netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

23 odpowiedzi4 535 wyświetleńzałożony przez kruszynapl, 29.09.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1

Temat: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

sklonila mnie chec wygadania oraz podzielenia sie moimi myslami i uczuciami....

postaram sie zaczac od poczatku...
mialam 15 lat poznalam faceta o 7 lat starszego bylismy razem 6 (cudonych lat- czasem lepiej czasem gorzej bywalo)lat potem wyjechal do Australii- nadal bylismy razem mial wrocic po 3 miesiacach,lecz sie przedluzalo ....
ja poznalam innego ktory dal mi to czego mi brakowalo po 3 miesiacach bycia z tym drugim zerwala z (nazwijmy go) Australijczykiem...
z nr. 2 po roku znajomosci pobralismy sie(ja mialam 22 on 23lata), ale nasze malzenstwo trwalo az 11 m-cy z roznych wzgledow nie wyszlo, ale to on mnie zostawil....
mialam depresje na sile szukalam milosci ....
po jakim czasie poznalam 3 bylo spoko zdecydowalismy sie na dziecko, ktore ma teraz 3 lata i chodzi do przedszkola....
tak w skocie dotarlam do dnia dzisiejszego...
od jakiegos czasu zdalam sobie sprawe ze do pana nr 3 nic juz nie czuje moje zycie to syn....
co jakis czas zawsze wracalam  myslami do Australijczyka w utwierdzajac sie w przekonaniu ze to Ten ,ale on byl tam ja tu mialam swoje zycie..taki jakie sobie wybralam...
jakis czas temu odnoiwlismy kontakt z Australiczykiem i pisalismy rozmawialismy a ja caly czas oddalam sie od 3 (zero uczuc seksu czegokoleiwk)
z 3 nie wychodzilo nam czsami staral sie nadrobic w koncu jestesmy ,,rodzina'' tzn partnerami bez slubu i jakos sie to ciagnie dalej ale ja juz nie mam sily udawac ...
teraz Australijczyk wrocil a ja sie psyhicznie wykanczam widzelismy sie raz rozmawialismy o tym co bylo jakby bylo a jak nie jest - nie bylo seksu sama rozmowa - i upewnilam sie ze to Ten jedyny wymarzony... tylko on nie chce niszczyc mojej rodziny i zycia
probowalam rozmawiac z 3 (on wie ze jest w polsce australijczyk) sprobowac jakos zniechecic go do siebie, a on wrecz przeccinie jeszcze bardziej twierdzi ze kocha ze poczeka az znowu wroce do niego jako kobieta...
a ja mam dola nie daje sobie sama rady... z jednej strony nie umiem poradzic sobie bo ta rodzina ktroa stworzylam byla na sile i nie bylo zawsze dobrze on mnie oklamywal popijal nie ma za duzego kontaktu z synem...dla niego licze sie ja tylko ja...
z Australijczykiem wiaze sie cos wiecej..... nie mialam taty zginal jak mialam 5 lat i on byl pierwszym facetem w moim zyciu mentalnie fizycznie - przy nim sie rozwijalam....
czytalam troch e o corkach bez ojcow i odnajduje wiele syndromow u siebie tylko ze ja czuje ze zmarnowalam sobie zycie i....zostalo mi tylko juz udawac do konca i zyc w niespelnionej milosci z wlasnej winy......

wiem ze troche chaotyczny tekst ale nie zabardzo umiem tak pisac ....moze wasze pytania lub komentrze pokieruja mnie w ktoras strone...

2

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

uważasz że jest sens w skazywaniu się na życie u boku kogoś kogo zdaje się nie chcesz?..
ja myślę tak, daj sobie jeszcze trochę czasu, abys nie podejmowała żadnych decyzji "na szybko" a czas Ci pokaże czego naprawdę chcesz. I za czym podążać.

3

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

wlasnie o to chodzi ze ja nie chce tak szybko z byle powodu rzucac wszystko i dlatego nie wiem co robic...
nie umiem przelac na,,papier,, soich uczuc
zal gniew pretensja do samej siebie tylko ze troche wiem ze tak do konca to nie moja wina mam28 lat i powiedzmy cale zycie przedemna i moim synem
.... przenosimy stereotypy z domu rodzinnego na nasze zycie i jako ze ja wychowywalam sie z mama to od jakiegos czasu podswiadomie wiem ze bylo by mi lepiej samej z dzieckiem....
do tego dochodzi jeszcze jedna dziwna rzecz .....ale ja wogole nie mam ochoty na seks wiec tak naprawde to po co mi ten facet.....
juz mam syna to jest moj swiat ..... i wcale nie jestem nadopiekuncza matka....ktos mi kiedy spowiedzial ze niesadzil ze bede taka dobra matka....
a mi wystarcza na dzien dobry i dobranoc mamo kocham cie...

4

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

kruszynapl- napisałaś "mi wystarcza na dzien dobry i dobranoc mamo kocham cie..." ale czy w tym wszystkim pomyślałaś choć przez chwilę czy twojemu synowi wystarczy tylko mama - przecież to chłopczyk będzie potrzebował mężczyzny - nigdy nawet największa miłość matczyna nie zastąpi dziecku miłości ojcowskiej nawet jeśli jest szorstka i wymagająca to jest tak samo wartościowa jak nasza matczyna i niezbędna ady młody ludek prawidlowo się rozwijał i umiał w przyszłości podejmować trafne życiowe decyzje. A nawet najlepszy obcy mężczyzna nigdy nie będzie rodzonym ojcem - tym bardziej że z Twojego tekstu nie wynika jakoby twój partner 3 był złym ojcem.
Pomyśl czy w pogoni za mężczyzną sprzed lat nie stracisz tego co masz , a co może się kiedyś okazać najbardziej wartościowe w twoim życiu - twoją nawet nie formalną ale jadnak rodzinę.

5

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

wiem jak to jest nie miec taty wiem jak to boli, jakie ma konsekwnecje....ja nie wplatuje sie w zadne romanse ....jest mi tylko ciezko i zaluje decyzji podjetej pare lat temu....
nie mam odwagi zabrac mu ojca nawet takiego....
czasami mam ochote  mu wykrzyczec ze go nie kocham ze jestesmy razem dla dziecka, ale z drugiej strony nie chce go ranic ....to zostaje mi cieszyc sie pieknymi chwilami z dzieckiem jedyna osoba ktora kocha mnie za to ze jestem poprostu a nie za cos przez cos po cos....
wiem ze teraz bedzie tak samo jak kiedys tylko o wiele ciezej .....psychicznie i na sercu.....ale czasu juz nie wroce marzeniami nie da sie caly czas zyc....

6

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

"czasami mam ochote  mu wykrzyczec ze go nie kocham ze jestesmy razem dla dziecka" - tak myślę dlaczego uważasz, że go nie kochasz , a kochasz tamtego którego nie widziałaś kilka lat - czy masz świadomość jak bardzo ludzie się zmieniają przez choćby krótki czas - myślę, że ty nie kochasz australijczyka tego teraz - tylko jego wspomnienie sprzed lat  jest dla ciebie ideałem bo tak naprawdę byłaśw nim zakochana szczenięcą bezwarunkową miłością - skąd (po rozmowie) możesz wiedzieć że dziś gdy ty już nie jesteś naiwnym podlotkiem ten twój ideał sprosta wymaganiom doświadczonej, dojrzałej kobiety w codziennym życiu - pomyśl

7

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

a moze wlasnie poznaj na nowo tego australijczyka??
przebywajcie razem, rozmawiajcie...moze on okaze sie dupiem i bedziesz miala czysty obraz o nim a nie wspomineinia, a byc moze okaze sie wspanialym czlowiekiem i pokocha ciebie i twoje dziecko najmocniej na swiecie...
mysle ze ty za bardzo zyjesz wspomnieniami...
przebywaj z nim, z ojcem dziecka i szukaj w sobie uczuc...nie wiem czy mozna stworzyc szczesliwa rodzine dla dziecka gdy rodzicie sie nie kochaja...moze lepiej zeby dziecko zylo z ojczymem i czlulo milosc od niego i matki, a na dodatek widzial matke szczesliwa przy innym mezczynie...z reszta on jest jeszcze za maly zeby tak wszytsko pojmowac...
mysle ze powinnas sie wsluchac w siebie i nie szukac sobie ojca...
daj sobie troszke spokoju, spotkaj sie z tym australijczykiem i rozmawiajcie, poznajcie sie a czas pokaze co dalej

8

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

z obecnym partnerem nie uklada nam sie od jakiegos czasu nie od wczoraj.... dlatego wiem ze to juz nie jest milosc.... to byla decyzja ze chce miec rodzine,a jedna(rodzina) mi sie zawalila, druga nie byla szczera od poczatku z jego strony-ja mialam intencje od poczatku pozytywne...,potem doszly problemy z jego klamstawmi, sciemnianiem - generalnie o alkoholu - potem mieszanie przez niego miedzy jego matka a mna - tak ze nie umiemy (tez nie chcemy) sie dogadac - zreszta co tu mowic ona przez poltora roku mylila imie swojego pierwszego wnuka chociaz bywalismy tam co weekend....i jeszcze pare historii....
....moze to tez jest tak ze ja sama nie wiem co chce a podswiadomie daze do stereotypu mojego dziecinstwa - czyli matka i dziecko sami - moze to ze moja dala sobie rade sama ma wplyw na moje myslenie - swiadomi badz nie swiadomie.....
tylko ze kiedys byly inne czasy inni ludzie na ktorych mozna bylo liczyc a teraz z reguly jestesmy sami.....
generalnie nie mam znajomych tylko dom praca dom praca .....

9

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

nigdy nie mialam przyjaciolki jest nia mama, i tak wie a duzo a niektorymi rzeczami nie chce ja obarczac....
jak kiedys jej powiedzialam ze australijczyk siedzi mi gleboko w sercu to mi kazala do niego spier.... - doslownie tylko sama bez dziecka....

10

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

no ale czekaj ten austaljijczyk wogule cie chce?? chce zbys wrocila?? chce probowac?? bo byc moze ma juz ulozone zycie?? mysle ze jesli tak to nawet nie mamy co o nimw spominac,
a jesli on nie chce z toba byc to moze warto sie zastanowc nad odejsciem, nad byciem z dzieciem??
nie dla tego ze twoja mama tak miala, tylko dla tego ze tak bedzie lepiej?
nie czuje takiego cisnienia ze matka musi byc z ojcem dla dziecka, czasem rodzice oddzielnei to wieksze szczescie niz gdyby byli by razem

11

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

australijczyk chce, zaluje ze nie wrocil, ale nie chce niszczyc mojej rodziny - chociaz caly czas powtarza ze mam syna i dla niego jesem najwazniejsza....ze mam ta prewage nad nim bo mam dla kogo zyc a on jest sam...
nie chce zebym teraz nagle wszystko rzucila dla tego ze jest tu i teraz.... rozumiem go ja tez tego nie chce, bo zniszczyc mozna latwo tylko odbudowac trudniej.....
caly czas mysle o rozstaniu ale nie dla australijczyka tylko sama dla siebie....
probuje sobie tlumaczyc ze 3 mnie kocha chce byc stara sie tylko jedst jeden problem - ja mu wierze ze tak jest z milosci, jemu chyba jest wygodniej tak zyc....
jak wychodzilam za maz to podswiadomie czulam - nawet w dniu slubu - ze on mnie zostawi i nawet jakis czas wczesniej mu to mowilam to sie zarzekal....
z 3 tez czuje ze nie bede do konca - a nie pisalam juz ok.2 lat temu sie wyprowadzi(raptem na tydzien chyba)l ale codziennie bywal u dziecka po pracy przed praca..... i moze dlatego juz mu nie ufam....
z drugiej strony nie widze zaangazowania do dziecka i dziecka do ojca....
dziecko ma 3 lata a on teraz pierwszy raz zostal z nim sam bo maly jest chory i nie chodzi do przedszkola....
wogole to takie wszystko na sile.... z jednej strony nie chce wracac do domu - bo on ma urlop- i udawac ze jest ok. z drugiej synek czeka i nie odstepuje mnie na krok, z trzeciej chcialabym sie zobaczyc z australijczykiem porozmawiac zobaczyc jego szkliste oczy i ten blysk w oku jak na mnie patrzy i zapach...
i powiem tak szczerze ze nie mam zadnych pozytywnych emocji tylko mnie depresja lapie i glowa boli caly czas nawet melise pije i nc nie daje..... i dluzej nie mam sily....

12

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

a nei myslisz ze za bardzo kabinujesz, buduj wiez z australijczykiem, tzn poznaj go lepiej, byc moze dojzejesz do odejscia a wtedy zobaczysz jak ejst byc samej i sam stwierdzisz czy bedzie ci lepiej bez ojca dziecka, a potem byc moze australijczyk stanie sie polakiem i zaczneicie budowac cos razem:)
mysle ze wazne zebyc odeszla nie do niego tylko dla spokoju, i jak ci bedzie dobrze samej to nawet jak ci nie wyjdzie z australijczykiem to bedziesz zadowolona bo bedziesz pamietac ze odeszlas dla siebie a nie do niego.
a co do dziecka...sama nie wiem czy dla dziecka jest lepiej zyc z rodzicami oddzielnie gdzie sa szczesliwi czy gdy sa razem ale sie mecza ze soba, przeciez dziecko to czuje...pamietam niektore wojny rodzicow i wtedy malzylam o rozwodzie...
ja odeszlam od ojca dziecka bo byl turanem jestem ze wspanialym czlowkeiem z ktorym poznalam co to milosc, jestesmy juz 4lata a ojcec dziecka...pojawia sie zadko ale to jego wina, bo to on niechce kozystac ze sotkan i mysle ze gdyby chcial to by budowal z dzieckiem wies nawet jak nie mieszka z nia(moze ja widziec 4h w tygodniu) ale nie kozysta a wiec to jego sprawa.
a dziecko jest przeszczesliwe widzi szczezliwa mame i tate(mojego meza) i placze gdy ma przyjsc jej biologiczny ojciec a cora ma juz 4lata...

13

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

u nas na noze narazie niie idzie tzn przeszlo troche poprostu zyjemy razem ale osobno to poczesci moja iwna ja sie od niego oddalilam....
nie chce odejsc wlasnie dla australijczyka tylko sama dla siebie tak jak napisalas ....
zobaczymy jak sie rozwinie temat....
najgorzej jest jak teraz musze wracac do domu i udawac wmiare ze jest ok .....
ale powiem Wam ze zauwazylam ze jeszczej jakie spol roku temu jak sie pokocilismy w drodze do do a syn tego nie wiedzial to i tak czyl ze cos jest nie tak mowil mama chodz do taty siadz kolo niego i na odwrot a teraz juz sie tym nieinteresuje ..... i czasami zastanawiam sie dlaczego kiedys byla reakcja a teraz nie....

14

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

a wiec nie rozumiem, na co ty czekasz?? az wam bedzie krzywda sie dziala??
czyli co wciaz chcesz byc z nim tak?? nie rozumiem jesli jest ci zle po co ci to. a byc moze ty jednak bedziesz z nim cale zycie wlasnie temu ze noze nie leca??
ty zdecydowanie nie wiesz czego chcesz

15

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

chyba nie donca mnie zrozumialas nie ma tak zle sa klotnie problemy jak wszedzie..... tylko teraz zeszly sie dwie rzeczy ztalam sobie sprawe ze on mi juz teraz przeszkadza tak na codzien..... a druga sprawa to ze przyjechal australijczyk(na 2 miesiace)....
kiedys bylo uczucie z mojej strony, ale chyba to bylo niewiem zauroczenie.... albo ja nie jestem zdolana do milosci na cale zycie.....
i tak sie zastanawiam ze chyba potrzebuje impulsu zeby poj=djac decyzje o rozstaniu z drugiej strony wiekszosc osob z mojego otoczenia (nie wiedza o moich rozterkach) mowi ze ciezko jest samemu i to tez mnie demotywuje, bo ok teraz mam prace w miare rozsadna kase, ale wiadomo jak teraz jest z praca....
i wszystko sie naklada dlatego mam metlik w glowie i ciezko mi na sercu...

16

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

Wprawdzie nikt nie czyta ale jest mi latiwej jak wypisze moje uczucia ....
wczoraj spotkalam sie z australijczykiem, i zdalam sobie ze nikt nnigdy niie podbudowywal mnie tak jak on zawsze wspieral mnie i pokazywal dobra droge.... nawet teraz prosil zebym obiecala mu ze skoncze studia..... moze to cos normalnego ale dla mnie liczy sie to ze we mnie wierzy potrafi przemowic do mojego wewnetzrznego ja....

w piatek odwiedzil moja mame i przez chwile poczylam sie jak 8.5 roku temu.... tak mi sie cieplo zrobilo i milo na serduszku szkoda ze czasu nie mozna cofnoc....

17

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

troche czasu minelo...
stara milosc nie zardzewiala ale odwagi jej brak na odnowienie z dwoch stron... jutro wylatuje....

moj obecny partner poinformowal mnie ze jak sie nic nie zmieni to po nowym roku odejdzie...
generalnie to chodzi w duzej mierze o sprawy lozkowe ale ja wogloe nie mam ochoty...

a w ta sobote byla ,,lekka'' wymiana zdan
bo ja powidzialma ze nie ma ambicji na lepsza prace....
i sie zaczelo ze mu ciezko bo w domu kiepsko w pracy tez....
ze on sie stara bo odkurzy sam i mu nie trzeba mowic, bo z dzieckiem sie bawi.... dla mnie to ni sa argumenty ze on sie stara dla mnie tak powinno byc ale to juz inna para kaloszy...
ogolnie jest mmi ciezko bo nie moge na niego patrzec... drzni mnie....ze on niby taki zakochany tak sie stara a ja w nim widze jego ojca, wiecznie przed telewizorem ..... i juz troche mnie z piwem albo podrinku....

18

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

Witam,


od ostatniego posta troche sie pozmienialo....
po sylwestrze moj partner sie wyprowadzil bo jak stwierdzil moze jak odpoczniemy od siebie to sie poprawi...
jest u rodzicow przyjerzdza co 2 i siedzi po 6-8h w wiekszosci baw sie z dzieckiem ale zachowuje sie tak jakby caly czasu tu mieszkal....
dowiedzilam sie od niego ze jego matka ni chce aby tu przyjezdzal zeby wogole wracla a jak wroci to bedzie frajerem....
mnie osobiscie jest calkiem dobrze bez niego , ani mi obowiazkow nie przybylo ani ubylo wiec roznicy nie ma....
po 3 tygodniach pyta sie czy moze wrocic bo teskni za nami bo atmosfera w domu kiepska a tutaj nawet jak miedzy nami jest kiepsko to nikt sie nie kloci i jest cisza i spokoj....
niby chcial wrocic to ja ze wzgledu na dizecko mowie mu w sobote ze jak chce i sie zmnieni to moze wrocic nawet w niedziele na co on mowi to do konca miesica posiedzi w  domu i od lutego wroici... no masakra, w niedzile wcale ni przyjechal a dzis rano dzwoni ze jest chory i czy moze trz wrocic czy jak wyzdrowieje- normaleni jak dwie rozne osoby inacczej mowi co piec minut i z dnia na dzien....

a ja sie zastanawiam czy wlasciwie ma po co wracac bo dla dziecka jest ok jak tak jest z doskoku ale jaki bedzie jak bedzie na codzien jaks tak nie jestem przekonana co do jego zmiany ale im dluzej sie czeka tym chyba trudniej potem wrocic ...troche sie skolowalam...

19

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

piszesz ze on powinien sie zmienic..natomiast wcześniej piszesz że to twoja wina..bo oddalasz się od niego..
moze nie baw się tak uczuciami drugiej osoby...kiedyś to moze się na tobie zemścić...

Tylko wtedy rodzina tworzy wartościową komórkę jeżeli obydwoje partnerzy tego chcą...

20 Ostatnio edytowany przez kruszynapl (2011-01-24 17:37:20)

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

powiniem sie zmienic nie w stosunku do mnie tylko do syna,
ja mam na mysli jego zmiane co do ''bycia ''w rodzinie uczetniczenia w zyciu codziennym, a przez to ze tak nie jest duzo u mnie traci...on twierdzi ze dostaje jak ja dostaje jego wyplate(wplywa na jego konto, a ja mam nia zarzadzac) to to jest jego caly wklad w zycie rodzinne.... i tego nie moge zrozumiec tzn. rozumiem bo tak jest u niego w rodzinie ale ja tak zyc nie chce i chcialabym to zmienic ale przez takie swoje zachowanie i myslenie duzo u mnie stracil.....a do tego dochodza rozne klamstwa mniejsze wieksze, znajdowane zakamuflowane puszki po piwie, flaszeczki.... a ja prez to sie od niego oddalam nie  na zasadzie bo nie chce mi sie...

21

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

Witaj ja mysle,ze chociaz raz w zyciu powinnas pomyslec o sobie(co bedzie dla Ciebie najlepszym wyjsciem)czy dalej zyc z mezczyzna ktorego nie kochasz czy zostawic wszystko(oprocz synka oczywisie)i pojsc do austra...Nie mozesz do konca zycia zyc z kims do kogo nic nie czujesz.I pomysl tez o dziecku ono bedzie wtedy szczesilwe kiedy jego mama bedzie.Zastanow sie czego tak naprawde chcesz w zyciu...............

22

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

kruszyna..ale czy ty kiedykolwiek szczerze z nim o tym rozmawiałaś -co chciałabyś zmienić..?
Wiesz zwiazek to nie tylko prosta droga ale też kręta i kamienista...
Czasami warto po pracować nad nim...oczywiście pod warunkiem że Kochasz Go a On ciebie...

Wtedy naprawdę warto... smile

23

Odp: historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

akurat rozmowy to nasza specjalnosc, ale co z tego ze na rozmowach sie konczy...
ja chyba sie juz wypalilam co do tego zwiazku i ogolnie do kontaktow z facetami....
sama wychowywalam sie bez taty i wiem jaki to ma wplyw na cale moje zycie, ale z drugiej strony to szczesliwi rodzice to i dzieci sa szczesliwe...
a boje sie ze ta jego zmiana to tylko chwilowa tym bardziej ze co dzien to inne reakcje...

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » historia jakich wiele ale ta nalezy do mnie....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026