Na studiach poznałam faceta, który wraz z upływem czasu stał się moim dobrym kolegą. Na I semestrze nie miałam z nim w ogóle zajęć, aczkolwiek pamiętam moment gdy go poznałam, od razu wpadł mi w oko. Potem zaczęły się wspólne zajęcia i dobre koleżeństwo. W pewnym momencie poczułam do niego coś więcej.
Pamiętam sytuację, jak na 1. roku miałam urodziny, to był dla mnie trudny okres, facet, na którym mi zależało zawiódł mnie, ale ów kolega naprawdę sprawił mi ogromną radość, gdy podszedł do mnie z samego rana przed wykładem, życzył wszystkiego najlepszego i przytulił. To było naprawdę miłe, że skądś się dowiedział o moich urodzinach.
Zawsze gdy miałam jakiś problem mogłam na niego liczyć. Pamiętam jak w ubiegłoroczne wakacje miałam w opisie coś o problemie z komputerem, od razu napisał do mnie ów kolega i chętnie pomógł, potem pisaliśmy na różne tematy. Już po 1. roku byłam nim oczarowana, ale moje zainteresowanie nim i nasza znajomość zaczęła rozwijać się na 2. roku. Razem się uczyliśmy na ustne konwerki, przychodziłam go wspierać, gdy miał poprawkę w weekend.
Gdy kolega z roku zaczął na mnie najeżdżać, on mnie bronił, chociaż był to jego przyjaciel.
Pamiętam sytuację, gdy zaczął mnie gładzić po włosach, gdy razem siedzieliśmy.
Zaprosił mnie też do kina, było naprawdę miło, tym bardziej że przed wejściem na seans, powiedział, że mam bardzo wąską talię.
Kiedy indziej poszliśmy ze znajomymi na piwo, ale rozmawialiśmy ciągle tylko ze sobą.
On często na zajęciach, gdy coś mu podawałam, łapał mnie za rękę.
Gdy się na niego wściekłam o pewną nieprzyjemną sytuację związaną z imprezą, bardzo się starał odbudować moje zaufanie i odzyskać ze mną kontakt. Był wtedy wściekły na wszystkich dookoła, potrafił nakrzyczeć na moje przyjaciółki i kolegów, ale dla mnie był bardzo miły, ale wcześniej sprawił mi ogromną przykrość i wciąż nie potrafiłam z nim normalnie rozmawiać. Pamiętam jak wtedy starał się być obok mnie, podchwytywać każdy temat i chodził taki struty. Był wściekły gdy z kolegą wspominałam imprezę i nasze szaleństwa.
Kiedyś poszliśmy większą grupą na bilard. Ani ja, ani moja kumpela nigdy w to nie grałyśmy, więc jeden z chłopaków pokazywał nam, jak się gra. On wtedy bardzo po nim zaczął jechać, choć chłopaka widział po raz pierwszy na oczy.
Kiedyś mój kumpel ustąpił mi miejsca i potem jak byłam razem z moim kolegą, który mi się podoba, oddać sprawozdanie, on zaczął się wyrażać nieprzychylnie o moim kumplu.
Gdy miałam problem z zapisem na wuef, mój kolega natychmiast pomógł mi rozwiązać mój problem.
Gdy robiliśmy coś na zajęciach, a było to coś cięższego, on zawsze mnie wyręczał. Moja przyjaciółka mogła go wieki prosić o umycie zlewek, a gdy ja byłam z nimi w grupie, on sam je chodził myć, gdy kiedyś chciałam umyć, to nie pozwolił mi, bo jak wtedy ujął: obowiązkiem faceta jest zmywanie naczyń.
Zawsze uważnie wysłuchiwał tego, co mówię. Potrafił wysłać mi na GG jakiś śmieszny filmik, bo pamiętał, co opowiadałam mu o swojej papudze.
Gdy dowiedział się, ze jestem wegetarianką zawsze jak szliśmy coś zjeść pytał się o to, czy frytki nie są smażone przypadkiem na smalcu.
Jeśli chodzi o propozycje spotkań, to czasami coś proponował, ale pamiętam też sytuację, kiedy poprosił moją przyjaciółkę, żeby mnie wyciągnęła na obiad, ja miałam wtedy w planach pójść wydrukować materiały na kolokwium, ale przyjaciółka podeszła i mnie zaczęła przekonywać, żebym poszła, w końcu powiedziała, ze on ją o to poprosił.
Kiedy byłam na niego wściekła, również poprosił o pomoc moją przyjaciółkę.
Pamiętam, jak wracaliśmy kiedyś pociągiem całą grupą i było pełno dziewczyn, ale to mi zajął miejsce siedzące i kazał siadać.
Z czasem zaczęło mi na nim coraz bardziej zależeć i pamiętam, jak tuż przed wakacjami zaczęłam się do niego przytulać, choć wcześniej tego nie robiłam, choć mam w zwyczaju przytulać się z kumplami na powitanie i pożegnanie, bardzo nie chciałam wyskoczyć z czymś, przez co mogłabym stracić z nim kontakt, bo jest naprawdę fantastycznym kolegą. Gdy przyszłam na jego warunek, bardzo ucieszył się na mój widok.
Pamiętam, że kiedyś broniłam go i znajomy stwierdził: chyba się w nim zakochałaś, skoro tak go bronisz. On na to nie zareagował negatywnie.
Jeśli chodzi o rozmowy na GG to on zawsze musiał mieć jakiś pretekst. A to kolokwium, a to materiały, a to nie umiał czegoś przeczytać w sprawozdaniu, a to pomoc w konkretnej sprawie.
I niby było fajnie, ale przez wakacje kontakt nam się urwał. Wysłałam mu na GG jakiś link do strony związanej z jego hobby, ale nic mi nie odpisał. Potem za jakiś czas napisałam mu SMSa, bo byłam w dziekanacie i pojawiła się pewna kwestia, o której chciałam go poinformować. Odpisał mi natychmiast. Potem go o coś zapytałam, też mi odpisał, ale w dalszej części SMSa zawarł informację, ze teraz prowadzi samochód i ciężko mu się pisze. I nie wiem teraz, czy w ogóle powinnam się do niego odzywać. Bo odebrałam to jako delikatną sugestię, żebym dała mu spokój. Nie chcę być nachalna, bo z własnego doświadczenia wiem, jak to potrafi irytować drugą osobę. Miałam kolegę, który dlugo dręczył mnie wiadomościami na GG. Mówi się, że gdyby facetowi naprawdę zależało na kontakcie, to choćby nie wiem co, będzie go szukał. Z jego strony nie widzę tej chęci. I nie wiem, dlaczego tak wygląda sytuacja. Ja jego zachowanie odebrałam jako miłe, koleżeńskie, dało się wyczuć, ze mnie lubi, dlatego nie rozumiem dlaczego unika kontaktu ze mną jako koleżanką. Boję się, ze mógł wyczuć, ze z mojej strony to coś więcej i dlatego mnie unika.
Pytałam się przyjaciółki i kumpeli, obie znają całą sytuację, obserwowały ją na co dzień. I kumpela twierdzi, ze powinnam sobie odpuścić i nie pisać do niego, skoro na GG w ogóle mi nie odpisał, a na SMSy odpisał, jak odpisał. Przyjaciółka z kolei radzi nie przekreślać znajomości, chociaż jego zachowania nie rozumie ni w ząb.
Może zdziwi Was moje zachowawcze postępowanie, kiedyś taka nie byłam, ale przejechałam się ostatnio na jednym facecie. Niby chwytał mnie za rękę, znajomi uważali nas za parę, a kiedy zechciałam wyjaśnić sytuację, wyszłam na idiotkę, bo on stwierdził, ze przecież między nami nic nie było.
Gdy mówię bliskim mi osobom, że z moim kolegą nie mam przez wakacje w ogóle najmniejszego kontaktu, to wszyscy reagują zdziwieniem . Sama jestem rozczarowana i to wcale nie tym, że nie jesteśmy razem, bo wg mnie traktował mnie po prostu jak dobrą kumpelę. Potrafiliśmy się zawsze dogadać. Mamy podobne poglądy na wiele kwestii, podobny charakter. Rozczarowało mnie to, że teraz praktycznie straciłam z nim jakikolwiek kontakt. To smutne... Bo to by znaczyło, ze tak naprawdę nigdy nie byliśmy dobrymi kolegami...
Jakbyście zareagowały na moim miejscu? Dalej próbowałybyście nawiązać jakiś kontakt? Zadzwonić, napisać na GG, czy odpuściłybyście sobie po tym, jak nie odpisał na wiadomość i dziwnie odpisywał na SMSy?
Będę wdzięczna każdemu, kto szczerze napisze, co myśli po przebrnięciu przez tę moją długą pisaninę...
Podobne tematy
witaj, hmm miałem podobny przypadek, tylko ja bylem głupi i za pozno zrozumialem pewna rzecz. jesli ci na nim zalezy to mu powiedz co ci lezy na sercu. ja niestety nie zrobilem tego, dopiero po fakcie gdy dowiedzialem sie, ze moja koleżanka( ta an ktorej mi abrdzo ale to abrdzo zalezalo) ma chlopaka. okazalo sie, ze dawala mi tyle sygnalow a ja glupi ich nie odczytalem. Dlatego radze ci zebys ty 1 sei odezwala i powiedziala ze chcialabys zebyscie byli para czy jakies inne zdanie w tym samym sensie pozdrawiam i zycze szczescia ![]()
Tylko że ja tak czuję, ze powiedzenie mu prawdy będzie oznaczało kwasy na zajęciach od października. Bo teraz mam z nim zerowy kontakt, więc trudno mówić, że powiedzenie prawdy zniszczy nasz kontakt, ale w październiku siłą rzeczy trzeba będzie zacząć się porozumiewać, spotykać, a to głupia sytuacja... Bo nikt nie wie potem jak się zachowywać...
to nie wiem wolisz czekac? np juz jak wroca zajecia od pazdziernika a tu okaze sie ze on ma dziewczyne albo tak jak w moim przyapdku chcial zebys ty zrobila ten pierwszy krok no nie wiem. jak chcesz to zaczekasz ale wtedy moze byc zapozno
W ogóle sama się już w tym wszystkim pogubiłąm... Chciałabym się dowiedzieć, co u niego słychać, jak minęły mu praktyki... Jest też tyle spraw, o których chciałabym mu opowiedzieć. Z drugiej strony może lepiej się nie narzucać, bo efekt będzie taki, ze nawet jak wrócą zajęcia, nie będziemy ze sobą rozmawiać, bo on będzie mnie unikał... Obawiam się, ze nie istnieje dobre rozwiązanie...
A dlaczego Ty chciałeś, zeby to dziewczyna zrobiła pierwszy krok?
Moja przyjaciółka powiedziała mi dzisiaj: Pamiętaj dziewczyno, jak chłopu zależy, to żeby skały srały, a mury pękały, to znajdzie czas i sposób, żeby się z Tobą skontaktować. więc przestań tu siedzieć jak ten ostatni osioł z telefonem w ręce tylko idź i zapomnij o nim i przestań się łudzić .
I uważam, ze ma rację... Ja już swoje zrobiłam, napisałam do niego na GG, nie odpisał, napisałam po jakichś trzech tygodniach SMSa, odpisał od razu, ale potem napisał, ze prowadzi i trudno mu pisać. Innymi słowy:"odwal się kobieto, daj mi święty spokój, mam cię dość", ale powiedziane kulturalnie i miło. Mógł się potem odezwać na GG, gdyby faktycznie nie miał wtedy czasu, jakby nie miał punktu zaczepienia, mógł napisać, dlaczego wtedy go pytałam o to, czy te papiery były mu potrzebne. To jest przykre, ale nawet dużo dalsze mi osoby, z którymi na uczelni czasem pogadam, potrafiły do mnie napisać, zapytać o praktyki, o to, czy już problem zniknął... Ot, ludzka życzliwość.
A jak Ty męskim okiem widzisz tę sprawę? Czy gdybyś chciał kontynuować znajomość w ogóle byś się nie odzywał? Mam na myśli zwykłe koleżeństwo, bo już dawno zrozumiałam, ze nic więcej z tego nie będzie... Myślisz, ze mogłam go jakoś wystraszyć? I dlaczego wolałabyś, zeby to kobieta zrobiła pierwszy krok? Nie straciłaby przez to atrakcyjności w Twoich oczach, bo nie musiałbyś jej zdobywać?
Mam podobny problem ( nie umiem odczytać zachowania faceta a jednoczesnie boje mu sie przyznac ze troche sie w to wkreciłam) ale moze on cały czas czuł się niedoceniany a teraz czas wakacji chce przeczekać ( pracuje nad wyglądem albo ogólnie nad sobą chodzi na jakiś kurs albo coś zeby Ci w pażdzierniku powaznie zaimponować) w pażdzierniku moze znowu wszystko wróci do normy, pamiętaj ze mężczyzna jest wzrokowcem a czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.
hmm tak po pierwsze to fakt musze sie zgodzic z twoja kolezanka sam to juz pojałem;p jesli chlopakowi zalezy to powinien odzywac sie itp. ale najwidoczniej moze on chcial zebyscie byli para. mozliwe ze poznal dziewczynę lub jakis inny powod tego ze jednak nie odpisal i ogolnei nie daje znaku zycia i nei interesuje sie co u ciebie sie dzieje. ja to zrozumialem i na jego miejscu bym bardzo sie staral podtrzymac te znajomosc z toba. no ale wydaje mi sie jednak ze jest jakis powod tego ze on sie nei odzywa. mozliwe ze sytuacja sie zmieni w pazdzerniku na zajeciach jak znowu zaczniecie ze soba przebywac i moze wtedy zrozumie chlopaczyna ze to ty powinnas byc najwazniejsza.
A propos powodu to jedyne co mi przychodzi do głowy, to mój znajomy z roku, a jego kumpel. Podczas ubiegłorocznych wakacji często wychodziliście we trójkę na miasto, tzn. z naszą kumpelą. I było okay. Ale pod koniec wakacji zmienił swoje nastawienie do mnie, zaczął mnie dziwnie obejmować, zanadto komplementować, chwytać za rękę, po alkoholu sugerował mi różne rzeczy. Raz jak się napił, nawet chciał mi rozpinać spodnie;/ Wtedy ostro zareagowałam...
Minęło dobrych parę miesięcy, niby wszystko było okay, ale tuż przed wakacjami znowu się zaczęły krzywe jazdy. Potem na samym początku wakacji widzieliśmy się w większym gronie i on mi powiedział wprost, ze szkoda, ze jestem dla niego taka ważna, a on dla mnie nie... Potem zaproponował basen, ale ja pamiętając o jego akcjach, napisałam mu, że nie mogę, bo jestem umówiona z dziewczynami, co akurat było wtedy prawdą, ale gdybym nie była, też bym się jakoś wykręciła.
Wiem, ze oni obydwaj mają ze sobą kontakt i to taki codzienny... Może to głupie, ale zastanawiam się, czy on mu czegoś nie nagadał...
być moze ze ten 2'kolega' mogl cos szepnac cos na twoj temat, co nie zmienia faktu ze ten twoj luby jakby naprawde czul cos do ciebie to nawet najgorsza opinia nie przeszkadzała by mu. mozliwe ze ten chlopaczyna tzn ten co opisalas ostatnio zakochal sie w tobie. mozliwe tez ze zauwazyl ze miedzy wami jest jakas chemia i postanowil wam troche przeszkodzic w ten sposob ze nagadał na ciebie takei rzeczy niestety sie zdarzaja. ale jeszcze wracaja do tego drugiego gostka, skoro chlopak po pijaku dopiero sie do dziewczyny to po pierwsze uwazaj na niego a po 2 nie miej z nim za bardzo kontaktu co by nie mogl cie bardziej poznac itp.
być moze ze ten 2'kolega' mogl cos szepnac cos na twoj temat, co nie zmienia faktu ze ten twoj luby jakby naprawde czul cos do ciebie to nawet najgorsza opinia nie przeszkadzała by mu. mozliwe ze ten chlopaczyna tzn ten co opisalas ostatnio zakochal sie w tobie. mozliwe tez ze zauwazyl ze miedzy wami jest jakas chemia i postanowil wam troche przeszkodzic w ten sposob ze nagadał na ciebie takei rzeczy niestety sie zdarzaja. ale jeszcze wracaja do tego drugiego gostka, skoro chlopak po pijaku dopiero sie do dziewczyny to po pierwsze uwazaj na niego a po 2 nie miej z nim za bardzo kontaktu co by nie mogl cie bardziej poznac itp.
Nie powinien był uwierzyć, ale różne rzeczy się zdarzają. On już nas kiedyś prawie skłócił. Tzn. w zeszłe wakacje nagadał, że tamten jest za granicą od miesiąca, a ja tydzień wcześniej z nim rozmawiałam i on wtedy opowiadał mi, co robi w domu. Wówczas pierwsza reakcja: perfidnie i głupio, bo bez powodu, mnie okłamał. Ale kumpele stwierdziły, że takie zachowanie do niego nie pasuje i sprawdziłyśmy, który mówił prawdę, wyszło, że on i wcale nie był za granicą... Wtedy przymknęłam na to oko, uznałam, że się z kolegą źle zrozumiał. Najlepsze jest to, ze przyjaciółka tego "kolegę" spotkała na mieście, w dniu, w którym rozmawiałam z tamtym i ów "kolega" opowiadał jej, co u mojego kolegi, bo chwilę wcześniej do niego dzwonił. Więc z perspektywy czasu widzę, że on mógł mnie celowo wprowadzić w błąd. Ja nie utrzymuję kontaktu z "kolegą". On zresztą po mojej odmowie, spasował i do mnie też nie pisze. Ale on ("kolega")miał różne dziwne akcje, kiedyś wyszłam z egzaminu i schodziłam po schodach, gdy kolega z innej grupy do mnie podszedł i zapytał, jakie miałam pytania, a "kolega" w ogóle wyleciał z tekstem, że co "on mnie podrywa". W ogóle on przed wakacjami często proponował mi jakieś samotne wyjścia na kryty basen, chciał wyciągać pod miasto na wyrobiska, ale nigdy się nie zgadzałam.
dobrze ze sie nie zgodzilas, z takimi nigdy nie wiadomo;p. ewidentnie ten gosciu chcial cos od ciebie, moge sie tylko domyslac co mu chodzilo po glowie, ale wracajac do glownego temu ciekawe jak sie potoczy wasza historia ale mi sie tak wydaje, ze tobie to tak jakby 50/50 zalezalo na tym ciekawe ciekawe
To nie jest tak, że mi nie zależy... Po prostu staram się wyciszyć emocje, zająć myśli czymś innym, nie chcę tracić czasu na użalanie się nad sobą, to do niczego dobrego nie prowadzi, trzeba szukać powodów do radości, choćby wszystko się sypało, nie mogę do niego ograniczać swojego świata, muszę przede wszystkim zapomnieć o nim jako facecie, dać sobie szansę na szczęście z kimś innym, no i na prawdziwe, czyste koleżeństwo z nim... Może nawet gdyby wyczuł moje intencje, ale zobaczyłby w swoim czasie, że mam faceta, to moglibyśmy powrócić do dawnych koleżeńskich relacji... Ja już sama nie wiem, co jest dobre... I jak postępować...
Myślę, że faktycznie nie ma co się narzucać, żeby nie psuć atmosfery na zajęciach i po prostu dać mu wolną rękę. Jeżeli będzie chciał zacieśnić stosunki to na pewno zrobi krok w tę stronę, jeśli nie to chyba lepiej żeby zostało tak jak jest niż miałoby być gorzej
Poza tym podobno na facetów działa kobieca niedostępnośc i dystans, także może swoją chłodną postawą jeszce bardziej go do siebie zachęcisz? Kto wie! ![]()
3maj się, czekam na wiadomości, jak rozwinie się ta sytuacja:)
poczesci zgadzam sie z selene33 na niektorych działa kiedy kobieta jest niedostepna ale w niektorych przypadkach rowniez działa to w odwrotna strone tzn chlopaczyna moze sie calkiem zniechecic np myslac ze napewno jej sie nie podobal itp. ja tez jestem ciekaw jak sie to potoczy. ps. kobiet to ja nigdy nie rozgryze:P z wami to nigdy nie wiadomo co wam po glowie chodzi:) czy moze jest tak czy moze jest inaczej odwieczne pytanie
poczesci zgadzam sie z selene33 na niektorych działa kiedy kobieta jest niedostepna ale w niektorych przypadkach rowniez działa to w odwrotna strone tzn chlopaczyna moze sie calkiem zniechecic np myslac ze napewno jej sie nie podobal itp. ja tez jestem ciekaw jak sie to potoczy. ps. kobiet to ja nigdy nie rozgryze:P z wami to nigdy nie wiadomo co wam po glowie chodzi:) czy moze jest tak czy moze jest inaczej odwieczne pytanie
I Was jakby nie było też ciężko wyczuć... Czy lepiej być niedostępną, a może jednak się trochę starać... Zaczniesz sie starać, to stracisz w oczach faceta jako kobieta, nie zaczniesz, to niektórzy uznają, ze nic się do nich nie ma..
Przemyślałam sobie to wszystko i doszłam do wniosku, że nie warto się do niego odzywać po raz kolejny, nawet jakby do 1 października miałabym nic nie wiedzieć o tym, co się u niego dzieje. Mówi się trudno, najwidoczniej nie chce mieć ze mną kontaktu, a ja idiotki z siebie robić nie zamierzam. Skupię się na tym, co jest tu i teraz, czyli na spotkaniach i wypadach ze znajomymi i korzystania z lata. Jeśli mu choć trochę zależy na mnie jak na koleżance, to się w końcu odezwie, jeśli nie zrobi tego, to mam odpowiedź, ile tak naprawdę warta była nasza znajomość... Czyli nic...
i racja, widocznie on nie jest Tobie przeznaczony, napewno kiedys trafisz na tego jedynego. ale tez dziwne ze nic sie nei odezwal, ja odrazu bym skonczyl kontakt z dziewczyna jakby mnie olewala lub cos w tym stylu np na odczepnego.
To już nawet nie chodzi o przeznaczenie, bo jakiś czas temu przestałam to rozważać w tych kategoriach. Ale tak naprawdę wakacje pokazały, że nawet kolegami nie jesteśmy, bo jednak z koleżanką/kolegą utrzymuje się jakieś stosunki, nie twierdzę, że trzeba codziennie wisieć na telefonie albo GG, ale odezwać się raz w miesiącu, to chyba nie jest aż takie kosmiczne wymaganie...
Ale to jest przykre, w zeszłoroczne wakacje, choć kontakt w ciągu roku akademickiego był nieporównywalnie mniejszy, tzn. nie było zbytnio wspólnych wyjść, nie było wspierania się w trudnych chwilach, nie było tyle wspólnych wspomnień, o wiele mniej ze sobą rozmawialiśmy, on potrafił napisać, a jak ja napisałam, to zawsze ze sobą rozmawialiśmy, odpisywał bez problemu... Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, ze związku z tego nie będzie, ale byłam przekonana, ze znalazłam super kolegę, kandydata na przyjaciela.
ok a ja mam pytanie jakbys okazała chlopakowi ze ci na nim zalezy?
Jakbym to okazała? Szukałabym z nim kontaktu, chwaliła go, bo zakochana kobieta widzi w swoim wybranku mnóstwo pozytywnych cech, w je oczach on robi najdokładniej doświadczenia, ma ogromną wiedzę komputerową. Prosiła go o porady i pomoc w sprawach związanych z kompem. Szukała okazji, by się do niego przytulić typu gratulacje zdanego egzaminu, zawsze przychodziła go wspierać w trudnych chwilach, pocieszała. I każdy pretekst byłby dobry, zeby do niego napisać, nawet taki, że trzeba szybko wybrać temat na prezentację, zanim inni go zaklepią. Po prostu chciałabym być z nim jak najbliżej. No i oczywiście broniłabym go przed czepialstwem innych osób. Pamiętała o jego hobby i nawiązywała do niego. Okazywała mu troskę, dużo się uśmiechała i żartowała w jego towarzystwie. I wykorzystała każdą okazję, by być jak najbliżej niego. Interesowała sprawami, które są dla niego ważne. No i oczywiście kobiece sposoby, by zwrócił swoją uwagę typu strój, fryzura etc.
Nie wiem, czy postępuję właściwie, czy to jasne sygnały. Ale kiedyś przynosiły mi efekty, mój były umiał je dostrzec i odpowiednio zinterpretować.
A moje intencje wobec kolegi moje koleżanki już dawno rozgryzły, gdy nawet się słowem nie zająknęłam na jego temat, więc to musi byc widać.
Tak bardzo chce mi się płakać i zrobiło mi się przykro... Otóż dzisiaj rano idę sobie na uniwerek, żeby mojej przyjaciółce i koledze przekazać ich indeksy przed poprawką, a tu nagle dostałam SMSa od znajomego z roku: czy wpadnę dzisiaj do nich na poprawkę, bo jeśli tak, to żebym wzięła indeks kolegi (tego którego dotyczy ten wątek), bo prosił go, żeby go wziął. Akurat byłam pod samym wydziałem, bo umówiłam się z przyjaciółką, że wpadnę wcześniej, nie przed samym egzaminem, bo ona chciała wejść w 1. trójce, a nasz pan prof. czasem przychodzi troszeczkę wcześniej. Teoretycznie mogłam zanieść jej ten indeks i wrócić się do domu, bo mam blisko, ale nie chciałam jej zostawiać samej, ona od miesiąca była naprawdę mocno zdołowana tą poprawką, a od kilku dni w ogóle nie spała, chciałam ją wspierać. Potem przyszedł znajomy i pyta się mnie, czy mam indeks kolegi, mówię mu, ze nie, bo byłam pod uniwerkiem, kiedy dostałam SMSa i szkoda, ze nie napisał wieczorem, to bym mu go spakowała. Mi naprawdę nie chodziło o to, by zatrzymać ten indeks siłą, bo po pierwsze, nie jest mój, a po drugie, nie muszę go mieć za wszelką cenę. Zdziwiłam się, że chciał, żeby to kolega, ten, który zrobił mu nieprzyjemną akcję na 1. terminie, wziął mu indeks, ale pomyślałam, ze może chce się przenieść albo go pilnie potrzebuje, więc mówię znajomemu: może się umówimy w jakiś dzień przekażę ci jego indeks. A nie wiesz może po co mu jest potrzebny? Chce się przenieść? Jak pilnie jest mu potrzebny? Bo naprawdę mogę ci go przynieść w jakiś dzień. Na to znajomy, że kolega nie chce się przenieść i że sama mogę mu przekazać ten indeks w październiku i że on się go niby dzisiaj rano zapytał, czy ma jego indeks, a znajomy, że go nie brał. A ja przecież mu napisałam w SMSie, że mu go wezmę i on mi na to odpisał, a tu nagle nie wie, czy kolega mu wziął... I potem znajomy zaczął mi opowiadać o tym, co u kolegi... Zainteresował mnie tym... Przy okazji dowiedziałam się o wypadku jego rodziców... Przyznam, ze szczerze mnie to zmartwiło i w pierwszym odruchu miałam ochotę jak najszybciej się z nim skontaktować, zapytać co u niego i w ogóle... Naprawdę.... Ale nie zrobię tego, bo teraz wiem, ze ewidentnie bym się mu narzucała... On nie chce mieć ze mną żadnego kontaktu... Naprawdę nie wiem, co miałabym zrobić z jego indeksem... Wcześniej wiele razy mu go brałam, zawsze informowałam, ze go mam albo oddawałam po 15 min. To przykre, ze nie ma do mnie w ogóle zaufania... Przecież mu go nie zniszczę... Nie przeglądam też namiętnie jego ocen, nawet go nie otwierałam... Jego zachowanie odczytuję jako nie ufam ci/ nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, nawet nie chcę byś to ty oddawała mi indeks w październiku... Albo się zorientował, że mi na nim zależy i chce zerwać ze mną wszelaki kontakt... Już sama nie wiem... Ale zrobiło mi się zwyczajnie przykro, bo naprawdę traktowałam go jak dobrego kolegę i przez rok akademicki naprawdę czułam się jego koleżanką... A tu nagle całkowita utrata zaufania i chęć całkowitego zerwania kontaktu... Naprawdę nie rozumiem tego... Może w pewnym momencie zrobiłam o krok za dużo i on ma mnie po prostu dość... Ale jak widziałam go po raz ostatni w czerwcu nic nie wskazywało na to, żeby coś było nie tak...
Pytałam się znajomego, czy on zamierza ten indeks odebrać od niego w najbliższym czasie, bo jeśli tak to możemy się zgadać i ja mu go dam, zeby mu go przekazał, jak będą się widzieć... A on, że nie zgadali się na żadne spotkanie...
Czuję się z tym okropnie... Gdybym sobie ten indeks po prostu wzięła i nic go nie pytała, to rozumiem, może sobie nie życzyć, zebym go miała, ale napisałam mu o tym indeksie... I on na niego odpisał. A tu się okazuje, że on się pyta znajomego, czy ma jego indeks...
Bardzo mnie zaciekawiła Twoja historia, przychodzi mi do głowy jeszcze jedno wytłumaczenie jego zachowania. Skoro wcześniej widziałas ze mu zalezy na waszych relacjach i się stara to nie jest możliwe by nagle mu się odechciało, bo to nie miało by sensu. Tu chodzi o coś innego. Jest taka możliwość, że on poprostu się w Tobie zakochał , ale wystraszył się tego, wystraszył się swoich uczuć ,tego że się zbyt mocno zaangażował. Moze mysli ze traktujesz go tylko jak kolegę i jestes miła bo go lubisz;-) a on czuje coś więcej i nie chce byś to zauważyła.Moze czuje,że domyślasz się jego uczuć ,które troche ujawnił i teraz za wszelką cenę będzie Ci chciał pokazać,że wcale mu nie zależy.Faceci boją się odrzucenia, jeśli na studiach rzeczywiście będzie obojętny to pamiętaj,że to tylko taka gra, gdyby traktował Cie jak kolezanke to bez problemu by coś do Ciebie napisał ,odezwał się itp. Dziwne to ale niestety faceci czasem tak postepują, mówię Ci to z własnego doświadczenia, dopiero po 5 latach jak się spotkalismy to powiedział mi ,że zawsze był we mnie zakochany i dlatego nie mogł być blisko mnie bo wiedział,że ja traktuje go jak kolege. A najlepsze z tego wszystkiego ze on mi również się podobał ale uważałam ,że jestem mu obojętna i nic nie zrobiłam. Czasem życie płata nam różne figle. Poczekaj i obserwuj , po jakimś czasie poprostu znajdz jakiś pretekst by się z nim spotkać , tak by nie mógł odmówić;-) Nie wypominaj mu tylko tego ,że się nie odzywał. Bądz miła i szczera, powiedz że kiedyś bardzo dobrze się z nim dogadywałaś , lubiłas jego towarzystwo itd. uśmiechnij się i powiedz mu , że nigdy by nie zgadł ale był moment,że pomyślałas o nim jak o kimś więcej niż tylko o koledze... Dodaj ,że wkońcu jest bardzo przystojnym mężczyzną;-) powiedz mu ,że szkoda ze wasze kontakty jakoś tak się urwały bo naprawde zaczęłas go lubić i masz nadzieje ze bedzie miał ochote gdzies z Toba wyskoczyć. Nic nie tracisz , a może uda się wam jakoś znowu dogadać;-) POZDRAWIAM
Może nie odzywał się przez wypadek rodziców? A o indeksie zapomniał..pewnie miał inne rzeczy na głowie i nie powinnaś tego tak dogłębnie analizować. Już niedługo październik i wszytko się wyjaśni ![]()
Ale ten wypadek rodziców był niedawno, a on się nie odzywa o wiele dłużej... Selene, może masz rację, że o tym indeksie zapomniał po prostu ze względu na wypadek... Ale z drugiej strony chciało mu się podobno wstać skoro świt i gdzieś koło 7 rano wysmarować do znajomego SMSa, żeby go wziął. To jest dziwne, bo on teraz ani się o ten indeks nie upomina ani nie wysyła po niego znajomego... Czyli chyba nie taka pilna ta sprawa... Możliwe że wtedy nie wiem, szedł do pracy i sobie przypomniał o indeksie, a zapomniał kto go ma, bo na pewno wypadek rodziców go zmartwił... To jest poważne przeżycie.
Ale z tym znajomym rok temu była dziwna sytuacja. Pamiętam, że rozmawiałam z kolegą na GG kilka dni wcześniej. Potem poszłam ze znajomymi na basen i ten znajomy powiedział mi, że mój kolega jest w Holandii. A kolega pisał mi, że jest w Polsce, opowiadał co robi w domu, pisał o swoim bracie. Uznałam wtedy, że mnie okłamał i naprawdę chciałam całkowicie się od niego odciąć. Ale wtedy moja przyjaciółka była na szczęście mądrzejsza ode mnie i postanowiła sprawdzić, gdzie on tak naprawdę jest. I wtedy wyszło, że jest w Polsce. Potem znajomy kilka razy rzucał teksty o pracy w Holandii, co zawsze budziło we mnie niepokój, że może wtedy naprawdę mnie okłamywał, a potem wrócił do Polski i stąd przyjaciółka ustaliła, ze jest w Polsce, ale potem się okazało, że on w Holandii był po maturze, a rok temu przebywał w Polsce i nigdzie nie wyjeżdżał... Myślę, że znajomy nie mógł się wtedy przejęzyczyć, bo ja wówczas dokładnie dopytywałam, kiedy on wyjechał, jak długo tam jest, czy wziął komputer itd. Znajomy opowiadał mi wtedy całą historię... I potwierdzał, ze ma kompa etc., że on do niego dzwonił i opowiadał jak jest w Holandii... A w sumie mógł doskonale wiedzieć, ze wtedy z nim rozmawiałam, bo gdy pisałam z kolegą na GG, w tym samym czasie znajomy do mnie też napisał. Więc panowie ze sobą też pewnie popisali... A ten znajomy zrobił mu ostatnio głupią akcję na 1. terminie egzaminu ustnego, tak chamską, ze aż prof. ją zauważył i poniekąd za nią ukarał... I trochę to smutne, że to jego prosi o odebranie ode mnie indeksu, skoro on go wtedy zawiódł, a ja zawsze starałam się zrobić wszystko, by być wobec niego w porządku... I to chyba najbardziej boli, bo z czasem zrozumiałam, ze nic z tego nie będzie, ale uważałam, ze znalazłam fajnego kolegę... Tymczasem on nie traktuje mnie jako koleżanki... Bo mi nawet nie ufa na tyle, by uznać, że nie zgubię, nie zjem jego indeksu...
Aaateno, ja się boję powiedzieć mu prawdę. Ostatnio postawiłam na szczerość, bo sytuacja z innym kolegą mnie męczyła i powiedziałam mu prawdę... I źle na tym wyszłam;/ To też był kolega z gr. na studiach... Chora sytuacja na laborkach... Na zajęciach, wykładach... To się za mną ciągnęło... Wiele osób plotkowało o nas, cieszę się, że on w koncu przeniosł się na inny kierunek do innego miasta... Ale ostatnio był w mieście, to ludzie i tak do mnie pisali, że powinnam była się z nim spotkać... Nie chcę tego samego przeżywać drugi raz... Tym bardziej, że zależy mi na tym, by móc się z nim kolegować... On możliwe, ze coś podejrzewa i dlatego zerwał ze mną kontakt, bo wie, że nie czuje tego samego i nie chce mi robić nadziei, dlatego nie pisze, nie dzwoni... Rok temu umiał się odezwać...
No to widziałam się z nim dzisiaj.Idąc z przyjaciółką na uczelnię dużo przed czasem, wpadłam na niego. Było tylko cześć i każde poszło swoim tempem. Jemu też nie za bardzo spodobało się to wpaście na siebie.
Jakoś zapomniał o swoim indeksie, a wtedy go o poranku oświecało i pamiętał o indeksie. Gdybym za nim nie krzyknęła po wykładzie: X, twój indeks, to by sobie poszedł do akademika i nawet nie zapytał o ten indeks.
Z drugą przyjaciółką i jej chłopakiem postanowiliśmy iść na miasto coś zjeść, ale wcześniej odprowadziłyśmy koleżankę do dziekanatu. Wracając, natknęliśmy się na kolegów z roku. No i jakoś tak zażartowałyśmy: gdzie to się chodzi, zamiast na zajęciach być. No to kolega powiedział: no co ty, jestem z wami w grupie, zamieniłem się z X, bo mnie o to prosił. Dodam, ze gr., na którą się zamienił, nie jest atrakcyjna, w sensie: nie kończy wcześniej.
Czuję, że teraz będzie po prostu wielkie unikanie. Jest mi przykro z tego powodu, że ni z gruszki, ni z pietruszki zakończyła się nasza znajomość. Tak naprawdę to nie wiem o co w tym wszystkim chodzi... Pogubiłam się...
Przyjaciółka powiedziała tylko: zachował się po chamsku.
![]()
Szkoda... ale moim zdaniem zachował się nie tylko po chamsku, ale przede wszystkim głupio i jakoś... dziecinnie? Mężczyźni to straszni tchórze! Wolą podwinąć ogon i zwiać niż powiedzieć wprost, że nic z tego nie będzie... I do tego to cała zabawa w 'unikanie'... Smutek!
O nie nie nie.
Do rzyci. Nie ważne, że para nie będziecie. Ja bym się domagała wyjaśnienia. Choćby krótkiego.
To niekulturalne jest.
A potem możemy się unikać.
Na prawdę przedziwnie zachowuje się Twój kolega. Najpierw się starał potem nagle się wycofał...dziwne. Może ktoś mu czegoś naopowiadał, że Ty coś powiedziałaś źle o nim, mogło tak być? Może ktoś był zazdrosny o Waszą przyjaźń i namieszał. Ja bym z nim jednak pogadała, twarzą w twarz, gdyby ktoś mnie tak traktował to chciałabym wiedzieć dlaczego.
28 2010-10-05 18:47:10 Ostatnio edytowany przez Karyyy (2010-10-05 18:48:54)
Prawdopodobnie wystraszyl sie swojego uczucia, ten czas przez ktory sie nie odzywal dal sobie na przemyslenia i napewno sobie pomyslal ze jesli ty sie nie odzywasz to ci nie zalezy bo jesli kobiecie zalezy nawet na znajomosci odezwie sie zawsze (oczywiscie to tylko sugestia- nie mowie o Tobie) gdyz ty nie chcialas byc natretna i nie chcialas sie narzucac. Moze sie w Tobie zakochal ale zauwazyl ze sie nei opdzywasz to on tez mogl pomyslec ze nie chcesz zeby cos was laczylo ze nie jest "TYM", a zeby facet zapomnial jedynym rozwiazaniem jest brak kontaktu i calkowita izolacja ( ehh... wiem cos o tym z porad starszych z tego forum ;/) Wiec wg. mnie powinnas do niego zadzwonic i probowac sie z nim spotkac jesli bedzie sie wymigiwal zapytac czy ma 3 minuty jesli powie ze tak powieziec jak sprawa stoi przez telefon zebys wiedziala co i jak. czasem trzeba zrobic pierwszy krok. Po co masz myslec godzinami "Dlaczego tak a nie inaczej?" poprostu zadzwon i wtedy wszystko sie wyjasni. Mam nadzieje ze zdobedziesz sie na telefon ^^
I pamietaj kumpel potrafi wbic noz w plecy kumplowi jesli chodzi o kobiete wiec tamten mogl cos namieszac. Dziewczyno bier telefon i dzwon nie patrzac na godzine ni na dzien.
Pozdrawaim i czekam na rozwoj sytuacji
WITAM!! Mam pytanie , bo nie wiem co mam robić:(((( Jestem z mężczyzną od 4 lat. On jest jedynakiem i stracił ojca 5lat temu. Jest bardzo opiekuńczy i kochany. Poznaliśmy się rok przed maturą i po 2latach znajomości zaręczyliśmy się .Gdy poszłam na studia dzienne pojechał za mną do koszalina i poszukał pracy by mieszkać ze mną i być mnie blisko.Super było itd...... w tym roku obroniłam licencjat i mój narzeczony był ze mną na obronie wspierał mnie w każdym momencie przez te 4 lata.
Od obrony w lipcu zaczęłam się i ja starać ale byłam za nerwowa i zaczęły się kłótnie... nie mogłam tego znieść i chciałam na próbę się z nim rozstac i nie pisać z nim NIE WIEDZIAŁAM ze w ten dzień gdy się rozstaliśmy on pojechał do fryzjerki młodej rozwiedzionej laski i został u niej na noc:( ufam mu i wiem ze miał blokadę i mimo ze z nią leżał w łóżku to mnie nie zdradził....ale ja powoli dochodzę do siebie bo to boli mimo ,że znów jesteśmy razem. CZY KTOŚ Z WAS BY WYBACZYŁ TAKIE POSUNIĘCIE< ze zamiast do mnie przyjechać porozmawiać to pojechał do niej????????
Planujemy ślub mamy już sale orkiestrę i jeżdzimy na nauki ale ON zaczyna SIę bać co to będzie po ślubie?? On się boi a ja się staram i już sama nie wiem co mam robić.. Przecież teraz czas na przygotownie ślubu to czas radości , oczekiwania ....a ja nie wiem co mam myśleć bo on jest nie pewny a ja nie chce by robił coś co by żałował(a przez te 4 lata to on mnie namawiał na ślub, teraz role się odwracają)
.
Bardzo chcę być z nim ...choć są granice, nie na chama wiadomo. Pomóżcie mi !!!!!
WITAM!! Mam pytanie , bo nie wiem co mam robić:(((( Jestem z mężczyzną od 4 lat. On jest jedynakiem i stracił ojca 5lat temu. Jest bardzo opiekuńczy i kochany. Poznaliśmy się rok przed maturą i po 2latach znajomości zaręczyliśmy się .Gdy poszłam na studia dzienne pojechał za mną do koszalina i poszukał pracy by mieszkać ze mną i być mnie blisko.Super było itd...... w tym roku obroniłam licencjat i mój narzeczony był ze mną na obronie wspierał mnie w każdym momencie przez te 4 lata.
Od obrony w lipcu zaczęłam się i ja starać ale byłam za nerwowa i zaczęły się kłótnie... nie mogłam tego znieść i chciałam na próbę się z nim rozstac i nie pisać z nim NIE WIEDZIAŁAM ze w ten dzień gdy się rozstaliśmy on pojechał do fryzjerki młodej rozwiedzionej laski i został u niej na noc:( ufam mu i wiem ze miał blokadę i mimo ze z nią leżał w łóżku to mnie nie zdradził....ale ja powoli dochodzę do siebie bo to boli mimo ,że znów jesteśmy razem. CZY KTOŚ Z WAS BY WYBACZYŁ TAKIE POSUNIĘCIE< ze zamiast do mnie przyjechać porozmawiać to pojechał do niej????????
Planujemy ślub mamy już sale orkiestrę i jeżdzimy na nauki ale ON zaczyna SIę bać co to będzie po ślubie?? On się boi a ja się staram i już sama nie wiem co mam robić.. Przecież teraz czas na przygotownie ślubu to czas radości , oczekiwania ....a ja nie wiem co mam myśleć bo on jest nie pewny a ja nie chce by robił coś co by żałował(a przez te 4 lata to on mnie namawiał na ślub, teraz role się odwracają)
.
Bardzo chcę być z nim ...choć są granice, nie na chama wiadomo. Pomóżcie mi !!!!!
Nie mam zielonego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi...Ale wiem jedno: narzucać mu się nie będę, bo to jest żałosne...Woli przede mną uciekać, bo chyba tak można to nazwać, robi uniki, ja to, że nie chce mieć ze mną kontaktu uszanuję... Od jutra będę mu mówić tylko cześć i iść w swoją stronę. Trzeba mieć wyczucie... Nie ma co kogoś dręczyć... Najwidoczniej ma już po uszy mnie i uznał, że wcześniej jednak w jakiś sposób byłam nachalna...
OJ Realistko wg mnie bardzo sie mylisz. Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa wiec porozmawiaj z nim szczerze, a tym co robilas napewno nie mozna nazwac narzucaniem
Mam nadzieje ze sie przelamiesz i porozmawiasz z nim
Powodzenia
Na razie mam przerwę i na razie go nie spotkałam na uni. Była sytuacja, że trzeba było przekazać info jego nowej grupie, koleżanka mówi: zadzwoń do niego i mu przekaż, a ja na szczęscie miałam namiary na innego kolegę i jemu przekazałam info, niech przekaże swojej grupie. Na razie jestem silna, jestem ciekawa, czy tę siłę uda mi się zachować na wspólnych zajęciach dziś wieczorem, ale dostosowuję się do niego. Szkoda znajomości, ale idiotki z siebie robić nie będę, o tym nie ma mowy. I latać za nim nie będę, bo najwyraźniej ma tego dosyć. Może w końcu uznał, że ma dość narzucania i go zmęczyłam... Może wcześniej głupio było mu mi coś powiedzieć, a teraz wybrał metodę uników.
Ja jednak bede nadal uwazal ze on poprotu sie wystraszyl wlasnych uczuc i ze jednak powinnas zrobic mautki kroczek ^^
35 2010-10-06 20:28:03 Ostatnio edytowany przez Realistka89 (2010-10-06 20:28:59)
Nawet jakbym chciała z nim pogadać, to jest to wręcz niemożliwe...Po wykładzie uciekał przede mną, jak zeszłam z przyjaciółką do holu, to on od razu się odwrócił i wyciągnął telefon. Potem wybiegł przed uczelnię, potem znowu wrócił, ale stał z daleka od nas. Jak mijał nas na schodach, to stał obok kolega, on do niego zagadał, a on tylko szybko odpowiedział i heja na dół. Potem wyjeżdżałam spod uniwerka samochodem razem z przyjaciółką i jej chłopakiem i musiałyśmy stanąć na zakręcie, on chyba myślał, że nie spojrzę w jego kierunku i się na mnie patrzył, jak spojrzałam, to się zaróżowił. Ja naprawdę nie wiem, co mam z tym zrobić. Przyjaciółka uważa, że powinnam dać sobie spokój.
A ja uwazam ze jednak powinnas sie odezwac zapytac: "Mielismy swietne stosunki i nagle wszystko zniknelo, peklo jak banka"
Pamietaj ze facet chcac zobaczyc czy ma jakiekolwiek szanse u kobiety przestaje sie do niej odzywac i jesli kobieta sie do niego sama odezwie wtedy ma juz jakas pewnosc ze jednak jest o co walczyc. Bo idac caly czas nie chce przyzyc zawodu, cierpienia z nieudanych zamiarow bycia z kims. Uwierz nie wyjdziesz na idiotke a sprawa calkowicie sie rozjasni i napewno nie bedziesz tego zalowac ;*
37 2010-10-06 21:39:06 Ostatnio edytowany przez KaerbEmEvig (2010-10-06 22:18:14)
Nie chce krasc watku, ale mi przytrafila sie (czas przeszly?) bardzo podobna sytuacja z ta roznica, ze dziewczyna ma chlopaka (nie wiem ile czasu sa ze soba, ale zakladam, ze ponad dwa lata, bo jest od niej starszy o rok, a studiuje trzeci rok w odleglosci 350 km, wiec musieli poznac sie w rodzinnym miescie). Na spotkaniach integracyjnych grupy na naszym kierunku (pierwszy semestr) prawie ze soba nie rozmawialismy (zdaje sie, ze obydwoje nie przepadamy za tzw. small talk). Pierwsze lody zostaly przelamane na zajeciach fakultatywnych.
Spoznilem sie troche na zajecia, usiadlem w lawce za nia (akurat bylo wolne - mam astygmatyzm, wiec z drugiej lawki dobrze widac). Ona co jakis czas zerkala na mnie przez ramie - sytuacja troche dziwna. Za ktoryms razem zapytala, czy nie chce sie dosiasc, bo nie posiadam podrecznika z zadaniami rachunkowymi. Odparlem, ze nie ma takiej potrzeby, bo i tak nie nadazam (probowalem rozwiazywac zadania samodzielnie zamiast przepisywac z tablicy). Na tym wymiana zdan sie skonczyla.
Nastepnego dnia zaczepilem ja przed dziekanatem, jako ze byla ona jedyna osoba na owych zajeciach, z ktora zamienilem chociaz kilka zdan - potrzebowalem odkserowac pierwsze zajecia z tygodnia wczesniej, na ktorych nie bylem, bo nie wiedzialem, do ktorej grupy cwiczeniowej fakultetu zostalem przypisany i bylo po ptakach. Od tamtej pory zaczelismy spedzac ze soba co poniektore przerwy i okienka. Zaczalem jej pomagac (de facto uczyc/udzielac korepetycji) z kilkoma przedmiotami (analiza, algebra i fizyka).
Uwazam kilka szczegolow za istotne. Po pierwsze, "korepetycje" te odbywaly sie w kawiarniach galerii handlowej - nie w czytelni kampusu. Po drugie, nie stronila od, zdawac by sie moglo, przypadkowego kontaktu fizycznego - atmosfera byla przemila - generalnie duzo smiechu. Po trzecie, poprosila mnie o moj numer telefonu (choc z uzgodnieniem terminu korepetycji nie bylo problemu, bo chodzilismy wedlug tego samego planu). I najwazniejsze - na korepetycjach potrafilismy spedzic nawet i piec godzin po rzad.
Na drugim semestrze juz nie wszystkie zajecia nam sie pokrywaly, wiec korepetycje odbywaly sie popoludniu, pod wieczor badz rano. Teraz rozpoczal sie trzeci semestr. Nie zamierzam sie wpieprzac miedzy wodke a zakaske, ale z drugiej strony ciezko mi jest wybic ja sobie z glowy (mimo, ze do niczego nie doszlo i byc moze nadinterpretowuje cala sytuacje - choc ktora dziewczyna dopiero co poznanej, obcej osobie opowiada o tym, jak z tata wypila butelke wina przy rozmowie - badz ze w ostatni weekend miala atak tachykardii; o tym, ze dziewczyna starszego brata zachowuje sie w ich domu jak u siebie).
Dodam tylko, ze na pytanie, czy jej przyjaciolki (ona za kazdym razem uzywala okreslenia "kolezanki" - nawet w tej kwestii ma identyczne zdanie jak moje; tez nie uzywam okreslenia przyjaciel lekkomyslnie - nie boje sie przyznac, ze przyjaciela jako takiego nie posiadam - owszem, mam znajomych, dobrych znajomych, bardzo dobrych - takich od podstawowki, kolegow od pilki noznej, itd., ale to nie sa przyjaciele) nie potrzebuja pomocy, odpowiedziala, ze jakos sobie radza (potem wyszlo na jaw, ze jedna z nich oblala pierwszy termin egzaminu).
Faktycznie sobie radzily - nie uwalily zadnego przedmiotu. Tu nasuwa sie moje pytanie - dlaczego dziewczyna zagaduje obcego chlopaka i prosi go o pomoc w nauce, jezeli moze to robic wspolnymi silami z kolezankami. Ba, kategorycznie upiera sie, zeby byly to korepetycje w cztery oczy. Mi wydaje sie to dosc dziwne. Moze upatrzyla sobie latwy cel i mnie wykorzystuje jak ten pasozyt, ale wydaje mi sie, ze troche ja poznalem i nie wydaje mi sie, ze jest ona tego typu osoba. Byc moze pozostawilem w jej glowie mentlik, jaki ona pozostawila w mojej. I te jej spojrzenia i usmiechy, kiedy jeszcze ze soba rozmawialismy.
Ciezko mi bedzie wybic ja sobie z glowy z przyczyn obiektywnych. Nie zauroczylem sie w niej (tym bardziej nie zakochalem). Jestem osoba pragmatyczna i obiektywnie stwierdzam, ze podoba mi sie sposob, w jaki sie ubiera. Jej podejscie do zycia, zainteresowania. To, ze jest ulozona, inteligentna, spokojna i do tego sliczna. Nie wiem, czy bede z nia rozmawial w tym semestrze (nie utrzymujemy juz kontaktu, bo ona stara sie utrzymac swoj zwiazek - stwierdzila, ze to za daleko zaszlo) - szanse sa dosc spore, bo mamy do zaliczenia w tym semestrze dwa przedmioty, ktore sa dosc mocno zakorzenione w fizyce, z ktorej ja mialem 5.5 w obydwu semestrach.
Stad moje pytanie - czy jest sens w ogole pchac sie w to i probowac odbudowac znajomosc? Nie jestem osoba niesmiala. niektorzy moga tak pomyslec, bo zadko odzywam sie w wiekszym towarzystwie, ale przyczyny sa zgola inne. Zostalem dobrze wychowany, wiec nie przerywam, gdy ktos inny mowi. Jestem osoba spokojna, nie lubie rowniez tzw. small talk - gadania o pierdolach. To wszystko plus wieksze grono osob (ciezko znalezc temat, ktory zainteresuje wszystkich) powoduje, ze malo sie odzywam - nie mam problemu w nawiazywaniu rozmowy w cztery oczy.
Zwyczajnie nie chce byc nachalny, nie chce sie narzucac. Jakie jest wasze zdanie?
A ja uwazam ze jednak powinnas sie odezwac zapytac: "Mielismy swietne stosunki i nagle wszystko zniknelo, peklo jak banka"
Pamietaj ze facet chcac zobaczyc czy ma jakiekolwiek szanse u kobiety przestaje sie do niej odzywac i jesli kobieta sie do niego sama odezwie wtedy ma juz jakas pewnosc ze jednak jest o co walczyc. Bo idac caly czas nie chce przyzyc zawodu, cierpienia z nieudanych zamiarow bycia z kims. Uwierz nie wyjdziesz na idiotke a sprawa calkowicie sie rozjasni i napewno nie bedziesz tego zalowac ;*
Obawiam się, że nawet jak go dorwę, jakimś cudem, to po pierwsze nie będzie chciał ze mną gadać, a nawet jak go zapytam: czy coś się stało?To mi powie, ze nic. Znam go na tyle, że wiem, że nigdy z niego nie wyciągnę takich informacji. On mi powie, ze nic albo że wszystko jest okay. Nie powie mi: jestem na ciebie wściekły albo daj mi spokój, jesteś zbyt nachalna.
Karyyy, gdybyś chciał dać znać dziewczynie, żeby dała Ci wreszcie święty spokój, to co byś zrobił? Jakbyś zareagował gdybyś wyczuł, ze coś do ciebie ma, ale to jest tylko jednostronne? Nie unikałbyś jej?
Bo moim zdaniem właśnie takie unikanie, zrywanie kontaktu to reakcja na nachalność.
Gdyby Ci zależało na niej, to chybabyś jej nie unikał, nie zmieniał grup, odezwał się w wakacje.
KaerbEmEvig co do znajomosci to nigdy nie powinno jej sie zrywac ale napewno sam wyczujesz jesli bedziesz chcial z nia porozmawiac i kontakt bedzie taki sam jak wczesniej to oznacza ze wszystko OK choc ja stasuje zasade jesli ktos jest z kims w zwiazku to mowie sobie:" Nic na sile"
Szkoda ze zycie jest takie pop********. Sam poznalem fantastyczna dziewczyne, na poczatkku bylo bajecznie a teraz..... teraz nie wiem co ze soba zrobic. Wiec czasem nie warto wchodzic za daleko. Nie ograniczylem sie w pewnym momencie tylko za bardzo rozpedzilem i teraz mam co mam - bol ;/
Realistka89 ja otwarcie mowie dziewczynie ze nie ma tego czegos co mnie w niej pociaga zwraca moja uwage, wiem ze to jest dla niej przykre ale staram sie byc bardzo deliktany jak dla malo kogo.
A odnosnie twojego kolegi ja bym zapytal wprost ze bylo wspaniale i nagle wszystko sie zawalilo, zaproponowalbym spotkanie w celu wyjasnienia. Realistko pamietaj " Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa!!!"
Ja wolę sobie zaoszczędzić błazenady... Już raz to przerabiałam i jestem zrażona... Może gdyby nie tamta sytuacja, to bym nie miała takich oporów... Tak przynajmniej nie zrobię z siebie pajaca...
Ehhh..szkoda.
Czasem lepiej zalowac ze sie cos zrobilo, niz z zalowac ze sie nie zrobilo.
Po tym jak pojechał mi na forum roku, nie zamierzam z nim rozmawiać o czymkolwiek... Wciąż nie mogę wyjść z szoku...
Popadł chłopak w jakąś dziwną samoobronę.
Odpuść. Może jak przestaniesz się martwić i starać - się wszystko wyjaśni
.
I nie bój się błazenady.
Ja to przechodziłam kilka razy. Wolę się zbłaźnić, ale wyjaśnić wszystkie "a co jeśli". Bo bywają gorsze od rzeczywistości. O.
No coz dziewczyny.
I tak ty Realistko wybierasz. Choc nie mysl ze to co miedzy wami bylo to umarlo. Jestem facetem wiec wiem ze takie wspomnienia pozostaja na zawsze ![]()
O ile cokolwiek było... Jego chamskie zachowanie jest poniżej wszelkiej krytyki... Mi i mojej przyjaciółce nawet cześć nie umie powiedzieć, unika nas jak jakiejś zarazy...
Najbardziej żal mi naszego koleżeństwa...
Czyli wszystko jasne.
Zakochal sie w Tobie ale chyba nie chcial sie angazowac w to wszystko, przestraszyl sie i bal sie przyznac do tego a jedynym wyjscie z takiej sytuacji choc najgorszym jest zerwanie kontaktu z kobieta zeby zapomniec ;/
Szkoda ze facet tak postapil po tym co was spotkalo....
Czasem jestesmy zbyt glupi i robimy to czego nie powinnismy.
Choc caly czas jestem przekonania ze jesli bys sie odezwala to bylo by jak dawniej a moze i lepiej. Moze jednak zaryzykujesz choc w malym stopniu, HM?
47 2010-10-07 23:28:46 Ostatnio edytowany przez Realistka89 (2010-10-07 23:32:46)
Nie wiem czy jasne... To jest tak idiotyczna sytuacja, po raz pierwszy jest tak, że nie rozumiem dosłownie nic. Gdy widzieliśmy się po egzaminach było naprawdę super, rozstaliśmy się w bardzo miłej atmosferze. Wtedy naprawdę było świetnie... W wakacje praktycznie zerowy kontakt, może błędem było nieodzywanie się... I teraz takie odpały... A tak świetnie się dogadywaliśmy... Brakuje mi tego... Ja po prostu chciałabym się z nim chociażby dalej kumplować. I zastanawiam się, gdzie popełniłam błąd... Byłam za nachalna? A może powinnam była się odezwać w wakacje jeszcze raz, by mieć pewność, że nie odpisuje mi celowo... A może jakoś się zdradziłam i on się połapał, że mi na nim zalezy... Sama już nie wiem... Ale on nigdy nie był dla mnie chamski i złośliwy... Nie rozumiem tego... To jest smutne...
Szansa którą dałaś innej osobie przekreśla osobę X ,a nie osobę Y.
Opowiedz nam co zrobiłaś... jaka była jego eakcja i jaka twoja jak sie spotkaliscie na uczelni?? to jest ciekawe
W ogóle to, co zdarzyło się pierwszego dnia i w następne już napisałam. A wczoraj wcale lepiej nie było... Chociaż przede mną już, że tak powiem: nie uciekał. To wygląda groteskowo: nawet jak przechodzi koło mnie i mojej przyjaciólki, to nam cześć nawet nie powie, dalej wita się tylko z jej facetem. Co najwyżej się popatrzy na mnie... Ale nic nie powie, chociaż wczoraj zamieniliśmy całe zdanie, ale to tylko dlatego że ja z przyjaciółką byłam wyjaśniać nieobecność wykładowczyni. I do tego nawiązywało to zdanie...
No to moze to zdanie to jakis kroczek? ![]()
Dziwny facet.... moze sie w koncu ogarnie i ruszy te 4 litery zycze ci realistko zeby sie tak stalo ![]()
W ogóle rozmawiałam dzisiaj z przyjaciółką i ona też pomyślała o tym jako o małym kroczku,ale wątpię. Myślę, że po prostu się zapytał, chodziło o sprawy praktyczne. Myślę, ze zapytanie się o informację zwiazaną typowo ze studiami, trudno uznać za przełom. Ale dobrze, ze umie się do mnie jeszcze w ogóle odezwać.
mam nadzieje ze sytuacja z czasem sie rozwinie i nabierze predkosci:)
No oby, ale praktycznie w to już nie wierzę. Nie rozumiem, czemu się nagle koleżeństwo posypało, kiedy wcześniej pomimo różnych sytuacji, niektórych naprawdę pokręconych, potrafiliśmy ze sobą rozmawiać i spędzać czas. Ale skoro ot tak to się skończyło, to koło koleżeństwa nasza relacja nigdy nie stała...
Czasem sa takie kryzysy w zyciu ale trzeba miec nadzieje zawsze jakas minimalna ze sie ulozy
Moze jednak zagadasz do niego? ![]()
Nie, nie zagadam do niego. Zastanawiałam się nad tym przez weekend i doszłam do wniosku, że to nie ma sensu. Można się co najwyżej zbłaźnić. Jak pewne rzeczy nie zostaną wypowiedziane to czasami lepiej... Nigdy już nie wrócimy do tego, co było... Ale z czasem może zaczniemy ze sobą normalnie wymieniać zdanie tak jak z innymi osobami na roku.
A ułożyć się z pewnością ułoży... Czasem pewne relacje trzeba zweryfikować, nie zawsze wychodzi to na plus dla znajomości, ale dzięki temu można zobaczyć, kto jest nam tak naprawdę bliski, a kto nigdy nie był. I w tym wypadku próba akurat wyszła negatywnie... Zawsze jest szkoda znajomości i pojawia się pustka, ale takie jest życie...
W ogóle nic się nie zmieniło tak naprawdę... Może poza tym, że już przede mną nie ucieka. Dzisiaj jak rozmawiałam przed wykładem z przyjaciółką, on przyszedł i podszedł do kolegi, który był obok nas. Potem przyjaciółka kserowała materiały i on był w pobliżu nas. Ale dalej zero rozmowy. Ale na szczęście nie ma już szopki: z daleka od ciebie, zła moco.
Dziewczyno, POROZMAWIAJ Z NIM!!! Czym się zbłaźnisz? wolisz żyć i zadręczać myślami co się stało? Przynajmniej będziesz miała jasność. Ja mimo że nie należę do odważnych, to bym to zrobiła. posłuchaj nas, proszę.
Dzisiaj miałam przeogromne okienko na uczelni z powodu konferencji naukowej, na którą wybrało się część wykładowców. Dlatego miałam dużo czasu na rozmowę z przyjaciółką, która zna nas obu. I obserwowała to wszystko. I ona mi powiedziała szczerze, że ona uważa, ze mam sobie odpuścić, nie pytać się go o co chodzi, nie próbować nic odbudowywać i olać sprawę totalnie, bo pytając go, ośmieszę siebie, a wg mojej przyjaciółki on nie jest tego wart i nigdy nie był. Po tej rozmowie czuję się, jakbym przejrzała na oczy i pozbyła się klapek. Powinnam była pomyśleć już wtedy, gdy dla mojej przyjaciółki bywał niemiły i złośliwy;/ Skoro taki bywał dla niej, to w końcu taki sam mógł kiedyś stać się dla mnie, czemu niby miałabym być lepiej traktowana... Nie dam mu tej satysfakcji i nie będę okazywać, że obecny stan mnie zabolał...
Zresztą już prawie nie boli, bo mam obok siebie cudowną przyjaciółkę, która mnie wspiera, a gdy na niego wpadamy, chwyta za rękę i ciągnie w przeciwną stronę. Gdyby nie ona, to pewnie już zdążałabym z siebie zrobić 1. błazna roku, bo była chwila, taki przebłysk, że bym do niego zagadała.
No nie wiem...
Ja uważam, ze lepiej wyjaśnić wszystko niż potem co jakiś czas, leżąc w łóżku wieczorem zastanowić się: ale o co właściwie chodziło?
A zwykle chodzi o głupotę.
tez stawiam na rozmowę i wyjaśnienie sytuacji
Dzisiaj się z nim nie widziałam, ale wczoraj była specyficzna sytuacja. W ogóle wynikła sytuacja, gdzie stanęłam poniekąd w jego obronie, a właściwie stanęłyśmy obie z przyjaciółką. Bo trafił się nam nieprzyjemny, niekulturalny wykładowca(by nie nazwać tego dosadniej), który lubi obrażać studentów i po nich jeździć, co nie ma nic wspólnego z wiedzą czy merytoryczną stroną zajęć. I mój kolega zwrócił uwagę wykładowcy i ten na niego wsiadł, to z przyjaciółką zaczęłyśmy podawać argumenty potwierdzające, ze kolega ma rację. Potem dołączyły się inne koleżanki. Wspólny wróg to trzeba współpracować i się trzymać razem.
I przez tę sytuację znowu mam mętlik w głowie... Muszę sobie wszystko przez weekend przemyśleć i coś postanowić... I tego się trzymać.
A ja caly czas jestem za tym zebys porozmawiala. I nie zblaznisz sie dziewczyno troszke wiary?:D
Ciągle się zastanawiam i o ile wczoraj byłam za tym, żeby się do niego w ogóle odezwać, niekoniecznie pogadać o tym, ale ogólnie zobaczyć, jak zareaguje i ewentualnie zapytać, czemu mnie unika, o tyle dzisiaj znowu jestem za tym, by w ogóle odpuścić sobie tę sprawę... Tak mi też radzą dwie przyjaciółki, w tym jedna, która zna nas oboje...Sama nie wiem, co robić... Nie umiem się na nic zdecydować.. Raz jestem pewna jednego rozwiązania, raz drugiego... Nie chcę z siebie zrobić błazna i nie wiem czy warto akurat tę sprawę ruszać...Może trzeba po prostu przestać o niej myśleć i przejść nad nią do porządku dziennego... Jedna przyjaciółka nawet stwierdziła, że on tak naprawdę nigdy nie traktował mnie jak koleżanki i jego zachowanie to potwierdza.W ogóle już sama nie wiem co o tym myśleć. Czy jego zachowanie dawniej rzeczywiście było szczere i czy kiedykolwiek darzył mnie sympatią... Mam już totalny mętlik w głowie...
Przestań słuchać koleżanek i osłuchaj siebie. Boli Cie to i chcesz to wszystko wyjaśnić.
A tracisz czas. I to cenny. Pogadaj z nim, wyjdzie Ci tylko na zdrowie - nawet jeżeli rezultat będzie nieprzyjemny.
Lepszy wyjaśniony chłód, niż milczące napięcie.