogole na mnie zalezy. Narazie niczego sobie nie obiecywalismy.... Spotykamy sie tylko w pracy, laczy nas jedynie rozmowa. Moze to tylko mnie sie wydaje ze jest w tym cos wiecej... Oczywiscie przy okazji wspomne mu o swojej sytuacji.
Problemem jest moje chore malzenstwo. To zauroczenie to tylko pretekst do tego by zaczac sie zastanawiac nad rozwiazaniem chorej sytuacji miedzy mna a mezem ... Nie wiem...
Nie bój się jeśli w twoim małżeństwie nie ma żadnych uczuć to niczego nie stracisz.
A zyskać możesz wiele
Powiem tak- myślę że głównym bodźcem do tego że zaczęłaś myśleć o swoim małżeństwie i zmianie były właśnie rozmowy ze znajomym ( tak przynajmniej było w moim przypadku) nagle widzisz że można inaczej, że świat pełen jest fajnych ludzi, a Ty zaczynasz myśleć o sobie jak o kimś komu należy się od życia więcej niż masz teraz i myślę że to dobrze każdy powinien dążyć do bycia szczęśliwym , a jeżeli przy tym nie rani się nikogo (a z tego co piszesz to nie bo mąż cię nie kocha) to może dla was obojga będzie tak lepiej.
Szczerze mówiąc nie umiem sobie wyobrazić sytuacji gdy dwoje ludzi nie kocha się i nadal jest razem - pytam wtedy dlaczego , po co? I może jak odpowiesz sobie na to pytanie to będziesz wstanie podjąć decyzję.
Czeka cie poważna rozmowa z mężem na spokojnie bez nerwów.
przygotuj sie do niej i nie pozwól wyprowadzić z równowagi.
po tej rozmowie będziesz wiedziała co zrobić.
Może jemu teraz brakuje odwagi żeby to wszystko skończyć i czeka na twoją decyzję. A ty teraz czekasz na to że niego wyjdzie ta propozycja. A żadne z was nie chce być tym przez które to małżeństwo się rozpada.
Myślę ze jak oboje dojrzejcie do czegoś to spadnie wam kamień z serca. A teraz meczycie się on ucieka z domu nie chce wracać ty patrzysz na innego i zastanawiasz się jaki on jest, nie zdziwił bym się jak by miał kogoś.
Ktoś mądry powiedział kiedyś ze po każdej burzy wychodzi słońce.
dla ciebie też ono zaświeci.
powodzenia
guzik prawda, po burzy może równie dobrze lać przez tydzień, albo nadejśc zachmurzeni. Morfeusz co znaczy wg. Ciebie przygotuj się do rozmowy? Relanium, czy coś?
Dunkis - ale z ciebie pesymista, nawet gdyby lało i przez 2 miesiące to i tak wydze słońce.
więcej optymizmu
jest taki dowcip:
Czym się różni optymista od pesymisty?
Optymista widzi na cmentarzu same plusy.
W każdym rozwiązano w każdym doświadczeniu jakie nas dotyka jest tyle samo zła co dobra wszystko zależy z której strony patrzysz,
Ja z każdej sytuacji próbuje znaleźć plusy czasem nie są po mojej stronie ale cóż tak jest ze ktoś dostał coś a ja straciłem.
a jutro będzie znów nowy dzień znów przyniesie coś dobrego,
źle wybiorę moja wina nie mogę zwalać czegoś na innych, sam jestem kowalem swojego losu.
W swoim życiu zrobiłem masę błędów ale nie mogę o nie obwiniać nikogo, teraz też jestem na zakręcie i zastanawiam się co dalej co wybrać mniejsze czy większe zło a może większe lub mniejsze szczęście. Niestety nie mogę mieć wszystkiego albo nie wszyscy mogą mieć mnie.
Kiedyś zastanawiałem się dziek komu jestem tu i teraz.a to ciąg ludzi, wydarzeń, szczęścia to mnie ukształtowało nauczyło.
Często mówimy "gdybym cie spotkał klika lat temu to......" guzik prawda nic by z tego nie wyszło bo nie byliśmy na to gotowi.
Nawet teraz czytając to co napisałem jesteście tutaj bo coś lub ktoś was tu doprowadził. Bo ktoś otworzył nam oczy, serca na czyjeś problemy tak podobne do naszych. Dylematy przed którymi stajemy wszyscy.
tak jak i ja zrozumiał bym autorki tego posta 15 lat temu pomyślał bym głupie babsko nie umie faceta zadowolić. a teraz mając swój bagaż doświadczeń. patrze na nią jak na siebie.
Nie wiemy co nas spotka w przyszłości ale trzeba zmieniać się już dzisiaj żeby jutro było leprze.
mamamia poszła do pracy i spotkała kogoś innego otworzył jej oczy, może nic z tego nie będzie ale samo to ze się pojawił w jej życiu kazało jej zadawać sobie pytania czy ja też mogę żyć inaczej. Nie poznali byśmy nigdy jej historii.
I nigdy byśmy jej nie kibicował na drodze ku szczęściu.
mamamia jesteś gotowa na zmiany?
widzisz inaczej swoją przyszłość?
Posłuchaj swego serca
i bądź szczęśliwa
Morfeusz - lepiej bym tego nie ujela.
Ja sama tez jeszcze jakis czas temu gdybym uslyszla swoja historie, ciezko bylo by mi zrozumienc decyzje o rozstaniu. Bo przeciez dzieci, bo Kosciol, bo co powiedza inni. A teraz ... Odkrylam w sobie wielka sile do zmian i pragnienie bycie szczesliwa. I choc pewnie znajada sie i tacy, ktorzy wyklna, poniza i nie beda starać sie nawet probowac zrozumiec, to musze pamietac, ze najwazniejsze to walczyc o wlasne szczescie. Nawet kosztem tzw. "dobrej opinii".
Czlowiek, ktroego poznalam uswiadomil mi, ze relacje miedzy kobieta i mezczyzna nie musza wygladac jak jedna wielka kłótnia. Ze moge sie jeszcze zakochac i byc szczesliwa. Ale zeby to uczynic konieczne jest rozliczenie sie z przeszloscia. I tak wlasnie zamierzam zrobic
Dziekueje wszystkim za udzielone wsparcie. Nie macie nawet pojecia ile sily mi daliscie i wiary, ze moze byc lepiej.
A Tobie, Morfeuszu, zycze powodzenia w rozwiazywaniu wlasnych roterek. Duzo szczescia i odwagi by zawsze walczyc o swoje szczescie!
napisz kiedyś w jakim kierunku idą te zmiany.
Jasne ![]()
Wszystko pięknie cudnie....ale mamamia,morfeusz73..nie zapominajcie o jednym...trzeba najpierw zakończyc 1 rozdział ,by zaczynac 2....zdrady za plecami,obłuda...to najgorsza droga do szczęścia.Nigdy nikt na świecie jeszcze nie był szczęśliwy kosztem łez innych...takie są prawa świata.Życzę Wam szczęścia,ale dopiero po szczerych rozmowach ze swoimi ślubnymi partnerami i ludzkim rozstaniu się.Jeśli człowiek jest wolny ,nawet po innych związkach, ma prawo do szczęścia i nowego "lepszego" życia....ale jeśli to robi za plecami...to zwykłe tchórzostwo i brak szacunku dla drugiej osoby.
BATRIX JESTEŚ WIELKA-dziękuję Tobie za piękne słowa
W domu nie mam na kogo liczyc. Wlasna matka , jak powiedzialam jej o swoim problemie powiedziala, ze ona za mnie nmie bedzie meza splacala, i ze nawet nie mam co do niej przychodzic bo oni (rodziec) sa juz starzy i chca odpoczywac
((((
Rece opadaja!!! Jak tak mozna swojemu dziecku powiedziec.???????????????
to zabawne nigdy nie pomyslalam zeby zapytac rodzicow o przyjecie mnie czy pomoc finansowa bo myslalam ze sa starzy i chca juz odpoczac....
jak ludzie sa rozni ![]()
dlaczego tak sie dzieje?
Mysle ze mozna tak dziecku powiedziec. Straszne zas, ze trzeba powiedziec bo samo nie wie tego.
41 2010-10-07 07:48:34 Ostatnio edytowany przez morfeusz73 (2010-10-07 07:58:54)
pomyśl troszkę inaczej o rodzicach. Są starzy ale większa cześć życia poświecili dzieciom i teraz są sami, zbędni?
wiesz ile radości im sprawia sama myśl o tym że mogą być jeszcze potrzebni.
mamamia dlaczego masz męża spłacać?
Wszystko pięknie cudnie....ale mamamia,morfeusz73..nie zapominajcie o jednym...trzeba najpierw zakończyc 1 rozdział ,by zaczynac 2....zdrady za plecami,obłuda...to najgorsza droga do szczęścia.Nigdy nikt na świecie jeszcze nie był szczęśliwy kosztem łez innych...takie są prawa świata.Życzę Wam szczęścia,ale dopiero po szczerych rozmowach ze swoimi ślubnymi partnerami i ludzkim rozstaniu się.Jeśli człowiek jest wolny ,nawet po innych związkach, ma prawo do szczęścia i nowego "lepszego" życia....ale jeśli to robi za plecami...to zwykłe tchórzostwo i brak szacunku dla drugiej osoby.
eee tam, może i najgorsza, ale czasem jedyna możliwa. Owszem ochydna i nieetyczna, ale jedyna, na którą stać danego człowiek. Raniąca, męcząca, uwikłana w komplikację, strach, ale jednocześnie sprawdzian, który pozwala pobrać próbkęd ooceny, czy to nowe jest lepsze od starego. Tchórzostwo, które przez to przebija jest jednocześnie pragmatyzmem. morfeusz, mamamia dzisiaj podają że są świadomi dziś czegoś, czego wczoraj by nie zrozumieli, jutro Batrix, zazdrosc, ja i inni też mogą patrzeć na rzczy inaczej niż dziś. Wcale nie twierdzę, że obecnie zaklinać się będą, że nie i nigdy i po wsze czasy. W pewnych sprawach są , jesteśmy, nadal dziećmi, którym wydaje się, że przechodzenie przez ulicę jest błachą sprawą. Natomiast dla dorosłych, tych którymi będziemy, bez względu na wyznaczony punkt startu, napotykając kolejne rzeczy, budujące nasze doświadczenia, przechodznie przez ulicę będzie postrzegane za każdym razem za ryzykowną. Może się okazać że to przechodzenie przez ulicę będzie ważne tylko dlatego, że znaleźć można w tym emocje, któe nie będą towarzyszyły nigdzie indziej, a konsekwencje przestaną się liczyć. Obłuda, zażenowanie, strach, oszustwo, kłamstwo, wiara, zdrada rozsądek, to slogany tak jak burza deszcz czy słońce. Dla jednych burza będzie tym, co dla innych kapuśniaczek, albo mgiełka. Najważniejsze jest to co czujemy tu teraz i jakie z tego możemy wyciągnąć dla siebie rzeczy. Memento mori, powinno być silniejsze dla niektórych, ale jak oni to pojma wcale nie musi być tym czym jest dla mnie.
Czy dotyka nas zło czy dobro - jest złem i dobrem które sami czujemy. Dla nas złem może być to co dla innych będzie dobrem. Jedni powiedzą, dobrze że tak się stało, bo drugiej stornie wyjdzie to na dobre, ale druga strona to rzekome dobro będzie poczytywała jako zło.
Czy brat pana młodego, wiozący na ślub rodziców, wpadając w poślizg, uderzając w barierkę i spadając z mostu, doprowadzając do śmiertelnego wypadku (wydarzenie z mojej miejscowości) może mówić o szczęściu ktróre dał kobiecie uwalniając ją od siebie, kobiecie której zgotowałby los okrutnej zdrady, tej którą miał poznać na weselu? Jakie ma znaczenia dla kogo jutro wzejdzie słońce, jeśli będzie ono czarne.
Fakt, patrząc na sprawy poruszane w tym wątku, na tym forum, przy tej okazji, nie powinno się poruszać wspomnienego przezemnie tematu - bo denerwuje, może nawet dla niektórych wydać się niezrozumiałym nawiązaniu do całości. Jakie ma znaczenie zakończenie jednego rozdziału przed drugim jeśli poszukuje się szczęścia. Czy słowa kogokolwiek do tego przekonają. Jeśli nie poczuje, sam, wewnętrzenie, że coś jest złego, albo dobrego, nie przemyśli - oby zdążył, nie będzie to miało znaczenia. Jedną z rzeczy, z którą się zgadzam, popieram i czuję, a wynika to z powyższego. To, to co napisał morfeusz, nie mozna gdybać, co by było wtedy, gdyby naście lat temu się kogoś spotkało, - byliśmy innymi ludźmi, inaczej na siebie byśmy wpłyneli. Zatem próby wymazywania cząski siebie i przeszłości, negatywneych ocen jest niczym, jest błądzeniem, należy wyciągać wnioski i podejmować decyzje, a nie paprac się w nich, choćby to były najlepsze dni naszego życia, chęć wymazania ich jest marnym błaganiem o odebranie samym sobie cząstki siebie. Liczy się przyszłość, dzisiaj jest przyszłością. Jutro może nie nadejść wogóle. Rozwinięciem tego jest równiez patrzenie na przyszłość, choć plany na nią, owszem, trzeba mieć zawsze, ale ... patrzenie na jutro dzisiejszymi oczami, to nic innego jak tylko mrzonka. Gdy juz nadejdzie, jutro, wcale nie musi być kolorowe i nam się podobać, albo być zgodne z bieżącymi oczekiwaniami, choćby wyglądało dokładnie tak, jak w naszych dzisiejszych snach. Jutro, kolory mogą mieć zupełnie inne odcienie, mogą nam się nie podobać.
nie znam związku, który oparty na zdradzie dałby nowej parze szczęście. owszem da fascynację, poczucie atrakcyjności itp. ale tylko na chwilę...Poza tym to są uczucia/doznania, które można poczuć w "normalnym" układzie, a nie zdradzie.
Polecam książkę "Nielegalne związki" - dużo wyjaśnia.
tak sobie mysle o tych dzieciach...
fakt dziecko placze gdy rodzice sie rozchodza, napewno mu ciezko na poczatku ale mysle, malo tego jestem pewna ze to kwestia organizacji ze dla dziecka bedzie nawet lepiej gdy rodzice beda rozwiedzeni, mysle ze mozna zorganizowac dla dziecka tak czas ze rodzicow bedzie mial i widywal czesto jednego i drugiego to malo tego, oddzielnie beda szczesliwi. mysle ze z czasem rozwod to samo dobro choc do tej mysli potrzeba czasu.
co do autorki zalozonego wontku u niej jest inna sprawa, oni sie nie lubia, nie zyja razem wiec te malzenstwo to kwestia czasu jak sie rozpadnie, jestem prawie pewna ze procz dziecka laczy was wstyd "co powiedza inni"...wiesz co mysle ze jakby ten zwiazek mial szanse to bylo by jakiekolwiek uczucie a ja go nie widze.
i tak jak napisala Batrix nie zaczynaj jednego zwiazku gdy jeszcze nie skonczylas tego w ktorym jestes. jestem pewna ze bedzie latwiej odejsc myslac ze robisz to dla siebie dla dziecka i po czeci dla meza, ze dajecie sobie wolna reke w poszukiwaniu szczescia a wtedy kto wie jaki ksiaze moze stanac na twoje dordze a nawet jesli nie stanie to nie bedziesz zalowac bo bedziesz wiedziec ze odeszlas dla siebie, dla tego ze bylo zle a nie do kogos innego ktory byc moze z czasem moze zniknac...
wiem doskonale co czujesz...ja jestem juz po...oj co o mnie mowili 20latka z dzieckiem i juz sie rozwodzi...nie caly rok po slubie...co ja przechodzilam. ale jestem teraz przeszczesliwa ze nie musze zyc z pomylka mojego zycia!!
no tak mamamia się tylko zauroczyła innym facetem tak odmiennym od tego z którym jest. To on jej otworzył oczy. Ja zaczołe wszystko nie od tej strony co trzeba ale nie ważne dam rade.
No i pamiętające wszystkie panie zauroczone zakochane
Nie każdy chłop z widłami to Posejdon ![]()
no tak mamamia się tylko zauroczyła innym facetem tak odmiennym od tego z którym jest. To on jej otworzył oczy. Ja zaczołe wszystko nie od tej strony co trzeba ale nie ważne dam rade.
No i pamiętające wszystkie panie zauroczone zakochane
Nie każdy chłop z widłami to Posejdon
No wlasnie potrzebny mi Posejdon bo mam cztery klony przed domem
ostatecznie moze to byc chlop z widlami... ha ha
a facet nie otworzyl jej oczu tylko podwyzszyl poziom jej potrzeb
To my tutaj na tym forum otwieramy jej oczy ![]()
Ze tez zmusiles mnie do rozebrania na kawalki swojego postu... ech!
eee tam, może i najgorsza, ale czasem jedyna możliwa. Owszem ochydna i nieetyczna, ale jedyna, na którą stać danego człowiek. Raniąca, męcząca, uwikłana w komplikację, strach, ale jednocześnie sprawdzian, który pozwala pobrać próbkęd ooceny, czy to nowe jest lepsze od starego. Tchórzostwo, które przez to przebija jest jednocześnie pragmatyzmem. morfeusz, mamamia dzisiaj podają że są świadomi dziś czegoś, czego wczoraj by nie zrozumieli, jutro Batrix, zazdrosc, ja i inni też mogą patrzeć na rzczy inaczej niż dziś.
Nie bede patrzec inaczej na pewne rzeczy. Widze wyrazna rozdzielnosc miedzy mna jaka czlowiekiem a moimi czynami.
Owszem mam update dla "wybaczania" w kwesti czysto formalnej. Jesli jestesmy z kims "po mimo" to znaczy ze wybaczylismy. to co nas boli to nasza rola w zdarzeniu. Nasza niska samoocena, chec porownywania sie do...
ale spoko Dunkis... wybaczylismy
Nie zmienia to faktu, ze zaufania moze juz nie byc nigdy ![]()
W tym watku uczciwosc nakazuje powiedziec "zauroczylaam sie, ale to nie jest problem. Problemem jest to, ze zaczelam dostrzegac jak bardzo mnie boli to, ze:....( i tu lista cierpien). Myslisz ze mamy szanse odbudowac nasz zwiazek tak bym byla w nim szczesliwa i zebys Ty byl rowniez?"
Albo zwyczajnie "Stracilam zapal do naszego zwiazku i chce sie rozejsc"
Zdrada byla zawsze... i moze kiedys zrobie cos glupiego... ale nie bede mowic ze ktos na to wplynal, ze przez kogos, ze to nie jest juz takie zle odkad mi sie przytrafilo.
Obłuda, zażenowanie, strach, oszustwo, kłamstwo, wiara, zdrada rozsądek, to slogany tak jak burza deszcz czy słońce. Dla jednych burza będzie tym, co dla innych kapuśniaczek, albo mgiełka.
Ktos madry powiedzial ze kazdy ma w sobie Boga-to nasze sumienie.
i mysle, ze burza jest dla kazdego burza tylko potrzeba akceptacji wyzwala w nas potrzebe umniejszania naszej winy i zaczynamy od nazewnictwa typu kapusniaczek i mgielka. W sercu czujemy jednak, ze to burza. Moze wyjatkiem sa ludzie okaleczeni emocjonalnie... ale oni tu nie zagladaja.
Czy dotyka nas zło czy dobro - jest złem i dobrem które sami czujemy. Dla nas złem może być to co dla innych będzie dobrem. Jedni powiedzą, dobrze że tak się stało, bo drugiej stornie wyjdzie to na dobre, ale druga strona to rzekome dobro będzie poczytywała jako zło.
Jesli druga strona czuje to jako zlo, to jest to zlem. Dlaczego nie ma w nas woli wysluchania drugiego czlowieka.
Jesli robimy cos co poczytujemy wbrew innym za dobro... to mamy dobre intencje ale robimy zlo.
Jedną z rzeczy, z którą się zgadzam, popieram i czuję, a wynika to z powyższego. To, to co napisał morfeusz, nie mozna gdybać, co by było wtedy, gdyby naście lat temu się kogoś spotkało, - byliśmy innymi ludźmi, inaczej na siebie byśmy wpłyneli. Zatem próby wymazywania cząski siebie i przeszłości, negatywneych ocen jest niczym, jest błądzeniem, należy wyciągać wnioski i podejmować decyzje, a nie paprac się w nich, choćby to były najlepsze dni naszego życia, chęć wymazania ich jest marnym błaganiem o odebranie samym sobie cząstki siebie.
Tez sie zgadzam z tym.
Gdy juz nadejdzie, jutro, wcale nie musi być kolorowe i nam się podobać, albo być zgodne z bieżącymi oczekiwaniami, choćby wyglądało dokładnie tak, jak w naszych dzisiejszych snach. Jutro, kolory mogą mieć zupełnie inne odcienie, mogą nam się nie podobać.
i chyba problem nie tkwi nigdy w tym ze kolory nam sie nie podobaja tylko ze mamy wewnetrzny lek przed wypowiedzeniem tej mysli glosno.
Tylko ciagle naciagamy siebie albo kogos na cos, do czegos, po cos.
.. i wiecej w nas umiejetnosci manipulowania ludzmi niz kooperowania z nimi.
Jak ktos tu kiedys cudownie napisal "poszlam z nim na kompromis i zrobilismy tak jak chcial"
wiem że większość problemów sami sobie stwarzamy
przez to ze kiedyś nam coś wmawiano
typu:
ty se do tego nie nadajesz
nierób tego bo i tak nie umiesz
ale z ciebie leń
częściej słyszymy krytykę niż pochwałę
potem takie twierdzenia utrwalają się w nas od dzieciństwa i z tego bierze się nasza niska ocena
od jakiegoś czasu codziennie wstaje i przed lustrem mówię do siebie ze jesteś wielki możesz osiągnąć wszystko
i zaczęło pomagać
robię rzeczy które kiedyś były poza moim zasięgiem
uwierzyłem w słowa najlepszego przyjaciela, w siebie
bo rodzice czesto uwazaja dzieci jako przedluzenie siebie w wersji do ekspozycji..... wiec dzieci musza byc nieskazitelne.. a jak sa skazy to odzywaja sie w nich wszystkie zale, maja pretensje, robia sie slabi, przezywaja nas, manipuluja... ech szkoda gaadac. Na szczescie nie wszyscy.
I zgadzam sie z Toba co do najlepszego przyjaciela.
Kiedys nie byl taki dobry dla mnie. chyba najgorszy jakiego mozna sobie wyobrazic. Nigdy nie stanal w mojej obronie. Zawsze mnie o wszystko obwinial. Patrzyl na cala krzywde jaka mi wyrzadzano i palcem nie kiwnal.
Teraz mnie pokochal i sie o mnie troszczy.
Mowie oczywiscie tak jak Ty o moim przyjacielu-mnie samej ![]()
cytuję"od jakiegoś czasu codziennie wstaje i przed lustrem mówię do siebie ze jesteś wielki możesz osiągnąć wszystko
i zaczęło pomagać"
gdzieś też tak napisałam w związku z niską samooceną i to naprawdę działa przynajmniej u mnie a dowód że tak jest dostałam dawno temu od mojego M który w jakiejś rozmowie stwierdziła: że pokochał mnie zato.............. i za to ale najbardziej za moją siłę którą mam w sobie że mogę osiągnąć wszystko, i nikt mnie nie złamie.
Dziś wiem, że droga była długa i mozolna żeby osiągnąć coś takiego ale warto było.
atinasarz właśnie nie jest łatwo ale można tylko trzeba być konsekwentnym i pomału małymi kroczkami osiągamy swoje cele
morfeusz73 - masz 100% racji tylko czasami najgorsze jest jak na naszej drodze pojawiją się wyboje i trzeba zrobić objazd a wtecdy czasem cel zaczyna się tak oddalać, że nieraz zaczynamy tracić wierę że wogóle go osiągniemy, bo po wybojach już brak siły żeby iść.
jeśli coś nie wychodzi zrób to inaczej
Widzę dużo optymizmu w taobie i samozaparcie - ciekawe nie masz czasem wrażenia że jak byś czegoś nie chciał zrobić to i tak nic z tego - z rzadnej strony nie da się ugryźć.
czasem tak jest ze nie można czegoś zrobić najczęściej jeśli jest to zależne od kogoś innego
np nie zmusisz nikogo żeby cie pokochał.
Najłatwiej mój optymizm i samozaparcie można wykorzystać w pracy
w życiu już tak wesoło nie jest
Kiedyś w dnu ślubu mojej dobrej znajomej złożyłem takie życzenia
"Żeby twoje spełniające się marzenia nigdy nie stały się rozczarowaniem"
nie mam pojęcia dlaczego z tego dnia zapamiętała tylko moje słowa i po kilku latach mi o tym powiedział
bo niestety jej bajka nie jest wesoła.
A może to tylko jej nastawienie.
Wyobraź sobie swoje ze chcesz jechać nad morze czekasz na wyjazd pół roku masz zapłaconą kwaterę niby blisko morza
końcu tam jesteś
kwatera niestety nie wygląda tak miło jak na folderze
do morza masz 2 km
a główna plaża jest z drugiej strony portu
na drugi dzień psuje się pogoda
a ty jesteś z trojka dzieci w wieku 4 6 i 9 lat
jest sztorm statki nie wychodzą w morze plaże puste kto może ucieka do domu.
co w tedy robisz?
kurcze zapłaciłem z góry nie wyjadę
i przeżyłem najwspanialszy tydzień wakacji nad morzem
a mogłem przecież psioczyć cały czas.
w każdej sytuacji można znaleźć coś dobrego uczepić się tego pielęgnować i rozwijać
tylko że musiałem zrobić to inaczej niż myślałem na początku
Składając jej te życzenia miałem to na myśli że nie zawsze jest tak jak sobie wymyślimy ale wcale nie oznacza to że będzie gorzej.
Cieszmy się tym co daje nam los.
cześć Wam- ja sie cieszę każdym dniem, każdą chwilą.Cieszę się że kiedyś miałam możliwość być szczęśliwą żoną, chociaz przez chwilę ale byłam, cieszę sie że mam fajnego cudownego syna, cieszę sie ze mam znajomych i mogę spędzac z nimi czas, cieszę sie ze mam przyjaciół którzy są, cieszę się że jestem zdrowa, ciesze sie że zmieniłam całe swoje zycie , ciesze sie ............................... z wszystkiego co mam. Pozdrawiam Was.
Masz rację, faktycznie najgorzej jest kiedy czegoś oczekujemy i nie możemy tego osiągnąć. Raczej nie należę do totalnych pesymistek i staram się zawsze znależć światełko w tunelu ale jak sam wiesz to nie łatwe. Ale jak dobrze się zastanowięć to faktycznie tak jak u ciebie było wiele sytuacji które wydawały się beznadziejne, a jednak po pewnych zmianach nie było tak żle - w ten sposób o tym nie myślałam.... A rzeczywiście tak jest
Dzięki
ech Morfeusz twoja opowiesc o wakacjach z folderu reklamowego sa wspanialym przykladem na nowo tworzace sie zwiazki. Robimy z siebie foldery reklamowe i obiecujemy naszemu zyciowemu turyscie wszystko czego zapragnie.
Jedne usluznie lataja po kapcie i przynosza je w zebach (taka uczynna jestem), wypytuja o zdrowko (taka dobra jestem!) inni nie maja odwagi pocalowac w policzek przy ludziach (taki delikatny jestem)... a potem "sam se wez i zrob" i "nie zawracaj mi glowy idz sobie do lekarza" albo "chce seksu grupowego"
No a przeciez potem nie zyjemy z tymi folderami tylko z tymi prawdziwymi nami.... i co? i 2 km do slonecznej plazy ![]()
Problem jest w oddaniu się kobiety swojemu ukochanemu
Dajecie z siebie wszystko żeby nam było z wami dobrze
wtedy my już nie musimy się starać
Zniewalamy swoje kobiety bo wiemy ze i tak nas kochacie tak bardzo że życie możecie nam ofiarować
rezygnujecie z własnych marzeń kariery dla faceta który zapomni o tym
a w domu ma tak słodko ze aż mdli
Zaczyna się nudzić
A wcale nam na tym nie zależy
jeśli życie kobiety kreci się wokół niej face się stara żeby ja utrzymać przy sobie jest pomysłowy kreatywny i zaskakujący
taki jak na początku gdy chcał cie zdobyć
Twój facet nie jest pępkiem świata nie kręcą się gwiazdy wokół niego
Prawdopodobnie jesteś jedyną osobą która biega wokół niego spełniając jego zachcianki
wiec pokaż mu ze jesteś z nim ze tak chcesz a nie dlatego ze nie masz wyjścia, ze nie masz kasy, nie maż dokąd iść.
Szanuj siebie i nie rezygnuj z wszystkiego dla tego jednego wybranego.
Bo jak już oddałaś się cała on będzie chciał więcej i więcej. A ty stoisz już na skraju przepaści.
Hej. Pamietacie jeszcze moj watek? Postanowilam go wznowic by opowqiedziec o moim braku sily w zyciu. Z mezem jest tragicznie. Od tamtego czasu nic sie nie zmienilo. Poszarpal mnie kilka razy wmawiajac mi , ze tpo moja wina bo traktuje go zle. Troche w tym prawdy. Nie umiem traktowac go dobrze. Nienawidze go. Wciaz mi ubliza, poniza. Ciegle mi wmawia , ze nic nie robie , a ja tak naprawde nie robie nic wiecej poza praca na etacie i w domu. Kilka razy powiedzialam mu zeby sie wyprowadzil , ale on nic sobie z tego nie robi. Zaproponowalam mu rozstanie na probe. Nic z tego. Ani mysli odejsc. Mieszkanie jest moje wiec ja sie z dzieckiem tulac nie bede.
Nie mam w nikim wsparcia. Powiedzlam rodzicom ze chce sie rozstac. Oni powiedzieli ze nie beda mnie wspierali. Ze mam radzic sobie sama. i ze zmarnuje dziecku zycie gdy odejde od meza.
Co ja mam robic??? Pomozcie. Nie mam juz sily zyc.
Morfeusz, napisz jak u Ciebie...
61 2010-10-23 19:30:00 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-10-23 19:36:16)
Dziecku? W zyciu, oni po prostu nie wiedza co gadaja! Odchodzac zapewnisz lepsze zycie nie tylko jemu, ale i sobie. Twoi rodzice plota jakies totalne brednie, albo nie wiedza, jak ejst miedzy wami. Ja zaluje, ze moja mama nie odeszla od ojca wczesniej, a teraz gdy juz doroslam przekonuje ja do tego. Jak dla mnie, to za takim agresywnym ojcem sie nie teskni. A nawet jak teskni, to lepiej widywac go co jakis czas.
Wnies sprawe o rozwod, dawaj, zobaczysz jaka ulge poczujesz
Tylko ty wybierasz jak ma wygladac twoje zycie, nie rodzice.
PS Przejrzalam twoje inne posty i chcialam o cos zapytac. Czy kochalas go, gdy wychodzilas za maz? Jak dlugo znaliscie sie przed slubem i jak dogadywaliscie?
Wlasciewie to dzis sama sie zastanawiam czy go kochalam przed slubem.. Mialam wczesniej innego chlopaka/narzeczonego i akurat co do niego to nie mam watpliwosci ze go kochalam. Co do mopjego meza to sama nie wiem. Przed slubem znalismy sie kilka lat, ale to nie byla taka "magia" Nie bylo naglego wybuchgu uczucia. On o mnie zabiegal, byl po nieudanym zwiazku, ja tez. Byla namietnosc i chec stabilizacji. Ale milosc... Sama nie wiem... Dzis nie jestem tego pewna.
Nie wiem czy czytalas, wczesniej pisalam o pewnym mezczyznie, ktorym ostatnio zaprzatam sobie mysli. nie wiem, ale albo oszalalam z tego calego zamieszania w moim zyciu, albo sie w nim wlasnie zakochalam. Jest calkiem inaczej niz na poczatku znajomosci z mezem... Jest "magia" .... Walcze z tym, ale nie wiem czy dam rade...
64 2010-10-23 20:07:13 Ostatnio edytowany przez Czerepach (2010-10-23 20:10:23)
A po co walczysz? Skoro myślisz o rozstaniu się z mężem?
Paulina ma racje. Decyduj sama za siebie. I zmień to co ci nie pasuje. I bądź szczęśliwa z tym"...."
65 2010-10-23 20:08:04 Ostatnio edytowany przez Gonia (2010-10-23 20:16:06)
Problem jest w oddaniu się kobiety swojemu ukochanemu
Dajecie z siebie wszystko żeby nam było z wami dobrze
wtedy my już nie musimy się starać
Zniewalamy swoje kobiety bo wiemy ze i tak nas kochacie tak bardzo że życie możecie nam ofiarować
rezygnujecie z własnych marzeń kariery dla faceta który zapomni o tym
a w domu ma tak słodko ze aż mdli
Zaczyna się nudzić
A wcale nam na tym nie zależy
jeśli życie kobiety kreci się wokół niej face się stara żeby ja utrzymać przy sobie jest pomysłowy kreatywny i zaskakujący
taki jak na początku gdy chcał cie zdobyć
Twój facet nie jest pępkiem świata nie kręcą się gwiazdy wokół niego
Prawdopodobnie jesteś jedyną osobą która biega wokół niego spełniając jego zachcianki
wiec pokaż mu ze jesteś z nim ze tak chcesz a nie dlatego ze nie masz wyjścia, ze nie masz kasy, nie maż dokąd iść.
Szanuj siebie i nie rezygnuj z wszystkiego dla tego jednego wybranego.
Bo jak już oddałaś się cała on będzie chciał więcej i więcej. A ty stoisz już na skraju przepaści.
Swietnie ujales to o czym niedawno rozmawialam z moimi Psiapsiolkami. Nawet napisalam tu o tym temat...
To jest wlasnie to, co my kobiety robimy zupelnie niepotrzebnie.
Czesto gdzie mi w uszach brzmi fragment piosenki, ktora dawno temu puscila mi Mam ze slowami: "jesli chcesz byc szczesliwa z facetem to pamietaj":
"... kto wywazac chcialby drzwi otwarte juz
kto by chcial sie wlamac, gdy ma klucz
kto by gonil, jesli nie ucieka nikt-uciekaj!
kto by robil cos, gdy nie musi robic nic..."
mamamia:
nie sluchaj rodzicow. Oni nie mysla o Tobie czy dziecku-mysla o sobie (bo co ludzie powiedza i inne bzdety). NIe pozwol traktowac sie jak dopust bozy. NIe mozesz tolerowac szarpania, tracania, kusancow czy znecania psychicznego( wyzwiska, zlosliwosci).
WIem z doswiadczenia, ze dzieci sa swietnymi psychlogami. Widza, ze miedzy rodzicami nie jest dobrze. Twoje dziecko kazde uderzenie Ciebie odczuwa na wlasnej skorze. NIe fizycznie, ale psychicznie. To zostaje w dzieciach do konca zycia w psychice, w zachowaniu, w kontaktach miedzyludzkich. Walki rodzicow nie sa motorem prawidlowego rozwoju emocjonalnego dzieci.
Porzuc wyrzuty sumienia, bo on ich nie ma wcale. Teraz Cie wyzywa i szarpie a wkrotce zaczniesz byc workiem treningowym dla tego sfrustrowanego samca. Pogon go ze swojego zycia, poki nie jest za pozno, poki mozesz chodzic na wlasnych nogach, poki jestes cala. On nie ma sil by odejsc wiec Ty to zrob.
Juz zaczynasz popadac w stan zmeczenia a wkrotce stwierdzisz, ze taki stan dostawania po czym popadnie i dlatego, ze byly ziemniaki zamiast ryzu na obiad jest norma i wtedy...calosc konczy sie szpitalem i roznymi obrazeniami.
Pozniej strach facecika i wielkie przeprosiny, peany o milosci wielkiej jak kula ziemska, kwiaty, obiecanki-cacanki i.... w krotszym czy dluzszym czasie powtorka. Bledne kolo...do smierci...
Nie rob tego bledu dziewczyno, bo pozwolisz skrzywdzisz i siebie i dziecko i -o ironio- jego tez. Dzieci wola w takich sytuacjach aby rodzice sie rozeszli. NIe chca brac udzialu w czyms takim. Cierpia niewyobrazalne meki i najgorsza jest dla nich bezradnosc. Poczucie, ze nie mogly nic zrobic neka je latami...
Boze, ile razy ja to widzialam...
Uciekaj poki mozesz, pozbadz sie jego z Waszego zycia, nie zwracaj uwagi na rodzicow, kolezanki czy kogoklowiek. Jak sie go pozbedziesz to wkrotce zaczniecie wszyscy zyc normalnie, czego z calego serca Wam zycze, bo kazdy potrzebuje zyc w spokoju i poczuciu bezpieczenstwa.
A Twoj maz? Moze potrzebuje samotnosci, moze zrozumial, ze nie bylo i nie ma miedzy Wami niczego i stad frustracja. On czuje, ze ktos jest miedzy Wami i wscieka sie. Jednak nie tak sie rozwiazuje konflikty.
Byc moze Wasze rozstanie i jemu wyjdzie na dobre. Gdy zdystansuje sie do wszystkiego moze zrozumie, ze macie wspolne dziecko i nawiazecie kontakty rodzicielsko-dzieciece.
Powodzenia Wam wszystkim.