netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

20 odpowiedzi5 087 wyświetleńzałożony przez bianka25, 01.09.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Przyszedł czas na to, bym i ja mogła się wygadać..

Z G. mija mi już 6 rok. Odkąd pamiętam, zawsze miał słabość do alkoholu. Na początku nie zdawałam sobie z tego sprawę jak poważnie jest chory, baa.. ja w ogóle nie wiedziałam, co to jest alkoholizm, bo u mnie w rodzinie nikt nie pił..

Kiedy go poznałam nie pił, pierwsze miesiące mijały nam jak w bajce, na pełnym szacunku, zaufaniu i miłości do siebie.
Podjęliśmy decyzję dotyczącą wspólnego mieszkania. Z czasem zrozumiałam jego jego zachowanie wtedy, nie chciał ze mną rozmawiać, odsunął się ode mnie, jak to ja kobieta pomyślałam ze kogoś ma, a wtedy on pokazał mi maleńką bliznę na plecach. Wszywka. Wtedy sie do mnie wprowadził. Nie ufał sobie, nie chciał bym ja mu ufała, chciał ze mną zyć, ale trzymać mnie od tego z daleka. Ale tak nie można, bo gdy się kogoś kocha, dzieli się ze sobą wszystkim.

Piękne dni minęły, i pierwszy raz zobaczyłam jak człowiek potrafi pić, ile i jak. Jestem nerwowa i wybuchowa, nie rozumiałam tego. Wyprowadziłam się. Wyniosłam z mieszkania wszystko, zostawiając na środku mydelniczkę z mydłem, by sie chociaż umył.

Praca mnie pochłonęła, chociaż mój świat wtedy stał sie cichy. Mimo wszystko go kochałam.
Pewnego dnia przyszedł do mnie znów, nienagannie ubrany, ogolony. Zaszyty. Prosił o szanse, obiecywał, że bedzie  sie leczył, przepraszał.

Leczył sie trzy lata, jeździł na terapie, nie miął już wszywek, między czasie pojawiło sie dziecko z porażeniem mózgowym. Bóg wystawił nas na próbę,  Jego, nie zaczął pic, chociaż widziałam jak wyrywał sobie z głowy włosy. Siedziałam nocami na krześle i prosiłam Boga, by dał mu siłe, by dal siłę mnie.

Nie pił. A ja byłam spokojna, chociaż widziałam jak walczy z nałogiem. Z chorobą.

Trzy miesiąc temu sie poddał. powiedział, że nie da rady. Zaczął popijać piwo, później wódkę. Doprowadził sie do okropnego stanu, nie chodził do pracy, nie jadł, nie pił nic oprócz alkoholu, nie mył sie, rzygał. A ja tak stałam i patrzyłam, chciałam go znienawidzić, ale w tej twarzy na łozku widziałam mojego G.

Szpital, kroplówki, trzy miesiące bez picia.

Dwa tygodnie znowu wpadł w ciag. Doprowadził sie do dramatycznego stanu. Zawiozłam go na leczenie do szpitala. Na detoks w oddziale zamkniętym. Myślałam, ze bedzie miał do mnie żal. Że mnie powyzywa od najgorszych, poprzeklina. A on nic. Tylko przepraszam Cie.

Nikt nie akceptuje, ze wspieram Go w leczeniu, które potrwa jeszcze trzy miesiące.
Juz sama nie wiem..

Mogłam Go juz zostwic, ale jest mi ciężko, bo Go kocham i mam nadzieje.

Nadzieja jest Matką Głupich,
ale matka kocha swoje dzieci..

2

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

tak to juz jest ze z milosci my kobietki jestesmy w stanie wszytsko zniesc... wszystko zrobic...
i bardzo Cie podziwiam ze majac chore dziecko potrafisz wspierac jeszcze kogos kto sobie sam ze soba se nie daje rady
i zycze szczesci i powodzenia w leczeniu Twojego G

3

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Również jestem pełna podziwu dla Ciebie! Ale taka prawda - kobieta jest w stanie dużo zrobić dla mężczyzny. Miej tylko nadzieję, że leczenie pomoże i potem to już będzie tylko lepiej.
Życzę powodzenia i wytrwałości! smile

4

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

jeśli tylko masz siłę to wspieraj swojego mężczyznę....teraz zapewne jest mu to potrzebne... a na wszystko inne przyjdzie jeszcze czas

5

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Jest przed nami najgorszy etap.
Nie ufam mu. Boję się jak cholera, że za miesiąc znowu bede musiała Go ratować.

Mam w głowie mętlik, bo wiem ze On wierzy bardziej niż ja, ze moze być dobrze..

6

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Bianka25,
aż poleciały mi łzy jak czytałam Twój wątek. Naprawdę wielki ukłon w Twoją stronę! Podziwiam Cię z całego serca, że masz w sobie tyle siły. Że walczysz, nie poddajesz się pomimo niepowodzeń.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale wydaje mi się,że tylko z Tobą przy swoim boku Twój partner będzie miał szansę na wyzdrowienie. Kochasz go i to daje Ci siłę i wiarę.
Obyś przetrwała to wszystko i mogła cieszyć się rodziną, zdrową rodziną bez alkoholu. I tego z całego serduszka Ci życzę!
Trzymaj się cieplutko i nie poddawaj!

7

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..
bianka25 napisał/a:

A ja byłam spokojna, chociaż widziałam jak walczy z nałogiem. Z chorobą.

Chorobą? To nie jest żadna choroba tylko głupota.
Swoją drogą podziwiam Cię za to, że go wspierasz. Ja bym nie odważyła się być z takim facetem nigdy w życiu. Nawet gdyby się zarzekał, że już nigdy nie sięgnie po kieliszek.

8 Ostatnio edytowany przez bianka25 (2010-09-02 17:36:36)

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Wczesniej tez myślałam, że to jest głupota. Że można przestać pić. Dziś wiem, ze alkoholizm da sie leczyc, ale nie tabletkami czy innymi środkami.

Pierwszym podstawowym krokiem jest przyznanie sie do tego, że jest sie alkoholikiem, jest to choroba emocji, wymaga od chorego, żeby nauczył się na trzeźwo przeżywać swoje uczucia: rozeznawać się w nich, wytrzymywać je i dawać im wyraz.

Dziś do mnie dzwonił G. czy mogłabym zadzwonić do innego szpitala na leczenie zamknięte, na odwyk. Jutro ma prawdopodobnie wyjść z detoksu i tygodniowej terapii. Jutro będę wiedzieć czy inny szpital go przyjmie, wiec zapewne pojadę do niego odwieź go do innej placówki.

Naprawdę nie robiłabym dla niego nic, ale to On sam mnie o to poprosił, to On w tym szpitalu co teraz jest szuka numerów do innych placówek, wiec dlaczego miałabym mu nie pomóc, nie wspierać Go, mówiąc mu, ze bedzie dobrze dasz radę. Na pewno go nie niańczę mówiąc mu ale jesteś biedny, oj nie. Tak nie potrafię.

Mam mętlik w głowie.
Może miłosc jaka Go darze zaślepia mnie. MAm wrażenie, ze jak teraz sie od niego odsunę, to zrobię źle, a pomagając mu nic nie trace..

9

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Bianka,
myślę,że masz rację nic nie tracisz, a wiele możesz zyskać. Jeśli czujesz,że masz w sobie tyle siły, to oczywiście, wspieraj go. Ale w tym wszystkim nie zapominaj też o sobie...

10

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Facet nie chce pić ale chce iść na skróty. Może AA ? A dla Ciebie terapia dla współuzależnionych?

11

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Rozumiem , ze piszesz dlatego , ze juz cie to przerasta ,kilka kolezanek bardzo sie nad toba uzalilo ,, jaka jestes wspaniala,, - nie daj sie zwiesc - moim zdaniem - jeszcze raz powtarzam - moim zdaniem - / zrobisz jak zechcesz / ale uciekaj  ,, gdzie pieprz rosnie ,, Masz jedno ZYCIE - nikt nie ma prawa SKAZYWAC CIE , abys zyla w takiej TRAUMIE, Twoi rodzice na pewno nie chca takiego losu dla Ciebie - zastanow sie - masz jedno ZYCie- sama decydujesz sie jak ono bedzie wygladac.......twoj wybor .... ale skoro piszesz na tym forum - wiec chyba tak nie jest do konca , ze jestes przekonana.....twoj parner nie powiedzial ci na p-cztku znajomosci jaki ma problem - dopiero jak mieliscie zamieszkac razem............jak ty juz bylas zaangazowana......manipuluje Toba....DZIEWCZYNO , KOBIETO , - daj sobie szanse na ZYCIE.... przeanalizuj sobie ...- chyba ze chcesz byc MATKA TERESA  Z KAKALKUTY   ,,  z tego co opisalas to ON juz osiagnal dno ---- zadaj sobie pytanie ???? jak to m o z e wygladac pozniej - za rok za dwa... a przezylas juz 6 ... liczysz na cud.....ile czasu wytrzyma po raz kolejny bez picia ??? zazdroszcze CI tywojej odpornosci psychicznej ..... ciekawe na jak dlugo ci wystarczy ???? A gdzie TWOJE ZYCIE ........ TY jako osoba ... Twoje plany , marzenia....zastanow sie  - zasiegnij wiedzy.... i zdecyduj.. serdecznie pozdrawiam

12

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Ladyred masz racje, masz cholerna racje.
Ale On mnie nie ogranicza w planach czy w marzeniach. To nie jest tak że ja siedze w domu jak kura domowa i próbuje wszystkim jakos dogodzić, by było dobrze..

Napisałaś to co gdzieś  tam w środku czuje. Że już mam dość być tą cała ostoją i podpora. Że też chce być taka mała raz na jakiś czas..

13

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Bianko, nie znam silniejszej kobiety ode mnie. A teraz widzę, że z Tobą nie mogę nawet do rywalizacji stawać...
Normalnie bym napisała - zostaw go, nie marnuj sobie życia. Ale Tobie tego nie napiszę, bo nie jestem pewna, czy to najlepsze rozwiązanie. Ty nie jesteś biedna, zagubioną dziewczynką, która rozpacza "jak ja sobie bez niego poradzę". Ty w jakiś sposób siedzisz w tym świadomie... Bo tak chcesz, bo taki jest Twoj wybór, bo wiesz, że możesz inaczej a jednak nie korzystasz z tej możliwości...

Mój tata pił przez pierwsze 20 lat małżeństwa. Kiedy byłam nastolatką dziwiłam się, że mama go nie zostawi, a z drugiej strony nie chciałam, żeby tak zrobiła. Bo kiedy nie pił - był fantastycznym człowiekiem. Ale te chwile trzeźwości zdarzały się coraz rzadziej... Mama zawsze była silną kobietą, więc jakoś chroniła rodzinę przed zamianą w totalną patologię...

A potem tata przestał pić. Najpierw "wszywka" na pół roku. Potem nie zaczął już pić. Jest trzeźwy od 10 lat. I wiem, że są szczęśliwi. Właściwie to mogę podawać ich za przykład idealnego małżeństwa. Nigdy nie rozmawiałam z mamą na ten temat, ale czasem się zastanawiam czy ona uważa, że warto było tyle lat się męczyć...

Dlatego nie umiem Ci jednoznacznie powiedzieć, że powinnaś od niego uciekać. Ty jesteś silna, może kiedyś będziesz szczęśliwa?

14

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Sytuacja nas kiedyś zmusiła do zamieszkania z moja mama. To Ona najbardziej nie akceptuje mojego związku z G. Zapytałam sie dlaczego?
Nie potrafiła powiedzieć ani jednego powodu, tylko to że pije.

Ja dobrze wiem, że alkoholikiem jest sie do konca życia. Ze do końca człowiek nie jest pewny czy znowu popłynie czy nie.
G. nie może sobie pozwolić nawet na pralinkę z alkoholem...

Nie wiem jak to jest w innych rodzinach, gdzie są dzieci, i alkohol.
Ja nie wiedzę sensu rozmawiać kiedy G. jest pijany, wtedy wstępuje we mnie ogromna cierpliwość i nic nie potrafi wytracić mnie z równowagi.
On pije w domu, ja wychodzę do znajomych, na ognisko, na urodziny, do pracy. Nie ma żadnego słowa pretensji z jego strony.
Kiedy zdarza się ze pije w czasie kiedy dostaje wypłatę, przynosi ja do domu, zabiera 100zł a reszte daje mi do reki, mówiac schowaj i nie dawaj mi jak bede chciał.
Pózniej przychodzi prosi, mówi po co Ci to dałem.. Pani psycholog mówiła mi ze bym nei liczyła na to ze mnie powyzywa, bo to nie jest "taki" człowiek, bo On zdaje sobie sprawę z tego co robi, ze pije..
Kurczę mogłabym tak pisać i pisać, a póżniej to czytam i myślę, że jak zawsze wszystko jest prawie idealne, i nie mogę sie przyczepic do ani jednej rzeczy..

15

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Bianko, Vinnga napisała Ci scenariusz ze swojego rodzinnego domu, to świetny przykład dla walki kobiety o mężczyznę, do walki o miłość w życiu - bo alkoholizm JEST CHOROBĄ, jest potworną, ciężką chorobą. I nie tu nic do rzeczy odwoływanie się do rozumu i rozsądku osoby pijącej .... przecież na pewno wiesz,  jesteś już na innym etapie wtajemniczenia, ale skoro uważasz, że ten facet jest naprawdę wspaniały jak nie pije, to walcz o niego, jeśli starczy Ci sił. I niech Ci się uda, życzę z całego serca .... Ale jeśli ogarną Cię chwile zwątpienia, że nie dasz rady, to też nie obwiniaj się za to .... życie masz tylko jedno .... Pozdrawiam, bardzo podziwiam !

16

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Tak długo nie będzie z sobą nic robił jak długo będzie  wiedział że go uratujesz. Alkoholizm jest chorobą ale ten alkoholik zawsze ma wybór.Myślę że facet łykną trochę wiedzy o istocie swojej choroby np o głodzie,nawrotach.Ciekawe co mu nie odpowiadało w tym szpitalu -pewnie dali mu wycisk.Dziś daje Ci całą wypłatę z za kilka miesięcy będzie się awanturował abyś dała mu pieniądze na alkohol.Albo będzie pożyczał .Z chorobą alkoholowa jest tak że jest coraz gorzej i radze zdjąć różowe okulary.Też byłam spokojna i cierpliwa ,do szpitala z rosołkiem jeżdziłam ,litowałam się ze to choroba i taki biedny jest,wybaczałam,wierzyłam w jego obietnice eee ble ble.Poszukaj w interncie może znajdziesz LIST ALKOHOLIKA to zrozumiesz.Pozdrawiam.

17

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

To lekarze go sami wypisali teraz ze szpitala, a we wtorek jedzie na dalsze leczenie tylko ze gdzie indziej.
A ja w tym wszystkim stoję, niby obok i tylko obserwuje.
Za bardzo o tym nie myśle, dzien mam pochłonięty rehabilitacją dziecka, praca.

Czytajac post Vinngi zrozumialam, że czasem jest warto dać szanse jeśli ktoś chce zrobić coś pozytywnego w swoim życiu.

18

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Bianka25  a Twój partner chce?

19 Ostatnio edytowany przez bianka25 (2010-09-08 12:54:35)

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Droga dario, nie wiem jak wyglda, jak wygladalo Twoje życie.
G. mówi, ze chce. A ja nie mogę tego powiedzieć, czy On chce. Ja wole zobaczyć, czy coś próbuje w tym kierunku zrobić coś pozytywnego. Jak leżal w szpitalu, poprosił mnie bym zadzwoniła do innej placówki, bo to leczenie co on miał teraz było dla niego za mało. Zadzwoniłam. w poniedziałek przywiozłam go do domu. We wtorek ma jechac tam na inny odwyk. Dałam mu nazwiska lekarzy, numer tel i powiedziałam, ze dalej jak chce ma sobie sam załatwiać. Dzis dzwonił do szpitala, jutro ma jechać na konsulacje, czy we wtorek go przyjmą, bo jest cały stan na oddziale, ale z tego co mówił, ze dostawią mu łózko, jak bedzie chciał.

Nie ufam mu, nie wierze. Teraz trzyma swoje zycie w swoich rękach, mówię mu 'dobrze" nie mówię mu po złosci, ze i tak jest beznadziejny, bo to nie tędy droga.
teraz jak lezał na detoksie i odwyku, nie jezdziłam do niego, baa.. nie było mowy o rosołkach, itd. zrobiłam mu jedna paczkę która ktos mu dostarczył, papierosy i maszynkę do golenia. To, ze był głodny, czy chciał jakieś gazety czy inne pierdoły nie interesowało mnie. W szpitalu miał przecież posiłki, no i w końcu nie był tam na wczasach.
Jedyne co robiłam, to raz dziennie dzwoniłam i pytałam sie jak sie czuje, co myśli dalej. Nie litowałam sie, nie niańczyłam, czy uzalałam. Tak nie potrafie. Może jestem chamska, bo przecież go kocham, ale jak mam tylko jedno dziecko, a On chociaz za siebie niech bedzie odpowiedzialny.

Może nawet żle robie, może ta moja pomoc ma całkiem inaczej wygladać, ale ja nie chce powiedziec sobie za 26 lat, ze zrezygnowałam z siebie tylko dlatego, ze chciałam mu usilnie pomóc, a on nie chciał, i zycie uleciało mi na ratowaniu Jego.

20

Odp: Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

List alkoholika?

List alkoholika do swojej rodziny?

    Jestem alkoholikiem. Potrzebuję Waszej pomocy!

Nie róbcie mi wymówek, nie wińcie ani nie łajcie mnie. Nie bylibyście  na mnie źli, jeżeli miałbym raka czy też cukrzycę. Alkoholizm jest także chorobą.
Nie wylewajcie mojej wódki, jest to nadaremne, ponieważ ja zawsze znajdę sposób aby dostać więcej.

Nie pozwólcie, abym prowokował Wasz gniew. Kiedy atakujecie mnie słownie lub fizycznie, potwierdzacie tylko moją złą opinię o samym sobie. Ja już nienawidzę siebie sam wystarczająco.

Nie pozwólcie na to, aby Wasza miłość i niepokój zmuszały Was do zrobienia tego, co ja sam powinienem dla siebie zrobić. Jeżeli przejmiecie na siebie moje własne obowiązki, utrwalicie moją niezdolność do ich wykonywania. Umocni to moje poczucie winy a i Wy sami będziecie tym zagniewani.

Nie polegajcie na moich przyrzeczeniach. Przyrzeknę wszystko aby się tylko wykręcić. Natura mojej choroby nie pozwala mi na dotrzymanie przyrzeczeń nawet wtedy, kiedy mam szczerą chęć je wykonać.

Nie groźcie nadaremnie. Kiedy podejmiecie decyzję -trwajcie przy niej. Wie wierzcie wszystkiemu ,co mówię do Was, może to być kłamstwem. Przeczenie rzeczywistości jest objawem mojej choroby. W dodatku, prawdopodobnie stracę szacunek dla tych , którzy dają się łatwo oszukać .

Nie pozwólcie, abym Was wykorzystał, czy też ekspIoatował w jakikolwiek sposób. Miłość nie może istnieć długo bez poczucia sprawiedliwości.

Nie starajcie się mnie ochraniać ani w jakikolwiek sposób oszczędzać mi skutków mojego picia. Nie kłamcie za mnie, nie płaćcie moich rachunków, nie pracujcie, aby pokryć moje zobowiązania w utrzymaniu domu. Może to zapobiec, albo też zmniejszyć kryzys, który mógłby mnie zmusić do szukania pomocy. Mogę zaprzeczać że mam problem z piciem tak długo, jak długo będziecie mi umożliwiać automatyczną ucieczkę od skutków mojego picia.

Ponad to wszystko, nauczcie się wszystkiego co tylko możecie o alkoholizmie i o Waszej roli w stosunku do mnie. Chodźcie na otwarte zebrania AA /Anonimowi Alkoholicy/, kiedy tylko jesteście w stanie. Uczęszczajcie na zebrania AL-Anon /grupy rodzinne/ rgularnie, czytajcie literaturę i utrzymujcie kontakt z członkami AL -Anon. Są to ludzie , którzy mogą Wam pomóc w jasnym pojęciu całej sytuacji.

Kocham Was

Wasz alkoholik

Oparte na materiale z ?Guide for The Family of The Alkoholik by Joseph Kellerman? -Przewodnik dla rodziny alkoholika.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Kolejna walkę wygrałam, a bitwa trwa dalej..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026