od półtora roku jestem mężatką... na początku mój mąż bym wspaniały no istny ideał
niestety BYŁ ale już nie jest...
kiedyś byłam osobą spokojną nerwy były mi po prostu obce cieszyłam się życiem itd. a teraz jestem kłębkiem nerwów mimo że jestem młoda
robi mi ciągle wyrzuty o cos ostatnio myślałam że już się zmienił ale nie... dziś to samo wyzwiska kierowane do Mnie z totalnie błahego powodu
i jeszcze powiedział że żałuje małżeństwa ze Mną i nie chce Mnie znać...
kompletnie nie poczuwa się ani jako mąż ani jako ojciec... w tej chwili nie mieszkamy razem ja u swoich rodziców on u swoich (w tym samym mieście tylko inne dzielnice)... w grudniu mamy się wyprowadzić do swojego mieszkania. ale teraz nie daje mi grosza ani na dziecko bo stwierdził że niech Mnie rodzice utrzymują..ale nie dość że sam nie daje mi pieniędzy to jeszcze wymaga ode Mnie żebym mu dawała mimo żę nie pracuje i nie mam skąd...i o to ta kłótnia dziś... że mu nie dałam głupich 50zł których nie miałam
ale ja już powoli nie mam siły
już tyle razy słyszałam że żałuje że się ze mną ożenił że jestem beznadziejna itd... tak mi zaniżył moją samoocenę że szok...
bardzo go kocham ale już naprawdę coraz trudniej mi to wszystko wytrzymywać..
żadnego wsparcia, tylko jeszcze dobijanie
już nie wiem co mam robić jak z nim rozmawiać...