netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

13 odpowiedzi6 391 wyświetleńzałożony przez xxkamiilkaxx, 19.08.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Witam... jestem tutaj nowa... szukalam pomocy u lekarzy, instytucji.. lecz nic..moze Wy mi drogie doradzicie... moja historia jest dosc dluga... dziecinstwo mialam straszne... bicie,wyzywanie.. znecanie sie.. zakazy itp. dopiero od niedawna zdalam sobie z tego sprawe ze to nie ja jestem winna temu ze jestem jaka jestem... ze  nie potrafie sobie poradzic z zyciem... z tego wszystkiego zaczely sie moje problemy... od zawsze w relacjach z mezczynami nie ukladalo mi sie dobrze... zwiazki trwal po 2,3 lata a potem wszystko sie rozsypywalo... zawsze obwinialam o to moich partnerow... 3 lata temu przez wlasnie jeden z takich zwiazkow gdzie mieszkalam z moim chlopakiem wyjechalam za granice... ucieklam po prostu... przed smutkiem tesknota i miloscia... bylam sama 2 lata... rok temu poznalam mezczyzne.. mialam duze watpliwosci... on facet 14 lat starszy ode mnie... z 3 dzieci...w dodatku  jest turkiem...  na poczatku powiedzialam nie... mimo tego ze sie zakochalam... nikt nigdy dla mnie taki nie byl... nie myslcie ze chodzi o pieniadze... on poprostu byl przy mnie i o mnie dbal... nie chcial seksu... on byl szczesliwy jak byl ze mna... ciagle, nie, nie, nie... wszystkie stereotypy okazaly sie nie prawdziwe.. on mnie nie chcial wykorzystac... nie zabranial mi niczego... ale ja ciagle nie chcialam.. a on nie rozumial dlaczego.. jako ze znam wielu turkow wiedzialam ze oni najczesciej maja zony... a ja nie chcialam niszczyc rodziny... kiedys rozmawialismy ze soba i on powiedzial ze jest wczasie rozwodu... ze to zaczelo sie przede mna i ze ona tez bardzo go chce... ze on nigdy nie kochal tej kobiety ani ona jego.. byl z nia dla swoich rodzicow... bo oni tak nakazali... widzialam jak cierpi... to nie jest szczesliwy czlowiek... po dlugich rozmowach zosalismy para..wszystko bylo pieknie.. zobaczylam list w sprawie rozwodowej.. on spedzal czas z dziecmi.. i wszystko bylo cudownie.. do pewnego momentu... w pewnym momencie chcialam zeby zostawal u mnie na noc.. i wtedy pojawil sie problem... on ciagle nie mogl i tlumaczyl mi ze nie moze bo co dzieci sobie pomysla... ze dzieci nic nie wiedza o rozwodzie... i ze on nie potrafilby ich skrzywdzic.. ja tez tego nie chcialam..wiec probowalam zrozumiec... lecz ciagle byly klotnie i robilo sie coraz gorzej... w tym momencie stracilam prace... rozchorowalam sie.. ciagle problemy z brzuchem ,jelitami...lekarze stwierdzili ze na tle nerowym.. zamknelam sie w sobie.. on dbal o mnie .. wozil do lekzry,gotowal, sprzatal,myl jak bylo trzeba... a ja siedzialam calymi dniami patrzac w okno i czekalam kiedy przyjdzie.. i zamartwialam kiedy znow pojdzie... nasze klotnie byly co tydzien... coraz gorzej.. przestalam w ogole sie kontaktowac ze swiatem.. byl tylko on i on... i jeszcze raz on... popadlam w depresje... chodzilam na terapie DDA i do psychologa... troche pomoglo.. zaczelam pracowac... ale nasz zwiazek sie psul..ja ciagle czekalam na niego... ciagle bylam zla...szantazowalam ze go zostawie ... zaczal u mnie sypiac.. lecz dalej mieszkal ze swoja rodzina.. potem juz nie zauwazalam jego dobrych checi.. ciagle bylam zazdrosna.. nie potrafilam mu zaufac... nie potrafilam zrozumiec dlaczego on jeszcze sie nie rozwiodl.... w koncu doszlo do proby samobojczej... pierwszy raz w zyciu dostalam mandat za jazde bez biletu... a go akurat przy mnie nie bylo... i stalo sie... plakalam w poduszke ,duszac sie polykalam garsc tabletek antydepresyjnych...na szczescie mnie uratowal.. teraz mowie na szczescie ale wtedy bylo mi wszystko jedno....tak naprawde to chyba byl "wolanie" o pomoc.. ale wrocilismy do domu... nic sie nie zmianilo... potem byla druga proba... wtedy juz nic nie chcialam... to juz nie bylo wolanie o pomoc ale bol,wielki bol... i niechec do zycia...  znow szpital,psychiatrzy... to wszystko bylo na nic... ja sie nie zmienialam i on tez nie... wrecz przeciwnie bylo coraz wiecej klotni... on nie staral sie mi pomoc z tego wyjsc... juz wtedy nie... miesiac temu pojechal zawiezc swoja rodzine na wakacje do turcji.. prosilam go nie rob tego.. nie chodzilo mi o dzieci ale o jego zone.. i nie wierzylam ze bedzie to trwalo 3 dni... i tak pojechal... po drugim dniu jego nieobecnosci znow probowalam sie zabic...tabletki,podcieta zyla.. tylko tym razem cos mi sie stalo.. jakby ktos mi nowa energie dal..albo bol i strach sprawil ze . zadzwonilam po karetke... nie umialam juz chodzic.... tak bylam slaba.. lekarze pozniej powiedziali ze jeszcze 10 minut i nie byloby mnie na tym swiecie.. staralam sie zmienic.. chociaz troche cieszylam sie z zycia.. ale tylko wtedy kiedy on byl kolo mnie... ale zauwazylam ze to nie jestem ja.. ze ja nie zyje praktycznie... ze  24 godz na dobe mysle tylko o nim.. nie mam nikogo..kompletnie nikogo... tylko jego... 2tyg temu bylismy na wakacjach.. pojechalam  do Turcji.. po 2 dniach zobaczylam w tel nr jego bylej.. gdzie tydzien wczesniej obiecywal ze nie bedzie z nia utrzymywal kontaktu..hm oklamal mnie.. spakowalam sie..poprosilam zeby mi kupil bilet.. zawiozl mnie na lotnisko...a ja blagalam zeby mnie nie odsylal.ze to moja wina.... jak male dziecko... on nie sluchal.. mowil ze kocha ale ze ja sama tego chcialam... bo mu nie ufam... wrocilam do domu... przepraszajac go i proszac o jeszcze jedna szanse.. ze sie zmienie... po tygodniu znalazlam bilet... znow polecialam do turcji.. caly tydzien mnie oklamywal,zostawial sama... ja nic nie mowilam... obiecalam ze sie zmienie.. kosztem tego on mnie wykorzystywal... zostawil mnie na lotnisku na 12 godzin... cala noc spedzilam sama... bo on musial rodzine spowrotem przywiezc rodzine... nic nie powiedzialam... wrocilam do domu.. ale jakas inna... juz nie rozwscieczona.. on klamal nadal.. a ja tylko patrzylam i nic nie mowilam... nagle zobaczylam zycie z drugiej strony.. jego zona znalazla gdzies moj numer.. dzwonila do mnie z prywatnego i nic nie mowila... wiem ze to ona... i nagle zdalam sobie sprawe z tego... ze on chyba jednak sie nie rozwodzi... wiem ze w ich kulturze to ciezkie do przejscia.i to juz trwa niby 2 lata....ale skad znow te papiery rozwodowe... on sie bardzo zmienil... nie ma juz szacunku do mnie.. i wiem ze sama do tego doprowadzilam... kiedys bylam silna kobieta... a teraz bylam jak pies u jego nogi... wiem ze on mnie kocha... wiem ze ciepi w malzenstwie.. wiem ze to dak daleko zaszlo  ze on sam zwariowal... bo nie zdawal sobie sprawy z tego ze tak sie nasz zwiazek rozwinal... tysiace rozejsc i powrotow.. bo jedno bez drugiego nie moglo wytrzymac... do tej pory to ja dyktowalam warunki... teraz ja nic juz nie moge powiedziec.. on ma gore nademna... wczoraj zadzwonilam napisalam do niego ze ja sie zmieniam.. ze wiem ze nie jestem juz slaba...  i ze teraz on musi wiedziec czego chce.. bo jeden blad moze wszystko zniszczyc.. on powiedzial ok... ze mnie kocha i ze zrobimy wszystko zeby bylo w porzadku.... ale zaraz potem spytalam o ktorej przyjedzie do mnie.. a on stwierdzil ze rozmawia z bracmi i ze nie ma dla mnie czasu dzisiaj.. wiec mu powiedzialam ze rozumiem ze rozmawia z bracmi ale na noc oczekuje go w naszym lozku.. a on na to ze nie ma czasu..bez zadnego wytlumaczenia dlaczego... hm... znow wyslalam smsa.. ze to koniec ,ze nigdy wiecej...   ale on napisal tylko: "tak,tak ty i te twoje koniec".... on wie ze nie potrafie bez niego zyc... a ja sama?? kocham go bezgranicznie.. to dobry czlowiek.. ktory tez nie wie co zrobic ze swoim zyciem.. jest nieszczesliwy w zwiazku z zona.. w sumie to nic tam nie ma bo go nie ma w domu.. albo jest ze mna..albo w pracy..albo ze znajomymi..a dzieci zabiera na miasto, i spi na kanapie... a ze mna nie moze byc szczesliwy bo nie jest wolny... ale tak bardzo mnie krzywdzil i krzywdzi.. nie reka, nie slowem ale tym co robi... jak klamie, jak oszukuje.. mnie i swoja rodzine... teraz siedze w domu.. i nie wiem co robic dalej.. jak dalej zyc... jak ma wrocic ta dziewczyna z przed roku... ta ktora choc troche cieszyla sie zyciem...  w glowie mam tysiace mysli.. i boje sie tylko jednego.. ze znow przyjdzie moment kiedy opuszcza mnie calkiem sily i wtedy moze byc za pozno...


drogie kobiety doradzcie...
pozdrawiam K

2

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Trudna sytuacja. Ktoś mi kiedyś napisał, że do uzależnienia od mężczyzny skłonne są kobiety, które mają niskie poczucie własnej wartości. Może coś w tym jest prawdy. Jak sugeruje mój nick też w życiu miałam wiele upadków. Dalej są i do niedawna czułam się także uzależniona od faceta... może dalej się jeszcze tak czuję, ale już teraz chyba w mniejszym stopniu. Ludzie doradzali mi, abym zaczęła żyć własnym życiem, abym cieszyła się z każdego swojego sukcesu. A powiedz Kochana, czy jest coś, co sprawia Ci przyjemność, radość? Zaangażuj się w swoje życie. Żyj - najpiękniej jak potrafisz... Nie znam Cię, nie wiem czy wierzysz w Boga, ale jeśli tak to może podniesie Cię to, co mnie podniosło.
Jeśli mogę coś zasugerować to zacznij od małych kroczków. Każdego dnia zrób coś tylko dla siebie. Staraj się o nim nie myśleć. Choćby przez pół godziny. Spróbuj nie pisać, nie dzwonić. Niech on odezwie się pierwszy.. co mu szkodzi? Hmm zacznie się zastanawiać co jest nie tak.. A wtedy dowiesz się czy naprawdę mu zależy. Naucz cieszyć się z małych rzeczy. Proponuję też zaangażować się w pomoc innym. Wolontariat może? Tam najlepiej zapomnieć o swoich smutkach, sprawach. Tam niesie się pomoc innym. I miło popatrzeć, gdy ktoś się uśmiecha do Ciebie. A może ktoś czeka na Ciebie? Ktoś kto chce dać Ci poczucie bezpieczeństwa i miłość. Bo z tego co piszesz, to ten mężczyzna o którym wspominasz, wnioskuję, że nie jest dobrym kandydatem na całe życie. Pozdrawiam smile

3

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Dziekuje kochana ze zareagowalas na moj post...zdaje sobie z tego sprawe,ze on nie jest idealny... lecz co ma zrobic kobieta jesli kogos naprawde kocha... za kazdym razem mowie sobie jaki to on jest straszny.. ze mna manipuluje...  ale zaraz potem przypominam sobie o tym jaki on byl dla mnie jeszce pol roku temu... wtedy mowilam ze zlapalam Pana Boga za nogi... on byl poprostu wymarzonym mezczyzna jakiego kobieta moze zapragnac.. wiem ze musze sie zmienic... wiem to bardzo dobrze... lecz nie mam sily na nic... ciagle mam uczucie ze moje zycie sie juz skonczylo... bo nie odczuwam w niczym przyjemnosci...  jestem osoba wierzaca... niestety nie praktykujaca.., i chyba dlatego ze wierze w Boga jeszcze zyje... ale co to za zycie.. wstaje rano ide do pracy..wracam w poludnie i siedze bezczynnie.. i mam sto innych mysli na minute... a moze tak zrobic,a moze tak.. lecz to do niczego nie prowadzi...  jak zrozumiec siebie sama... skad mam wiedziec czego ja tak naprawde chce... i co czuje....

4

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

powiedz mi kochana jak Ty sobie poradzilas?? jesli moglabys..

5

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Już piszę... miałam prawie całego posta, ale komp mi się zawiesił i wszystko przepadło... Napiszę od początku

6

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Ja też tkwiłam w chorej sytuacji. Może trochę innej niż Twoja, ale też czułam się jak śmieć. Piszę, że czułam, bo znalazłam w sobie siłę żeby z tym skończyć. Kochana, pamiętaj tylko o jednym - proszę... nigdy, przenigdy nie popełniaj tego co wcześniej. Nie łykaj tabletek... Musisz żyć. Jesteś wartościową dziewczyną i wrażliwą. Wiem, bo ja też taka jestem. A poza tym popatrz ile jeszcze przed Tobą może być dobrego. A powiedz mi jeszcze ile masz lat? Wiem, że będzie ciężko zapomnieć, bo wszystko, co było będzie wracać. Ale uwierz mi - da się oddzielić grubą krechą to, co było, od tego co będzie. Może teraz ciężko Ci w to uwierzyć, ale tak jest.
Mi osobiście pomogło jedno magiczne miejsce - Licheń. Tam dzieją się cuda. Pisałaś, że jesteś wierząca. Stamtąd nie wraca się takim jakim się było. Tam Maryja leczy cierpienie, łagodzi ból serca. Spróbuj, bo naprawdę warto.

7

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Z każdej sytuacji jest wyjście. Czasem jest ciężko, żeby zrozumieć, żeby otworzyć oczy i spojrzeć na to wszystko z innej strony. Ale trzeba. Trzeba nabrać dystansu, chociaż jeśli chodzi o własne życie jest to cholernie trudne. Jeśli chcesz to poczytaj moje wątki... Zobaczysz ile mnie kosztowało to siły i pracy, ile musiałam wybaczyć. Zawsze miałam jakieś przeszkody w życiu. Zawsze dążyłam do szczęścia, ale tyle było łez, bólu i cierpienia. Zapraszam też do poczytania mojego bloga http://www.zycie-na-czekanie.blog.onet.pl/ Tam, łamało się moje serce...

8

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

hm... przypuszczam ze pomogloby... lecz ja niestety nie mam mozliwosci wyjazdu... wlasnie skonczyl sie urlop i gdybym teraz wyjechala stracilaby zapewne jedyne co tutaj mam..prace.. mam 23 lata..wiec nie duzo wiecej jak Ty... najgorsze jest to ze przez to wszystko.. przez moja naiwnosc mam tylko kupe dlugow i problemow... i nie wiem jak to rozwiazac... nigdy nie bylo tak zebym byla z nim dla pieniedzy..zawsze zarabialam na sama siebie... lecz odkad z nim jestem moglam na nim polegac.. zaczelo sie od choroby.. wtedy nie bylam wstanie pracowac.. i on zapewnial mi byt... od niedawna staram sie z tego ogarnac.. lecz to nie jest bardzo latwe... teraz zostalam sama... i nie umiem znalezc rozwiazania... staram sie szukac nowej pracy lecz to nie jest tutaj takie latwe.. i wlasnie w takich momentach przychodza mysli .. zadzwon zapytaj czy ci pomoze.. tak jak zawsze... i znow zaczyna sie to co bylo.. kolejne krag sie zapelnia.. on mi pomoze..przez pare dni bedzie super mezczyzna.. ja bede dobrze o nim myslec..znow mu zaufam i znow bol.... za kazdym razem kiedy przychodza czarne mysli o smierci mowie sobie ze Bog mi nie wybaczy... i ciagne tak dalej...

9

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

szczerze ci gratuluje Twojego sukcesu... i tak bardzo Ci zazdroszcze... moze kiedys tez moje zycie sie odwroci i napisze do kogos z problemem tak jak Ty do mnie... dziekuje za linka na pewno poczytam...

10

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Ale ja nie odniosłam Kochana sukcesu... ja ciągle się nie umiem pozbierać. Są takie dni, że czuję się zupełnie pusta, nic nie warta. Nie umiem znaleźć wewnętrznego spokoju. Wiem, że przeszłość odcisnęła na mnie głęboki ślad. Nie musisz jechać aż do Lichenia. Zwyczajnie pomódl się do Matki Bożej Licheńskiej. Ja mam taki sposób, że jak mam czas to siadam w ciszy i mówię do Niej. Opowiadam o swoich problemach, smutkach. Pomaga. Pamiętaj, że masz w sobie siłę i jesteś wartościową dziewczyną. W życiu nie ma tak, że cały czas spada się w dół. Pamiętaj, że po każdej burzy wschodzi słońce. Ja wierzę w Ciebie. Tylko Ty uwierz w siebie,w  swoje siły, możliwości. Nie możesz żyć w cieniu mężczyzny, który na Ciebie nie zasługuje.

11 Ostatnio edytowany przez noelle (2010-08-29 19:37:38)

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Dziewczyno żaden, ale to żaden człowiek a już tymbardziej facet którego kochamy i działa na nas TOKSYCZNIE nie jest wart naszego zycia, jak można chcieć odebrać sobie życie przez kogokolwiek?
Przecież życie jest najcenniejsze na tym świecie, ZYCIE! Nasze życie!
Ja też kiedys probowałam sie ciąć, truć, ale cudem nic mi nie było, nałykałam się tabletek majac 16 lat przez chłopaka, bo zostawił, zdradził.Niewiem jakim cudem nic mi się nie stało, wzięłam ich sporo i najróżniejszych, czułam się dziwnie, szumiało mi w uszach, rano obudziłam się, pic misię tylko bardzo chciało, ale nic mi nie było, to był cud! bo nawet nie wiem jakie te leki wzięłam, różne były!
Nieważne.Z czasem dotarlo do tego mojego głupiego łba ze to tchórzostwo jest, ja też jestem DDA, i znam doskonale te klimaty rodzinne wiec wiem jakie spustoszenie sieje taka atmosfera rodzinna w dziecku, to jest koszmar poprostu.
Ale właśnie dlatego trzeb nauczyć się żyć, normalnie żyć dla samej siebie.DDA cechuje niska samoocena, wszak rodzice nie kwapią się do okazywania odpowiednich uczuć swojemu dziecku, wyzywaja, biją, znęcają się psychicznie, są emocjonalnie niedostępni i stąd pozniejsze problemy w naszym życiu dorosłym, jesteśmy przesiaknieci tymi emocjami, i dlatego tak nisko sie cenimy bo rodzice tak nas traktowali, uwierzyliśmy w to że jesteśmy gówno warci, ze debile, że nieuki itd itd.............Potem tak dorosły czlowiek jest przekonany że tylko inni mają lepiej, inni na coś lepszego zasługują a nie JA, bo ja jestem gorszy! I stąd pakowanie sie w zwiazki z byle kim, byle tylko przy nas był, a jak nas odtrąca to zaczyna sie dla nas dramat, znowu podświadome emocje wychodzą , pragniemy tego czego nie dali nam rodzice, poczucia bezpieczenstwa, jestesmy bezbronni, przekonani ze tylko KTOS moze nam je dać, a to błędne myślenie, bo szczęście i radosc trzeba odnależć w SAMY SOBIE  a nie że ktos nam ma je dać, z takim podejsciem zawsze bedziemy niespelnieni oczekujac od innych ze nas uszczesliwią, i chocbys zmienila tego turka na innego faceta to bedzie tak samo, za duzo bedziesz oczekiwala, za duzo rozczarowan, bo bedziesz niepotrzebnie chciala zeby ten ktos cie uszczesliwil, a pustkę i tak bedziesz miala w sobie, nawet jak naprawde poznasz kogos cudownego to bedziesz czula sie dalej z czasem pusta w srodku do tego czasu az wreszcie zacnziesz pracowac NAD SOBĄ!
Czyli zacznij rozwijac swoje zainteresowania, rób sobie sama niespodzianki, nawiazuj znajomosci, rozmawiaj z ludźmi, ZYJ! Ciesz sie z kadego dnia, ciesz sie wszystkim dookoła, bo życie jest krótkie.Żyj dla samej siebie kochana! Żaden facet nie wypelni twojej pustki ktora nosisz w sobie, tobie wydaje sie ze to przez faceta tak cierpisz a ty cierpisz sama w sobie, poczytaj sobie o DDA, wejdz na jakies forum na ten temat.

Polecam!

I zacznij nad soba pracowac, a tego faceta sobie odpusc, bo ty naprawde uzaleznilas sie od niego, a to facet żonaty, szkoda twojego życia, tych mlodych zmarnowanych lat ktore powinnas poswiecic na dyskoteki, zabawy, imprezy, szalec a nie na jakiegos żonkosia ktoremu tak wygodnie jest bo chce ciagnac dwie sroki za ogon, szalej póki jestes młoda, bo potem na stare lata nie bedziesz za bardzo miala z kim i jak.
Poznawaj ludzi, otaczaj sie nimi, oni sa potrzebni, nie siedz w domu sama! A jak nie masz przyjaciół to pisz na forum, rozmawiaj z ludźmi, to bardzo pomaga, bylebyś nie siedziała sama ze sobą, bo to nic nie da!

12

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Iskierka, Twój post został edytowany, gdyż naruszał regulamin forum=nie wolno podawać linków do innych stron!

13 Ostatnio edytowany przez iskierka77 (2010-08-29 20:01:38)

Odp: uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

No dobra, skoro nie mozna podawac linkow to podam nazwę kobiece serca. jeśli ktos zna tą stronę to wie o co chodzi.

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » uzaleznienie od mojego mezczyzny doprowadza do dramatu... co dalej...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026