Przyszedł czas na to, bym i ja mogła się wygadać..
Z G. mija mi już 6 rok. Odkąd pamiętam, zawsze miał słabość do alkoholu. Na początku nie zdawałam sobie z tego sprawę jak poważnie jest chory, baa.. ja w ogóle nie wiedziałam, co to jest alkoholizm, bo u mnie w rodzinie nikt nie pił..
Kiedy go poznałam nie pił, pierwsze miesiące mijały nam jak w bajce, na pełnym szacunku, zaufaniu i miłości do siebie.
Podjęliśmy decyzję dotyczącą wspólnego mieszkania. Z czasem zrozumiałam jego jego zachowanie wtedy, nie chciał ze mną rozmawiać, odsunął się ode mnie, jak to ja kobieta pomyślałam ze kogoś ma, a wtedy on pokazał mi maleńką bliznę na plecach. Wszywka. Wtedy sie do mnie wprowadził. Nie ufał sobie, nie chciał bym ja mu ufała, chciał ze mną zyć, ale trzymać mnie od tego z daleka. Ale tak nie można, bo gdy się kogoś kocha, dzieli się ze sobą wszystkim.
Piękne dni minęły, i pierwszy raz zobaczyłam jak człowiek potrafi pić, ile i jak. Jestem nerwowa i wybuchowa, nie rozumiałam tego. Wyprowadziłam się. Wyniosłam z mieszkania wszystko, zostawiając na środku mydelniczkę z mydłem, by sie chociaż umył.
Praca mnie pochłonęła, chociaż mój świat wtedy stał sie cichy. Mimo wszystko go kochałam.
Pewnego dnia przyszedł do mnie znów, nienagannie ubrany, ogolony. Zaszyty. Prosił o szanse, obiecywał, że bedzie sie leczył, przepraszał.
Leczył sie trzy lata, jeździł na terapie, nie miął już wszywek, między czasie pojawiło sie dziecko z porażeniem mózgowym. Bóg wystawił nas na próbę, Jego, nie zaczął pic, chociaż widziałam jak wyrywał sobie z głowy włosy. Siedziałam nocami na krześle i prosiłam Boga, by dał mu siłe, by dal siłę mnie.
Nie pił. A ja byłam spokojna, chociaż widziałam jak walczy z nałogiem. Z chorobą.
Trzy miesiąc temu sie poddał. powiedział, że nie da rady. Zaczął popijać piwo, później wódkę. Doprowadził sie do okropnego stanu, nie chodził do pracy, nie jadł, nie pił nic oprócz alkoholu, nie mył sie, rzygał. A ja tak stałam i patrzyłam, chciałam go znienawidzić, ale w tej twarzy na łozku widziałam mojego G.
Szpital, kroplówki, trzy miesiące bez picia.
Dwa tygodnie znowu wpadł w ciag. Doprowadził sie do dramatycznego stanu. Zawiozłam go na leczenie do szpitala. Na detoks w oddziale zamkniętym. Myślałam, ze bedzie miał do mnie żal. Że mnie powyzywa od najgorszych, poprzeklina. A on nic. Tylko przepraszam Cie.
Nikt nie akceptuje, ze wspieram Go w leczeniu, które potrwa jeszcze trzy miesiące.
Juz sama nie wiem..
Mogłam Go juz zostwic, ale jest mi ciężko, bo Go kocham i mam nadzieje.
Nadzieja jest Matką Głupich,
ale matka kocha swoje dzieci..